Gość: foreman
IP: 84.38.160.*
03.04.07, 15:39
Powiedziałem żeby się tu nawet nie pokazywał. Położne zdziwione moją reakcją,
nie wiedziały o moim stosunku do "opiekuna" . Lecz żona na "głupim jasiu
prosi mnie żebym nic nie mówił jak on przyjdzie, żebym wyszedł z sali. I
wychodze nie słysze tej arcyciekawej romowy ale gdy tylko wróciłem
dowiedziałem się, że żona została poinformowana że jeśli chciała środki
przeciwbólowe to mogła do niego zadzwonić. Ten tekst pozostawiam wogóle bez
komentarza. Na drugi dzień znowu przychodzi "OPIEKUN" zatroskany i znowu
wychodze. Tylko tym razem się dowiaduje. "Widzę że pani mąż nie może się na
mnie patrzeć wcale się mu nie dziwie".
Na nastepny dzień będącu u boku żony znowu słysze nadchodzącego opiekuna, tym
razem nie wytrzymuje. Otwiera dzwi pyta czy może . Mówie że nie i wychodzi.
I to już koniec kontaktu z tym ...
Teraz już pochowałem Angele i Weronike ubrane w śliczne malinowe ubranka. Żona
nie była na pogrzebie, była jeszcze w szpitalu. Zresztą, to i dobrze może
oszczedziło to troche jej cierpienia.
To tyle czekam teraz na wyniki sekcji, która robiona jest w tym samym
szpitalu, tak że wiem z góry, że nic nie wniesie.
Składam podziekowania dla dwóch położnych, myślę że napewno będą wiedziały o
kogo chodzi. I dla tych lekarzy którzy sprawili że moja żona urodziła owoc 34
tygodni ciąży u boku swojego "opiekuna", którego na pewno nie pozdrawiam i
chciałbym mu tylko powiedzieć, że dzieci to nie żadna fabryka i podchodzenie
do kobiet jak maszyn, to jakaś kpina...
Trochę mniej książek, troche więcej życia bo takie sytuacje się już zdarzały
(szkoda, że nam o tym nikt wcześniej nie powiedział), wiec można było je
przewidzieć panie "m". Zmień swoje motto życiowe. Ono nie powinno brzmieć "
NOSPA I DO DOMU". Myślę, że nam ANGELA i WERONIKA już nie przyniosą tyle
szcześci, ale tobie dadzą do myślenia dosyć dużo.
No coż co mi teraz zostało:
- pustka w domu
- brak moich aniołków, dla których wszystko było już przygtowane, wyprasowane,
wyprane, dom przewrócony do góry nogami, życie zmienione o 180 stopni
- żona załamana psychicznie , reagująca płaczem na każdy przejeżdżający wózek
bo tylko ona wie ile troski i serca dała tym dwóm cudownym takim samym
(jednojajowym) aniołkom.
No i nauczka jaka została to nigdy nie ufać lekarzowi, tylko kierować się
swoim sercem ale skąd to mogła wiedzieć, to była jej pierwsza ciąża.
reszta jest
milczeniem........................................................................................
..........................................................................................................................
.........................................................................................................................