Dodaj do ulubionych

w takie noce nikt nie powinien być sam

26.08.10, 01:18
a jest.
mała biedna o-f-i-a-r-a.
z dwudziestoletnim stażem
(nie)pamięci
od nowa wciąż przełykanie
własnych emocjonalnych rzygowin
przetrawianie
by wyrzygać dalej
ze szczyptą rozpaczy
i niezrozumienia.
regularnie opuszczam swe ciało
nauczyłam się mając lat 6
a teraz już nawet na garść haseł, które przyprawiają o zimny dreszcz
i nie wiem co, nie wiem jak, boję się
a potem nie pamiętam
albo pamiętam nierealnie, jak oglądany film
lub realistyczny sen.
bez pewności czy było.
zabij mnie.
są słowa, które nie przechodzą mi przez gardło
nie mieszczą się, zabierają głos
to szeptem
wówczas on prosi czy mogłabym powtórzyć
bo nie usłyszał
powtarzając umieram.
zabij mnie..
albo chociaż przytul
tylko nie dotykaj.
mam chorobę sierocą
i wspomnienia zbrodni
z których największą zdaje mi się: kazać dalej żyć.
Obserwuj wątek
      • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 26.08.10, 17:17
        to przejściowe. w pewnym stopniu przywykłam, a na pewno liczyłam się z powrotem
        wszystkich tych atrakcji wkraczając znów na te tory.. chciałabym to wreszcie
        zamknąć. zostawić. nauczyć się inaczej reagować, inaczej przeżywać. potrzebuję
        innego wzorca. pokazania, że może być inaczej. kłopot, że nie ma kto pokazać. a
        i opór własny nie ułatwia sprawy. nigdy o tym nie rozmawiałam. być może właśnie
        w procesie milczenia pewne słowa stały się tabu, a ruszenie pewnych strun odrywa
        mnie od rzeczywistości i przenosi donikąd. powoli. ponazywać. odważyć się
        powiedzieć. nie napisać, powiedzieć, przeżyć. tylko tego się boję, że
        odblokowane pójdzie lawiną, której nie udźwignę. z jakiegoś powodu wepchnęłam to
        w siebie poza zasięg wzroku. przez te parędziesiąt minut w gabinecie on jest tam
        ze mną. ale cały pozostały czas jestem z tym SAMA. i czasami zwyczajnie się boję.
        dziś mi lepiej, łagodniej. dzięki L.
        • lucyna_n Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 26.08.10, 19:24
          No tak, pewnie to wszystko tak właśnie jest jak piszesz, ale trzeba wierzyć że w
          końcu to wszystko co ma wykipieć wykipi i każde kolejne "powroty" będą już
          lżejsze. Tak mało można zrobić, ale jakby co, to mój numer telefonu zawsze ten
          sam, o każdej porze.
          • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 26.08.10, 19:45
            Dzięki.. Staram się możliwie nie zawracać sobą głowy nikomu.. Zwłaszcza na
            odległość, bo to rodzi bezradność po drugiej stronie, którą dodatkowo czuję się
            w obowiązku także dźwigać.. Przejściowo mam objawy choroby sierocej. Żałosne.
            Czasem piszę te parę słów gdzieś w przestrzeń. Najbardziej potrzebując kogoś
            obok, bezpiecznego, kto by czuwał, przytulił, uspokoił. Ale to rodzi silny lęk
            przed bliskością, odsłonięciem się, pokazaniem siebie słabej i zaryzykowaniem
            skrzywdzenia.. A przecież wszyscy wokół wiedzą, że jestem silna, radzę sobie ze
            wszystkim i niczego nie potrzebuję.. Sama siebie w tę klatkę wtłaczam i tak mi
            to już automatyzmem w kości wrosło, że czasem brak mi nadziei, że uda mi się to
            kiedyś przełamać..
            • lucyna_n Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 26.08.10, 20:03
              uchh właśnei o to chodzi żeby ludziom zawracać glowę, na innych też tak reagują
              ja to widzę że zdrowi na zdrowych też machają ręką ze zniecierpliwieniem ale oni
              się tym nei przejmują i dalej forsują swoją potrzebę, opowiadają co im jest,
              domagają się uwagi a ostatecznie nikt się nei czuje z tego powodu źle ten się
              wygadala tamtem poczuł potrzebny bo wysłuchał. Tak to jakoś jest, ne umiem
              wytłumaczyć, że chyba tylko świry myślą że nie mają prawa innym zajmować czasu i
              uwagi i że to jest jakieś niewłaściwe, reszta tym się kompletnie nie przejmuje.
    • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 26.08.10, 21:42
      czuję potrzebę wyjaśnienia.
      całe życie czuję się jak emocjonalny żebrak. za każdym razem kiedy o coś proszę,
      kiedy czegoś potrzebuję. może dlatego, że należę do tych ludzi, którzy umykają
      pamięci otoczenia. którzy istnieją dopóki ich słychać, widać, dopóki mogą coś
      dla otoczenia zrobić. a którzy, gdy zamilkną, nikt ich nie zapyta jak się czują,
      czy im w czymś nie pomóc, czy wszystko w porządku, ani nawet czy w ogóle żyją.
      to ja muszę wiecznie zabiegać o wszystkie relacje, bo kiedy odpuszczę - tracę.
      jest mi trudno pisać, mówić o tym, co mnie boli. trudno pokazać jakąś słabą
      część siebie. a kiedy się czasem odważę, zwykle dostaję po głowie. jak tutaj
      teraz - też tak się czuję. nic Wam nie zrobiłam. moglibyście mnie spokojnie
      ominąć, nie musicie po mnie skakać, bo Wam się coś nie podoba. mi się nie
      podoba, że ktoś po mnie skacze. to zapada w pamięć. jak moja matka, kiedy
      płakałam, kazała mi zawsze pójść do lustra i zobaczyć jaka jestem żałosna. do
      dziś nie potrafię pozwolić sobie na płacz przy kimś. dużo mnie zwykle kosztuje
      odważyć się odsłonić jakoś przed kimś, tu: przed Wami, w chwili słabości, kiedy
      mi naprawdę dość źle.. i kiedy dostaję po głowie, kolejne razy kiedy potrzebuję
      czegoś, są jeszcze trudniejsze, by o to poprosić..
      zastanawiam się też - odnośnie słów nie_zdzierze - jakie mam w ogóle wobec tego
      prawo wyrażać swoje odczucia, żeby nie wywoływać tym dyskomfortu u drugiego
      człowieka? to nie ma mi prawa być przykro z powodu tego, jak zostałam
      potraktowana, bo komuś się wydaje, że to zamach na jego poczucie winy? paranoja.
      czuję, że powinnam przeprosić za to, co napisałam, że napisałam w ogóle. tak
      samo jak czuję, że powinnam się jakoś usprawiedliwić, co próbuję uczynić. nie
      celem wywołania czegokolwiek w kimkolwiek. jestem permanentną ofiarą.
      "przepraszam, nie krzywdźcie mnie proszę". gardzę sobą taką. wybaczcie to
      zamieszanie.
      • lucyna_n Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 26.08.10, 21:58
        jakby Ci to tak prosto wypowiedzieć
        nie zrażaj się
        chyba każdy z nas czuł to samo , otwierasz się a reakcja otoczenia powoduje że
        czujesz ból,
        tylko że
        to otoczenie w sumie wszyscy tu jak jeden wcale nie chcemy żebyś tak się czuła,
        jestem tego absolutnie pewna, że wszyscy tutaj życzą Ci jak najlepiej i ich
        obchodzi to jak s^ę czujesz, co się z Tobą dzieje, tylko hmmm
        nie chcą sie wpieprzać na silę z butami, chcą jakoś tak podeprzeć, czasem może i
        dość szorstko, ale nikt tutajnie jest Tobei nieżyczliwy
        To że tak odbierasz to trochę wina tego że pod pancerzem masz wydelikaconą
        psychę i trudno zrobić cokolwiek w pobliżu żeby nie byloza mocno, rozumiesz?
        Proszę Cię, badź pisz, czujs ęi nie jak gość m tylko jak swój, nie przepraszaj
        bo nei masz za co, nie uciekaj bo ni masz tak naprawdę przed kim.
        Nie bój się szczurów, widziałaś jakie one uprawiają zapasy? co chwilagonią jeden
        drugiego, bums przewracają gona lecy i trzymają 3 sekundy, a za chwilę ten
        trzymany bierze rozpęd i bums na plecy tego co trzymał i tak trzy sekundy.
        to właśnei takie szczurze zapasy, bez użycia zębów.
      • dolor Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 26.08.10, 21:59
        Najwyraźniej nie umiem jasno formułować swoich myśli. Zasdaniczym przekazem
        miało być NIE MASZ POWODU ŻEBRAĆ. Odwrotność tego "spójrz, jaka jesteś żałosna".
        To ja się tłumaczę. (ale odrobinę szantażujesz, wiesz?) Nie przejmuj się mną,
        akurat Tobie jetem życzliwy, mogę zamilknąć, jeśli tak wolisz. Pisz, nie pisz,
        czuj się jak u siebie na forumie.
      • olga_w_ogrodzie Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 26.08.10, 22:00
        Canoine,
        masz prawo wyrażać swoje uczucia.
        jak każdy.

        napisałaś : "moglibyście mnie spokojnie
        ominąć, nie musicie po mnie skakać, bo Wam się coś nie podoba".

        czemu w liczbie mnogiej, jakby się tu cała horda zbójów na Ciebie
        rzucała ?
        pisząc na forum dostępnym dla wszystkich,
        ryzykujesz.
        odpowiedzi mogą nie spełniać Twych oczekiwań :
        ktoś, jak Lucy, przytuli,
        inni zrozumieją Twój ból,
        ale nie będą potrafili pomóc,
        a jeszcze inni uznają, iż bardziej
        pomoże Ci kop, a nie głaski.

        sądzę jednak, że nie ma tu jednej osoby,
        która nie życzyłaby Ci dobrze.
        naprawdę.
        się nie dawaj zbędnej goryczy i rozżaleniu.
        nie ma powodu.
        uściski.
    • kefirka.de Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 26.08.10, 22:39
      4 sprawy.
      1.Gdybyś kiedyś wydała tomik proszę powiadom, z pewnością go kupię.
      2.Nie rozumiem dlaczego Dolor był niezrozumiany. Ja bym pewnie była zadowolona z
      jego wsparcia.
      3.Najłatwiej mi wywalać wszystko co boli przy ludziach podobnych do mnie,
      znajdujących się w podobnej sytuacji. I jest to najbardziej konstruktywne. Duże
      jest prawdopodobieństwo, że olejesz to co napiszę, jednak napiszę. Grupy
      wsparcia, bądź terapia grupowa pomaga, gdy nie pomaga już prawie nic. To z moich
      doświadczeń.
      4. Czasem miewam objawy choroby sierocej, wiem jak to boli. Gdybyś była blisko,
      pomatkowała bym Tobie dzielna dziewczyno.
      • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 26.08.10, 22:49
        1. nie planuję. za każdym razem dziwi mnie kiedy kaskadowe pisanie urywkami
        zdań, z nieumiejętności wyrażenia się pełnymi zdaniami z jasnym przekazem, jest
        odbierane tak właśnie. w tym koszmarze nie ma nic pięknego.
        2. być może straciłam zdolność rozumienia tutejszego języka. albo coś jeszcze
        innego.
        3. nie znam w mojej okolicy żadnej grupy wsparcia dla osób z moim problemem,
        choć i nie szukałam. nie wyobrażam sobie takiej konfrontacji. z trudem borykam
        się z tym na indywidualnej terapii. na ogólnej grupowej - spisali mnie na straty
        swego czasu zanim jeszcze w ogóle zaczęli ze mną "pracować", o czym
        poinformowali mnie po 2 miesiącach jak sama rezygnowałam. wówczas spisali mnie
        na straty po raz drugi.
        4. gdyby.. dzięki mimo to.
        • lucyna_n Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 26.08.10, 23:57
          na grupową to chyba jeszcze nie czas
          jak już w miarę w miarę nie będzie omijalnych tematów w zaciszu to chyba można
          próbować konfrontacji, no zresztą nie wiem bo mnie też nie chcieli na grupowej,
          pewnie i racja bo nikomu nie dałabym dojść do słowa i ględziła w kółko o sobie.
          • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 27.08.10, 00:28
            nie planuję grupowej. po iluś próbach i podchodach trafiłam w końcu na
            terapeutę, z którym udało mi się nawiązać nić porozumienia i mam nadzieję, że to
            będzie jednak ostatnia moja terapia i więcej już wałkować tego nie będę
            potrzebowała. ile by to miało nie potrwać, bo i trochę już jednak trwa, to chcę
            tę terapię skończyć i móc normalnie po prostu żyć.
    • mskaiq Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 27.08.10, 14:59
      Wiesz sama jak to jest. Kiedy sie ktos zblizy to uciekniesz
      aby nie zostac wchlonieta, jesli Ty sie zblizysz to tez
      uciekniesz z tego samego powodu.
      Kiedys odwazysz sie i zrobisz krok, ale caly czas bedzie
      pojawiala sie grozba wchloniecia, az przestaniesz zwracac na
      nia uwagi, az bedzie Ci to obojetne czy zostaniesz wchlonieta
      albo nie.
      Ale i tak robisz olbrzymie postepy, cokolwiek bys nie
      powiedziala, pracujesz, odbierasz telefony, robisz zakupy,
      jestes niezalezna, nauczylas sie wielu rzeczy ale musisz
      nauczyc sie jeszcze wiecej.
      To bardzo trudne Canoine, ale jestem pod wielkim wrazeniem
      Twojej walki o Siebie.
      Serdeczne pozdrowienia.


      Wiem ze wygrasz chociaz
      Serdeczne pozdrowienia.
    • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 28.08.10, 16:26
      kiedy mi źle, wycofuję się. nic dziwnego, że nie mam znajomych. nie potrafię
      okazywać słabości, nie potrafię przełamać lęku i zaufać. że nie zostanę
      wyśmiana, że nikt tego nie nadużyje w żaden sposób. przyzwyczajam więc ludzi
      zawsze do tego, że jestem silna, że sobie radzę, że to do mnie można przyjść z
      problemem, ale ja niczego nie potrzebuję. a kiedy okazuje się inaczej - ludzie
      są zdezorientowani, nie wiedzą jak się zachować, bo nie znają mnie takiej.
      prosta droga do (poczucia) odrzucenia. bo przecież i tak sobie poradzę.
      jak się tak próbuje raz, drugi, trzeci, piętnasty i za każdym razem
      współistniejące wówczas potrzeby nie zostają zaspokojone, wyrabia się w sobie
      odruch chowania się do szafy, by oszczędzić sobie kolejnego rozczarowania, bólu,
      (poczucia) odrzucenia.
      nie wiem jak sobie z problemem poradzić. nie umiem o tym rozmawiać, nawet z
      terapeutą. w silnym stresie czuję jak znikam ze swojego ciała, jak jaźń staje
      się osobnym bytem, oddzielam się, tkwiąc wewnątrz, ale już nie razem. trochę to
      czasem przypomina stan upojenia ale nie tak wesoły i błogi.
      szukam książek. postanowiłam uczynić z nich element konfrontacji. wiem, z
      książką nie da się porozmawiać, a jednak jest to i jakaś forma dialogu. szukam
      książek o tematyce przemocy, traumy, nadużycia, lęku, autoagresji, o sposobach
      radzenia sobie, pracy z osobami mającymi takie doświadczenia. także książek o
      budowaniu własnej wartości, pewności siebie, o kształtowaniu swojego ja. trochę
      wyszukałam w miejskiej bibliotece. zamierzam się zaszyć z ich treścią i
      przerobić po swojemu. terapia terapią, a mieć odwagę stanąć z tym twarzą w twarz
      samotnie to jeszcze inny kontekst. może i łatwiej mi będzie rozmawiać. jak nieco
      oswoję, poznam, niejako od zewnątrz bardziej. a może nie.
      ale mam sto czternaście tysięcy dwieście lęków i chorobę sierocą. i niewiele mam
      do stracenia. może poza resztką swojego życia w roli wiecznej ofiary.
      • lucyna_n Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 28.08.10, 19:00
        orzeczytalam kiedyś gdzieś, nie wiem gdzie że taka deprersonalizacja w obliczu
        stresu to wyższa forma paniki
        moim zdaniem coś w tym jest
        okazanie słabości w stadzie, trudna sztuka, instynkyt podopowiada żeby się
        schować i nie ujawniać zanim nie minie bo stado choćby i nie specjalnie i nie
        zamierzenie zadepcze leżącego.
        Tyle że strach ma wielkie oczy i jaks ię człowiek kapnie że to stado to takie
        trochę w sumie obojętne i wcale nei pali się z zadawaniem celowych ciosów a jak
        coś przykrego ma się stać to i bunkier i tak cię nie zabezpieczy to wiele emocji
        z człowieka opada.
        • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 28.08.10, 20:15
          miewam takie "odloty" całkiem często. ciekawe, że jestem wtedy świadoma,
          potrafię zachować zdolność komunikacji, tylko wewnątrz siebie się jakby
          rozpadam, a potem mgliście pamiętam zdarzenia albo nie mam pewności czy
          wydarzyły się naprawdę. coś jak sen albo stan upojenia alkoholowego. tylko z
          dużą ilością lęku. nie potrafię nad tym zapanować. ilekroć odczuwam głęboki
          stres, ilekroć próbuję wejść na tory traumy na terapii - po paru zdaniach czuję
          jak coraz więcej energii pakuję w to, by nie odpływać, by skoncentrować się na
          otaczającej realności, by zachować łączność komunikacyjną ze światem, by.. nie
          stracić kontroli na tym, co się dzieje wokół mnie..
          aż w końcu dialog się urywa, bo ja już nie jestem w stanie się skupić na
          rozmowie, słyszę słowa, ale mi się rozpraszają, tracę kontakt ze sobą, więc nic
          nie wiem..

          być może jest jak piszesz - że strach ma wielkie oczy. ale ta obojętność,
          bezradność po drugiej stronie - mnie też bolą. obojętność odbieram jako
          odrzucenie, brak zrozumienia. bezradność każe mi przejąć odpowiedzialność za
          dwie już osoby i sama się wpędzam w klatkę umniejszania swoich odczuć i
          powtarzania, że to nic, nie ma się czym przejmować, że sobie poradzę, tak tylko
          potrzebowałam chwilę pomarudzić.. po czym zostaję sama..

          całe życie czuję się sama. poza nielicznymi chwilami zaledwie, w których
          ostrożnie odczuwałam bezpieczeństwo czyjejś obecności. choćby na odległość. ale
          ta samotność już mi chyba boleśnie wrosła w tkanki podskórne. i nie wiem jak się
          przez tę blokadę przebić. tak naprawdę. więc jestem sama. jak teraz, kiedy znów
          zapada powoli zmrok, a ja już czuję, że trzęsą mi się lekko dłonie i mam
          ściśniętą krtań i cały przełyk, spięte mięśnie karku..
          • kefirka.de Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 29.08.10, 01:12
            Ja gdy mam odlot, wycofuję się fizycznie. Oddycham trochę głębiej. Gdzieś mam
            kontrolę sytuacji. Po chwili wraca równowaga. Wiem, każdy ma inaczej,może ten
            sposób radzenia sobie nie jest dla ciebie.

            >ale ta obojętność,
            > bezradność po drugiej stronie - mnie też bolą. obojętność odbieram jako
            > odrzucenie, brak zrozumienia. bezradność każe mi przejąć odpowiedzialność za
            > dwie już osoby i sama się wpędzam w klatkę umniejszania swoich odczuć i
            > powtarzania, że to nic, nie ma się czym przejmować, że sobie poradzę, tak tylko
            > potrzebowałam chwilę pomarudzić.. po czym zostaję sama..
            No właśnie podałaś książkowy przykład krzywego odbierania rzeczywistości i
            współuzależnieniowego myślenia, które moim zdaniem daje się korygować przede
            wszystkim na terapii grupowej. Ja aby wejść na grupową kiblowałam na tzw. grupie
            wstępnej kilka miesięcy. Agora tak mnie blokowała, że słowa z siebie wykrztusić
            nie mogłam. Nie rozumiem dlaczego Ciebie nie chcieli na grupowej. Jakaś marna
            terapia to była.
            Jeśli masz problemy z pracą w grupie, możesz sobie pomóc będąc w miejscu, gdzie
            można sobie siedzieć cicho i nic poza tym nie robić. Taki substytut grupy
            wstępnej przed właściwą terapią zmiękczający nieco opór przed otwarciem. Masę
            jest grup typu al-anon, anonimowi obżeracze, anonimowi palacze itp. Można sobie
            jakąś przypadłość wybrać i pochodzić ile się da, początkowo człowieka
            najczęściej wykręca ze zniesmaczenia, jednak po jakimś czasie widać pierwsze
            dobre efekty. Jeśli jesteś mocno zdeterminowana by sobie pomóc, to jest do
            spróbowania.
            Co do potrzeb sierocych to trzeba sobie uświadomić, że to worek bez dna. Ludzie
            wyczuwają, że jesteś na super głodzie i wymiękają. Nie trzeba ich winić ani
            sobie dowalać, musiałabyś trafić na tytana aby nie stchórzył. Można się jednak
            nauczyć radzenia sobie w takiej trudnej sytuacji. Jeśli Twój terapeuta to
            bechawiorysta, powinien Ci trochę pomóc. Znów jednak kłania się terapia
            grupowa. Na takiej dostaniesz gotowe rozwiązania podane na tacy. Trzeba tylko
            nauczyć się brać. To jest proces i musi trwać, nic nie dzieje się na zawołanie.
            Ale dzieje się gdy jest się cierpliwym, zapewniam.
            • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 29.08.10, 06:58
              > Ja gdy mam odlot, wycofuję się fizycznie. Oddycham trochę głębiej. Gdzieś mam
              > kontrolę sytuacji. Po chwili wraca równowaga. Wiem, każdy ma inaczej,może ten
              > sposób radzenia sobie nie jest dla ciebie.

              Dla mnie największym zagrożeniem jest utracić kontrolę nad otoczeniem. Do tego
              stopnia nawet, że boję się momentu zasypiania.

              Co do grupowej - jak wspominałam, nie planuję. W moim mieście są dwie możliwości
              - obie na oddziale dziennym szpitala, w którym byłam. Już pomijając, że nie mam
              możliwości wziąć wolnego w pracy na 3 miesiące, to tam mnie właśnie parę lat
              temu skreślono na starcie. Bo mi jest ciężko mówić o sobie, że z czymś mam
              problem, że coś mnie boli itd., automatycznie umniejszam, obracam w żart,
              potrafię z uśmiechem mówić o koszmarach, jakbym opisywała wycieczkę nad jezioro.
              Taki mechanizm obronny. Nie umiem obcej osobie, którą pierwszy raz widzę przez
              15 minut określić swojego problemu, czego oczekuję od terapii i jaki jest mój
              cel. Więc mnie przyporządkowali do grupy kompletnie nie odpowiadającej moim
              potrzebom, a potem obserwowali jak sobie w niej nie radzę. Czasem reaguję
              autoagresją, więc już w pierwszym tygodniu, gdy naiwnie przyznałam się, że się
              pocięłam w reakcji na coś tam, potraktowano mnie niemal jak przestępcę,
              ogłaszając to na forum grupy, grożąc usunięciem, na którą to decyzję musiałam
              czekać kilka godzin czując się wśród ludzi tam jak wyrzutek. W końcu mnie
              zostawili, ale przez 2 miesiące nie potrafiłam się ostatecznie znaleźć w tej
              grupie, co mi tylko narastało frustracją. Umiałam dać coś od siebie grupie, ale
              nie umiałam nic dla siebie od nich wziąć, dopuścić kogokolwiek do siebie na
              choćby pół kilometra. Nie czułam się tam ani trochę bezpiecznie. W odruchu
              obronnym jeżę się, gdy ktoś próbuje do mnie podejść. Więc ludzie tam się mnie
              bali. Moich kolców, ale i zmienności, bo przez huśtawki nastrojów byłam dla nich
              zbyt nieprzewidywalna. W końcu zrezygnowałam sama, w ostatnim tygodniu mego tam
              chodzenia zaczynałam znowu wpadać w narkotyki/lekomanię, bo poziom frustracji
              przekraczał już moje możliwości radzenia sobie z nią. Przyznałam się, zgodnie z
              moim indywidualnym kontraktem podpisanym przeze mnie po akcji z okaleczeniem się
              wyleciałam z grupy i wówczas wręczając mi wypis, oświadczono mi, że przydzielono
              mnie do tej grupy, bo z góry wiedzieli, że nie będę chciała (współ)pracować, bo
              to było widać po mojej niskiej motywacji od początku i braku zaangażowania w
              swoją terapię, wlepiono mi bordera i nadużywanie substancji szkodliwych,
              skierowano do poradni AN i szczęśliwie pozbyto się problemu. Co ciekawe na sam
              koniec dostałam ustną informację zwrotną od terapeutek pracujących z tą grupą i
              one całkiem trafnie opisały moje miejsce w grupie, relacje i z czym mam problem.
              A ja nie mogłam zrozumieć dlaczego skoro tak świetnie mnie rozgryziono, dlaczego
              nikt mi przez ten czas nie pomógł tego zmienić.
              To są moje doświadczenia z terapią grupową. 2 miesiące męki i frustracji,
              rozwiązań zero, widocznie się nie nadaję faktycznie, skoro nie umiałam przez ten
              czas stać się częścią grupy (przez całe życie zostaję na zewnątrz każdej grupy
              jedynie pozornie stanowiąc jej część), a jedyne co z tego miałam, to kolejne
              załamanie, odreagowywane w lekach i narkotykach, plus kilkanaście kilo po
              lekach, jakie na tym oddziale dziennym dostawałam i nasilenie zaburzeń
              odżywiania z tego powodu na kolejne kilka lat, no i zostałam z tym wszystkim
              zostawiona sama sobie. Dziękuję, to mi wystarczyło.

              > Co do potrzeb sierocych to trzeba sobie uświadomić, że to worek bez dna. Ludzie
              > wyczuwają, że jesteś na super głodzie i wymiękają. Nie trzeba ich winić ani
              > sobie dowalać, musiałabyś trafić na tytana aby nie stchórzył.

              Wiem. I choć wyć mi się chce, to nawet nie liczę już, że ktoś kiedykolwiek moje
              potrzeby zaspokoi. Dlatego też m.in. wycofuję się sprzed ludzkich oczu, bo mi
              łatwiej z tymi potrzebami żyć, kiedy tej nadziei na zaspokojenie nie mam.

              >Jeśli Twój terapeuta to
              > bechawiorysta, powinien Ci trochę pomóc.

              Jest psychodynamiczny.

              Znów jednak kłania się terapia
              > grupowa. Na takiej dostaniesz gotowe rozwiązania podane na tacy. Trzeba tylko
              > nauczyć się brać. To jest proces i musi trwać, nic nie dzieje się na zawołanie.

              Tjaa. Napisałam już wyżej jak to u mnie wyglądało. Każdy ma swoje doświadczenia.
              Mi terapia grupowa kojarzy się jedynie z koszmarem.
          • mskaiq Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 29.08.10, 09:48
            Takie odloty pojawialy sie u mnie rowniez, szczegolnie
            kiedy prowadzilem samochod. Bylo to niebezpieczne bo
            to na pograniczu snu i jawy. Moglem prowadzic samochod
            ale nie wiem czy to bylo bezpieczne prowadzenie, chociaz
            nie popelnilem nigdy bledu.
            Zwykle nie zwracalem uwagi na mysli, szepty ktore sie
            pojawialy, chociaz staraly sie abym je zaakceptowal jako
            moje wlasne i odjechal z nimi.
            Taki odjazd bylby niezwykle niebezpieczny, w samochodzie
            oznaczalby powazny wypadek.
            Tez nie pamietalem co sie tam w mojej glowie przewracalo
            a pojawialo sie bardzo wiele mysli, zwykle nierealnych,
            nieprawdziwych ale jakby prawdziwych i realnych.
            Nauczylem sie pozbywac tego spiewajac. Kiedy zaczynalem
            spiewac bardzo szybko znikal ten odlot.
            Duzo spiewalem przy mojej schizofreni, czasem po to aby
            przezwyciezyc zmeczenie, czasem aby sie podniesc z dolka.
            To bylo bardzo skuteczne przywracanie sobie radosci,
            usmiechu.
            Wracajac do Ciebie to dobrze ze probujesz nie tracic
            kontroli nad soba. Nawet jesli nie jestes sie w stanie
            skupic to i tak wygrywasz, bo nie nie odlatujesz z
            tym i nie chcesz przyjac jako siebie.

            Jesli chodzi o obojetnosc to nie mozna tego akceptowac
            jako odrzucenie, albo niechec drugiej osoby do Ciebie.
            Tez mialem problemy z tym. W koncu zrozunialem ze
            obojetnosc, brak reakcji na to co mowie oznaczalo
            ze ta osoba miala bardzo wiele wlasnych problemow
            czy to w domu, czy tez ze soba.
            Swiat ludzi "normalnych" nie jest taki bardzo
            normalny, jest tam wiele problemow czesto natury
            zyciowej a czasem nawet psychicznej.
            Nie bierz do siebie braku reakcji nie obwiniaj sie
            za to. To nie Twoja wina i musisz sie tego nauczyc.
            To bardzo wazna sprawa.
            Serdeczne pozdrowienia.


            Nauczylem sie
          • lucyna_n Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 29.08.10, 21:13
            to co opisujesz to jest bardzo, bardzo podobne do tego co czuję kiedy ogarnia
            mnie atak paniki, takie zachowanie trzeźwości przy jednoczesnym odlocie w jakąś
            alternatywną rzeczywistość. jeden z z lekarzy nawet twierdził że to czuję
            przypomina coś co opisują niektórzy chorzy tuż przed wystąpieniem ataku padaczkowego
            ja się potem często zastanawiam dlaczego nie byłam w stanie jakoś tego opanować,
            no nie wiem usiąść, napić się wody, oddychać , otrząsnąć się? ale za każdym
            razem jest podobnie, ja nie biegam, nie krzyczę, nie placzę, na zewnątrz podobno
            nie widać nic. Ale nie bez powodu tyle lat clono było moim "najlepszym
            przyjacielem" mimo że nawet nie palę, alko może nie istnieć i ogólnei nei mam
            skłonności do brania choćby leków na ból głowy nawet jak mnie trzy dni boli. Ale
            to cholerstwo jest nie do wytrzymania, bardzo się martwię że jesteś sama kiedy
            tak się czujesz.

      • mskaiq Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 29.08.10, 10:07
        Znikanie z wlasnego ciala, stawanie sie osobnym bytem. To
        tylko odczucie, nigdzie nie znikasz, nie wolno w to
        uwierzyc. Jest wiele odczuc, nie sa one trwale. Nie mozna
        sie ich bac, one znikna jesli nie zrobisz z nich patologii.
        Wiem ze to nie jest latwe ale wiem ze Sobie poradzisz !!!!
        Jesli w to uwierzysz to prowadzic to moze do dysocjacji
        a nawet dalej.
        Serdeczne pozdrowienia.
        • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 29.08.10, 13:13
          Mskaiq, nie demonizuję swoich odczuć, nie czynię z tego bóg wie jakiej
          patologii. doświadczam tego całkiem często, bardzo rzadko się "skarżę", bo choć
          wiem co to jest, na czym polega i dlaczego się dzieje, nie zmienia to faktu, że
          budzi lęk i jest mało przyjemne. tak reaguję na silny stres. tak nauczyłam się
          reagować kiedy byłam dzieckiem. i tak reaguję dziś na samo wspomnienie tamtych
          wydarzeń. albo na sytuacje w jakiś sposób przypominające je. i jestem tego
          świadoma, więc nie musisz do mnie krzyczeć wykrzyknikami :)

          poza tym zdaję sobie także sprawę, że ludzie mają swoje życia i swoje problemy.
          wiem także jakie emocje budzi w ludziach słuchanie podobnych historii jak moja.
          zwłaszcza bezradności, z którą sama nie umiem sobie poradzić, a dodatkowo
          "przejmuję" od ewentualnej drugiej osoby i czuję się wówczas podwójnie
          odpowiedzialna. tylko co z tego, że ja to rozumiem? skoro i tak czuję się tak
          samo jak kiedy byłam dzieckiem i nikt mi nie pomógł i nie miałam dokąd ze sobą
          pójść, kiedy się bałam. od zawsze wszyscy mają swoje ważne sprawy, swoje życia,
          swoje zmartwienia, a ja utknęłam w jakiejś pętli czasowej i emocjonalnie ciągle
          odbieram to jak opuszczone przez wszystkich, zostawione, niezrozumianie,
          wystraszone, skrzywdzone dziecko. rozum swoje, a emocje swoje. i żadne
          tłumaczenie sobie czegokolwiek nie zmienia tego jak się wówczas w głębi czuję.

          ale to z tym śpiewaniem niezłe jest. poćwiczę, może się czasem przyda. dzięki.
          • mskaiq Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 29.08.10, 14:33
            Wiem ze nie demonizujesz Swoich odczuc i wiem ze bardzo
            rzadko sie skarzysz. Wiem jak heroiczna walke prowadzisz
            o Siebie.
            Wiem rowniez ze wiesz bardzo wiele i ze przychodza emocje
            i one rzadza. Wiesz ze nie jestes opuszczona ale czujesz
            inaczej.
            Musisz z tymi emocjami wygrac. To jest prawda ze emocje
            podazaja za myslami i to trzeba wykorzystac. Ty wiesz
            ze nie jestes odrzucona i to sie liczy, nie licza sie
            emocje.
            Wiem rowniez ze to latwo powiedziec a o wiele trudniej
            wprowadzic w zycie. Stad bierze sie moj podziw ze nie
            poddajesz sie ze mimo trudnych dni ciagle walczysz.
            Jesli chodzi o spiew to sie nawet niezle nauczylem spiewac,
            czasem to byl jedyny sposob odbicia sie od dna.
            Serdeczne pozdrowienia.
            • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 29.08.10, 15:25
              Ależ jestem opuszczona - wszyscy dawni znajomi i quasi-przyjaciele rozpłynęli
              się niczym we mgle. Ci nieliczni, którzy czasem się odzywają - są daleko. Poza
              terapeutą nie mam nikogo, z kim mogłabym porozmawiać i liczyć na zrozumienie,
              wsparcie. Przez 20 lat jestem z tym sama. Zawiedli ci, którzy powinni mnie
              chronić i opiekować się mną, gdy byłam dzieckiem. Przez całe życie, z krótkimi
              przerwami, byłam sama. To jest fakt, nie moje jedynie odczucie. Bo na palcach
              jednej ręki mogłabym policzyć osoby, które gdy zamilknę, po jakimś czasie, około
              miesiącu, być może zapytają co u mnie i czy w ogóle żyję. A mi jest głupio się
              wiecznie narzucać ze swymi jękami ze świadomością, że nikt nie ma ochoty tego
              słuchać i z poczuciem emocjonalnego żebractwa, o którym pisałam wyżej.

              Próbuję kolejnego podejścia do rozprawienia się z traumą na terapii. Co się
              wiąże z nasilonymi lękami, odlotami, poczuciem nierealności i całym tym cyrkiem,
              ze strachem przed zapadającą ciemnością i momentem zasypiania, z nasileniem
              objawów choroby sierocej, ze ściskiem w gardle, ryzykiem utraty panowania nad
              złością, poczuciem winy, wiec i okaleczeniami, zaburzeniami snu, jedzenia,
              rozproszeniem i ogólnym rozbiciem.. Co jakiś czas nasila się samo, w ramach
              pakietu PTSD, ale próba wejścia na te tory na terapii, czyni ten czas okropnie
              ciężkim..

              i - jestem z tym sama. więc mi nie mów, że nie jestem odrzucona. jestem sama tak
              samo, jak kiedy miałam 6 lat i nie rozumiałam jeszcze co się dzieje. i jestem
              sama dziś. trudno.
                • szemranie Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 29.08.10, 15:55
                  miesiące skaczą i galopują
                  zmęczenie, zabieganie, własne radości

                  nie oglądałam serialu przyjaciele, ale przyjaźnie niekoniecznie na tym polegają
                  by się ludzie wzajemnie ratowali.

                  ludzki świat - dziwny.
                  propozycję kawy ponawiam. nie mam Twojego telefonu
                  bo od ostatnich kontaktów były ze 2 kasowania listy

                  nie nalegam też.
              • lucyna_n Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 29.08.10, 21:23
                eee, czy żyję nie pytałbys ie nikt gdzybym nie miała szczęścia spotkać kiedyś
                M. Nie było w tym żadnej mojej zaslugi, tylko fart nieziemski. Oprócz niego
                nikt, ale to nikt nie pyta o mne w realu, mogłabym spokojnie umrzeć i zjadłyby
                mnie szczury. Chyba tylko spółdzielnia mieszkaniowa i enea by się dopomniała
                jakby rachunki przestały być opłacane. Ani rodzice, ani rodzeństwo, ani
                koleżanki z którymi kiedyś przebywałam niemal 24 h/7 z którymi mieszkałam, nikt
                absolutnie nikt.
                Ludzie uciekają od problemów, uciekają od ludzi nie mogących prowadzić
                /symulować życia towarzyskiego. Ja tego nei odbieram jako ich czy moją winę,
                jakoś tak po porstu to działa, że jak się chce czegoś od ludzi to trzeba do nich
                wyjść, samemu zagadnąć, zaproponować spotkanie, napisać maila, cokolwiek. Po
                prostu tak to działa, zwłaszcza jak się na czas dłuższy wypadło z orbity. Ludzie
                czekają na jasne sygnały, nei są domyślni.
                • dolor Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 30.08.10, 00:03
                  lucyna_n napisała:

                  > Ludzie uciekają od problemów, uciekają od ludzi nie mogących prowadzić
                  > /symulować życia towarzyskiego. Ja tego nei odbieram jako ich czy moją winę,
                  > jakoś tak po porstu to działa, że jak się chce czegoś od ludzi to trzeba do nic
                  > h
                  > wyjść, samemu zagadnąć, zaproponować spotkanie, napisać maila, cokolwiek. Po
                  > prostu tak to działa, zwłaszcza jak się na czas dłuższy wypadło z orbity. Ludzie
                  > czekają na jasne sygnały, nei są domyślni.

                  Ale to chyba dobrze, telepatia kiepsko działa. Moja matka ma okresowe napady
                  troski, jak jej się coś przyśni zwłaszcza, potem mam miesiące spokoju. Prawdę
                  powiedziawszy jej troska zwykle mnie wykańczała. O ileż lepiej, gdy człowiek sam
                  mówi, gdy mu czegoś potrzeba, z nastawieniem, że ma co dać w zamian, i że osoba,
                  którą prosi, nie ma obowiązku się zgodzić. Absurdalne powtarzanie pytania: nie
                  potrzeba ci czegoś? Może... jakoś nie wydaje mi się ideałem. Chyba trudno też
                  było by mi się co dzień dopytywać wszystkich, których lubię, czy mnie nie
                  potrzebują.
                  • lucyna_n Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 30.08.10, 01:02
                    dobrze dla kogoś kto nie ma problemu z nawiązywaniem łączności, kto nie ma
                    problemu z lękiem i samotnością, kto nie boi sie odrzucenia.
                    Ja długo odbierałam ten brak zainteresowania nie jako czekanie na sygnał tylko
                    unikamie mnie. Wszystko zależy od tego jak tam człowiek ma w głowie poukładane,
                    większość z nas tutaj ma jednak problem z czytelną komunikacją ze światem
                    zewnętrznym. Potrzebuję ludzi i jednocześnie spotkania mnei męczą, sama nie wiem
                    jak to ugryźć. Nie umiem być sama ale nie umiem też być wśród ludzi i żyć
                    towarzyskim życiem obowiązującym obecnie.
                    • dolor Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 30.08.10, 01:27
                      Po prawdzie jak miałem spore problemy z nawiązywaniem łączności i strachem przed
                      odrzuceniem, też jednak uważałem, że to dobrze. No ale nie twierdzę, że miałem
                      największą deprechę we wszechświecie. W każdym razie jak popróbować i się
                      nauczyć sygnalizować (ale nie wymagać), działa.

                      Wszystkie spotkania Cię męczą? Czy czasem trafiasz na coś dopasowanego?
                      • lucyna_n Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 30.08.10, 12:31
                        Nie tyle trafiam co są ludzi eprzy których człowiek może się czuć swobodny, ie
                        musi niczego udawać, ukrywać i omijać, wtedy jest super się z kimś spotkać, ale
                        np spotkanie klasowe czy wizyta rodzinna to maskara jakaś.
                        Co do sygnalizowania to tak, jak najbardziej jestem za tym żeby nauczyć się
                        sygnalizować, nie skazywać się na domyślność zwłaszcza że samemu z reguly się
                        domyślnym nie jest.
                        • dolor Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 30.08.10, 17:12
                          lucyna_n napisała:

                          > Co do sygnalizowania to tak, jak najbardziej jestem za tym żeby nauczyć się
                          > sygnalizować, nie skazywać się na domyślność zwłaszcza że samemu z reguly się
                          > domyślnym nie jest.

                          Może załóż watek sygnalizacyjny? Hasłem może być: brzydką dziś mamy pogodę albo
                          chce mi się pogadać. Odrzucający ofertę nie zostawią śladu. Czasem i dwojgu chce
                          się naraz.
                          • lucyna_n Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 31.08.10, 15:21
                            ale po co mi ten wątek, bo nie bardzo kapuję?
                            ja jak chcę pogadać to wlaśnei sama występuję przed szerego bo się już tego
                            nauczyłam że trzeba wtedy samemu że tak powiem zainicjować.
                            Kiedyś, kiedyś czekalam na to że ktoś się odezwie jako na dowód jawny sympatii
                            taki niewyproszony.Wynikało to z zerowego poczucia wlasnej wartości i głodu
                            pozytywnych emocji, głodu przez wielkie GŁ oraz panicznego lęku przed
                            odrzuceniem, zignorowaniem.
                            Im mniej człowiekowi zależy na ludziach tym bardziej się do niego pchają
                            drzwiami i oknami. Nie wiem dlaczego ale tak jakoś zaobserwowałam.
                            • dolor Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 01.09.10, 22:09
                              A wiesz, ja też. Chyba mi o coś chodziło. Ale syndrom 50 postów na godzinę mnie
                              dopadł. Aaa, chyba o to, żeby było jakieś hasło dla wszystkich zrozumiałe, albo
                              miejsce, w którym będzie wiadomo, o co chodzi. Bo depresiaki uwielbiają nie
                              wprost. No dobra, głupie to było.
              • mskaiq Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 30.08.10, 11:29
                A nie myslisz ze ten stan opuszczenia moze miec cos
                wspolnego z tym ze boisz sie zostac pochlonieta ?
                Dla osob o borderline struktorze charakteru porzucenie
                jest mniejszym zlem niz pochloniecie.
                Trudno do takiej osoby sie zblizyc bo ona ciagle sie
                odsuwa.
                A obok tego a moze przez to jest jeszcze poczucie winy
                ze chcesz sie zblizyc do kogos. Czujesz ze proba nawiazania
                kontaktu to narzucanie sie, ze nikt nie ma ochoty sluchac
                Ciebie.
                Czy ktos Ci powiedzial ze sie narzucasz, ze nie ma ochoty
                skuchac Ciebie czy projektujesz Swoje wlasne uczucia na
                ten temat na innych ludzi ?
                Mysle ze warto sie nad tym zastanowic.
                Serdeczne pozdrowienia.
                • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 30.08.10, 21:05
                  nie najgorzej. choć już nie tak świetnie jak kiedyś. ale to jest klatka.
                  kaganiec. i choć wydaje mi się, że całkiem nieźle wiem jak to działa, skąd się
                  bierze i dlaczego, nie potrafię tego przełamać i wyjść poza. poza ten
                  automatyzm. bo to jest automatycznie odpalany program. przećwiczony przez lata
                  po prostu dzieje się sam. dopiero jak nikt nie widzi, kolejny raz wyję z
                  samotności i wściekłości na siebie, że znów byłam taka zajebista i znów
                  przerosłam samą siebie..
                    • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 30.08.10, 21:44
                      być może. mam wrażenie, że większość moich lęków nie jest tak naprawdę moja, że
                      jest jakby z zewnątrz, że została mi sprzedana gdzieś po drodze. zdecydowanej
                      większości nie potrafię uzasadnić, nie potrafię wskazać nawet wyimaginowanego
                      zagrożenia, które mogłoby to wywoływać - po prostu boję się i już. potrafię
                      przejechać na stopa całą Polskę, co niedawno uczyniłam i za tydzień zamierzam
                      powtórzyć, a jednocześnie czuć ścisk w gardle i wszystkich flakach na myśl o
                      wyjściu z domu do sklepu. znalazłabym takich paradoksów dziesiątki. i gubię się,
                      bo chwilami już nie wiem która ja, to rzeczywiście ja. nie wiem jak uwolnić się
                      od tego lęku, nie wiem jak uwolnić się wreszcie od krzywdy, jaką mi wyrządzono
                      20 lat temu, nie wiem jak uwolnić się od dziesiątek innych mniejszych krzywdek,
                      jakie mi sprawiono potem. dziś już nie ma zagrożenia, dziś już nie ma się czego
                      bać, dziś już mogę robić co chcę, mogę kierować swoim życiem jak tylko mam na to
                      ochotę. a jednak nie. nie, bo coś mnie ciągle blokuje. irracjonalny, idiotyczny
                      lęk przed nie wiem czym. wszędzie.
                            • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 31.08.10, 09:03
                              No, nie tak źle. Jak się przyjrzeć to jeszcze parę lat temu było dużo gorzej.
                              Można by więc mieć nadzieję, że idzie ku lepszemu i kiedyś dojdzie. Ale póki co
                              nie daje mi to normalnie żyć. A ja nie wiem dlaczego nie mogę tego zostawić za
                              sobą, oderwać się od tego, zapomnieć się nie da, ale nie wlec za sobą tak
                              kurczowo.. Bo znane gorsze jest lepsze od nieznanego potencjalnie lepszego?
                              Nawet logiczne, choć głupie.
                              • dolor Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 31.08.10, 10:34
                                Nie głupie. Chyba o to idzie. Lepsze samo rzadko dochodzi. Nie wiem, co Cię
                                przygniotło. Ale trupy z szafami, kamienne tablice i litość są o wiele za
                                ciężkie, by się z nimi dźwignąć. Duma się przydaje, lekkie, poręczne oparcie.
                                Świadomość, że rzeczywistość jest i rządzi się prawami, które możemy z dużym
                                prawdopodobieństwem przewidzieć. Umysł, by gromadzić doświadczenie i analizować,
                                także: czego się boimy, czy to faktycznie groźne i jak się zabezpieczyć, jak
                                wykorzystać co mamy. Własna wartość, by wymieniać na potrzebną nam cudzą. I
                                odpowiedni moment, by było się czego chwycić, czym podeprzeć, by z koleiny
                                wydostać, ten najmniej zależny od woli fragment układanki. Źle zaplanowane
                                nieznane może być gorsze, znane z czasem staje się nie do zniesienia. Przerabiam
                                Twoje na mój poplątany język, dobrze mi się przy Twym pisanym myśli, sprawny łeb
                                Ci się trafił (spostrzeżenie, nie komplement).
                                • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 31.08.10, 11:24
                                  Tkwi we mnie małe skrzywdzone dziecko. Przestałam je już tak dotkliwie kopać za
                                  każdy kwik, jaki z siebie wydało, ale nie potrafię się ciągle nim w sobie zająć,
                                  kiedy cierpi. Trącanie pewnych strun, rusza we mnie zawsze lawinę wspomnień i
                                  emocji z dawnych czasów. Podjęłam jedną próbę na terapii parę miesięcy temu, ale
                                  wymiękłam. Teraz próbuję po raz drugi. Mam objawy podobne do PTSD. Jak żołnierz,
                                  do którego powoli dociera, że wojna się już skończyła i nie ma już wroga..
                                  Przerobić, przeżyć, przetrwać, oswoić, nauczyć się z tym żyć, obok tego, nauczyć
                                  się sobie radzić, umrzeć ze strachu, by zobaczyć, że nie ma się czego bać..
                                  Wkalkulowałam, że tak być może. Ale ta przewidywalność nie czyni procesu
                                  znacząco łatwiejszym..
                                  • dolor Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 31.08.10, 12:21
                                    Trochę męczące, że każdy post powinienem tu zaczynać od nie wiem. I banałów. Ale
                                    małego dziecka już nie ma. Jest tu i teraz. Tu i teraz masz możliwości obrony i
                                    ataku, których nie było. Możesz odrzucić wszystko, co niepotrzebnie ogranicza.
                                    To logiczne, tylko nie mam pojęcia (znów) jak następuje proces uświadamiania
                                    sobie tego. Coś się przełamuje i zaczyna to być częścią ciebie. Nie wiem jak.
                                    Ale warto próbować na wszelkie sposoby. I próbujesz. A im więcej, tym większa
                                    szansa, że zaskoczy. Czyli: rób dalej swoje, a ja pokibicuję. Sprawi mi dużą
                                    przyjemność, jeśli Ci się uda, bo zasługujesz na to jak nie każdy.
                      • mskaiq Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 31.08.10, 10:55
                        Kiedy u mnie pojawial sie scisk w gardle i we flakach to
                        nie zwracalem na to uwagi.
                        To byly odczucia somatyczne ktore znalem doskonale.
                        Ignorowalem je, staralem sie byc zajety, staralem sie
                        jak najmniej przezywac to co sie ze mna dzieje, nie
                        utozsamiac sie z moim cialem.
                        Wiedzialem ze jesli emocje czy odczucia somatyczne
                        prowadzace do emocji beda mi obojetne to one znikna.
                        Wiedzialem rowniez ze jesli bede sie z nimi utozsamial
                        to beda coraz silniejsze.
                        Staralem sie jak najmniej analizowac siebie i przezywac
                        to co sie ze mna dzieje. Zajmowalem sie wszystkim tylko
                        nie soba. Zajmowalem sie innymi ludzmi, skupialem sie na
                        pracy, na pisaniu, rozwiazywaniu problemow tylko nie na
                        sobie.
                        Jesli chodzi o krzywdy to wybaczalem. To nie jest latwe,
                        pierwsze wybaczenie przyszlo mi po kilku miesiacach
                        szamotania sie ze soba, ale udalo sie.
                        Od tamtego czasu wybaczalem coraz latwiej i sobie i innym.
                        Dzisiaj to juz zadna sztuka. Najwazniejsza jest empatia,
                        zrozumienie kata.
                        Serdeczne pozdrowienia.

                        • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 31.08.10, 11:08
                          nie umiem wybaczyć. nie umiem odczuwać wobec mojego kata żadnej innej emocji
                          poza strachem. wszystkie inne przeniosłam na siebie. w tym złość. sobie też
                          dotąd nie wybaczyłam. ciągle tkwi we mnie przekonanie, że mogłam coś zrobić i
                          nie mogę sobie skutecznie przetłumaczyć, że jako dziecko niewielkie miałam
                          możliwości.
                              • mskaiq Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 31.08.10, 15:15
                                Czytalem o badaniach przeprowadzonych na pedofilach w USA.
                                Tacy ludzie wierza ze seks sprawia dziecku nie mniejsza
                                przyjemnosc niz jemu samemu.
                                Uswiadomienie takiej osobie ze to nie jest prawda, prowadzi
                                w bardzo wielu wypadkach do wyleczenia.
                                Serdeczne pozdrowienia
                                    • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 01.09.10, 22:27
                                      nie obchodzi mnie to.
                                      ktoś mnie kiedyś zapytał, co bym zrobiła, gdybym miała możliwość spojrzeć teraz
                                      prosto w oczy i wymierzyć karę. mogłabym snuć długie fantazje o powolnym i
                                      możliwie najbardziej bolesnym i okrutnym uśmiercaniu. ale przypuszczam, że nie
                                      zrobiłabym nic. bo nie znam takiej kary, którą mogłabym wymierzyć za to, co mi
                                      zrobiono.
                                      nie rozumiesz, nie jesteś w stanie pojąć, skoro oczekujesz ode mnie współczucia
                                      dla mojego oprawcy. a jeśli nie rozumiesz - zamilcz.
                                      • mskaiq Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 01.09.10, 22:54
                                        Rozumiem Twoje uczucia ale rozumiem rowniez co z nich
                                        wynika. One sa przeciwko Tobie.
                                        Moja nienawisc, zlosc do ludzi ktorzy skrzywdzili mnie
                                        obracala sie przeciwko mnie.
                                        W kazdej chwili mogla pojawic sie poczucie krzywdy, w
                                        kazdej chwili swiat mogl byc przeciwko mnie i tworzyc we
                                        mnie strach, lek, poczucie bezradnosci, nienawisc. To
                                        one nie dawaly zasnac, ciagle wdzieraly sie w zycie,
                                        ciagle psuly ciaglosc, odbieraly chec do zycia, zaklocaly
                                        pamiec.
                                        Nie moglem sobie poradzic z tymi uczuciami bo nie mozna
                                        nimi kierowac, odsunac kiedy przeszkadzaja.
                                        Aby sie ich pozbyc musialem wybaczyc. Zrobilem to aby moc
                                        zyc. Dzisiaj jestem wolny od poczucia krzywdy, nie meczy
                                        mnie kiedy sie z nia spotykam a spotykam sie czesto.
                                        Krzywda nie niszczy mnie, nie jest przeciwko mnie, nie
                                        zakloca, nie zmienia co chwila stanow emocjonalnych.
                                        Serdeczne pozdrowienia.

                                        • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 01.09.10, 23:08
                                          nie czuję nienawiści do swojego oprawcy. nie czuję żadnych emocji, poza
                                          strachem, gdy o tym myślę. a czasem nawet i tego nie - zimna pustka. nie
                                          projektuj więc na mnie SWOICH emocji, bo NIE JESTEM TOBĄ. i nie pisz mi, że
                                          rozumiesz. jeśli nie doświadczyłeś - nie masz pojęcia.
                                          • mskaiq Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 02.09.10, 15:16
                                            Nie projektuje na Ciebie moich emocji bo moja przeszlosc nie budzi we mnie zadnych
                                            negatywnych emocji. Nie budzi zimna ani pustki. Znam to zimno i znam ta pustke,
                                            bardzo wiele osob ja zna. Zlo ktore sie wydarzylo i ktore ja wywoluje nie ma juz
                                            zadnego wplywu na mnie, jest za to wiele dobrych uczuc, ktore zastapily te zle i
                                            przerazajace.
                                            Napisalem ci o moich doswiadczeniach, bo wedlug mnie moga Ci pomoc. Znam
                                            emocje o ktorych piszesz, bo emocje wygladaja podobnie u wszystkich ludzi.
                                            Roznice w ich odbiorze zaleza od poziomu osobowosci, od mechanizmow obronnych
                                            jakimi posluguje sie borderline, psychoza, nerwica czy tez czlowiek ktorego osobowosc
                                            zaliczana jest do normalnych.
                                            Serdeczne pozdrowienia.
                                            • dolor Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 02.09.10, 15:48
                                              mskaiq napisał:

                                              > Znam
                                              > emocje o ktorych piszesz, bo emocje wygladaja podobnie u wszystkich ludzi.
                                              > Roznice w ich odbiorze zaleza od poziomu osobowosci, od mechanizmow obronnych
                                              > jakimi posluguje sie borderline, psychoza, nerwica czy tez czlowiek ktorego oso
                                              > bowosc
                                              > zaliczana jest do normalnych.

                                              Tak, ucieczka przed bombardowaniem i ucieczka przed mordercą bywa powodowana
                                              podobnymi emocjami. Pan proponuje skupić się na wybaczeniu pająkowi i mordercy.
                                              • mskaiq Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 03.09.10, 11:45
                                                A czy mozna wybaczyc, albo choc zrozumiec kogos kto ma problemy psychiczne ? Sa
                                                tacy ktorzy uwazaja ze nie ma miejsca dla takich ludzi w zdrowym spoleczenstwie.
                                                Wiele osob dysocjacyjnych z poziomu psychotycznego moze przebywac w wiezieniach
                                                zamiast w szpitalach. Alter osobowosci, ktore gwalca, zabijaja bywa konsekwencja
                                                traumatycznego przezycia, ktore doprowadzilo do rozczepienia osobowosci, np
                                                gwaltu dokonanego na tej osobie.
                                                Serdeczne pozdrowienia.
                                                • dolor Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 03.09.10, 13:18
                                                  Inicjowanie przemocy dzieli się na niedopuszczalne i niewybaczalne. Rozmiar
                                                  szkód, jakie wyrządziło to tutaj, jest niewybaczalne. Człowiek POTRAFI I PONOSI
                                                  ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA WŁASNE CZYNY. Nie chcąc ponosić odpowiedzialności za
                                                  zbrodnię, przekraczając tę jedyną granicę - traci prawo do człowieczeństwa. Nie
                                                  mogąc - nie ma tego prawa. Nic, żadna trauma, żadne upośledzenie nie jest
                                                  usprawiedliwieniem. Rozumieć można, ekipa psychiatrów więziennych. Jeśli pańskie
                                                  miłosierdzie skłania pana do przyjęcia założenia: każdemu według potrzeb, nie
                                                  według zasług - to bardzo szkodliwa idea. Jeśli chce pan nieść dobrą nowinę
                                                  zwyrodnialcom, nie tutaj. Nie zamierzam roztrząsać w tym wątku, który psychopata
                                                  miał traumę w dzieciństwie, a który nie. Mdli mnie, jak to czytam. Pan próbuje
                                                  usprawiedliwiać zbrodniarza i obciążać tym ofiarę. Koszmarne. Jedyne, co ofiara
                                                  musi, to samemu nie stać się zbrodniarzem. Podstawowe jej prawo, walczyć w każdy
                                                  inny dostępny jej sposób, by się otrząsnąć, odzyskać wiarę we własną moc,
                                                  odzyskać poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że koszmar nie jest codziennością,
                                                  jest rzadkim, tragicznym wyjątkiem. W takim stopniu, w jakim to w ogóle jest
                                                  jeszcze możliwe.
                                                  • mskaiq Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 03.09.10, 16:02
                                                    Na szczescie osoba chora psychicznie jest chroniona przez prawo i na szczescie
                                                    nasza cywilizacja osiagnela juz to zrozumienie ze czlowieka chorego nie mozna karac.
                                                    Taka osobe sie leczy a nie karze.
                                                    To nienawisc, zlosc, strach, brak tolerancji prowadza do zbrodni i gwaltow. Nigdy nie robi
                                                    tego milosc. Milosc nie zabija, nie gwalci, jest ona jedyna nadzieja na lepszy swiat.
                                                    Serdeczne pozdrowienia.
                                                  • canoine Re: w takie noce nikt nie powinien być sam 03.09.10, 21:32
                                                    na szczęście? szczęście dla kogo? dla kata? dla kogoś, kto wielokrotnie, bo nie
                                                    był to jeden raz, zafundował mi koszmar, z którym JA muszę teraz żyć? mam wg
                                                    Ciebie pochylić się nad nim, zrozumieć jego nieszczęście, bo pewnie sam miał
                                                    trudne dzieciństwo, co dało mu prawo do wyrządzania krzywdy innym? a ja co? co
                                                    ze mną? oprawca może zostać usprawiedliwiony, winno mu zostać wybaczone, a co ja
                                                    mam zrobić z tą krzywdą, którą mi wyrządzono? przełknąć, zapomnieć, nic się nie
                                                    stało? a skoro mi tę krzywdę wyrządzono, to może ja również mam prawo krzywdzić
                                                    kolejne osoby? o jakiej miłości Ty Mskaiq pierdolisz? o miłości do oprawcy? bo
                                                    on miał za mało miłości w życiu? mi nikt nie pomógł. 20 lat życia w ciągłym
                                                    strachu zabrało mi zanim odważyłam się komuś o tym powiedzieć. nawet nie
                                                    powiedzieć - napisać na kartce. to JA nie mogę spać, to JA panicznie boję się
                                                    kontaktów fizycznych i nie potrafię się z nikim związać, to JA jestem sama całe
                                                    życie, to JA mam pokaleczone ciało, to z MOJEGO życia uczyniono koszmar..
                                                    sprawca ma prawo do bycia usprawiedliwionym i wybaczenia.. ja - nie mam nic..
                                                    poza życiem w poczuciu winy, strachu, krzywdy i bolesnej myśli, że nie zrobiłam
                                                    nic, by się obronić, więc pozwoliłam na to.. pretensje mogę mieć więc tylko do
                                                    siebie.. nie, po tych 20 latach karania siebie za nie swoje zbrodnie - nie
                                                    zgadzam się już na to. i nie zgadzam się na usprawiedliwianie bydlaka, który mi
                                                    to zrobił.
                                                    zdarzało Ci się pieprzyć różne bzdury. ale tym razem przeszedłeś już samego siebie.