Gość: syndyk3RzP IP: *.vif.net 25.05.03, 16:04 Czy to nie ten sam co to obiecywał mieszkania? Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: A.Kwasniewski NIE DLA LPR!! IP: *.dami / 192.168.1.* 25.05.03, 16:13 STARE DEWOTY I TRZECH DEBILI W GLANACH!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: werner Re: NIE DLA LPR!! IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 25.05.03, 18:12 Dawno temu obiecywał mieszkania dla młodych małżeństw (jak chciał zostać prezydentem)! Nee było mnie na wiecu? Może mówił kiedy wreszczie będą mieszkania dla MM??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tp Re: Prezydent Aleksander Kwaśniewski w Rzeszowie IP: *.rzeszow-moniuszki.sdi.tpnet.pl 25.05.03, 18:19 W kampanii prezydenckiej 2000 roku A. Kwaśniewski odwiedził m. in. Rzeszów. Grupa młodzieży pod przewodnictwem ówczesnego radnego Tomasza Pajęckiego bardzo skutecznie uniemożliwiła odbycie wiecu, wykrzykując z balkonu Ratusza m. in: „Przeproś Papieża”. W sprawie tego zakłócenia toczyło się nawet postępowanie karne. Przy okazji wizyty Kwaśniewskiego w Rzeszowie w związku z promowaniem UE, Pajęcki postanowił go obecnie przeprosić: Wielce Szanowny Pan Aleksander Kwaśniewski Prezydent Rzeczypospolitej 5 października 2000 roku, podczas przedwyborczej wizyty Pana Prezydenta w naszym mieście, miał miejsce przykry incydent. Ze wstydem muszę przyznać, że byłem jego uczestnikiem, a w pewnym sensie nawet organizatorem. Obecnie, korzystając z kolejnej, tym razem prounijnej, wizyty Pana Prezydenta, pragnę gorąco przeprosić za to, co się wówczas stało. Jedyne co mam na swoje wytłumaczenie, to że działałem zbałamucony ówcześnie panującą propagandą. Naprawdę wierzyłem, że osoba Pana Prezydenta stanowi zagrożenie dla Polski. Obrzydliwe manipulacje sztabu wyborczego Mariana Krzaklewskiego polegające na pokazywaniu filmu, w którym Pan Prezydent żartuje sobie z ministrem Siwcem, traktowałem naiwnie jako ujawnienie, że Pan Prezydent szydzi sobie z Ojca Świętego. Stąd nasze absurdalne okrzyki i transparenty: „Przeproś Papieża”. Swój błąd zrozumiałem dopiero kilka dni temu. Pierwsze wątpliwości powstały, gdy 20 maja zobaczyłem, iż Ojciec Święty nie wygląda na kogoś, kto by się na Pana Prezydenta gniewał. Gdy na dodatek usłyszałem, jak wspólnym głosem, ze szczerą troską o Polskę, mówicie o Unii Europejskiej, coś we mnie pękło. Przez dwa dni biłem się z myślami, ale resztki wątpliwości prysły, gdy 22 maja usłyszałem w radiu abpa Gocłowskiego mówiącego: „Wiadomo, że reakcja na głos ludzi, którzy dzisiaj są przy władzy, a którzy kiedyś, w okresie przed 1989 r., uczestniczyli w sprawowaniu władzy, jest taka, jaka jest. I dlatego te pierwsze reakcje tych dwudziestu tysięcy na głos pana prezydenta były jak gdyby oszczędne. Natomiast później, kiedy dwadzieścia tysięcy ludzi słuchało tego, co pan prezydent mówił, mówił z ogromną logiką, mówił przekonująco - oczywiście potem telewizja trochę tam okroiła, bo pan prezydent zakończył słowem takim bardzo religijnym ‘Bóg zapłać’, to już telewizja tego ‘Bóg zapłać’ nie przekazała, bo trochę niedobrze brzmiało pewnie w Telewizji Polskiej, w pierwszym programie... Ja osobiście słuchałem tego, co mówił pan prezydent, i to bardzo współbrzmiało z tym, co mówił Ojciec Święty - tym bardziej, że Ojciec Święty po przemówieniu pana prezydenta powiedział ‘to było ważne przemówienie’.” Teraz gdy post factum analizuję to wszystko, odkrywam, że pierwsze wątpliwości pojawiły się nawet wcześniej. Było to przy okazji 3-go maja, gdy abp. Życiński jasno określił, że jeżeli ktoś jest przeciwko Unii Europejskiej, to tworzy „prywatny Kościół”. Konsekwencje tego błędu wprost ukazała Pani Minister Huebner zwracając się do zaprzańców z LPR. Dopiero wtedy zrozumiałem – ja również grzeszyłem! Muszę się tu przyznać, że moja niechęć do Pana Prezydenta była zadawniona. Nie zrodziła się wcale z tego, że Pan Prezydent uciekał z Sejmu po drabinie. Niestety, w okresie walki o nową Konstytucję dałem się przekonać, że to liberalny wymysł, szczególnie invocatio Dei w uchwalonym kształcie. Teraz dociera do mnie przeczytana 17 maja br. informacja, iż „Przedstawiciele Sejmu, Senatu i rządu chcą razem wystąpić o wpisanie do preambuły konstytucji Unii Europejskiej Invocatio Dei (odwołania do Boga) wzorowanego na zapisach polskiej konstytucji." Pojmuję w tej chwili, że to jest nasza misja w Europie! Inwocatio Dei w tym brzmieniu nie jest ukute w loży masońskiej, ale cieszy się poparciem Papieża, biskupów, i władz świeckich. Obecnie nie mogę zrozumieć, w jaki sposób poprzednio mogłem sobie wyrobić inny pogląd na ten temat. W świetle powyższych, może nazbyt osobistych wyznań, mam nadzieję, że Pan Prezydent mi po chrześcijańsku wybaczy i przyjmie serdeczne życzenia „Szczęść Boże!”, na dalszą drogę troski o Polskę i Europę. Słowa przeprosin należą się też ode mnie rzeszowskim radnym SLD, którzy słusznie złożyli na mnie doniesienie do prokuratury z powodu czynu, którego dopuściłem się wraz z kolegami 5 października 2000 roku. Co prawda uszedłem odpowiedzialności karnej, ale nie zwalnia mnie to z odpowiedzialności moralnej i obowiązku przeprosin. Również w przypadku tych zacnych ludzi myliłem się bardzo. Zawsze myślałem, że liczna obecność rzeszowskich radnych SLD w kościele przy każdej okazji, to tylko przejaw koniunkturalizmu. Dziś widzę, że grzeszyłem także przeciw kolegom. Przed wyborami wśród prawicowych komitecików szeptano sobie, który proboszcz po cichu popiera Pana Prezydenta Ferenca. Po wyborach krytykowano tych duszpasterzy, którzy natychmiast pobiegli załatwiać z SLD-owską władzą jakieś interesy. Dziś widzę, że to obmawianie było rzeczą szkaradną, a podłość prawicowych nieudaczników nie ma granic. Tomasz Pajęcki Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kris Re: Prezydent Aleksander Kwaśniewski w Rzeszowie IP: 81.15.189.* 25.05.03, 18:25 Gość portalu: tp napisał(a): > W kampanii prezydenckiej 2000 roku A. Kwaśniewski odwiedził m. in. Rzeszów. > Grupa młodzieży pod przewodnictwem ówczesnego radnego Tomasza Pajęckiego bardzo > > skutecznie uniemożliwiła odbycie wiecu, wykrzykując z balkonu Ratusza m. > in: „Przeproś Papieża”. W sprawie tego zakłócenia toczyło się nawet > > postępowanie karne. > Przy okazji wizyty Kwaśniewskiego w Rzeszowie w związku z > promowaniem UE, Pajęcki postanowił go obecnie przeprosić: > > > > > > > > Wielce Szanowny Pan > > Aleksander Kwaśniewski > > Prezydent Rzeczypospolitej > > > > 5 października 2000 roku, podczas przedwyborczej wizyty Pana > Prezydenta w naszym mieście, miał miejsce przykry incydent. Ze wstydem muszę > przyznać, że byłem jego uczestnikiem, a w pewnym sensie nawet organizatorem. > > Obecnie, korzystając z kolejnej, tym razem prounijnej, wizyty > Pana Prezydenta, pragnę gorąco przeprosić za to, co się wówczas stało. Jedyne > co mam na swoje wytłumaczenie, to że działałem zbałamucony ówcześnie panującą > propagandą. Naprawdę wierzyłem, że osoba Pana Prezydenta stanowi zagrożenie dla > > Polski. Obrzydliwe manipulacje sztabu wyborczego Mariana Krzaklewskiego > polegające na pokazywaniu filmu, w którym Pan Prezydent żartuje sobie z > ministrem Siwcem, traktowałem naiwnie jako ujawnienie, że Pan Prezydent szydzi > sobie z Ojca Świętego. Stąd nasze absurdalne okrzyki i transparenty: „Prz > eproś > Papieża”. > > Swój błąd zrozumiałem dopiero kilka dni temu. Pierwsze > wątpliwości powstały, gdy 20 maja zobaczyłem, iż Ojciec Święty nie wygląda na > kogoś, kto by się na Pana Prezydenta gniewał. Gdy na dodatek usłyszałem, jak > wspólnym głosem, ze szczerą troską o Polskę, mówicie o Unii Europejskiej, coś > we mnie pękło. Przez dwa dni biłem się z myślami, ale resztki wątpliwości > prysły, gdy 22 maja usłyszałem w radiu abpa Gocłowskiego mówiącego: „Wiad > omo, > że reakcja na głos ludzi, którzy dzisiaj są przy władzy, a którzy kiedyś, w > okresie przed 1989 r., uczestniczyli w sprawowaniu władzy, jest taka, jaka > jest. I dlatego te pierwsze reakcje tych dwudziestu tysięcy na głos pana > prezydenta były jak gdyby oszczędne. Natomiast później, kiedy dwadzieścia > tysięcy ludzi słuchało tego, co pan prezydent mówił, mówił z ogromną logiką, > mówił przekonująco - oczywiście potem telewizja trochę tam okroiła, bo pan > prezydent zakończył słowem takim bardzo religijnym ‘Bóg zapłać’, to > już > telewizja tego ‘Bóg zapłać’ nie przekazała, bo trochę niedobrze brz > miało pewnie > w Telewizji Polskiej, w pierwszym programie... Ja osobiście słuchałem tego, co > mówił pan prezydent, i to bardzo współbrzmiało z tym, co mówił Ojciec Święty - > tym bardziej, że Ojciec Święty po przemówieniu pana prezydenta powiedział ̵ > 6;to > było ważne przemówienie’.” > > Teraz gdy post factum analizuję to wszystko, odkrywam, że > pierwsze wątpliwości pojawiły się nawet wcześniej. Było to przy okazji 3-go > maja, gdy abp. Życiński jasno określił, że jeżeli ktoś jest przeciwko Unii > Europejskiej, to tworzy „prywatny Kościół”. Konsekwencje tego błędu > wprost > ukazała Pani Minister Huebner zwracając się do zaprzańców z LPR. Dopiero wtedy > zrozumiałem – ja również grzeszyłem! > > Muszę się tu przyznać, że moja niechęć do Pana Prezydenta była > zadawniona. Nie zrodziła się wcale z tego, że Pan Prezydent uciekał z Sejmu po > drabinie. Niestety, w okresie walki o nową Konstytucję dałem się przekonać, że > to liberalny wymysł, szczególnie invocatio Dei w uchwalonym kształcie. Teraz > dociera do mnie przeczytana 17 maja br. informacja, iż „Przedstawiciele > Sejmu, Senatu i rządu chcą razem wystąpić o wpisanie do preambuły > konstytucji Unii Europejskiej Invocatio Dei (odwołania do Boga) > wzorowanego na zapisach polskiej konstytucji." Pojmuję w tej chwili, że to > jest nasza misja w Europie! Inwocatio Dei w tym brzmieniu nie jest ukute w loży > > masońskiej, ale cieszy się poparciem Papieża, biskupów, i władz świeckich. > Obecnie nie mogę zrozumieć, w jaki sposób poprzednio mogłem sobie wyrobić inny > pogląd na ten temat. > > > > W świetle powyższych, może nazbyt osobistych wyznań, mam nadzieję, że Pan > Prezydent mi po chrześcijańsku wybaczy i przyjmie serdeczne życzenia „Szc > zęść > Boże!”, na dalszą drogę troski o Polskę i Europę. > > > > Słowa przeprosin należą się też ode mnie rzeszowskim radnym > SLD, którzy słusznie złożyli na mnie doniesienie do prokuratury z powodu czynu, > > którego dopuściłem się wraz z kolegami 5 października 2000 roku. Co prawda > uszedłem odpowiedzialności karnej, ale nie zwalnia mnie to z odpowiedzialności > moralnej i obowiązku przeprosin. > > Również w przypadku tych zacnych ludzi myliłem się bardzo. > Zawsze myślałem, że liczna obecność rzeszowskich radnych SLD w kościele przy > każdej okazji, to tylko przejaw koniunkturalizmu. Dziś widzę, że grzeszyłem > także przeciw kolegom. > > Przed wyborami wśród prawicowych komitecików szeptano sobie, który proboszcz po > > cichu popiera Pana Prezydenta Ferenca. Po wyborach krytykowano tych > duszpasterzy, którzy natychmiast pobiegli załatwiać z SLD-owską władzą jakieś > interesy. Dziś widzę, że to obmawianie było rzeczą szkaradną, a podłość > prawicowych nieudaczników nie ma granic. > > A kto śpiewał w Warszawie: Buzek ty zmoro ty zginiesz jak Aldo Moro, to przecież podli nieudacznicy z PPS Ikonowicza > > > > > > > > > > > > Tomasz Pajęcki Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tp Re: Prezydent Aleksander Kwaśniewski w Rzeszowie IP: *.rzeszow-moniuszki.sdi.tpnet.pl 26.05.03, 18:25 Ponieważ nie wszyscy chyba zrozumieli mój list, śpieszę wyjaśnić, co następuje: W połowie maja zacząłem się czuć jak w PRL-u. Stopień, nachalność i absurdalność unijnej propagandy nie dawał już żyć. Szczególnie surrealistycznie brzmiało to, że socjaliści i liberałowie wszelkiej maści wszędzie tłumaczyli, że Kościół jest miłośnikiem UE. Zacząłem badać, w jaki sposób powstają te argumenty. Oczywiście, były to manipulacje. Bardzo szybko odkryłem mechanizm tym rządzący. Zabawiałem się układaniem kolejnych schematów propagandowych tego typu. Potem doszedłem do wniosku, że właściwie warto by coś na ten temat napisać. Artykuł wyszedł mi jednak jakiś taki za poważny. Pomyślałem, że pewnie nikt tego nie opublikuje, a już na pewno nikt nie przeczyta. Stwierdziłem, że to może wina formy. Gdyby tak zrobić to bardziej humorystycznie? No i napisałem satyrę polityczną w formie mojego listu do Aleksandra Kwaśniewskiego. Przyjąłem fikcję literacką polegającą na tym, że ktoś przekonał mnie do racji drugiej strony. Rzuciłem więc na papier coś w rodzaju samokrytyki jaką powinienem zapewne złożyć zdaniem lewicy gdy już pojmę prawdę, czyli przyjmę ich punkt widzenia. Ci którzy potraktowali mój list serio (szczególnie dziennikarze Gazety Wyborczej), będą zapewne potrzebować jeszcze kilku wyjaśnień. „Działałem zbałamucony ówcześnie panującą propagandą” to oczywiście cytat z „Seksmisji”. Scena w której Jerzy Stuhr siedzi przed audytorium Ligi Kobiet i odczytuje przygotowaną samokrytykę jest chyba dostatecznie jasna – manipulacja informacją prowadzi do totalitaryzmu. Ci którzy załapali skąd pochodzą te słowa, nie mieli zapewne wątpliwości, że reszta też jest żartem, choć nie płochym. Rzecz jasna nigdy nie wysłałem tego listu do Kwaśniewskiego. Wbrew temu co pisała Wyborcza nie jest to bowiem żaden „oficjalny list” – ale satyra polityczna. Niektórym jest nie w smak przypominanie, że ich autentyczny stosunek do Ojca Świętego, został ujawniony. Zaś określenie „prawicowi nieudacznicy” to cytat z Leszka Mlliera. Tak zwracał się do nas 5 października 2000 roku. Teraz poznajemy go po tym, jak kończy. Długo zastanawiałem się, czy przypominać epizod uciekania Kwaśniewskiego z sejmu po drabinie. Obawiałem się, że o ile cytatu z „Seksmisji” wszyscy nie wyłapią, to powołanie się na to komiczne wydarzenie nie pozostawi nikomu cienia wątpliwości, że sobie kpię. Jak widać moje obawy nie były słuszne... Jeżeli chodzi o radnych SLD, to nigdy nie mogłem zrozumieć ich masowej obecności w kościele. Nie mam prawa oceniać ich osobistej religijności. Zakładając jednak ich szczerość, raczej nie pojmę, jak katolicy mogą należeć do partii, która co najmniej raz na dwa miesiące przypomina, że gdyby było to możliwe, umożliwiłaby bezkarne zabijanie dzieci poczętych. Nie ukrywam, że miałem nadzieję, iż ktoś się da na mój „list” nabrać. Zupełnie jednak nie spodziewałem się, że będą to dziennikarze Gazety Wyborczej - pisma, które ma ambicje reprezentować elity intelektualnej. Wnioski z tego, że tak się jednak stało, niech sobie każdy wyciągnie sam. Jeżeli w tej sprawie też będą wątpliwości, to może podejmę się tłumaczenia, ale chyba wszystko jest jasne... P.S Musiałbym być skończonym idiotą by koniunkturalnie popierać formację (SLD), która znika z powierzchni ziemi. Nie dość, że w Polsce postkomuniści politycznie są zupełnie spaleni, to jeszcze średnia wieku członków tej partyjki sięga już chyba 100 lat. Jeśli chodzi o wypowiedź dla Gazety Wyborczej, dotyczącą tego, że w zamian za przeprosiny liczę na to, że postkomuniści podarują mi pracę - to w kontekście "przeprosin" było to szyderstwo z obecnej sytuacji w kraju, gdzie niczego normalnie nie da się osiągnąć a jedynie przez koneksje i klakierstwo dawnym kacykom. --------------------------------------------------------------------------- W kampanii prezydenckiej 2000 roku A. Kwaśniewski odwiedził m. in. Rzeszów. Grupa młodzieży pod przewodnictwem ówczesnego radnego Tomasza Pajęckiego bardzo skutecznie uniemożliwiła odbycie wiecu, wykrzykując z balkonu Ratusza m. in: „Przeproś Papieża”. W sprawie tego zakłócenia toczyło się nawet postępowanie karne. Przy okazji wizyty Kwaśniewskiego w Rzeszowie w związku z promowaniem UE, Pajęcki postanowił go obecnie przeprosić: Wielce Szanowny Pan Aleksander Kwaśniewski Prezydent Rzeczypospolitej 5 października 2000 roku, podczas przedwyborczej wizyty Pana Prezydenta w naszym mieście, miał miejsce przykry incydent. Ze wstydem muszę przyznać, że byłem jego uczestnikiem, a w pewnym sensie nawet organizatorem. Obecnie, korzystając z kolejnej, tym razem prounijnej, wizyty Pana Prezydenta, pragnę gorąco przeprosić za to, co się wówczas stało. Jedyne co mam na swoje wytłumaczenie, to że działałem zbałamucony ówcześnie panującą propagandą. Naprawdę wierzyłem, że osoba Pana Prezydenta stanowi zagrożenie dla Polski. Obrzydliwe manipulacje sztabu wyborczego Mariana Krzaklewskiego polegające na pokazywaniu filmu, w którym Pan Prezydent żartuje sobie z ministrem Siwcem, traktowałem naiwnie jako ujawnienie, że Pan Prezydent szydzi sobie z Ojca Świętego. Stąd nasze absurdalne okrzyki i transparenty: „Przeproś Papieża”. Swój błąd zrozumiałem dopiero kilka dni temu. Pierwsze wątpliwości powstały, gdy 20 maja zobaczyłem, iż Ojciec Święty nie wygląda na kogoś, kto by się na Pana Prezydenta gniewał. Gdy na dodatek usłyszałem, jak wspólnym głosem, ze szczerą troską o Polskę, mówicie o Unii Europejskiej, coś we mnie pękło. Przez dwa dni biłem się z myślami, ale resztki wątpliwości prysły, gdy 22 maja usłyszałem w radiu abpa Gocłowskiego mówiącego: „Wiadomo, że reakcja na głos ludzi, którzy dzisiaj są przy władzy, a którzy kiedyś, w okresie przed 1989 r., uczestniczyli w sprawowaniu władzy, jest taka, jaka jest. I dlatego te pierwsze reakcje tych dwudziestu tysięcy na głos pana prezydenta były jak gdyby oszczędne. Natomiast później, kiedy dwadzieścia tysięcy ludzi słuchało tego, co pan prezydent mówił, mówił z ogromną logiką, mówił przekonująco - oczywiście potem telewizja trochę tam okroiła, bo pan prezydent zakończył słowem takim bardzo religijnym ‘Bóg zapłać’, to już telewizja tego ‘Bóg zapłać’ nie przekazała, bo trochę niedobrze brzmiało pewnie w Telewizji Polskiej, w pierwszym programie... Ja osobiście słuchałem tego, co mówił pan prezydent, i to bardzo współbrzmiało z tym, co mówił Ojciec Święty - tym bardziej, że Ojciec Święty po przemówieniu pana prezydenta powiedział ‘to było ważne przemówienie’.” Teraz gdy post factum analizuję to wszystko, odkrywam, że pierwsze wątpliwości pojawiły się nawet wcześniej. Było to przy okazji 3-go maja, gdy abp. Życiński jasno określił, że jeżeli ktoś jest przeciwko Unii Europejskiej, to tworzy „prywatny Kościół”. Konsekwencje tego błędu wprost ukazała Pani Minister Huebner zwracając się do zaprzańców z LPR. Dopiero wtedy zrozumiałem – ja również grzeszyłem! Muszę się tu przyznać, że moja niechęć do Pana Prezydenta była zadawniona. Nie zrodziła się wcale z tego, że Pan Prezydent uciekał z Sejmu po drabinie. Niestety, w okresie walki o nową Konstytucję dałem się przekonać, że to liberalny wymysł, szczególnie invocatio Dei w uchwalonym kształcie. Teraz dociera do mnie przeczytana 17 maja br. informacja, iż „Przedstawiciele Sejmu, Senatu i rządu chcą razem wystąpić o wpisanie do preambuły konstytucji Unii Europejskiej Invocatio Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jurek jak zwykle na WSIiZie znowusz znana osobistość IP: 80.51.255.* 25.05.03, 19:59 jak to się dzieje, że każda osobistość która przybywa do Rzeszowa, odwiedza również Wyższą Szkołe Informatyki i Zarządzania ? to już staje się powoli normalnością ! a i uprzedzam komentarze typu bo zapłacili - bo to akurat nieprawda, prezydent za spotkanie ze śrdowiskiem akademickim Rzeszowa na WSIiZie nie dostał nic ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: demon Re: jak zwykle na WSIiZie znowusz znana osobistoś IP: *.man.rsk.pl 26.05.03, 08:49 Gość portalu: jurek napisał(a): > jak to się dzieje, że każda osobistość która przybywa do Rzeszowa, odwiedza > również Wyższą Szkołe Informatyki i Zarządzania ? to już staje się powoli > normalnością ! > > a i uprzedzam komentarze typu bo zapłacili - bo to akurat nieprawda, prezydent > za spotkanie ze śrdowiskiem akademickim Rzeszowa na WSIiZie nie dostał nic ! Może dlatego , ze na WSiZie znajduje sie RCIE (Regionalne Centrum Integracji Europejskiej). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ara Re: jak zwykle na WSIiZie znowusz znana osobistoś IP: *.krak.tke.pl 18.06.03, 15:12 Myślę ze to cos wiecej niz RCIE. Wiem na pewno z najpewniejszych źródeł ze Kwaśniewski miał do wyboru wszystkie rzeszowskie uczelnie.Ciekawe ze wybrał WSIZ nie?:)Nikt nie chce z waznych osobistości zwiedzac pozostałych muzeów:))) Odpowiedz Link Zgłoś
harnasi Re: Prezydent Aleksander Kwaśniewski w Rzeszowie 26.05.03, 00:03 WARA I DO IZRAELA TY PARCHU ŻYDOWSKI !!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: balka UPR:Poland in NAFTA!!!!!!!!!!! IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 26.05.03, 07:37 UPR mówi wyrażnie - podaeujmy sobie Unie E. i zajmijmy się poważnymi sprawami jak sojusze m NAFTA.Wiecie ze ostatnio Singapur wstąpił do tej organizacji???Im odległość nie przeszkadza! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jaka szkoda Re:Wielka szkoda IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 26.05.03, 10:00 Szkoda.ze nikt wazny i uznany ,albo jakas osobistosc nie chce odwiedzic Rzeszowa .I dalej jestesmy na peryferiach zainteresowan. Odpowiedz Link Zgłoś