felix_edmundowicz
03.01.10, 14:50
DELL miał się zaokrętować na zachodniopomorską goleniowską łódkę, SLD
postanowiło że to będzie prawdziwa Łódź.Bo Łódź stała SLD,tam był tow.Belka,
tow. Miller no i tow. Pęczak.
Na piechotę do tej Łodzi SLDman szedł niczym do częstochowy.
Tylko w zachodniopomorskim żeby pomóc biznesowi to chyba trzeba cudu.
Chociaż byli tacy co pomogli Stoczni
Oto ciąg dalszy tej ciekawej historii gigantów ekonomii z SLD i Słońca Gospodarki:
lodz.gazeta.pl/lodz/1,72937,7413607,Stracilismy_amerykanskiego_Della__bo_wybral_zly_wariant.html
Czuje się Pan oszukany?
- Lepszym słowem będzie "zawiedziony". Dell postawił w trudnej sytuacji miasto
i obecne władze, bo zaskoczył decyzją. Przeszło mi przez myśl, że zachowali
się nie fair, nie uprzedzili po tym, jak my wysyłaliśmy im dziesiątki
informacji i raportów na każde ich skinienie. Ale to przecież spółka giełdowa,
która nie może inaczej mówić o swoich planach jak tylko poprzez oficjalne
komunikaty. Chyba nie mieli wyjścia.
Czy Amerykanom należy się pomoc publiczna?
- Może ją dostaną, bo kreują miejsca pracy. W umowie z polskim rządem zapisane
były niecałe 3 tys. Ale Polska Agencja Inwestycji Zagranicznych będzie starała
się dowieść, że nie wystarczy pozostawiona produkcja laptopów. Skoro spółka
odchodzi, nie dopełnia warunków umowy. Uważam, że Dell sporo ryzykuje.
albo tak :
Na razie po Dellu mamy w Łodzi niesmak. Niektórzy, co bardziej zaangażowani w
sprawę - pewnie nawet kaca. Przez trzy lata Łódź rzucała Amerykanom czerwone
dywany pod nogi. Że było to śmieszne - większości przeszkadza to dopiero
teraz, gdy wiadomo już, że Dell sprzeda fabrykę Chińczykom. Ucieczkę
Amerykanów z Łodzi trzeba przełknąć, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
Zostaje pytanie: co dalej? Może zdarzenia ostatnich dni są dobrym pretekstem
do rozpoczęcia dyskusji o rewizji polityki miłości i uległości wobec
zachodnich inwestorów.
"Tworzymy kulturę zwycięstwa, co widać w Łodzi lepiej niż gdziekolwiek na
świecie" - ten i wiele innych frazesów padło z ust Michaela Della podczas
wizyty w Łodzi dwa lata temu. Co naprawdę myślał założyciel koncernu o mieście
i jego gospodarzach? Może cieszył się z dobrego interesu, a może po cichu
śmieszyła go nasza naiwność. Miał do tego prawo, bo jego koncern
podejmowaliśmy tak, jak podejmuje się koronowane głowy. Na początku były pełne
patosu przemowy, później niemal publiczne przepychanki polityków walczących o
ustalenie ojcostwa sukcesu, jakim było sprowadzenie Della. Potem zaczęliśmy
Amerykanom dawać prezenty. Łódź wybudowała szeroką, dwupasmową drogę za 54 mln
zł. Na cześć bohaterów amerykańskiej wyobraźni zbiorowej nazwaliśmy ją aleją
Ofiar Terroryzmu 11 Września. No i w końcu kasa. Bardzo konkretna. Ponad 200
mln zł pomocy publicznej dla Della, częściowo w gotówce, częściowo w formie
zwolnień podatkowych.
Dell zresztą długo nie mógł tej pomocy wziąć, sprawę przez rok blokowała
Komisja Europejska. Zielone światło zapaliło się kilka tygodni temu. Chwilę
później Dell oficjalnie przyznał, że sprzeda fabrykę firmie Foxconn z Tajwanu.
Co ciekawe, póki sprawy toczyły się w Brukseli, przedstawiciele koncernu
gorąco zaprzeczali pojawiającym się pogłoskom na ten temat. Zapewne nie mówili
prawdy, wszak tak strategicznych decyzji nie podejmuje się z dnia na dzień -
musieli już wiedzieć, co się stanie w niedalekiej przyszłości. Czy warto
takich inwestorów niańczyć? W którym momencie przekracza się granicę śmieszności?