klara7770
02.11.10, 20:37
Ostatnio pisałam o tym, że mój terapeuta mnie bardzo zdenerwował kilkoma słowami. Wyzwolił we mnie złogi starej złości i agresji...Czekałam z niecierpliwością do kolejnej sesji aby Mu o tym wszystkim opowiedzieć a właściwie wykrzyczeć w twarz jak bardzo mnie zranił. I... a On mnie zostawił, odwołał sesję kilka godzin przed spotkaniem. 29 października... Chciał mieć pewnie dłuższy weekend, może chciał uniknąć korków, tylko dlaczego moim kosztem?! Przygotowałam Mu cały bagaż moich emocji! Chciałam Mu to wszystko "podarować" a On mnie tak po prostu zostawił, dla kilku godzin krótszej drogi. Strasznie się poczułam z taką informacją, odrzucona,osamotniona,zawiedziona... Zawiedziona przez kogoś o kim myślałam, że jest profesjonalny i odpowiedzialny. Porażka...
Potem było już coraz gorzej... Dotarłam do momentu, w którym postanowiłam zupełnie zmienić swoje życie. Zostawić terapię, ludzi, świat...wrócić do nałogu, który jako jedyna rzecz na świecie ofiarował mi spokój i poczucie wartości. Zatrzymałam się w ostatniej chwili...Po kilkugodzinnym spacerze po mieście, zalewałam się łzami,ból był silny jak rzadko... Samotność wielka jak nigdy. Brak nadziei, zupełny...
Wróciłam... Chociaż beznadzieja trwa.
Ból,smutek,samotność,niepokój...w pigułce czuję wciąż...
Tak trudno poskładać siebie w jedność...