laurpi
24.09.09, 14:51
co tu napisać...ledwo mi się udało jakoś zabrać do napisania postu.
smutne to wszystko. pokłóciłam się z bratem, jeszcze ojciec się
wtrącił, bo mu przeszkadzało, że się przy nim kłócimy. Moj chłop
pojechał do siebie i strasznie źle się bez niego czuję. Nawet
telefon ma wyłączony. Moze jak bym chodziła do pracy, to bym nie
miała czasu o takich rzeczach myśleć i problem by zniknął. Ale mam
niezbyt ciekawą ścieżkę zawodową(krótkie prace) za sobą i "dziury" w
zatrudnieniu. Mogłabym, jak mi już ktoś tu radził, nie pokazywać
tych krótkich świadectw (mimo, że są za porozumieniem stron), ale
nie umiem za bardzo kłamać, ktoś może zapytać, gdzie ostatnio
pracowałam.
I tak jest chyba postęp, bo nie zaczęłam postu od: "chcę umrzeć"
czy "kiedy to wszystko się skończy wreszcie".
Ale to, o czym wcześniej napisałam, to nie jest jedyny problem z
pracą, to jest bardziej wymówka(aczkolwiek kolejny powód, dla
którego się odechciewa). Wierzę, że jak bym się wzięła na poważnie
za szukanie (a nie ograniczała się do czytania ogłoszeń), to bym
znalazła. Sama do końca nie wiem, gdzie jest problem. Może to to, ze
czuję że nie mam porządnego przygotowania do żadnego zawodu. A w
zawodzie, w którym pracowałam najdłużej (sprzedawcy), bo ponad 3
lata, nie chcę już pracować. to była w sumie praca utrwalająca nawyk
siedzenia i nicnierobienia, bo pod koniec polegała głownie na
czekaniu na klienta. I jeszcze przyzwyczaiłam się tam do dużej
samodzielności, co, jak się okazało, wcale nie było zaletą w
ostatniej pracy.
PS. też piszecie post przez pół godziny, z przerwą na kawę
(ewentualnie na papierosa, kto pali)? to pytanie retoryczne, bo
sądzę, że pewnie nie.