olga_w_ogrodzie
06.06.09, 21:15
latają od dwóch tygodni.
zjadły mi swetrówę jedną czarną.
kociczka się cieszyła, bo polowanko było.
/ na marginesie - z nią też problem, bo doktor nastraszył mnie
ewentualną cukrzycą czy chorobą nerek, jak jej nie odchudzę, to
ograniczam jej, jako neurotyca wyobrażając sobie, że umrze mi w
mękach. a ona uważa, że jestem kobietą podłą i skąpiącą żarcia, ale
i tak łazi za mną, jak pies/
za złotych osiemnaście kupiłam dwa srodki, by się mole znechęciły.
miało pachnieć lawendą, a śmierdzi naftaliną.
i jeszcze się okazało, że mało było uczulenia na pyłki, kurzy,
roztocza, sierść kota, to od tej naftaliny kompletnie z nosa już
leci.
i co to depresja w porównaniu z nieszczęściem takim...
i cały dzień zbierania tyłka, by wywalić ten antymolizm - i nic. się
siedzi i kicha.
nie wie się, jak do moli tych mówić, by poszły gdzie indziej.