takie sobie hece

05.09.09, 19:53
a ja kiedyś na koniec terapii za skutki której byłam niepohamowanie
wdzięczna i wielką miałam ochotę okazać to, kupiłam ksiązki dla pani
psycholog, dwóch psychiatrów i profesora, który dbał o całokształt
imprezy - o mnie - jak o córkę własną.
pomogli mi dokonać potem rzeczy niesłychanych. bez prochów i
szpitalnego bydła, choć to w szpitalu było.

i było wszystko przemyślane - zakup ten - Andy Warhola
psychologiczny obraz.
i Sylvia Plath - jej dzienniki.
to było przyjęte z zadowoleniem.
ale dla jednego z psychiatrów wybrałam byłam o Hitlerze.
i komentarz był : czy ja dla pani jak dyktator ?
a wcale nie.
psychiatra mnie i owszem - w ryzach trzymał, gdy się rozpadałam.
ale Hitler z niego żaden.
ani dyktator.

ale najgorsze było z profesorem - z powodu jego nazwiska mogłam się
domyślić, że jest Zydem, a ofiarowałam mu książkę o papieżu.
do tej pory się zastanawiam czy on nie potraktował tego jako aluzję.
    • olga_w_ogrodzie Re: takie sobie hece 05.09.09, 20:03
      tam byli ludzie-pacjenci z koneksjami - aktorzy, tłumacze,
      dziennikarze, tacy, co kasę mają.
      to się mogłam czuć jak szaraczek, a tymczasem przypadało na mnie 3
      psychologów, 2 psychiatrów i jeszcze profesor.
      numery telefonów i adresy mailowe dawali, jakby co.
      no to sobie pomyślałam, że nie jestem nieważna i to było coś.
      się udało mi być sobą.
    • laurpi Re: takie sobie hece 06.09.09, 00:26
      no właśnie z książkami to jest taki problem, że mogą być
      potraktowane jako aluzja. ja np. raz dostałam książkę Wirginii Wolf.
      a i ja miałam próbę juz wtedy na koncie.
      albo rozmowa mojej koleżanki ze mną. Koleżanka mówi:
      -właśnie czytam fantastyczną ksiązkę "Obudź w sobie olbrzyma". I tu
      odzywa się obecny przy tym jej chlopak:
      -czy to jakaś aluzja?
Pełna wersja