Dodaj do ulubionych

za co te 250 zlotych?

12.09.08, 16:12
Obserwuj wątek
      • trollercoaster Re: za co te 250 zlotych? 12.09.08, 17:10
        ale to tylko przypuszczenie

        choc teraz wydaje sie na rzeczy

        aida nawalona w trzy dupy lezy w chalupie, wchodzi policja i na izbe wytrzezwien
        bierze. aida krzyczy nie ide na alkomat , ni chuja. gdzie pracujesz? nie mam
        obowiazku pracy!!!!
        • aidka Re: za co te 250 zlotych? 12.09.08, 17:59
          trollercoaster

          jeśli możesz
          to , chociaż na razie, tak nie żartuj
          póki co, na żarty się nie załapuję

          /nie mam nic wspólnego z narkotykami
          NIGDY nie bywam nawalona, bo się boję - gdybym się nawaliła, to
          potem czułabym się jeszcze gorzej/

          najlepiej już o mnie nie gadać więcej
          bo i po co
      • aidka Re: za co te 250 zlotych? 12.09.08, 17:51
        magda.ona napisała:

        > Nie chyba najpierw do szpitala ja zawiezli. dopiero stamtad
        musieli ja zabrac
        > "jeszcze gdzie indziej".
        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=69731&w=84482266&a=84504642

        > Pozdr.

        nie masz żadnych postów na koncie, prócz tych tu na mój temat z
        sugestiami na temat tego, gdzie mnie wozono.
        założyłaś nowe konto i masz nowy nick tylko dla mnie ?!
        naprawdę?!
        więc jeszcze gorzej to teraz wszystko wygląda...
        Jezu...
        nigdy nie zrozumiem postępowania takich ludzi
            • madau Re: za co te 250 zlotych? 12.09.08, 18:18
              alez dlaczego atakujesz Aidke? Przeciez sama napisala przez co
              przeszla. Moze jestem nowa i nie rozumiem za bardzo praw tego forum -
              ale traktowanie w ten sposob " do suki z nia" osoby ktora przeszla
              przez realna traume psychiczna wydaje mi sie nie na miejscu.
              Zostawcie dziewczyne w spokoju....
                        • dolor Re: za co te 250 zlotych? 12.09.08, 18:52
                          To, że w ogóle coś wyjawia, to dużo. Jakby nie patrzeć, trochę czasu na
                          otrząśnięcie się po bertradowstrząsie jej się należy. A u pana, to raczej zwykła
                          ciekawość przeważa, prawda?
                                • dolor Re: za co te 250 zlotych? 12.09.08, 19:13
                                  Dokąd będę uważał, żeby nie przekraczać pewnych granic, raczej nic złego. A pan
                                  wolisz jak bertrada: "Póki co, na FD nie ma osób
                                  z depresją"? Są sytuacje, gdy trzeba ostrożnie, żeby móc potem spojrzeć w
                                  lustro. Chyba, że się ma skórę hipopotama, a chyba żaden z nas nie ma.
                                • of.woman.born Re: za co te 250 zlotych? 12.09.08, 19:20
                                  trollercoaster napisał:

                                  Przepraszam, że się wtrącam, ale jeśli rzeczywiście policja postanowiła nie
                                  dość, ze ją odwiedzić nieproszona to jeszcze wbrew jej woli zawieźć ją do
                                  szpitala na przymusowe badania to cała reszta traci znaczenie - niezależnie od
                                  tego jak oceniasz wiarygodność aidki i czy te 250 złotych wzięła sobie z sufitu.
                                  bo-jak mniemam- oprócz tych 250 złotych niewiadomonaco- niczego więcej nie
                                  kwestionujesz. Może tyle kosztowała taksówka i wódka, którą wypiła po powrocie.
                                  Jakie to ma znaczenie, powiedz.
                                    • aidka Re: za co te 250 zlotych? 12.09.08, 19:35
                                      wszystko teraz muszę powiedzieć - tak ?
                                      naprawdę ?
                                      to proszę bardzo.
                                      oto list, który wysłałam do Jury, Dolora, Mskaiq, Bertardy - nie
                                      wiedząc, kto mi to zrobił. prócz nich o całości prawdy wie też
                                      Abasia, bo jej ufam. nie umieliście uszanować tego, co napisałam, że
                                      nie chcę TERAZ dyskutować o całej tej nocy i dniu. to nie. to prosze
                                      bardzo - macie wszystko. całość bydła.
                                      dziękuję ,Dolor, za Twoją dyskrecję i takt.
                                      • aidka list 12.09.08, 19:39
                                        w czwartek wieczorem, krótko po rozmowie z Tobą, kiedy spytałeś mnie
                                        o adres, zapukała do moich drzwi policja.
                                        nie chciałam ich wpuścić. pytałam przez drzwi o powody najścia.
                                        stwierdzili, że mają informacje od internautów o tym, że piszę w
                                        internecie rzeczy wskazujące na to, iż moje życie może być zagrożone.
                                        odparłam, że to nieprawda, a ponadto, nawet jakby, to nie jestem w
                                        domu sama - mieszka tu lokator.
                                        oni na to, że mam otworzyć dla swego dobra.
                                        pod domem , przy policyjnym wozie stała grupa antyterrorystów -
                                        kominiarki i te sprawy.
                                        policjanci spod drzwi zagrozili, że, jeśli ich nie wpuszczę, to
                                        antyterroryśći wpadną przez okno, zrobią demolkę itd.
                                        /cała ta rozmowa była slyszalna dla sąsiadów, a grupa
                                        antyterrorystów była widziana przez nich - co za wstyd !/
                                        po takim szantażu, wpuściłam ich.

                                        przedtem, w rozmowie sam na sam z moim lokatorem, dokładnie go
                                        sprawdzili, wypytali kim jest dla mnie, wypytywali o mnie, zagrozili
                                        mu, że, jeśli ja się zabiję, to on pierwszy pójdzie siedzieć /nie
                                        wiem czemu tak by miało być/
                                        pytali go czy mam laptopa czy komputer, czy jest teraz włączony itd.
                                        zmusili mnie najpierw do rozmowy z durnym lekarzyną z pogotowia,
                                        który o depresji nie miał pojęcia.
                                        następnie wyprowadzili mnie w szlafroku z domu siniacząc mi ręce ,
                                        choć się nie wyrywałam., ale błagałam, by mnie stąd nie zabierali.
                                        tłumaczyłam też, że źle się czuję, ale nie zabiję się, z lokatorem
                                        mam następnego dnia iść do lekarza, dostanę leki etc.
                                        nic nie pomogło.
                                        wywieziono mnie do najgorszego z możliwych szpitali.
                                        tam miała dyżur lekarka, którą od razu poznałam.

                                        gdy 3,8 roku temu wzięłam stos tabletek nasennych, kiedy Marek
                                        odszedł i wszystko się zawaliło, ta sama lekarka miała być moim
                                        lekarzem prowadzącym.
                                        i teoretycznie była.
                                        nie mam sił opowiadać, co ze mną wyprawiała.
                                        podam tylko przyklad ; po dwóch tygodniach w izolatce, gdzie byłam
                                        dodatkowo pilnowana non stop 24 na dobę - przy moim łóżku miały
                                        dyżury pielęgniarki, salowe, ochoniarze, bo nawet tam udało mi się
                                        podjąć próbę samobójczą - tak bardzo było mi źle...- otóz ta lekarka
                                        potrafiła przyjść do mnie z wizytą pierwszą i zadała z mety
                                        pytanie - czy ja, skoro rozstałam się z Markiem, zastanawiałam się
                                        już nad PODZIAŁEM RZECZY. - rozumiesz to ?! psychiatra, który w
                                        takiej chwili - tracę ukochanego i cały świat, nie opuszczają mnie
                                        na chwilę tendencje samobójcze, a ona mówi o RZECZACH.
                                        to tylko taki przykład jaka to lekarka jest.
                                        w ciągu następnych tygodni pani ta była tak wielkim szkodnikiem, że
                                        trudno sobie wyobrazić.
                                        nie pomagala, ale dolowała.
                                        nie chciała wypuścić mnie ze szpitala, ale natychmiast zrobiła
                                        wypis, gdy skopał mnie na korytarzu pacjent, którego nikt nie
                                        wsadził w pasy, choć cały dzień był agresywny.
                                        wtedy się wystraszyła, że mogę szpital sądzić, bo on mnie kopnął w
                                        kolano świeżo operowane za 8 tys. zł w prywatnej klinice.
                                        po wyjściu do domu przez działalność tejże pani czułam się bardzo
                                        źle.
                                        napisałam skargę na nią do dyrekcji szpitala i rzecznika praw
                                        pacjenta.
                                        moją skargę uznano za uzasadnioną.
                                        naprawą jej "leczenia" musiał się zająć sam szef kliniki AM tegoż
                                        szpitala.
                                        tj. może nie musiał, ale chciał - i to prpfesor wlaśnie pomogł mi
                                        terapią indywidualną, a potem załatwił pobyt na super oddziale z
                                        terapią indywidualną i grupową./mówiłam Ci kiedyś o tym/

                                        opisuję to szeroko, byś wiedział, że ta lekarka miała powody, by
                                        mnie nienawidzić.
                                        i to ona właśnie miała dyżur, gdy mnie policja przywlekla.
                                        zachowywała się obrzydliwie.
                                        głupkowata z nią gadka - bez sensu, bo to osoba z zerową empatią ,
                                        wyobraźnią ,rozumieniem choroby. i z zerową wiedzą.
                                        następnie kazano mi uśiąść na korytarzu na plastikowym krzesełeczku
                                        bez oparcia.
                                        odesłała policjantów, którzy mnie przywieźli.
                                        siedziałam tam w nocy parę godzin i nie wiedziałam po co.
                                        pytałam wiele razy, jakie są podstawy do przetrzymywania mnie w tym
                                        holu szpitala wbrew mej woli.
                                        mówiła, że na podstawie informacji policji od internautów - że to
                                        jest podstawa.
                                        mówiłam, że chcę jechać do domu, nie spałam wiele nocy, nie jadłam
                                        wiele dni, chcę się położyć.
                                        na to ochroniarz szpitala odparł, że on też nie śpi.
                                        razem z nim, recepcjonistką ta lekarka wyśmiewała się ze mnie -
                                        głośno przy mnie drwili z tego, że przywieziono mnie w szlafroku, że
                                        piwko sobie piłam, że jestem pokręcona, zaburzona - Jurku - oni się
                                        SMIALI.
                                        /ja jej przedtem mówiłam, że piłam piwo w domu, bo miałam lęk,
                                        napięcie, chciałam usnąć, a nie miałam stosownych leków jeszcze/

                                        po paru godzinach przyjechali kolejni policjanci.
                                        zaprowadzili mnie do wozu z kratami.
                                        w środku siedział kompletnie pijany menel.
                                        musiałam usiąść z nim sam na sam.
                                        bełoktał i mnie zaczepiał
                                        miałam nadzieję, że oni mnie wiozą do domu.
                                        nie.
                                        oni mnie zawieźli na ....IZBĘ WYTRZEŹWIEŃ.
                                        kazano mi dmuchać w alkomat - był jakiś szczątkowy wynik.
                                        miałam czekać na rozmowę z lekarzem.
                                        było przed czwartą rano.
                                        byłam taka zmęczona.
                                        chciałam tylko się umyć, przytulić kota mojego i iść spać w domu
                                        swoim.

                                        rozmawiałam z 4 policjantami - błagałam o pomoc - mówiłam, że
                                        przecież ja nic złego nie zrobiłam - spokojnie wypiłam to piwo w
                                        domu, a policja mnie stamtąd zabrała nie z powodu piwa, ale
                                        depresji - mieli wszak moje papiery szpitalne rózne, które dałam
                                        lekarzowi pogotowia. ci policjanci powiedzieli, że widać, iż jestem
                                        trzeźwa i logicznie mówię, ale, że procedura została wszczęta i
                                        trudno. podobnie - o "procedurze" - mówili policjanci, którzy mnie
                                        do szpitala przywieźli. ja ich prosiłam, by procedura się nie
                                        liczyła, ale ja - człowiek. prosiłam wszystkich, by mi nie szkodzili
                                        jeszcze gorzej, by mnie nie dołowali, by mnie do domu odstawili, ale
                                        nic nie pomoglo.
                                        lekarz na tej izbie stwierdził, że lekarka ze szpitala nawypisywała
                                        o mnie w papierach takie rzeczy, że ja mam zostać na noc, a potem
                                        się zobaczy.

                                        miałam ochotę umrzeć natychmiast.położyć się na podłodze i nie
                                        wstać, ale tak się bałam tego , co ze mną rano zrobią, że mnie na
                                        przykład znów do tego szpitala odwiozą pod opiekę tej podłej
                                        baby..., więc nic nie mówiłam - że słabo mi, że lęk, że rozpacz, że
                                        ja w tym miejscu nie dam rady chwilki nawet.
                                        nic nie mówiłam.
                                        upokorzenia i poniżenia....- rozbieranie do naga i przebieranie w
                                        jakiś worek gruby.
                                        potem boso korytarzem, bo nawet klapek nie wolno mieć. nic swego.
                                        krzyżyk z szyi, który ściskam w ręce, gdy jest źle też kazali zdjąć.
                                        prosiłam o to, by mogła z toalety skorzystać.
                                        że jest na sali - odpowiedziano mi.
                                        otworzyły się drzwi tej sali, a tam był kibel.....- taka posikana
                                        dziura w podeście podłogi do wchodzenia i stawania nad nią stopami.
                                        na sali.
                                        po prostu.
                                        niczym nie odgrodzona.
                                        nawet kotary. i nawet kranu z wodą.
                                        i na wąskich kozetkach bez poduszek kobiety - brudne, śmierdzące, z
                                        twarzami totalnych alkoholiczek, wulgarne, licytujące się ze
                                        śmiechem , która to z nich więcej razy była na tej izbie.
                                        a potem się niczym nie przejmowały, tylko spały chrapiąc.

                                        ja nie zasnęłam na sekundę.
                                        tak chciałam choć ręce umyć, nogi itd...- choć łyk wody się napić.
                                        i pęcherz mnie bolał, bo nie dalam rady przemóc obrzydzenia i wstydu
                                        i publicznie, przy nich z tej dziury w podłodze skorzystać.
                                        menelki z sali korzystały w różny sposób bez oporu - smród, a okno
                                        zamknięte, bez klamek.
                                        a w środku wyłam z bólu.
                                        rozpacz taka, że ja nie wiem jak to się stało, iż mnie nie zabiło.
                                        bałam się, gdzie mnie rano zatargają, więc nawet płakać się nie
                                        ośmieliłam.
                                        i to uczucie poniżenia, krzywdy, niesprawiedliwości - co ja komu
                                        złego zrobiłam, by mi takie coś zgotowano ?
                                        za co ?
                                        za to, że pisałam w internecie, iż źle się czuję ?
                                        za to, że akurat taka lekarka miała dyżur ?

                                        czułam się źle., więc pisałam. bo chciałam mówić, a nie zamykać się
                                        w sobie, jak często robię i wtedy się pogrązam dopiero.
                                        nie chciałam się zamykać !
                                        zamykanie się mnie gubi.
                                        wiem to.
                                        dlatego myślałam, Jurku, że jak i z Tobą będę gadać, /nastę
                                        • aidka Re: list II 12.09.08, 19:45
                                          czułam się źle., więc pisałam. bo chciałam mówić, a nie zamykać się
                                          w sobie, jak często robię i wtedy się pogrązam dopiero.
                                          nie chciałam się zamykać !
                                          zamykanie się mnie gubi.
                                          wiem to.
                                          dlatego myślałam, Jurku, że jak i z Tobą będę gadać, /następnego
                                          dnia też miałeś zadzwonić - tak mówileś - wiem, że dzwoniłeś, ale
                                          przedtem pomogłeś mnie na izbę wysłać , więc nie mogłam odebrać/
                                          no to sądziłam, że pisanie, gadanie mi pomoże.

                                          ale jak można mnie było tak bardzo skrzywdzić ?
                                          i jeszcze mówiłam tym policjantom, że , o ile wiem, to za taką izbę
                                          się płaci, a ja tylko rentę mam - 640 zł, więc niech mnie puszczą -
                                          przecież ja nic złego nie zrobiłam nikomu.
                                          cicho i spokojnie w domu siedziałam...
                                          Boże....
                                          nie wiem za co to było
                                          zagłodzili mnie jeszcze bardziej, odwodnili, z pęcherzem od tego
                                          wstrzymywania tak długo coś mi się porobiło - boli i co chwila mi
                                          się zdaje , że muszę siku.
                                          ale to nic.
                                          nic w porównaniu z tym, co w głowie się stało.
                                          przed tym wszystkim był okropny ból, ale to, co jest teraz - tego
                                          już się nie da opisać - co Wyście mi zrobili najlepszego ?!
                                          to jest po prostu już nie do opisania jak ja TERAZ się czuję
                                          czemu nikt o tym ze mną nie porozmawiał, tylko ta policja od
                                          razu....- sąsiedzi widzieli, slyszeli, co oni mówią o depresji
                                          mojej....- tu nikt nie wiedział dotąd, bo po co ? teraz będą mówić,
                                          że wariatką jestem...

                                          wypuszczono mnie o 14.00 następnego dnia.
                                          mój lokator przywiozł mi ubranie, bo wszak zabrali mnie w szlafroku.
                                          dobrze, że po wielu godzinach poszukiwań udało mu się dowiedzieć,
                                          gdzie mnie wywieziono.
                                          podpisałam im papier, że odmawiam odwiezienia do szpitala.
                                          i jakoś dziwnie nikt już nie mówił o tym, że zagrażam sama sobie,
                                          choć przecież to było, ponoć powodem działania internautów i policji.
                                          wręczono mi fakturę na 250 zł za pobyt w izbie.
                                          płatne w ciągu 7 dni.
                                          tyle, ile mój czynsz miesięczny.

                                          tego dnia , przed południem, do domu ponownie przyszła policja
                                          gdy ja na tej izbie jeszcze byłam.
                                          z mym lokatorem gadali.
                                          3 roslych facetów po cywilnemu
                                          chcieli koniecznie wejść do środka
                                          rozglądali się tu ponoć dokladnie
                                          przeprowadzili rodzaj inwigilacji
                                          z czego ja żyję, czy mam rodzinę..- to jeszcze nic - załóżmy, iż to
                                          ma jakiś tam sens.
                                          ale pytanie o to, kim jest ten pan / i tu pada imię/ , który mnie
                                          odwoził czerownym saabem i co mnie z tym panem łączy ? - skąd to
                                          wiedzieli i po co takie pytania ?
                                          przecież to, jak za komuny
                                          Ty, Jurku, wiesz najlepiej, jak wygląda komunistyczna inwigilacja
                                          czemu mnie i mego lokatora na nią narazileś?

                                          potem kazali temu lokatorowi mnie pilnować i się opiekować - nie
                                          wiem czemu miałby to robić
                                          sam choruje przecież..
                                          tacy byli troskliwi niby ci policjanci, w tym samym czasie, gdy ja
                                          się zwijałam z poczucia bezsilności i żalu na obsurnej kozetce na
                                          sali z pijanymi babami

                                          po tym wszystkim - ja już się z tego uczucia poniżenia nie podniosę
                                          nigdy
                                          i nie jest bezpiecznie
                                          w każdej chwili policja może sobie wejść do cudzego mieszkania
                                          grożąc, że, jak nie, to ekipa w kominarkach okna wyłamie
                                          mam sińce wielkie na ramionach, choć się nie szarpałam, ale tak
                                          mocno mnie trzymali
                                          mam takie łkanie wielkie w gardle uwięzione i znów wypłakać tego nie
                                          mogę
                                          nikt nigdy w życiu mnie tak nie poniżył
                                          nic mnie tak nie poniżyło, jak ta sala ze smrodem, bez wody do mycia
                                          i te wulgarne, prostackie baby, które się dziwiły, że ja się nic nie
                                          odzywam i że przestraszona jestem : - czego się tak boisz ? - pytały.

                                          ja dotąd myślałam, że się boję często różnych rzeczy
                                          ale to był maly pikuś
                                          teraz to ja się dopiero boję
                                          lęk mnie calutką zalewa już
                                          takie zalęknione, poniżone NIC ze mnie zostało
                                          nie podniosę się z tego
                                          nie dam rady o tym zapomnieć
                                          o tej niocy
                                          i potem jeszcze pół dnia, nim mnie mój kolega do domu zabrał - na
                                          nogach się słaniałam - wykończyli mnie dokładnie

                                          nie chcę już więcej nic pisać
                                          z nikim nie będę rozmawiać
                                          i nie chcę żadnych telefonów

                                          pozdrawiam
                                          aidka

                                        • laurpi Re: list 12.09.08, 23:18
                                          recepcjonistki, sanitariusze i niestety lekarze (choć tu zdarzają
                                          się wyjątki, ale to tylko potwierdza regułę)na izbie przyjęć
                                          szpitala psychiatrycznego to chyba najgorzej zachowujący się
                                          ludzie, jakich w życiu spotkałam, najbardziej nieprzyjemni, niemili,
                                          złośliwi, zwłaszcza sanitariusze. Bardzo często się naśmiewają z
                                          pacjentów (sanitariusze, czasami z recepcjonistką) Uważam, że w
                                          większosci sami nie są zdrowi psychicznie. a z tym żłobkiem nie
                                          powinnam była wyskoczyć, ale to stres spowodowany Twoją historią
                                          doprowadził do próby jej spłaszczenia i żeby się przyczepić takiej
                                          rzeczy najbardziej przyziemniej jak kasa. Przepraszam, zachowałam
                                          się, jakby mnie ktoś spuścił ze smyczy, ktos kto albo mi nie pozwala
                                          w ogóle pisać, a jak już mnie zwolni z tej smyczy, to potem piszę
                                          głupoty. Piszę o swoim stresie, więc Twojego to nawet nie jestem w
                                          stanie sobie wyobrazić. To jest przerazające, co piszesz. Po prostu
                                          nie mam słów. Tu by się przydało złożyć skargę, ale doskonale
                                          rozumiem, że możesz nie mieć siły. i nie miałaś żadnego obowiązku
                                          pisać "całej prawdy", takie posty jak mój nie powinny Cię do tego w
                                          żaden sposób przymuszać.
                                          A z tym złobkiem wyskoczyłam, bo znam trochę podobną historię do
                                          Twojej, też podejrzenie próby samobójczej i też się skończyło w
                                          izbie wytrzeźwień, zamiast w szpitalu, bo ta osoba miała niewielką
                                          ilość alkoholu we krwi.
                                          Ale to, jak z Tobą postąpili to rzeczywiście zupełne bydło, jak to
                                          określiłaś, i podłość.
                                          • lucyna_n Re: list 13.09.08, 12:10
                                            ja muszę przyznać że kilka lta temu kiedy towarzyszyłam w kryzyswej sytuacji
                                            pewnemu człowiekowim spotkałam się z zaskakująco kulturalnymi życzliwym
                                            podejściem na izbie przyjęć , lekarze rozmawiali z człowiekiem o bardzo
                                            ograniczonym już kumaniu bardzo kulturalnie i życzliwie, ne było żadnego
                                            lekceważenia. A po przyjąciu na oddział też zsakoczyła mnie cierpliwość i
                                            życzliwość pielęgniarek i pielęgniarza który pomagał się przebrac, bo ta osoba
                                            już nei bardzo byla w stanie i cierpliwie tłumaczył, ba nawet pocieszał że
                                            szybko wyzdrowieje i że będzie dobrze, chcocaż człowiek wyglądał jakby miał już
                                            nigdy na nogi nie stanąć. Może akurat tak trafiliśmy, ale rzeczywiście
                                            spodziewalam się jakiegoś horroru a okazało się że nic lepszego nie moglo tego
                                            czlowieka w tym momencie spotkać. Gdyby został w domu już by chyba nie żył.
                                            Dodam że nie bylo to "po znajomości" a ni z łapówką, po prostu pojechaliśmy na
                                            dużur.
                                            • mogra1 Re: list 13.09.08, 23:22
                                              Ostatnimi czasy wiecej czytam niż piszę na forum. Ale to co się tu
                                              za przeproszeniem ku... mać porobiło woła o pomstę do nieba. Jakieś
                                              ku... bertrady, snajpery i Bóg wie kto jeszcze. Przecież jeszcze 2
                                              lata temu co drugi post był Suchego i w co drugim zabijał się,
                                              umierał, potem cudownie ozdrawiał i w koło macieju. I nikt mu nie
                                              wpadał na chatę chociaż dokładnie opisywał jak łączy alkohol z
                                              proszkami... I jeszcze teraz zapłać baranom za ten ekskluzywny hotel
                                              z zabiegami spa !!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka