plazzek
25.01.10, 18:21
Przy okazji usuwania makulatury trafił w moje ręce dodatek do GW "Którzy
odeszli" na zeszłoroczny dzień zmarłych. Wśród mnóstwa znanych mniej lub
bardziej nazwisk pojawia się Irena Dzierzgowska, nb. z urodzenia szczecinianka.
"Kto zacz?" myślę sobie, bo nazwisko nic mi nie mówi. W notatce piszą, że to
ona wprowadziła gimnazja, tak powszechnie dzisiaj krytykowane. Nie jest to
więc powód do chwały, w każdy razie nie taki, żeby umieszczać taką osobę obok
Kim De Dzunga, Machulskiego czy Zapasiewicza. Dalej piszą, że wymyśliła słowo
"gimbus". No, to już jest osiągnięcie, do tego widać, że obracała się w tym
samym towarzystwie, co agorianie(te obce polszczyźnie speckomisje czy ostatnio
buspasy). Jednym słowem, swoja.
Z fotografii patrzy miła semicka twarz. A więc nie tylko swoja, ale też
starsza i mądrzejsza. No to jasne, swoich chwalimy, szczególnie w swojej
gazecie. Nic złego, w końcu osoba wybitna w dziedzinie edukacji (aczkolwiek
wiele wybitnych osób nie doczeka się takiej wzmianki).
Ale laurka pośmiertna
(wyborcza.pl/1,76842,6350284,Zegnamy_Irene_Dzierzgowska__Powodzenia_w_niebie__Ireno.html
p. też dyskusja poniżej) w Wyborczej dowodzi, że Polacy żyją w dwóch różnych
rzeczywistościach. Jedna to Polska Pacewicza i cyngli GW, w której gimnazja są
rewelacyjne, a wierność linii wytyczonej przez UD oraz organizowanie młodzieży
przeciw giertychom są powodem do chwały. Druga to Polska szarych ludków,
którzy reformę edukacji przeklinają, pod adresem uwoli międlą brzydkie wyrazy,
a dyscyplinę traktują jako coś pożądanego.