o złości i złośnikach

23.03.12, 13:55
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,11388733,Wkurzeni.html
sama jeszcze nie czytałam, ale po takim wstępie przeczytam -

Być może brak przyzwolenia bierze się stąd, że złość kojarzy się przede wszystkim z jej destrukcyjnym wariantem, z niszczącą siłą - czyli czymś niebezpiecznym i szkodliwym, albo ewentualnie z czymś, co ma etycznie złe konotacje. Dla niektórych człowiek, który się złości jest po prostu złym człowiekiem.

    • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 14:01
      O złości nie sztuka. Zwłaszcza jak ktoś robi krzywdę. Ciekawiej jakby napisano o zawiści, zazdrości. Czy to są uczucia, które można pogodzić ze światem czy tylko ślepe uliczki.
      • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 14:10
        agresja jest separacyjna. latwo uznac do niej prawo, bo generalnie chodzi o to zeby ludzie sobie nie wchodzili w droge, ale jak wejda mamy prawo sie bronic. zlosnik byc moze ma powod.

        a co z zazdroscia, ktora powoduje wchodzenie na czyjes terytorium?
        • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 14:16
          Ktos moze powiedziec ze to kolo napedowe gospodarki kapitalistycznej. Bo mozna dzieki temu rywalizowac i reprodukowac kopie.Tylko czy czasem jest to tworcze i tworzy sie cos nowego, realizuje siebie, czy zawsze ostatecznie sie goni cos co inny ma.

          Zbudujemy stadiony takie jak maja, przywieziemy staruszka stinga jakiego maja, sformatowane maskotki i bedziemy tacy sami nowoczesni
      • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 14:37
        E, tak jak tutaj, to o wszystkim nie sztuka.

        "Dziesiątki tysięcy lat ewolucji sprawiły, że ludzie jak i wiele innych zwierząt, przejawiają jakieś formy złości i agresji - to oznacza, że złość jest nam potrzebna, żeby przetrwać w środowisku i w grupie społecznej."
        i "Dlaczego tak bardzo nie lubimy złości? Zwykle postrzegamy ją jako negatywne uczucie, którego lepiej by było nie przeżywać."

        Czyli co, ewolucja - konkretnie dobór naturalny, nagradzała cechy ułatwiające przeżycie, a eliminowała szkodliwe. Ale teraz to już nie, unikanie "złośników", czyli eliminacja genów sprzyjających takim zachowaniom, już ewolucją nie jest, tylko błędem. Mimo, że warunki środowiska i potrzeby się zmieniły.

        Złość jest potrzebna, żeby dostrzec frustrację, która informuje o niezaspokojonych potrzebach. Jasne, a uświadamianie swoich potrzeb, introspekcja, to już nie, trzeba się poawanturować i czymś porzucać, bo inaczej nie wpadniesz na trop, że jesteś nie tam, gdzie powinieneś. Sęk w tym, że nawet jeśli ta złość może pozwolić coś uświadomić, to nie pozwala, bo przeszkadza analizować. Na szczęście może to robić spokojny pan psychoterapeuta, i na tym zarabiać, więc chwała jej za to.
        • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 15:29
          Ale teraz to już nie, unikanie "złośników",
          > czyli eliminacja genów sprzyjających takim zachowaniom, już ewolucją nie jest,
          > tylko błędem. Mimo, że warunki środowiska i potrzeby się zmieniły.

          czyje potrzeby się zmieniły?

          Jasne, a uświadamianie swoich potrzeb, introspekcja, to już nie
          > , trzeba się poawanturować i czymś porzucać, bo inaczej nie wpadniesz na trop,
          > że jesteś nie tam, gdzie powinieneś.

          jakie uświadamianie? chodzi o takie kulturalne, co powinieneś potrzebować?

          chyba sęk tych opowieści jest taki, że bardziej jesteś czując niż mysląc. myślenie jest tylko narzędziem. zbudować sobie tożsamość tylko na "racjonalności" jest niemożliwe, jest nihilizmem i depresją.

          • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 15:36
            wielki potop. normalnie człowiek nie może żyć w ścisku, ale dużo ludzi się topi jest niewielka szalupa. jeśli się ściśniemy wstrzymamy oddech, stłumimy zachwania racjonalnie to uratujemy swoje tkanki i wyeliminujemy walkę. aczkolwiek szansa, że będziemy żyć wystarczająco długo, żeby wyewoluwał się gatunek radosnych ściskaczy jest dość mikra.
            • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 16:38
              Przy potopie owszem, inna strategia korzystniejsza. Ale lepiej mieć scyzoryk na dnie kieszeni niż dźwigać komplet noży, pił i siekier tylko na wypadek powodzi.
              • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 17:33
                >ż dźwigać komplet noży, pił i siekier tylko na wypadek powodzi

                strasznie pan tą złość wyolbrzymia i demonizuje. po prostu ludzie się złoszczą. to nie broń atomowa. swoja droga powstała w większym skupieniu racjonalnym
          • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 16:33
            plonie napisał:

            > czyje potrzeby się zmieniły?

            Gatunku. Wynalazł rolnictwo, przestał potrzebować myślistwa. Wynalazł handel, grabież stała się strategią mniej opłacalną. Ewolucja przyspiesza, choć wolniej od cywilizacji, coś, co się opłacało 50 tyś. lat temu, teraz może być przeszkodą.
            >
            > Jasne, a uświadamianie swoich potrzeb, introspekcja, to już nie
            > > , trzeba się poawanturować i czymś porzucać, bo inaczej nie wpadniesz na
            > trop,
            > > że jesteś nie tam, gdzie powinieneś.
            >
            > jakie uświadamianie? chodzi o takie kulturalne, co powinieneś potrzebować?

            chodzi o takie kulturalne: co zmienić, żeby mieć to, czego potrzebujesz, w najgorszym wypadku możliwy do zdobycia surogat.
            >
            > chyba sęk tych opowieści jest taki, że bardziej jesteś czując niż mysląc. myśle
            > nie jest tylko narzędziem. zbudować sobie tożsamość tylko na "racjonalności" je
            > st niemożliwe, jest nihilizmem i depresją.

            Nie, myślenie ma tu służyć przejściu tam, gdzie masz szansę czuć, ale czuć się dobrze. Cóż zresztą innego robi pan psychoterapeuta, uczucia nam sprzedaje, czy analizy? Na dodatek nie oczyszczone ze sprzeczności.
            • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 16:44
              pan jest rzecznikiem prasowym gatunku?

              > chodzi o takie kulturalne: co zmienić, żeby mieć to, czego potrzebujesz

              ale w depresji jestesmy raczej na etapie co potrzebujesz, a nie na szkolnictwie treningowym.

              óż zresztą innego robi pan psychoterapeuta, uczucia nam sprzedaje, cz
              > y analizy?

              nie wiem o co panu chodzi z ta analiza. rozumiem ze o interpretacje zachowania chodzi? pan zarzuca psychoanalizie cos co sie odnosi bardziej do terapii jaka pan proponuje, w ktorej racjonalista wie lepiej jak zyc, podaje interpretacje i rozwiazanie, co zrobic zeby sie polepszylo. obiektywne kryteria. tylko ze one sa subiektywne i wynikaja z konkretnego subiektywnego czucia.
              • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 16:49
                Czy jako rzecznik gatunku, nie stawia się pan na pozycji podobnej jak pani psycholog i wobec pana zaczynają się odnosić słowa o błedzie?

                Wiec jakos bardziej rozumiem jej rzecznictwo : zyjmy jak najbardziej w zgodzie soba, niz zyjmy przeciwko bo to korzystniejsze.
                • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 17:11
                  plonie napisał:

                  > Czy jako rzecznik gatunku, nie stawia się pan na pozycji podobnej jak pani psyc
                  > holog i wobec pana zaczynają się odnosić słowa o błedzie?

                  Stawiam się w opozycji do pana psychologa, podważając jego argumentację. Owszem, mogę się mylić. Ale nie przez samo to, że podważam argumentację jednostki, która krytykuje większość.
                  >
                  > Wiec jakos bardziej rozumiem jej rzecznictwo : zyjmy jak najbardziej w zgodzie
                  > soba, niz zyjmy przeciwko bo to korzystniejsze.

                  A czy przypadkiem "Też się zastanawiam czemu złość sprawia nam tyle kłopotu. Być może brak przyzwolenia bierze się stąd, że złość kojarzy się przede wszystkim z jej destrukcyjnym wariantem, z niszczącą siłą - czyli czymś niebezpiecznym i szkodliwym, albo ewentualnie z czymś, co ma etycznie złe konotacje. Dla niektórych człowiek, który się złości jest po prostu złym człowiekiem." nie jest właśnie nawoływaniem do tego, żeby żyć inaczej niż w zgodzie z sobą?
                  • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 17:21
                    nie jest właś
                    > nie nawoływaniem do tego, żeby żyć inaczej niż w zgodzie z sobą?

                    a co ma być te "sobą"? Jeśli utożsamia się pan silniej z tym, że złość jest zła to działać będzie pan przeciwko sobie. Ja uznaje, że człowiek przedewszystkim jest swoim ciałem, a nie norma kulturową.
                    • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 17:34
                      plonie napisał:

                      >Jeśli utożsamia się pan silniej z tym, że złość jest zła
                      > to działać będzie pan przeciwko sobie. Ja uznaje, że człowiek przedewszystkim
                      > jest swoim ciałem, a nie norma kulturową.

                      Czyli jeśli utożsamiam się silniej ze sobą i dobrze mi z tym (i kilku innym ze mną), działając jak działam, to działam przeciw sobie. Bo moje ciało jest tylko norma kulturową, której powinienem być przeciwnikiem, bo to norma, więc coś z natury złego.
                      • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 17:54
                        > Czyli jeśli utożsamiam się silniej ze sobą i dobrze mi z tym (i kilku innym ze
                        > mną), działając jak działam, to działam przeciw sobie

                        Napisałem dokladnie coś przeciwnego, wiec nie wiem o co panu chodzi. Jest panu dobrze, utozsamia sie pan z tym ze zlosc jest i zla i bardzo prosze. Ja wole inne elementy uznac za czesc swojej tozsamosci.

                        . Bo moje ciało jest tylk
                        > o norma kulturową, której powinienem być przeciwnikiem, bo to norma, więc coś z
                        > natury złego.

                        NIe wiem o co panu chodzi. Z tego co zrozumialem, pana ciało jest tylko przypadkiem ewolucyjnym. Chyba o to panu chodziło. Wyewuluje w przyszłości ciało bez gniewu na skutek ostracyzmy spolecznego złośnikow i bedzie git majonez.
                        • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 18:45
                          plonie napisał:

                          > > Czyli jeśli utożsamiam się silniej ze sobą i dobrze mi z tym (i kilku inn
                          > ym ze
                          > > mną), działając jak działam, to działam przeciw sobie
                          >
                          > Napisałem dokladnie coś przeciwnego, wiec nie wiem o co panu chodzi.

                          Napisał pan: "Jeśli utożsamia się pan silniej z tym, że złość jest zła to działać będzie pan przeciwko sobie."
                          A utożsamiam się silniej. Może więc czegoś nie zrozumiałem, jakiś sarkazm przeoczyłem, ale tak to odebrałem.
                          >
                          > . Bo moje ciało jest tylk
                          > > o norma kulturową, której powinienem być przeciwnikiem, bo to norma, więc
                          > coś z
                          > > natury złego.
                          >
                          > NIe wiem o co panu chodzi. Z tego co zrozumialem, pana ciało jest tylko przypad
                          > kiem ewolucyjnym. Chyba o to panu chodziło. Wyewuluje w przyszłości ciało bez g
                          > niewu na skutek ostracyzmy spolecznego złośnikow i bedzie git majonez.

                          Och, moje nie wyewoluuje, więc też i za argumentem, ze skoro coś jest, a i ewolucja jest, to to coś jest potrzebne, ukrywać bym się nie próbował. A "norma kulturowa" może być czymś więcej, niż tylko złą, narzuconą i szkodliwa zasadą. Nawet, jeśli przypadkiem jest uznawana przez większość. Wyłącznie o to mi chodzi.
                          • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 18:58
                            "Jeśli utożsamia się pan silniej z tym, że złość jest zła to działać będzie pan przeciwko sobie."

                            Dodam tylko, że do tego "silniejszego utożsamienia" doszedłem dość naturalnie, nie gwałcony cudzą ideą, tylko w wyniku własnych doświadczeń. I nie dostrzegam (choć kto ma wzrok dość wyostrzony, żeby te wszystkie belki we własnych oczach podostrzegać) by mi to jakoś szczególnie zaszkodziło, zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że przeciwnie. I raczej przeciw sobie bym działał, jakbym się nad złośnikami pochylał i ich towarzystwa szukał.
                            • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 19:07
                              Nie przeczytalem tekstu, ale co pan z tym szukaniem zlosnikow? Gdzies tam tak napisała, ze trzeba szukac osoby ktora czuje do ciebie gniew? jakos nie specjalnie w to wierze, ale nie chce mi sie zerkac.

                              PS. W sumie to zabawne, ze pan to wspomina bo jak obserwuje pana obecnosc na forum i wpisy, to mam wlasnie takie wrazenie, ze pan szuka, zeby bylo sie nad kim uniesc
                              • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 19:50
                                plonie napisał:

                                > Nie przeczytalem tekstu, ale co pan

                                :)
                                Psycholog nie napisał tego.
                                >
                                > PS. W sumie to zabawne, ze pan to wspomina bo jak obserwuje pana obecnosc na fo
                                > rum i wpisy, to mam wlasnie takie wrazenie, ze pan szuka, zeby bylo sie nad kim
                                > uniesc

                                Ciekawe spostrzeżenie. Po czym pan wnosi? Bo wydaje mi się, że raczej musiałbym wtedy unikać pana, to zawsze dość dla ego ryzykowna zabawa.
                          • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 19:03
                            Napisał pan: "Jeśli utożsamia się pan silniej z tym, że złość jest zła to dzia
                            > łać będzie pan przeciwko sobie."
                            > A utożsamiam się silniej. Może więc czegoś nie zrozumiałem, jakiś sarkazm przeo
                            > czyłem, ale tak to odebrałem.

                            no dziala pan przeciwko sobie sluchajac pani psycholog.

                            Och, moje nie wyewoluuje, więc też i za argumentem, ze skoro coś jest, a i ewol
                            > ucja jest, to to coś jest potrzebne, ukrywać bym się nie próbował. A "norma kul
                            > turowa" może być czymś więcej, niż tylko złą, narzuconą i szkodliwa zasadą. Naw
                            > et, jeśli przypadkiem jest uznawana przez większość. Wyłącznie o to mi chodzi.

                            Ale to tylko pan tutaj uwaza, ze broni kultury, przeciwko zezwierzeceniu. Tylko panu sie wydaje ze broni rozumu przeciwko biologii. Bo tylko pan ten dualizm wyznajesz.
              • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 16:58
                plonie napisał:

                > ale w depresji jestesmy raczej na etapie co potrzebujesz, a nie na szkolnictwie
                > treningowym.

                W depresji najlepszą strategią jest robienie tak mało, jak się da, dokąd choć częściowo sił ciała i umysłu się nie odzyska. Nie wierzę w uzdrawiające maratony. W remisji można co nieco.
                >
                ie wiem o co panu chodzi z ta analiza. rozumiem ze o interpretacje zachowania
                > chodzi? pan zarzuca psychoanalizie cos co sie odnosi bardziej do terapii jaka p
                > an proponuje, w ktorej racjonalista wie lepiej jak zyc, podaje interpretacje i
                > rozwiazanie, co zrobic zeby sie polepszylo. obiektywne kryteria. tylko ze one s
                > a subiektywne i wynikaja z konkretnego subiektywnego czucia.

                Tym razem niczego nie zarzucam psychoanalizie, tylko konkretnemu psychoterapeucie - sprzeczności w argumentacji. To tak, jakby mówić o ewolucyjnie uzasadnionym i niepotrzebnie źle traktowanym łamaniu sobie nóg, skoro sprawia ono, że chodzimy potem wolniej i uważniej, co może nas uchronić przed upadkiem w przepaść. A przecież wszystkie zwierzęta od dawna nogi łamią, więc to potrzebne jest. Przy tego typu argumentach można uzasadnić każdą rzecz, albo jej zaprzeczenie.
                • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 17:10
                  W depresji najlepszą strategią jest robienie tak mało, jak się da, dokąd choć c
                  > zęściowo sił ciała i umysłu się nie odzyska

                  raz pan mowi o koniecznosci skutecznego dzialania, innym razem o koniecznosci braku dzialania. samo wroci.

                  a ja mowie o momencie nie moznosci odzyskania.

                  Tym razem niczego nie zarzucam psychoanalizie, tylko konkretnemu psychoterapeuc
                  > ie - sprzeczności w argumentacji.

                  Byc moze doslownie nie jest racjonalna. Z tego jak jest nie musi wynikac jak byc powinno. Ale rozumiem intencje psychologa. To jacy jestesmy z natury jest silniejsze od tego jakimi mozemy sie zrobic, i to natura wyznacza kryterium oceny co robic.
        • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 15:49
          Sęk w tym, że nawet jeśli ta złość może p
          > ozwolić coś uświadomić, to nie pozwala, bo przeszkadza analizować.

          Nie ma żadnego sęku. Celem nie jest analiza, tylko środkiem jest analiza. Z tego punku widzenia celem jest wzrost napędu, bo depresja to jego spadek. Uświadamia się z chwią dojścia do uczuć. Agresja jest napędem, który jest w jakimś kierunku, coby usunąć przeszkodę. Pytanie czy dojdzie się do tej złości, żeby było wiadomo, co przeszkadza i co usunąć, czy tylko poprzestanie na nieukierunkowanym spuszczeniu pary. Wtedy to tylko histeryczny onanizm.
          • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 16:24
            plonie napisał:

            >Celem nie jest analiza, tylko środkiem jest analiza. Z teg
            > o punku widzenia celem jest wzrost napędu, bo depresja to jego spadek. Uświadam
            > ia się z chwią dojścia do uczuć. Agresja jest napędem, który jest w jakimś kier
            > unku, coby usunąć przeszkodę.

            A jednak, ten sęk w tym właśnie, że ani analiza, ani złość celem nie jest. Analiza ma tu następować jako następstwo złości. Może, ale rzadko tak bywa, przynajmniej bez panów psychoterapeutów. Bo jednocześnie złościć i analizować raczej się nie da, częściej będzie więc to walenie łbem w ścianę i wściekłość na wszystko i wszystkich, zamiast poszukiwania drzwi, zmiany własnego postępowania. Innymi słowy - złość nie jest niezbędna, analiza tak. Nie ma dualizmu: agresja - depresja. Jest jeszcze mnóstwo innych, skuteczniejszych "napędów".
            • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 16:36
              Jest przede wszystkim napęd, a nie jest tak, że jest człowiek jest skrzynką do wyboru sobie sposobów zasilania. Jak ktoś na ciebie napada, to nie wybierasz sobie podniecenia seksualnego do poradzenia sobie ze sprawcą. Brak przeciwstawiania się agresorowi i uległość kończy się depresją w końcu.

              >złość nie jest niezbędna, analiza tak.

              panu chodzi o jakaś religię jak żyć? tresurę jak być sprawnym menadżerem? rzeczywiście można się formować beznamiętnie.

              ale tutaj chodzi o zintegrowanie uczucia z działaniem.
              • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 16:50
                plonie napisał:

                > Jest przede wszystkim napęd, a nie jest tak, że jest człowiek jest skrzynką do
                > wyboru sobie sposobów zasilania. Jak ktoś na ciebie napada, to nie wybierasz so
                > bie podniecenia seksualnego do poradzenia sobie ze sprawcą. Brak przeciwstawian
                > ia się agresorowi i uległość kończy się depresją w końcu.

                Konkretnie brak umiejętności skutecznego poradzenia sobie agresorowi kończy się depresja. Szarża z szablą na czołg. Ghandi, któremu się udało. Sekret w doborze adekwatnych narzędzi, Złość użyteczna rzadko, używana często, logiczne, że nie ma poklasku.
                >
                > >złość nie jest niezbędna, analiza tak.
                >
                > panu chodzi o jakaś religię jak żyć? tresurę jak być sprawnym menadżerem? rzec
                > zywiście można się formować beznamiętnie.
                >
                > ale tutaj chodzi o zintegrowanie uczucia z działaniem.

                Chodzi o działanie skuteczne. Jeśli osiągnę to samo lub więcej nie złoszcząc się, to stracę mniej energii. Jeśli nie potrafię się od złości powstrzymać lub kosztuje mnie to zbyt wiele, ok, można się pozłościć, byle na tym nie poprzestać. Zresztą i wtedy im krótsza złość, a szybszy efekt, tym lepiej. Więc nie oznacza to zaraz, że złość, to coś takiego użytecznego, co tylko niepotrzebnie ma zły PR.
                I może sobie w wyniku ewolucji przegrywać, nie ma się co dziwić.
                • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 17:02
                  > Konkretnie brak umiejętności skutecznego poradzenia sobie agresorowi kończy się
                  > depresja. Szarża z szablą na czołg. Ghandi, któremu się udało. Sekret w dobor
                  > ze adekwatnych narzędzi, Złość użyteczna rzadko, używana często, logiczne, że n
                  > ie ma poklasku.

                  Emocje to nie sa narzedzia, tylko to my jestesmy. Narzedziem moze byc wybor strategi zachowania. Tylko problem zaczyna sie wtedy jak wybiera sie wybor nie zachowania tylko emocji, czyli mowimy ze deszcz pada jak pluja. Myli pan pojecia, emocji i zachowania. Ghandiu nie leciał na popedzie seksualnym, tylko jak najbardziej jego sprzeciw był zbudowany na gniewie, bo sie przeciwstawil. Co nie znaczy, ze musial rzucac kamieniami. ( Choc przy okazji, porzucac tez warto, choc nie koniecznie do kogos. wiecej energii w ciele)

                  >Chodzi o działanie skuteczne

                  a co ma byc kryterium celu? to uczucia nas nakierunkowuja.

                  Jeśli osiągnę to samo lub więcej nie złoszcząc si
                  > ę, to stracę mniej energii

                  nie chodzi o teatr aktorski, tylko o fakt czucia. po prostu sie czuje. wybrac mozna tylko nie czucie. na koncu nie czucia jest depresja.
                  • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 17:29
                    plonie napisał:

                    > Emocje to nie sa narzedzia, tylko to my jestesmy.
                    Emocje to odruchy. Przynajmniej w znacznej części - nabyte. Skojarzenie obiektu z reakcją. Po pierwsze przynajmniej częściowo wyuczone, po drugie - nadal brak powodów, by gloryfikować to, co nie jest pożądane, gwałciciel tez tylko emocjami się kieruje. Ghandi "złośnikiem", człowiekiem "gniewnym"? Ktoś go tak nazywał? Petitio principii, skąd założenie, że za każdym sprzeciwem musi się kryć gniew? Tu, moim zdaniem, owszem, sprzeciw, ale oparty na analizie, także z wyborem strategii innej niż złość z jej przejawami.

                    > ( Choc przy okazji, porzucac tez warto, cho
                    > c nie koniecznie do kogos. wiecej energii w ciele)

                    (raczej koniecznie nie w kogoś)

                    > a co ma byc kryterium celu? to uczucia nas nakierunkowuja.

                    Uczucia, ale nie jedno, konkretne, o którym mowa, i które ma być niedoceniane.
                    >
                    > Jeśli osiągnę to samo lub więcej nie złoszcząc si
                    > > ę, to stracę mniej energii
                    >
                    > nie chodzi o teatr aktorski, tylko o fakt czucia. po prostu sie czuje. wybrac m
                    > ozna tylko nie czucie. na koncu nie czucia jest depresja.

                    Nie wybór: czucie - nie czucie, tylko wybór, co czujesz się dobrze vs. czujesz się podle, i tu - jak to pierwsze osiągnąć, mało kto czuje się świetnie złoszcząc się, nikt - w towarzystwie złośnika. chwała więc złości, niesłusznie opluwanej? Czy zdrowy odruch redukcji złego samopoczucia przez tejże u siebie i innych unikanie?
                    • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 17:48
                      > Emocje to odruchy. Przynajmniej w znacznej części - nabyte. Skojarzenie obiektu
                      > z reakcją.

                      dość orginalne. więc skąd nieszczęsliwe miłości? każdy niech sobie skojarzy miłość z dostępnym obiektem.

                      by gloryfikować to, co nie jest pożądane, gwałciciel tez tylko emocja
                      > mi się kieruje

                      zapewne wrogowie są niepożądani. pewnie dlatego jest złość, żeby się bronić, a nie stworzyła nas natura ufnymi pełnymi miłości.

                      Tu, moim zdaniem, owszem, sprzeciw, ale oparty na analizie, także z wyborem
                      > strategii innej niż złość z jej przejawami.

                      wie pan to jest tak, ze komputer zeby coś liczyć musi go człowiek z emocjami zaprogramować. sam z siebie nic nie będzie analizował. naped zmusza do działania. analiza tylko dobiera środki do celu.

                      ąd założenie, że za każdym sprzeciwem musi się kryć gni
                      > ew?

                      bo taka jest natura ludzka, że pod szarymi komórkami są też inne części mózgu. są zwierzęta, które mają tylko je, ale nie ma żadnego które by miało tylko szare komórki.

                      Nie wybór: czucie - nie czucie, tylko wybór, co czujesz się dobrze vs. czujesz
                      > się podle, i tu - jak to pierwsze osiągnąć, mało kto czuje się świetnie złoszcz
                      > ąc się, nikt - w towarzystwie złośnika. chwała więc złości, niesłusznie opluwan
                      > ej? Czy zdrowy odruch redukcji złego samopoczucia przez tejże u siebie i innych
                      > unikanie?

                      chodzi tu o to, że unikając złości masz szanse czuć się podle i tyle. wiem, że pan ceni myśl maska dawnego, ale nawet on zmienił zdanie. może sobie odciąć pan gniew, możesz też inną część mózgu, może będziesz pan szczęsliwszy. dla mnie odcinasz sie tylko od siebie w imie dobrego samopoczucia innych. pytanie komu pan sluzy innym czy sobie? moze czasems luzyc innym niż sobie, może warto być potulnym wiezniem niz gniewnym. mozna gniew zabic calkowicie i udawac ze jest sie szczesliwym w wiezieniu bo gniewu sie nie czuje.


                      • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 18:34
                        plonie napisał:

                        > dość orginalne. więc skąd nieszczęsliwe miłości? każdy niech sobie skojarzy mił
                        > ość z dostępnym obiektem.

                        Owszem, oryginalne, więc skąd szczęśliwe miłości? I czy te nieszczęśliwe mają chronić przed nieczuciem, czyli depresją?

                        > zapewne wrogowie są niepożądani. pewnie dlatego jest złość, żeby się bronić, a
                        > nie stworzyła nas natura ufnymi pełnymi miłości.

                        Natura nas nie stworzyła skończonymi, jesteśmy raczej prototypami do crash testów doboru naturalnego. I jesteśmy wyposażeni w różne rudymenty niekoniecznie do czegoś służące. Chyba że pan Panglossa wyznawcą.
                        >
                        > Tu, moim zdaniem, owszem, sprzeciw, ale oparty na analizie, także z wyborem
                        > > strategii innej niż złość z jej przejawami.
                        >
                        > wie pan to jest tak, ze komputer zeby coś liczyć musi go człowiek z emocjami za
                        > programować. sam z siebie nic nie będzie analizował. naped zmusza do działania.
                        > analiza tylko dobiera środki do celu.

                        Akurat emocjami człowiek komputera nie zaprogramuje. Złość nie jest celem, już bardziej środkiem, napędem - dążenie do celu, czyli zaspokojenia potrzeby i poczucia przyjemności z tego wynikającej, lub uniknięcia przykrości. Więc stawiam, że złość to narzędzie, jak agresja, ucieczka, przyczajenie i obmyślenie strategii.
                        >
                        > bo taka jest natura ludzka, że pod szarymi komórkami są też inne części mózgu.
                        > są zwierzęta, które mają tylko je, ale nie ma żadnego które by miało tylko szar
                        > e komórki.

                        dlatego jesteśmy ludźmi, ze mamy szare komórki nad innymi częściami mózgu.
                        >
                        > chodzi tu o to, że unikając złości masz szanse czuć się podle i tyle.
                        Masz szansę też czuć się podle nie unikając złości, nadużywając - szansę ogromną, a unikając złości (bez twierdzenia, że nigdy nie ma uzasadnienia, tylko prawie nigdy) - podle się nie czuć.

                        >wiem, że
                        > pan ceni myśl maska dawnego, ale nawet on zmienił zdanie. może sobie odciąć pan
                        > gniew, możesz też inną część mózgu, może będziesz pan szczęsliwszy. dla mnie o
                        > dcinasz sie tylko od siebie w imie dobrego samopoczucia innych. pytanie komu pa
                        > n sluzy innym czy sobie?

                        Nie o odcinanie chodzi, tylko o hierarchię, kolejność. Wytrych, gdy żaden klucz nie pasuje, a drzwi faktycznie zamknięte, i to drzwi do twojego domu.

                        >moze czasems luzyc innym niż sobie, może warto być pot
                        > ulnym wiezniem niz gniewnym. mozna gniew zabic calkowicie i udawac ze jest sie
                        > szczesliwym w wiezieniu bo gniewu sie nie czuje.

                        Można otaczać się ludźmi, którzy nie złoszczą, i których nie złościsz. Można unikać innych. I często problem się redukuje bez konieczności umartwiania się, zwykły epikureizm. Owszem, przyjdzie Hitler (poważne zagrożenie), bez złości się nie obejdzie, ale najpierw faktycznie musi to być on, a nie tylko uciążliwa sąsiadka. Inaczej pogniewasz się pan, potupiesz, pośmieją się z pana, a lepiej się i tak pan od tego nie poczujesz. Już faktycznie lepiej sobie zamiast tego pobiegać.
                        • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 18:59
                          Owszem, oryginalne, więc skąd szczęśliwe miłości? I czy te nieszczęśliwe mają c
                          > hronić przed nieczuciem, czyli depresją?

                          dla pana wszystko jest celowe? a przed czym chroni głód?

                          Natura nas nie stworzyła skończonymi, jesteśmy raczej prototypami do crash test
                          > ów doboru naturalnego. I jesteśmy wyposażeni w różne rudymenty niekoniecznie do
                          > czegoś służące.

                          Nie bardzo już rozumiem o co panu chodzi. Mam wrażenie, że takie odbijanie piłeczki przez pana dokładnie w każdą stronę byle odbić. Jeśli coś przetrwało to coś temu służyło. Raczej przetrwał ten co umiał się bronić niż ten co nie umiał i nie miał emocji.

                          > Akurat emocjami człowiek komputera nie zaprogramuje. Złość nie jest celem, już
                          > bardziej środkiem, napędem - dążenie do celu, czyli zaspokojenia potrzeby i poc
                          > zucia przyjemności z tego wynikającej, lub uniknięcia przykrości. Więc stawiam,
                          > że złość to narzędzie, jak agresja, ucieczka, przyczajenie i obmyślenie strate
                          > gii.

                          raz nie jest narzedziem i niczemu nie sluzy, teraz wedle pana jest. pan jednak bedzie odbijal pileczke dokladnie w kazda strone dla zasady, choc to tylko slowa. A wedlug mnie po prostu człowiek jest pewna całością, a nie materia do formowania. emocje sa czescia mnie i jest zwiazek spadku sil zyciowych, z rezygnacja z zycia emocjonalnego. Emocje mówia o moich potrzebach.

                          > dlatego jesteśmy ludźmi, ze mamy szare komórki nad innymi częściami mózg
                          > u.

                          i dlatego tez nimi przestajemy byc, gdy zaczynamy miec tylko szare komorki, nad reszta ciala.

                          > Masz szansę też

                          jak napisalem to juz pana wybor zyciowy, pana tozsamosc. mnie interesuje moja. jakos jest zbiezna z tym co mowi pani psycholog. roznica miedzy nami jest taka ze ja dopuszczam pana maskianski styl zycia. pan nie moze zniesc, ze komus zlosc moze sluzyc.

                          Inaczej pogniewasz się pan, potupiesz, pośmieją się z pana, a lepiej się
                          > i tak pan od tego nie poczujesz. Już faktycznie lepiej sobie zamiast tego pobi
                          > egać.

                          pan bylby dobrym ksiedzem. ma pan wszystkie niezbedne atrybuty



                          • dolor Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 19:40
                            plonie napisał:

                            > Owszem, oryginalne, więc skąd szczęśliwe miłości? I czy te nieszczęśliwe mają c
                            > > hronić przed nieczuciem, czyli depresją?
                            >
                            > dla pana wszystko jest celowe? a przed czym chroni głód?

                            Teraz dla mnie to odbijanie piłeczki gdzie byle. Pan tu cały czas o celowości emocji. Ja - o wyborze. Nie wybierałbym więc głodu i unikał miejsc na nie narażonych. Samo bowiem uczucie głodu - chroni przed przedwczesną śmiercią, ale dziś już potrzebne w co bardziej cywilizowanych regionach nie jest, obecnie powoduje głównie otyłość.

                            > Nie bardzo już rozumiem o co panu chodzi. Mam wrażenie, że takie odbijanie piłe
                            > czki przez pana dokładnie w każdą stronę byle odbić. Jeśli coś przetrwało to co
                            > ś temu służyło. Raczej przetrwał ten co umiał się bronić niż ten co nie umiał i
                            > nie miał emocji.

                            Tak, i raczej przetrwał ten, co był większy i silniejszy, aż się zmieniły warunki i dinozaury wyginęły zastąpione przez przyczajone dotąd ssaki. Ewolucja to proces. I wciąż - miało być o złości, nie o wszystkich emocjach i umiejętnościach samoobrony.
                            >
                            > > Akurat emocjami człowiek komputera nie zaprogramuje. Złość nie jest celem
                            > , już
                            > > bardziej środkiem, napędem - dążenie do celu, czyli zaspokojenia potrzeby
                            > i poc
                            > > zucia przyjemności z tego wynikającej, lub uniknięcia przykrości. Więc st
                            > awiam,
                            > > że złość to narzędzie, jak agresja, ucieczka, przyczajenie i obmyślenie s
                            > trate
                            > > gii.
                            >
                            > raz nie jest narzedziem i niczemu nie sluzy, teraz wedle pana jest.

                            Inaczej - od początku jest narzędziem skutecznym tylko w wyjątkowych, bardzo rzadkich przypadkach, często nadużywanym, zamiast być tym scyzorykiem na dnie kieszeni. Odwracającym uwagę i zabierającym czas, który należałoby lepiej spożytkować. A używanie go gdy nie trzeba szkodzi używającemu i wszystkim w jego okolicy.

                            > A wedlug mnie po prostu człowiek jest pewna całością, a nie materia do formo
                            > wania.

                            I co, rodzi się tą całością? Nie wierzy pan w uczenie się? Nawet tego, że dotknięcie ognia boli, nawet jeśli ciekawość jest nam przyrodzona?

                            >emocje sa czescia mnie i jest zwiazek spadku sil zyciowych, z rezygnacja
                            > z zycia emocjonalnego. Emocje mówia o moich potrzebach.

                            Pan znowu zapomniał o złości. Nie będę tu o każdej emocji, bo zaraz wyjdzie, że jestem przeciwnikiem radości.
                            >
                            > > dlatego jesteśmy ludźmi, ze mamy szare komórki nad innymi częściam
                            > i mózg
                            > > u.
                            >
                            > i dlatego tez nimi przestajemy byc, gdy zaczynamy miec tylko szare komorki, nad
                            > reszta ciala.

                            Bynajmniej. Przestajemy, gdy ich nie mamy nad innymi częściami mózgu. Gdy już nie wybieramy - tu się mogę nie kontrolować, a tu muszę. (stąd te powtarzane "to potwór, zwierzę, nie człowiek")
                            >
                            > > Masz szansę też
                            >
                            > jak napisalem to juz pana wybor zyciowy, pana tozsamosc. mnie interesuje moja.
                            > jakos jest zbiezna z tym co mowi pani psycholog. roznica miedzy nami jest taka
                            > ze ja dopuszczam pana maskianski styl zycia. pan nie moze zniesc, ze komus zlos
                            > c moze sluzyc.

                            Więc nie napisał pan, że mi to szkodzi? (nawiasem - na wysokich obcasach, ale to pan psycholog był). Dopuszczam wiec pana jak pan dopuszcza mój. Chociaż nie wiedziałem, że pan się tak z tą złością utożsamia. Głównie i tak w pierwszym, kiedy to było, poście chodziło mi o to, że podobnymi jak w atykule argumentami można wszystko uzasadniać równie łatwo, tę wspominaną zazdrość i co to tam było jeszcze, także.
                            >
                            > pan bylby dobrym ksiedzem. ma pan wszystkie niezbedne atrybuty
                            >
                            Prócz wiary w bogów, nadprzyrodzone zjawiska, życie po śmierci, pokory, chęci umartwiania się i służenia wszystkim, ale to drobiazgi, bez których wielu z nich faktycznie się obywa. Potraktuję to więc jako komplement, dziękuję. W dzieciństwie chciałem być, choć najpierw śmieciarzem.
                            • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 20:30
                              >Teraz dla mnie to odbijanie piłeczki gdzie byle.

                              pytanie, bo nie rozumiem o co chodzi w tym argumencie totalnie.

                              Nie wybierałbym więc głodu i unikał miejsc na nie narażo
                              > nych. Samo bowiem uczucie głodu - chroni przed przedwczesną śmiercią, ale dziś
                              > już potrzebne w co bardziej cywilizowanych regionach nie jest, obecnie powoduje
                              > głównie otyłość.

                              I w związku z tym co? wyłączmy uczucie głodu?



                              > Tak, i raczej przetrwał ten, co był większy i silniejszy, aż się zmieniły warun
                              > ki i dinozaury wyginęły zastąpione przez przyczajone dotąd ssaki. Ewolucja to p
                              > roces. I wciąż - miało być o złości, nie o wszystkich emocjach i umiejętnościac
                              > h samoobrony.

                              Nieważne czym jest ewolucja. Ważne kim jestem tu i teraz. Pan chce hodować nadczłowieka. A ja po prostu tutaj jestem tu i teraz ze swoimi atrybutami i wiem, że eliminowanie złości jest działaniem przeciwko mnie. To nie jest po prostu jakiś wyrostek robaczkowy, który można sobie odciąć.

                              > Inaczej - od początku jest narzędziem skutecznym tylko w wyjątkowych, bardzo rz
                              > adkich przypadkach, często nadużywanym, zamiast być tym scyzorykiem na dnie kie
                              > szeni. Odwracającym uwagę i zabierającym czas, który należałoby lepiej spożytko
                              > wać. A używanie go gdy nie trzeba szkodzi używającemu i wszystkim w jego okolic
                              > y.

                              NIe zgadzam się traktowania tego jako narzędzia. Uczucia są narzedziami tylko wtedy jak sie nimi manipuluje. Uczucia to człowiek, a nie jego narzedzia.

                              I co, rodzi się tą całością? Nie wierzy pan w uczenie się? Nawet tego, że dotkn
                              > ięcie ognia boli, nawet jeśli ciekawość jest nam przyrodzona?

                              nie wierze w uczenie człowieka żeby robił za krzesło, albo wieszak na kapelusze.

                              > Pan znowu zapomniał o złości. Nie będę tu o każdej emocji, bo zaraz wyjdzie, że
                              > jestem przeciwnikiem radości.

                              Dla kogoś za tą wypartą złościa kryje się szansa na radość


                              Bynajmniej. Przestajemy, gdy ich nie mamy nad innymi częściami mózgu. Gdy już n
                              > ie wybieramy - tu się mogę nie kontrolować, a tu muszę. (stąd te powtarzane "to
                              > potwór, zwierzę, nie człowiek")

                              bardzo mylnie powtarzane. bo okrucienstwo zwierzat nie dorownuje ludzkiemu. czlowiek z nieposkromionym afektem to detalista zbrodnii. rozum wytwarza zbrodnie masowe psychopatyczne, bez widocznych uczuć. nie wypowiadam sie przeciwko kontroli, tylko przeciwko wyrwania z korzeniami, albo czyms co sluzy tylko przywitaniu Hitlera. jest to jakieś mitologizowanie i dramatyzowanie emocji, jak jakiś strasznych podwodnych stworów.


                              Więc nie napisał pan, że mi to szkodzi? (nawiasem - na wysokich obcasach, ale t
                              > o pan psycholog był). Dopuszczam wiec pana jak pan dopuszcza mój. Chociaż nie w
                              > iedziałem, że pan się tak z tą złością utożsamia. Głównie i tak w pierwszym, ki
                              > edy to było, poście chodziło mi o to, że podobnymi jak w atykule argumentami mo
                              > żna wszystko uzasadniać równie łatwo, tę wspominaną zazdrość i co to tam było j
                              > eszcze, także.

                              zdrowie pana jest mi obojetne jak i pana kryteria dobrego zycia. ja nikogo zbawiac nie chce. zauwazam tylko ze nie sa to kryteria uniwersalne tylko pana jednostkowe.







    • plonie Re: o złości i złośnikach 23.03.12, 16:04
      brak przyzwolenia bierze sie z tego, ze zyjemy w spoleczenstwie hierarchicznym, w ktorym nowy czlowiek jak sie pojawi jest materialem do obrobki na dnie hierarchi, a nie kims kto ma sie rozpychac. Pozniej jak dorosniei troche dojdzie do siebie, wyjdzie z niego troche zlosci i wyzyje sie na nowym czlonku spoleczenstwa ktorego bedzie mial uformowac. to sie nazywa fala. sa koty i sa dziadki. koty maja byc potulne. a dziadkom juz mozna.
    • ex.mila Z przyjemnością patrzę jak ten watek pęcznieje 23.03.12, 20:47
      Z przyjemnością patrzę jak ten watek pęcznieje
    • nihilyst Re: o złości i złośnikach 24.03.12, 13:38
      w artykule najprawdziwsze - jeśli przestajesz się na kogoś złościć - to po ptakach
      w dyskusji jednostki analizującej z jednostką oddychającą - złość ma moc separacyjną

      - -
      jeśli gniew jest symptomem
      to symptomem musi też pozostać fakt bycia odbieranym jako postać pełna gniewu
      tu następuje faza analizy i pojawia się rozwiązanie - więcej emotikonów

      - -
      najlepsze na gniewny, nieustający alert, to się do kogoś przytulić
      a potem pobiegać - albo wytańczyć się tak, by jeszcze dwa dni potem bolała połowa posiadanych mięśni

      - -
      gniew - o ile jest wybuchem, a nie hołubioną latami emocją, bywa oczyszczający
      jeśli jednak przechodzi w stadium trwałe, bardzo kaleczy ducha
      naturalnie bez względu na rodzaj emanacji, trzeba się liczyć z konsekwencjami

      - -
      formą agresji jest też jednoznaczne potępienie człowieka jako całości, bo doświadcza emocji
      które zostały przez kogoś zdefiniowane jako niepożądane i niebezpieczne
      agresja to też mówienie co, jak, kiedy i w jakich proporcjach powinno się czuć
      formą agresji w bliskich relacjach jest też milczenie, szlachetniejszą, bo niczym się nie rzuca?
      [to spróbujcie żyć z kimś, kto doświadczał jej jako dziecko]
      złość się pojawia - bo jest częścią naszej natury - i chyba lepiej jednak ją wyartykułować
      niż owinąć w obrusik wyboru lepszych wartości i przyjebać tak, że mózg się się rozchlapie po ścianie
      • plonie Re: o złości i złośnikach 24.03.12, 14:13
        > gniew - o ile jest wybuchem, a nie hołubioną latami emocją, bywa oczyszczający
        > jeśli jednak przechodzi w stadium trwałe, bardzo kaleczy ducha


        sa dwa rodzaje oczyszczenia. jedno to z serii tych jakie napisane bylo powyzej, czyli wytańczyć, albo spuścić pare. to jest chwilowe. A drugie to uwolnienie się od problemu i tu jest kwestia czy sie gniew skieruje na gnebiacy obiekt i od niego uwolni. Jak się ciagle żywi gniew to znaczy ze ciagle jest sie w klatce. I jest to klatka, ktora nie jest koniecznie w czasoprzestrzeni, ze ktos technicznie powie zrob to i to i ci sie poprawi. Ona jest w glowie. Dlatego dochodzi sie wlasnie do emocji w terapii, a nie jest ona tylko kwestia przekazania informacji jak zyc.
        • nihilyst Re: o złości i złośnikach 24.03.12, 14:25
          tyle, że czasem taki gniew, albo inna emocja tkwią tak głęboko
          i są w czyimś byciu od tak dawna, że opuszczenie ich jest opuszczeniem siebie
          jeśli wydrzeć komuś narzędzie, na którym zbudował swoją tożsamość i oparł wszystkie mechanizmy obronne, to zostawić go nagim na dryfującej krze
          • plonie Re: o złości i złośnikach 24.03.12, 14:32
            jechanie ciagle na jednej tozsamosci skonczy sie w koncu walnieciem glowa w mur. zaburzenie polega wlasnie na tym, ze osobowosc jest niezmiennie sztywna i sie nie adoptuje do nowego srodowiska. w zyciu sie tozsamosc zmienia. zmieniaja sie priorytety potrzeby. jest czas straty, zaloby i czas zycia.
            • nihilyst Re: o złości i złośnikach 24.03.12, 14:49
              przed życiem jest jeszcze czas budzenia się ochoty na życie
              i mimo, że nie wiadomo jeszcze jak do samego życia przejść, to już jest przyjemnie
              • plonie Re: o złości i złośnikach 25.03.12, 11:45
                to fikcje : życie prawdziwe, życie od nowa, czyli marzenie o ucieczce. życie jest jedno i jest cały czas.
                • nihilyst Re: o złości i złośnikach 25.03.12, 12:46
                  dobrze, dobrze. ma pan rację - życie trwa, a ludzie sobie czasem obok
                  i ci nie mają zbyt wielu szans na zadowolenie.
                  a potem - bywa - przychodzi wiosna i ogarnia ich zaciekawienie, co też tam z tego życia można zobaczyć
      • nihilyst Re: o złości i złośnikach 24.03.12, 14:16
        złość ma też sporą wartość informacyjną -
        i nie mówię tu o wejrzeniu w siebie i szukaniu przyczyn własnego wkurzenia
        ta część jest mocno zwodnicza i zanim się człowiek zorientuje, że jest wściekły, wykona zapewne całą serię niekojarzonych ze złością akcji, które rozwalą relacje z pojedynczymi ludźmi i całymi grupami znacznie lepiej, niż solidny wybuch gniewu okraszony wiązką przekleństw

        szybciej łapie się skierowaną ku sobie złość innych
        i o ile zacznie się myśleć nad jej przyczynami, można albo stwierdzić potrzebę i potencjalną korzyść z korekty
        albo upewnić się, że to zachowanie, które wywołuje sprzeciw innych jest rzeczywiście własne i stanowi naturalną ekspresję tego, czym tam w środku jesteśmy
        • czubata Re: o złości i złośnikach 24.03.12, 14:42

          Złość to naturalna emocja i nie poddaję ocenie człowieka którym zawładnęła złość.
          Złośliwość natomiast jest już cechą charakteru, i poprzez złośliwość można poznać co kto w nosi w sobie,jak bardzo potrafi być złośliwy i do jakich złośliwości jest zdolny powodując cierpienie innych ludzi. Zazwyczaj ludzi bardzo złośliwych wrzucam do worka z kategorią-świnia. Wygląda na to że lubię albo mam tendencje do wrzucania ludzi w worki z kategoriami. Bardzo złośliwy i wyrządzający duże krzywdy człowiek dla mnie jest złym człowiekiem, z psychologicznego punktu widzenia, zdaje się że niema złych ludzi, są tylko ci bardziej zaburzeni. Dla mnie wszystko jedno, człowieka szkodliwego w świńskim worku,wykluczam z kręgu "znajomych bądź przyjaciół" dla bezpieczeństwa własnego i spokoju własnego tyłka.
          Złośc nie robi na mnie wrażenia, za to coraz częściej mam okazję przyglądać się jak z powodu złośliwości jeden człowiek niszczy drugiego,bez zastanawiania się nad konsekwencjami dla ofiary złośliwości. Np. podpierniczanie do kierownictwa w pracy osób których się nie lubi,w skutek czego nie lubiane osoby tracą pracę i źródło utrzymania dla rodziny. Lepsza byłaby zatem scysja powodowana złością miedzy dwiema osobami, niż złośliwe podkładanie sobie świń,a wszystko to przyodziane w fałszywe uśmieszki i fałszywe słowa sympatii za którymi idą złośliwe i podstępne działania.
          • czubata Re: o złości i złośnikach 24.03.12, 14:50
            Mam też wrażenie że tłumienie złości może prowadzić do złośliwości bezpośrednich albo bardziej potajemnych. Dlatego wydaje mi się że słowna złość nie jest zła. Mam na myśli słowną złość w której każdy wykrzyczy co mu w duszy gra, bo jakakolwiek forma znęcania się jest już zaburzeniem.
            • plonie Re: o złości i złośnikach 24.03.12, 15:01
              dzisiaj w modzie jest emancypacja zlosci, ale kierownictwa.

              telewizja tlucze polakom do glowy kolejne formaty, gdzie jurorzy popisuja sie coraz wiekszym chamstwem. chcesz cos osiagnac? to dziadki przeczolgaja kotka. w zadnym kraju "top model" nie ocieral sie o kurestwo tak jak w naszym. dziki prowincjonalny kolonialny kraj rezerwuar mlodszej sily roboczej.
            • nihilyst Re: o złości i złośnikach 24.03.12, 15:01
              czy ja wiem - ze słowną złością?
              o ile strony konfliktu są zainteresowane podtrzymaniem gniewnego tonu konwersacji
              to z niewielkich ans robią się wielkie awantury, a ludzie zdenerwowani na konkret stają się wrogami po całości - bez względu na to, co potem mówią, czy robią

              więc czasami rzeczywiście lepiej ugryźć się w język, albo przytrzasnąć sobie paluszki

              - -
              a w poście wyżej pisałaś raczej o wrogości, fałszu i podłości
              bo złośliwiec podpierdzieli kogokolwiek, żeby zobaczyć jak fajnie wylatuje z roboty
              wróg uderzy w konkretną osobę
              • czubata Re: o złości i złośnikach 24.03.12, 15:21
                Moja osobista praktyka w związku pokazuje że bóle które można wypowiedzieć w złości, nigdy nie zostaną wypowiedziane gdy się tłumi emocje. Gdy się nigdy czegoś nie wypowie, nigdy nie będzie się można zastanowić nad tym co zostało poruszone. Milczenie i niewypowiadanie, cisza,ciche dni okazują się bardziej niszczące dla relacji niż wybuch emocji które potem mijają a pozostaje kwestia nad którą można popracować. Ale to takie moje osobiste obserwacje. Póki co wybuchy złości nie odniosły szkód,i myślę że już nie odniosą. Miałam też doświadczenie z współpracownikiem z którym doszło do scysji w wybuchu złości. Okazało się że ten wybuch był kluczem do podjęcia wyjaśnień które w szybkim tempie doprowadziły do spokoju i lepszych relacji. Gdyby nie emocje, prawdopodobnie nigdy nie doszłoby do tych wyjaśnień.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja