2daphny27
21.05.12, 12:09
Mam 27 lat, jestem po studiach, mam męża, pracę... A jednak ciągle czegoś mi brakuje. Jestem DDA, mam wrażenie, że niczego w życiu nie osiągnę, że jestem beznadziejna... Zarabiam 1400zł, męża ściga ZUS i US, mamy ogromne długi i najgorsze jest to, że ja muszę za nie solidarnie odpowiadać... US wszedł mi na konto i wyczyścił je do zera, mężowi ZUS zabiera połowę wypłaty, ledwo wystarcza nam na życie... Skończyłam studia z bardzo dobrymi wynikami a jestem życiową niedorajdą. Zastanawiałam się nad własną firmą, ale nie mam na nią pomysłu... Mam strasznego doła, kiedy widzę ile zarabiają moi pracodawcy - prawnicy. Ja muszę tyrać miesiąc, oni mają moją wypłatę w kilka godzin. Zmuszam się do wstawania rano i przychodzenia tutaj, nie lubię tej pracy, ale wiem, że muszę zacisnąć zęby i siedzieć cicho, bo na moje miejsce jest dziesiątki innych chętnych. Pracuję na zlecenie, nie mam z tego tytułu żadnych praw... Jesteśmy małżeństwem od 5 lat a nie możemy mieć dziecka, bo nie mamy ku temu możliwości - brak stałego etatu, długi... Czuję się nieszczęśliwa w małżeństwie, utknęliśmy dawno temu w martwym punkcie, żyjemy razem, ale jednak osobno. Nie mam na nic siły ani ochoty. Czuję, że przegrałam życie, że nigdy nie będzie lepiej, że zawsze będę zarabiała marne 1500zł i nic już nie osiągnę. Czemu w tym kraju jest tak ciężko? Czemu nie widzę dla siebie żadnych perspektyw?