półprawdy

18.09.09, 07:35
Alicja (głową w dół? - bo nie pamiętam już)
nieustannie spadała, spadała, spadała,
następnie jak teleskop
składała się, składała,
jakby tego było mało, rosła!
W nieskończoność się wydłużała.

I s i ę n i e b a ł a !

Dziwne.
L.Carroll stany te znał.
O lęku natomiast nie pisał nic.
Zatajał?
    • ichnia Re: półprawdy 18.09.09, 07:39
      digesta.s napisał:
      > Alicja (głową w dół? - bo nie pamiętam już)

      Tak, o ile pamiętam, głową w dół.

      > nieustannie spadała, spadała, spadała,
      > następnie jak teleskop
      > składała się, składała,
      > jakby tego było mało, rosła!
      > W nieskończoność się wydłużała.
      >
      > I s i ę n i e b a ł a !
      >
      > Dziwne.
      > L.Carroll stany te znał.
      > O lęku natomiast nie pisał nic.
      > Zatajał?

      A wiesz, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. W wieku, kiedy to czytałam,
      jedynie wyobraźnia pracowała, żeby utworzyć obrazy z czytanego tekstu. Pamiętam,
      że wtedy żaden lęk nie przyszedł mi do głowy. Bo w bajkach wszystko jest możliwe :)
      • lucyna_n Re: półprawdy 18.09.09, 11:02
        Nigdy nie byłam w stanie przeczyttać tej bajki, wywoływala we mnie co? no
        właśnie lęk:)
        • ichnia Re: półprawdy 18.09.09, 11:09
          lucyna_n napisała:
          > Nigdy nie byłam w stanie przeczyttać tej bajki, wywoływala we mnie co? no
          > właśnie lęk:)

          Co Ty powiesz? Dla mnie ona była tak dziwna, tak inna od wszystkich innych
          bajek, że o lęku nie było mowy. Takich sytuacji fantazy jak u Alicji nigdy
          wcześniej (ani później chyba) nie spotkałam.
          • lucyna_n Re: półprawdy 18.09.09, 12:00
            dla mne ta opowieść bo bajką trudno to nazwać zawsze była potworna, wynaturzona,
            dziwaczna. Balam się tych postaci. Nie jestem pewna czy wogóle przeczytalam ją
            kiedykolwiek do końca, mam na myśli oryginał, nie takie ugrzecznione wersje
            przerobione na zabawne. Zdecydowanei już od dziecka unikałam pokręconych
            psychicznie rzeczy, widać przeczuwałam że skończę jako świr. Swojemu dziecku też
            nie czytalam nigdy np baśni braci grimm , ci to dopiero mieli fantazję!. Co
            prawda jako dziecko z lubością czytywałam baśnei rosyjskie gdzie np złe siostry
            włóczono końmi po polach i "gdzie urwały się wlosy tam wyrosły osty" pamiętam
            że wogóle nei robiły na mnie wrażenia, ale ta dziwaczna alicja w krainie horrowu
            to brrrr.
            • bazoooka Re: półprawdy 18.09.09, 12:09
              a mnie z kolei bardzo ciągnęło do takich bajek. alicję ubostwiałam, tak samo
              pana kleksa i parę innych. a też byłam dzieckiem pełnym lęku. to niesamowite -
              jeden świr - a tyle wariantów :)
        • damakier1 Re: półprawdy 18.09.09, 12:38
          "Alicję ..." pokochałam w dzieciństwie od pierwszego czytania, a w
          miarę jak doroślałam i się starzałam, pokochiwałam coraz bardziej.
          Nawet mój nick jest nawiązaniem do Królowej Kier, która tak cudnie
          grała w krykieta. Zachwyciła mnie niesamowita fantazja autora, skąd
          się wzięła trochę wyjaśnia fakt, że był matematykiem. Dlatego chwała
          tym,którzy próbują w szkole przywrócic maematyce należne miejsce.
          Co do lęku jaki mogą wywoływać przygody Alicji, to jestem
          zaskoczona - ja bym powiedziała, że raczej dodają odwagi, pokazują,
          że z najtrudniejszych sytuacji znajduje się wyjście.
          A przy okazji - jestem zauroczona inną książeczką Lewisa Carroll'a -
          "Wyprawą na żmirłacza". Jestem pewna, że zachwyci każdego.
          Wieczorem, jak złapię trochę czasu to kawałek wpiszę.
          (moja sygnaturka tez jest ze Żmirłacza.
          • dolor Re: półprawdy 18.09.09, 12:50
            damakier1 napisała:

            > Zachwyciła mnie niesamowita fantazja autora, skąd
            > się wzięła trochę wyjaśnia fakt, że był matematykiem. Dlatego chwała
            > tym,którzy próbują w szkole przywrócic maematyce należne miejsce.

            Nie zapominajmy o narkotykach i małych dziewczynkach, w których autor Alicji
            gustował. Niestety w dzieciństwie czytałem tylko depresyjnych Grimmów, Andersena
            itp. Alicja mnie ominęła, a szkoda, bo dobra to rzecz.
            • lucyna_n Re: półprawdy 18.09.09, 12:58
              andersen to jechal po bandzie, miałam takie rozszerzone trzytomowe wydanei jego
              baśni, z psychodelicznymi ilustracjami, połowa bohaterow to byli umarli albo
              śmierć. Tego też się bałam.
          • lucyna_n Re: półprawdy 18.09.09, 12:55
            jak dla mnie to matematyczne zdolności to raczej mało tu mialy do rzeczy, ja
            stawiam na substancje psychoaktywne, zresztą alicja też cosik tam z buteleczki
            pociągała o ile pamiętam i potem jej się tak dziwnei robiło
            • bazoooka Re: półprawdy 18.09.09, 13:02
              a może był schi albo maniakiem?
              a zdolności matematyczne zadziwiająco często idą w parze z niesamowitą wyobraźnią.
            • ichnia Re: półprawdy 18.09.09, 13:03
              lucyna_n napisała:
              > zresztą alicja też cosik tam z buteleczki
              > pociągała o ile pamiętam i potem jej się tak dziwnei robiło

              Fakt, piła cosik.
              No proszę, jak to dorośli potrafią zepsuć całą radość z dziecięcych bajek ;) To
              dlatego są tacy depresyjni. Dzieci odbierają wszystko wprost, bez rozkładania na
              czynniki pierwsze i szukania głębszych podtekstów.
              • lucyna_n Re: półprawdy 18.09.09, 13:17
                jako dziecko odbieralam to tak samo jak dzisiaj, tylko jeszcze wtedy za dużo o
                narkotykach nie wiedzialam, ale że z tą bajką jest coś nei halo to od razu
                wyczułam:)
            • damakier1 Ach, te narkotyki.... 18.09.09, 16:40
              Gdyby dzieła powstawały z narkotyków - im większy ćpun, tym
              piękniejsze dzieła by popełniał (podobnie z alkoholem). A przecież
              sama zapałka nie wystarczy na ognisko - potrzeba solidnej porcji
              drewna, aby ognisko zapłonęło. A im piękniejsze szczapy, z lepszego
              drzewa - tym piękniej ognisko sie rozpali. W wypadku tworzenia
              dzieła, narkotyk to tylko zapałka. Potrzebna jest jeszcze
              wyobraźnia, którą narkotyk może wyzwolić, ale trzeba ją MIEĆ,
              potrzebny jest jeszcze ogromny zasób słów i umiejętność posługiwania
              się słowem, potrzebna wiedza i inteligencja. I myślę, że właśnie
              inteligencja, talent, dowcip, wyobraźnia i fantazja pozwoliły
              Lewisowi Carroll'owi napisać tych parę wspaniałych książeczek.
              Narkotyki to tylko dodatek, jak przyprawa do solidnego obiadu.

              A teraz zaczynam poszukiwania mojego egzemparza "Wyprawy na
              żmirłacza" i zaraz Wam kawałek napiszę.
              • damakier1 Wyprawa na żmirłacza - konwulsja piąta 18.09.09, 17:17
                Wykład dla Bobra

                (Bóbr usiłuje policzyć do trzech - DK)

                "Dwa plus jeden!" zajęczał. "Obyż można to było
                porachować na palcach czy kciukach!"
                I zapłakał jak dziecię, pomyślawszy, że przecie
                swego czasu przodował w naukach.

                "Damy radę!" rzekł Bydłobójca, gdy mu to zbrzydło:
                "Znamy radę!" i znów "Mamy radę!"
                "Nuże, podaj mi papier i tak zwane czernidło,
                tylko w miarę możności nie blade!"

                Więc Bóbr dostał mu cały piśmienniczy aparat,
                atramentu utoczył skwapliwie,
                Z pieczar zasię wypełzły przeraźliwy tłum szkarad
                wybałuszył się na nich w podziwie.

                Bydłobójca nie widząc tych widziadeł posępnych,
                w każdej dłoni trzymając po piórze,
                pisał, gadał, wykładał w sposób łatwo dostępny
                nawet Bobra niewinnej naturze:

                "Biorąc trzy za punkt wyjścia, a nie waham się przysiąc,
                że poręczne jest przeto nie skrewięć,
                dodaj dziesięć i sześć, po czym pomnóż przez tysiąc
                o czterdzieści zmniejszony i dziewięć.

                Wynik podziel przez dziewięćset pięćdziesiąt jeden
                i odejmij liczbę nie inną,
                lecz szesnaście dokładnie, a z obliczeń wypadnie
                ściśle to, co ci wypaść powinno.

                Chętnie bym ci objaśnił tę metodę wspaniałą
                póki o niej pamiętam... Niestety,
                ja mam czasu za mało, ty masz mózgu za mało,
                a poza tym są inne sekrety."
                • digesta.s Re: Wyprawa na żmirłacza - konwulsja piąta 18.09.09, 19:07
                  Nooo,
                  jeśli ktoś dzieli się swoim zachwytem, to ja nie umiem siedzieć cicho.
                  Też potrzebuję drugiej paru oczu, uszu, nóg i rąk, drugiego podniebienia. Bo
                  nawet najwykwintniejsza potrawa nie smakuje w samotności.

                  Gdy spadam głową w dół i spadanie nie ma końca, gdy ręce mi się wydłużają, stopy
                  od oczu oddalają, twarze przede mną nie przestają wirować, mantra powtarzana, że
                  zawsze ta zła godzina kiedyś mija, nigdy przecież nie było inaczej, jednak lęk
                  narasta lawinowo i Alicja mi się przypomniała, która się nie bała.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja