laurpi
04.03.10, 05:51
No właśnie czemu niektórzy są tak skonstruowani, że na własne
życzenie zawsze się zaangażują w taką sytuację, że im będzie źle, że
będą wykorzystywani? To jest podobno cecha dzieci alkoholików, co
uwidacznia się m.in. w tym, że córki alkoholików statystycznie dużo
częściej wiążą się również z alkoholikami i nieświadomie znowu
pakują się w to samo g...o, co ich matki. Z facetami pewnie jest
podobnie.
Zmierzam do tego, że jest np. kobieta, która weszła w związek, bo
już do tego stopnia się zagubiła, że zupełnie nie potrafiła być sama
i zaczęła wręcz się zeszmacać, molestować emocjonalnie mężczyzn.
Relacja ta była z taką osobą, z którą absolutnie nie powinna się
wiązać i teraz jest wykorzystywana, ciągle zła, zdenerwowana, bo
temu mężczyźnie ciągle coś trzeba tłumaczyć i wygląda to tak, że ona
się czuje, że ktoś go ciągle krytykuje i się buntuje - zaczyna się
dogryzanie, odwzajemnianie krytyki wręcz niskie, idiotyczne, bo on
chyba wie, że ta kobieta ma rację, ale to na pewno jest wkurzające,
jak ktoś inny ciągle ma rację, a on ciągle się myli. Kobieta
krytykuje u niego sytuacje w zasadzie oczywiste, np. są kłótnie o
to, czy jakieś słowo poprawnie się pisze tak czy tak, i kobieta
zazwyczaj ma rację, co się okazuje w słowniku, a on na to odpowiada,
że: "ale tak jak ja mówiłem jest ładniej, tak powinno być" i się
zapiera, nie przyjmując argumentów, że tak jest ustalona gramatyka
czy ortografia, i jak napisze po swojemu, to będzie to
niezrozumiałe. Czyli sytuacja trochę jak z dzieckiem, tylko że z
dzieckiem w zasadzie można się jeszcze bawić w jakieś wychowanie, a
z dorosłym to już nie bardzo.
I co teraz zrobić? Nie można sobie wziąć człowieka na chwilę, żeby
sobie poprawić nastrój i potem go zostawić, jak już nie jest
potrzebny. Po drugie, to już nie pierwszy taki niezdrowy "związek"
tej kobiety. Co będzie, jak znowu nie będzie umiała być sama za
jakiś czas i się wpakuje w podobny syf z innym? I jeszcze pozostaną
wyrzuty sumienia co do tego, jak ten sobie zacznie gorzej radzić po
rozstaniu. Tu logiczne myślenie nie ma nic do rzeczy. Tu działają
jakieś silniejsze, głębsze rzeczy, instynkty, które wyłączają
wszelką logikę i jakieś życiowe doświadczenie.
Dodam, że ukończyła terapię długoterminową dla dorosłych dzieci
alkoholików i terapię grupową dla nerwic plus od kilku lat rozmowy z
psychologiem, okresowo regularne, okresowo przerwy. No bo ile w
końcu tej terapii, to po pierwsze, a po drugie, ona ma uzasadnione
przypuszczenia, że ta pierwsza terapia dla dda w rok po jej
zakończeniu przyczyniła się do znacznego pogorszenia jej stanu
psychicznego, włącznie z pobytem w szpitalu.
Pytanie w tym wątku jest retoryczne, bo wątpię, żeby ktokolwiek
wiedział, co robić. Jest to raczej taka luźna refleksja, zadziwienie
nad prawami, które rządzą ludzką psychiką. Mimo że to nie
matematyka, jednak te prawa okazują się czasami bardzo silne i
ścisłe.