"biegłam" co tchu... a On zawiódł...

02.11.10, 20:37
Ostatnio pisałam o tym, że mój terapeuta mnie bardzo zdenerwował kilkoma słowami. Wyzwolił we mnie złogi starej złości i agresji...Czekałam z niecierpliwością do kolejnej sesji aby Mu o tym wszystkim opowiedzieć a właściwie wykrzyczeć w twarz jak bardzo mnie zranił. I... a On mnie zostawił, odwołał sesję kilka godzin przed spotkaniem. 29 października... Chciał mieć pewnie dłuższy weekend, może chciał uniknąć korków, tylko dlaczego moim kosztem?! Przygotowałam Mu cały bagaż moich emocji! Chciałam Mu to wszystko "podarować" a On mnie tak po prostu zostawił, dla kilku godzin krótszej drogi. Strasznie się poczułam z taką informacją, odrzucona,osamotniona,zawiedziona... Zawiedziona przez kogoś o kim myślałam, że jest profesjonalny i odpowiedzialny. Porażka...
Potem było już coraz gorzej... Dotarłam do momentu, w którym postanowiłam zupełnie zmienić swoje życie. Zostawić terapię, ludzi, świat...wrócić do nałogu, który jako jedyna rzecz na świecie ofiarował mi spokój i poczucie wartości. Zatrzymałam się w ostatniej chwili...Po kilkugodzinnym spacerze po mieście, zalewałam się łzami,ból był silny jak rzadko... Samotność wielka jak nigdy. Brak nadziei, zupełny...
Wróciłam... Chociaż beznadzieja trwa.
Ból,smutek,samotność,niepokój...w pigułce czuję wciąż...
Tak trudno poskładać siebie w jedność...
    • nova.scotia Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 20:52
      a może po prostu musiał?
      a może był zmęczony?
      albo życie mu przykopało?
      albo żona, partnerka? pies zachorował?
      auto zdechło?

      zapytaj. pomyśl, czy odpowiedź wystarcza
      to też tylko dwunożny, myślący, zarabiający
      zęby myjący - dalej bez rozwijania myśli...

      lepszy żal wypróbowany na terapeucie
      niż masakra w realu
      • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 20:54
        ...tak ogromnie trudno jest mi tam wrócić i zadać to pytanie, dlaczego?... walczę ze swoim smutkiem i bólem.
        • nova.scotia Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 20:58
          to chyba cenne - taka więź z terapeutą.
          no i zawsze pytanie: czy tej ceny obdarzony ufnością (potrzebą) wart
          • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 21:41
            właśnie... czy wart. w tej kwestii mam wielką ambiwalencję... :(
          • lucyna_n Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 21:50
            to chore a nie cenne
            za bardzo emocjonalna ta więź.
            • nova.scotia Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 22:10
              każda więź tak emocjonalna jest chora
              i tego się właśnie trzeba nauczyć.
              • lucyna_n Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 23:18
                jednakowoż jeżeli dany osobnik odwzajemnia emocje i jest się w jego życiu ważną to taki układ jest raczej zdrowy, no chyba że te emocje zawsze jakoś nazbyt skrajne z jednej strony , takie na zasadzie zawłaszczenia, nierównoważne, nieadekwatne do tego co druga strona okazuje np.
                • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 23:34
                  właśnie to jest cudne, ze jeżeli sie ma kłopot z relacjamie, kiedy emocje są nieadekwatne do sytuacji, ludzi, relacji....terapeuta jest takim odnośnikiem, jest obiektem na którym można testować do woli, mało tego, On pomaga odnaleźć w tym wszystkim siebie. pozwala ogarnąć błędy i uczy jak można inaczej.... to jest akurat fajne doświadczenie w terapii. :)
                • nova.scotia Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 08:09
                  lucyna_n napisała:

                  > jednakowoż jeżeli dany osobnik odwzajemnia emocje i jest się w jego życiu ważną
                  > to taki układ jest raczej zdrowy, no chyba że te emocje zawsze jakoś nazbyt sk
                  > rajne z jednej strony , takie na zasadzie zawłaszczenia, nierównoważne, nieadek
                  > watne do tego co druga strona okazuje np.

                  czyli w większości przypadków niezdrowe

                  zdrowe relacje kojarzą mi się wyłącznie
                  z zimnorybimi pasjami:
                  trwałe, niezawodne, komfortowe

                  za trudne to. zmykam cykać na taśmę
                  to mi chociaż w miarę wychodzi
                  choć podobno mam więcej energii w dokładność włożyć
                  a nieco mniej w podskoki
                  • lucyna_n Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 09:30
                    faktycznie, jaks ię zastanowiłam dłużej niż kilka sekund nad tym co napisałam to też uznałam że to jednak za trudne i zasadniczo nigdy się nie wie co zdrowe co niezdrowe, za dużo zmiennych i czynników do wzięcia pod uwagę, straszna mordęga a się człowiekowi nie chce nawet drugiej skarpetki założyć.
                    • nova.scotia Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 09:47
                      trudne, ale potencjalnie ciekawe
                      gdyby tylko różne sfery siebie odłączać i włączać we właściwych momentach:

                      relacje z przyjaciółmi - włączamy spontaniczność i pewność. wyłączamy biadolenie
                      faceci - włączamy logikę, pożądanie i cierpliwość. wyłączamy całą resztę.
                      rodzina - włączamy serce i cierpliwość. wyłączamy pretensje i żale.
                      zwierzęta - włączamy serce, troskę i opiekę. wyłączamy agresję.

                      praca - włączamy dokładność. wyłączamy neta.
                      • lucyna_n Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 09:51
                        rownie łatwo możnaby się zasadniczo też sklonować na pięć odrębnych osów, ewentualnie może być jedna osobowość wieloraka.
                        • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 11:21
                          to się mnie podoba :) pomysł przedni. cały wachlarz zachowań do dyspozycji...w postaci różnych osobowości w jednym ciele.
                      • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 11:19
                        net w pracy to podstawa! ;)
    • canoine Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 21:07
      opowiedz mu o tym wszystkim na kolejnej sesji. to ważne.
      • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 21:43
        jeśli tylko dam radę. dawno nie czułam sie tak zawiedźiona, dawno nie czułam takiego bólu, dawno nie zamknęłam sie tak przed drugim człowiekiem. powrót do Jego gabinetu będzie okupiony potworną walką... z moim smutkiem...
    • lucyna_n Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 21:49
      nie ma niebezpieczniejszego stworzenia niż zawiedziona kobieta
      i ten "On" z dużej litery
      na jego miejsc zaczęłabym się bać, kto wie może nawet trochę bym się poukrywała w innym mieście.
      • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 21:57
        hahahaha.... aż tak irracjonalny mój ból nie jest! :) a nawet moja złośc nie jest tak niebezpieczna. na pewno przezyje :)
        • lucyna_n Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 22:06
          brzmisz dramatycznie
          ja tam nie wiem
          • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 22:13
            być może.
            ale szczerze i to sie liczy.
            cieszę się, że tutaj mogę szczerze i czasami nie na temat :)
      • canoine Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 22:20
        ja tam trochę zazdroszczę tych wszystkich emocji.
        obecnie, zwłaszcza po ostatniej sesji, powinnam ryczeć co krok, walić głową w ścianę, rwać włosy z tejże głowy, pociąć się, nie wiem co.. cokolwiek. a ja jestem martwa. i wszystko mi się niemo somatyzuje, aż się chwilami boję, że mi organizm kiedyś powie "pierdolę, wysiadam kurwa".. nawet nie pamiętam, o czym rozmawialiśmy. raczej - wiem o czym, nie wiem co było mówione. nie zdążyłam nawet do domu dojechać, jak mi z mózgu wycięło ten fragment rzeczywistości. jak tysiące innych fragmentów. i nie wiem z czego ja mam składać tę całą układankę. z bólu brzucha? karku? bez żartów, trochę tych emocji naprawdę zazdroszczę.
        • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 22:48
          czasami aż za dużo tych emocji, aż nie mam sił ich wszystkich pomieścić... ale chyba wolę kiedy są niż żeby ich nie było. to prawda. wolę czuć, niż czuć, ze jestem martwa...
          mam nadzieję, że kiedyś poczujesz tak jak ja :)
          • lucyna_n Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 23:05
            razem z Canoine jesteście skrajnie dwubiegunowe, to znaczy każda ma jeden biegun,
            • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 23:10
              dobrze, że każda ma swój.... gdyby tak każda zawierała w sobie oba jednocześnie to by był dopiero hardcore! :)
          • canoine Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 05:27
            znam ten stan kiedy za dużo emocji, ale Ty masz tę przewagę, że je umiesz wyrażać. uzewnętrzniać. a ja się z nimi wówczas bujam w sobie i mam wrażenie, że mnie rozniesie za momencik. martwieję kiedy emocji zbyt dużo i zbyt trudne. obojętność, pustka albo jakieś emocjonalne popierdółki, takie nie wiadomo co daleko w tle. może to i lepiej - krzywdy sobie wtedy raczej nie zrobię. ale jestem już tym cholernie zmęczona. stąd zazdroszczę nieco tego Twojego emocjonalnego wulkanizmu.
            • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 11:24
              wierzę Ci, naprawdę wierę w to, że mozesz być zmęczona. oba sposoby wyrażania siebie mogą zmęczyć. ja jestem obecnie na etapie krańcowego wyczerpania. moje zmęczenie emocjami osiąga apogeum... moze już to się stało?... może ta nocna eskapada była odreagowaniem,bo inaczej bym sie udusiła. dzisiaj wiekszy we mnie spokój.
              życzę Ci abyś i Ty mogła poczuć kojący spokój, który zniesie objawy zmęczenia,smutku i zniechęcenia.
      • nova.scotia Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 22:23
        lucyna_n napisała:

        > nie ma niebezpieczniejszego stworzenia niż zawiedziona kobieta
        > i ten "On" z dużej litery
        > na jego miejsc zaczęłabym się bać, kto wie może nawet trochę bym się poukrywała
        > w innym mieście.

        ja bym się zastanowiła
        w jakiej tonacji chichotać.
        • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 22:46
          dziękuję.
          • lucyna_n Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 23:15
            nie rozumiem?
            • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 02.11.10, 23:26
              dziękuję za zrozumienie... i również za odmienne zdanie. dzięki temu mogę znaleźć dla siebie złoty środek :)
              • nova.scotia Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 08:02
                ja w sensie, że mam skłonności do nadreakcji
                i zwykle się kończy podłym chichotem

                did I say, że nikt mnie nie rozumie?








                właściwie tylko ja nie rozumiem
                wszyscy inni mają za to wyrobioną opinię
                [uwaga, najnowsze]: pusta zakłamana pacynka.
                • lucyna_n Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 09:32
                  pusta zakłamana pacynka,
                  tak samo trafione w dziesiątkę jak zgryźliwa dziewica o mnie.
    • 36.a Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 00:41
      Witaj,
      "zwiedzam" fora, a na stałe zainstalowana jestem na czadowym.
      To co Cię spotkało, to najwyczajniejsze przeniesienie. I nie jest niczym złym. Odtworzyła Ci się sytuacja z przeszłości, gdy prawdopodobnie ktoś bliski tak właśnie Ciebie potraktował.
      Miałam długą terapię, w opisanym przez Ciebie przypadku zareagowałabym zapewne "Aha, no dobra. Nie możesz - to nie". Dosyć obojętnie. Dla dobra Twojej terapii - Twoja reakcja jest znacznie lepsza niż moja:-)
      • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 11:30
        Moja reakcja zaskoczyła mnie bardzo! Ledwie się jakoś pozbierałam. Teraz mogę już do Niego pójść, powiedzieć co czułam...ale nadal jestem zła! Walkę muszę stoczyć o to abym nadal traktowała Go poważnie, abym nadal Mu ufała... bo wiem,że tak będzie najlepiej dla mnie.
        Wszystko to ogarniam rozsądkiem ale serce...krzyczy NIE!!! i weź tu dojdź do ładu z tymi dwoma :)
        • lucyna_n Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 16:34
          idź i powiedz żemu nie ufasz i zasadniczo to jest właśnie teraz twój największy problem, na dodatek gnały cię furię że on pozwolił sobei na nieobecność wtedy kiedy Ty..... i tutaj roztocz wachlarz swej opowieści...
          ciekawa jestem co odpowie.
          • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 17:03
            uwierz mi, ze też jestem bardzo ciekawa co mi odpowie. boję się też tej odpowiedzi, na ile mnie zadowoli. od tej odpowiedzi zależy to czy zostanę czy odejdę.... czy będę walczyła nadal o siebie bo będę widziała w tym sens czy dojdę do wniosku, ze nic nie warto robic...
            boję się bardzo.
            • lucyna_n Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 18:10
              czy to że jeden jakiś gościu Cię zawiodł to oznacza że masz nic ze sobą w życiu nie robić?
              a własnego rozumu używać nie łaska?
              ne bój się, to czy on jest fajny czy nie nie zmienia niczego w Tobie samej.
              • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 18:23
                wiem wiem....ale też wiem, ze sama nic już w swoim życiu nie zmienię. przez tyle lat żyłam jak żyłam i nie zmieniłam nic. kilka sesji z terapeuta i tak wiele osiągnął... teraz jeśli okaże się, ze nawet On nie jest w stanie nic zrobić tzn. że już nikt mi nie pomoże :( zaufałam Mu, wiesz? i jeśli On mnie teraz zawiedzie to, tak jak zawiedli mnie wszyscy inni ludzie, to już nie będę widziała sensu w niczym. to będzie dla mnie cios...
                • lucyna_n Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 19:45
                  hm może to brzydko z mojej strony tak mówić kiedy sama boję się wyjść z domu ale czy ty trochę nie przesadzasz?
                  • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 21:44
                    wiesz, bo to nie chodzi o to, ze ja tak totalnie nie mam sił... chodzi o to, że chciałabym przełamać schematy działania a to mogę zrobić tylko przy pomocy kogoś z zewnątrz, Przewodnika, który wskaże czasami inny kierunek, podpowie kiedy okaże się trudno jak mogę sobie uprościć drogę.... właśnie tego oczekuje od mojego terapeuty. nie tego aby mnie prowadził za rękę cały czas.... lecz żeby wskazał kierunek, ten właściwy. Ja działając przez tyle lat według jednego schematu nie dostrzegam już jego błędów... nie dostrzegam innej drogi, bo po prostu nie znam innych rozwiązań. zaprogramowałam się na "stałe"... On mi musi pokazać inny świat.
                    • canoine Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 23:33
                      mam nadzieję, że ten terapeuta jest na tyle bystry i oblatany w swej dziedzinie, by Cię z tego też wyleczyć. i uświadomić, że on jest terapeutą, nie księciem-wybawicielem-na-białym-koniu.
                      • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 23:40
                        :) mam nadzieję, że pokaże mi tyle tego świata ile bedzie koniecznie niezbędnie... potem będę odkrywała już sama ale dzięki narzędziom, których On mi dostarczy. na to liczę.
              • azurana Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 18:41
                Sama chciałam podobnie napisać.

                Odpowiedzialność za siebie czasem ciąży niemiłosiernie i fajnie by ją było na kogoś przerzucić. Pozornie fajnie, bo cena jednak za wysoka.

                Jak się kimś w dzieciństwie nikt tak nie zaopiekował, żeby mu dobrze było, to potem skąd ma wiedzieć jak się sam sobą zająć: wyciszyć dziecięce potrzeby niezaspokojone nigdy i dorosłe zaspokajać. Uczyć się trzeba mozolnie, popełniając przy tym mnóstwo nieuniknionych błędów. Czasem kusi, żeby sobie znaleźć przewodnika, zastępczego opiekuna. I niech on coś zrobi, a jak nie - to on jest niedobry.
    • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 19:11
      właśnie On jest moim przewodnikiem po życiu. jak sie potknie to kto podniesie? już nikogo nie będzie, wiec nie możne sie pomylić! nie daję Mu do tego prawa! jak mnie w piątek zawiedzie, to Go uduszę chyba :)

      TAK, chcę odpocząć od odpowiedzialności za siebie! chcę żeby choć przez chwilę się ktoś mną zaopiekował! żebym przez moment chociaż poczuła ulgę i spokój! i żebym przez kilka minut nie musiała walczyć o każdą sekundę swojego życia... chcę odpocząć już.
      • lucyna_n Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 19:50
        on cię nie podniesie, on Ci nic nie zreobi jak sobei sama tego nie zrobisz. On Ci może tylko pewne rzeczy pomóc uświadomić, ale zmiany nie staną się w cudowny sposób samoistnie, to Ty musisz się zmienić, zmienić swoje podejście, sposób patrzenia i z tego co czytam to porzucić nierealne oczekiwania ktore inni mają spełniać żebyś Ty mogła funkcjonować, bo jak nei to na złość babci odmrozisz sobei uszy i wrocisz do nałogu.

        Chyba jednak rozumiem dlaczego oni tyle biorą za wizyty.
        • klara7770 Re: "biegłam" co tchu... a On zawiódł... 03.11.10, 21:58
          :) wiem wiem... tak sie objawiła moja złość na Niego. "a masz, zacznę brać Tobie na złość bo mnie zawiodłeś" nie, nie o to chodzi. przeżyłam swój kryzys. ja wiem, że jeśli nie będę współpracowała z Nim to niczego nie osiągniemy, dlatego staram sie, pomimo moich oporów staram sie jak nigdy przedtem bo wiem, ze teraz walczę o swoje życie ale też wiem, ze teraz jest ktoś kto mnie w tym wspomoże, ktoś kto ma wiedzę i doświadczenie.... to mi pomaga.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja