zed.1
29.03.10, 00:18
mamy ciekawa sytuacje, bo mimo, ze coraz wiecej osob wyrywa sie do
stolka prezydenta, to faktem jest, ze sa tam osoby, ktore wystartowac
musza, ale niekoniecznie chca wygrac. nie bedzie to dla nich dobre.
np. arlukowicz, jesli wystartuje i nie daj boze wygra, to zakonczy to
dla niego kariere w polityce ogolnokrajowej. sld nie bedzie mialo
wiekszosci w radzie a bez tego niewiele zdziala. dodatkowo bedzie
musial brac z zaplecza sld wieczorkow i innych na stolki, a to
recepta na katastrofe. jak po tym wroci na poselski stolek? nie
wroci, a juz na pewno nie w swiatlo kamer, gdzie jest teraz.
litwinski zas, jesli wystartuje, to takze straci swoja cicha pozycje
w polityce krajowej. tutaj bedzie tylko czlowiekiem nitrasa, i jesli
pokaze wlasne zdanie to nitras znowu sie odwroci i zrobi cyrk w stylu
nadetej, odepchnietej panny i wytnie go przez "prawybory" albo inny
brudny chwyt. czy cos zdziala na stolku? niewiele, bo bedzie zalezny
od nitrasa i wszystko bedzie podlegac pod wieczne konsultacje jak
sobie baron nitras zyczy. sam w sobie zas nie wykazuje energii i
inicjatywy by robic przelomowe rzeczy. ze smycza od nitrasa nie zrobi
tego tym bardziej. daje sie zepchnac na pozycje podwladnego a nie
lidera. i tez liderem nie bedzie w miescie.
w efekcie nie zrobi za wiele i na tym skonczy kariere.
panka nie wygra i tak wiec nie ma co sie zajmowac.
goska zas to przypadek dla psychiatrow i wyborcow z problemami
osobistymi, a nie dla ludzi zainteresowanych polityka i miastem.