Parcie na wsparcie

08.10.10, 09:48
Czuję się coraz gorzej. I to się nie podoba wszystkim w około. No mają mi za złe. Wszyscy, lekarze też. Jak zdrowieję, poklepie po ramieniu coponiektór, tak trzymać, powie z uśmiechem. Jak gorzej, to się odwracają z obrzydzeniem. Powinnam się cieszyć, że nie każdy z tych zniesmaczonych sposponuje, da w łeb, poda sznur ze zgrabnie zamotaną pętlą.
Wiecie doskonale jak to ze strachem i lękiem jest. Eskalują potężnie, gdy choć trochę w dół się osuniesz. Boję się wziąć telefon do ręki i poprosić o to, co przynajmniej w teorii mi się należy. Należy się jako człowiekowi, który do niedawna pełnił całkiem dobrze różne role społeczne. Zresztą gdyby nie pełnił, nie oznacza przecież, że mu się nie należy, w teorii oczywiście.
Gdy tak patrzę na zamykające się po kolei drzwi, przypominam sobie słowa mojej byłej szefowej. Nie haruj tak Kefirko, bo nikt tego nie doceni, nie będzie pamiętał, gdy ci się noga powinie. Ona k.wa doceniała, ufała, przyzwyczaiła mnie do sprawiedliwości. . Matkę też taką miałam, kiedyś dawno, ale umarła. Teraz jestem sama i głową w ścianę walę, na co mi >ciszej < krzyczą, bo im w oglądaniu telenoweli brazylijskiej przeszkadzam.
    • metamorph Re: Parcie na wsparcie 08.10.10, 10:01
      Kefi. nie jest tak, że każdy ma obowiązek wspierać
      większość relacji opartych jest na bieżącej wartości użytkowej
      kiedy tracisz użyteczność - nie jesteś pożądanym partnerem

      może nie ci ludzie? niewłaściwie opukane miejsce?
      ja się w życiu już nawaliłam w zamknięte drzwi

      i kiedy tak koncentrowałam się na ludziach, z którymi nic mnie tak naprawdę nie łączyło
      skreślałam wszystkich innych - nawet najbliższych

      ale ci najbliżsi - oni pozwolą wrócić
      i nawet jeśli nie pomogą, to przytulą, albo się ponabijają

      pytanie też co wsparciem ma być
      dla mnie obecność. a dla Ciebie?

      i jeszcze jedno: każdy ma prawo czuć się gorzej
      nawet zupełnie źle. tyle, że tego prawa nie dają mu inni, tylko fakt, że w ogóle żyje.

      i jeszcze drugie jedno: te gorsze zawsze się kończą
      zawsze.
      i nigdy nie wierzy się w ten koniec, kiedy jest źle
      • kefirka.de Re: Parcie na wsparcie 08.10.10, 11:17
        Zgadzam się z każdą literą oraz znakami przestankowymi. Ogromnie spodobało mi się określenie dotyczące wartości. Nie ma wyjścia, do póki się w nim nie odkocham, potrzymam sobie w sygnaturce.
        Mam taki hołubiony mechanizm użalania się nad sobą. Dawno zaobserwowałam, że solidne użalenie najczęściej poprawia mi nastrój. Więc sama rozumiesz, że używam dla poratowania kiedy w dół leci, choć mi wstyd.
        Dla uwiarygodnienia dodam, że zaraz po popełnionym poście za telefon wzięłam, cholerka akurat nie zastałam po drugiej stronie żądanej osoby. Powoli się przyzwyczajam, że nie tylko ludzie ale i okoliczności mnie olewają.





        • lucyna_n Re: Parcie na wsparcie 08.10.10, 11:24
          nie wmawiaj sobei z tymi okolicznościami bo najgorzej uwierzyć w taką głupotę.
    • lucyna_n Re: Parcie na wsparcie 08.10.10, 11:09
      jak się człoweik gorzej czuje to ma wrażenie że się ludzie rozpierzchają jak karaluchy, a to tak nie do końca musi być prawda że się im nie podoba, ludzie nie bardzo wiedzą co począć z takim pogarszaniem, tabletkę dać a co więcej? no nie wiadomo. Trzeba wyartykułować potrzeby jasno i konkretnie, inaczej nawet mając pod jednym dachem komunę nie dostaniesz tego co Ci potrzebne, bo ludzie są niedomyślni.
      Odwagi Ci życzę w artykułowaniu, i pamiętaj że to w depie takie wrażenie zawsze jest że się wszystkim przeszkadza, ale to nieprawda jest.
      • kefirka.de Re: Parcie na wsparcie 08.10.10, 11:35
        w depie takie wrażenie zawsze
        > jest że się wszystkim przeszkadza, ale to nieprawda jest.
        Z moich obserwacji wynika, że nie jesteś oszukanicą. Próbuję więc Ci uwierzyć na słowo.
        • mskaiq Re: Parcie na wsparcie 08.10.10, 13:05
          Nie przypisuj sobie niskiego stopnia biezacej wartosci uzytkowej a spoleczenstwu
          ze nie jestes dla niego pozadanym partnerem.
          To ze lekaarz nie byl mily, nie musialo sie wiazac z Toba, mogly byc to jego
          wlasne problemy.
          Kiedys projektowalem w taki sposob rowniez, ktos sie nie uklonil to od razu
          uwazalem ze jest przeciwko mnie, ze jest na mnie zly.
          To nie byla prawda, po prostu ktos tak byl zajety swoimi wlasnymi problemami
          ze nawet mnie nie widzial.
          To ze ktos nas nie dostrzega, nie usmiechnie sie to nie oznacza ze nie stanowimy
          dla niego biezacej wartosci uzytkowej.
          Oznacza to ze ze ma wlasne problemy, ze nie radzi sobie ze soba. Takie negatywne
          projektowanie przynosi epizody depresyjne bo podwaza nasza wartosc i odbiera
          ludziom wokol nas dobre cechy a przypisuje zle.
          Serdeczne pozdrowienia.

          Posiadam niski stopień bieżącej wartości użytkowej. Póki co nie jestem więc dla społeczeństwa pożądanym partnerem. Nie ustaję w nadziei, że są szanse na zmianę. Na razie jednak nie wiem czy zmienić się mam ja, czy też mogę liczyć na zmianę społeczeństwa.
Pełna wersja