a jednak z tymi zapisami do psychiatry...

21.01.10, 16:58
zależy na kogo się trafi w recepcji.

ostatnio, jeszcze, gdy na Zlidzie byłam, opowiadałam tam,
jak w grudniu polazłam do poradni,
potrzebowałam pilnie wizyty i, choć wiem, że nietęgo wyglądałam,
z mokrym ryjem się jak osika trzęsłam w panice -
proponowano dopiero po nowym roku.
mocno musiałam prosić, by jednak choć na za tydzień mnie wciśnięto.

ale dziś telefonicznie się umawiałam.
powiedziałam tylko odrobinkę, co się nie halo dzieje
i pani - bardzo miła - powiedziała, że może jeszcze dziś,
jak zdążę do 18-tej, to niech przylecę,
a jak nie, to jutro od rana.

zatem można, się jak okazuje.

inna rzecz, że tu u mnie,
to oni chyba nieco inaczej traktują stałych pacjentów
doktorki i jeszcze fakt, Bóg wie czemu,
ma znaczenie, że jest się uczestnikiem terapii grupowej.
tak mi wygląda na to, że, gdyby ktoś źle się czuł bardzo,
ale był "nowy", to trudniej byłoby mu wyprosić termin natychmiastowy.
    • niewolnica.cezara Re: a jednak z tymi zapisami do psychiatry... 21.01.10, 18:09
      olga_w_ogrodzie napisała:

      > i jeszcze fakt, Bóg wie czemu,
      > ma znaczenie, że jest się uczestnikiem terapii grupowej.
      gdybyś się zabiła, to by źle świadczyło o ich terapeucie
Pełna wersja