tristezza
09.01.10, 13:13
całą noc nie spałam i właśnie układałam się do snu, gdy usłyszałam
cichutkie pukanie. tak ciche, że nawet mój hałaśliwy pies nie
zareagował. była za dziesięć ósma, a więc jakaś sprawa absolutnie
nietypowa. czyżbym znowu zalała sąsiadkom mieszkanie? albo
tradycyjna awaria hydrauliczna i chcą kluczy od piwnicy? pukanie
było jednak tak subtelne, że mi do żadnych pretensji nie pasowało.
ale kto przed ósmą rano, do tego w sobotę składa niezapowiedziane
wizyty?!
na progu stała malutka babuleńka, na oko ze 145 cm, okutana wielką
kraciastą chustą, w filcowych butach i kilku spódnicach. na mój
widok uśmiechnęła się promiennie, a na jej mocno rumianych
policzkach pojawiły sie dołeczki:
dzień dobry, ja do pani, poproszę o grosik na jedzenie...
z entuzjazmem przyjęła dwa złote, obiecując wstawiennictwo w
niebiesiech.
mam alergię na wszelkich komiwojażerow, świadków jehowy, aktywistów
od petycji blokowych i tym podobne persony zawracające dupę swoimi
wizytami. ale to było wyjątkowe, całkowicie surrealistyczne
zdarzenie.
żałuję, że tak mało dałam.
kto mi powie, skąd się mogła wziąć taka babcia jak z dawnej bajki w
środku zasypanej śniegiem warszawy?
nie, to nie był sen