Gość: Leszek
IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl
07.03.04, 23:15
Widzi Pan (Pani?) tak jak napisałem - nie ma dyskusji merytorycznej. Powodów
może być wiele, ale moim zdaniem jest jeden zasadniczy Po prostu, istnieje
zasada, że publicznie nie dyskutuje się tematów, które mogły by zagrozić
utrwalanej przez określony układ medialno-polityczny "definicji
rzeczywistości społeczno-politycznej". Nie dyskutuję się ich, ponieważ
mogłoby to prowadzić do podważenia „definicji”, która służy po prostu
określonym grupom interesu (to myślenie klasycznie marksowskie, ale dziś
bardzo aktualne, przeżywa zresztą renesans, mimo zohydzenia przez real-
socjalizm).
Media, które mienią się politycznie poprawnymi czy demokratycznymi po prostu
realizują tę zasadę i służą różnym grupom interesu i różnym zaangażowanym
forumowiczom do bronienia lub narzucania określonej definicji
rzeczywistości. Może jestem optymistą i za dużo wymagam od zwolenników
definicji tworzonych przez Wyborczą, gdyż cechują się oni ciasnotą umysłową i
po prostu cytują to co GW im poda, a zwłaszcza to co w kolejnych odcinkach
katechizmu zapisze naczelny sternik świadomości Adam Michnik. Jak by nie było
skutek jest taki sam - nie ma dialogu, są za to wyzwiska. Czy o to chodzi na
forum GW?
Proszę zwrócić uwagę na przewrotność - ci , co podają się, za „oświeconych”
unikają otwartej, publicznej dyskusji na niewygodne dla nich tematy, a ci, co
definiowani są na różne pejoratywne sposoby nie boją się dyskutować na żaden
z nich i chcą rozmawiać, ale blokuje się ich, etykietując na różne obraźliwe
sposoby.
Nie wiem czy tak wyobrażają sobie demokrację postoświeceniowi „mądrale” –
dzieci Wyborczej i Pan, Panie absztyfikant?
Jedyne, co może mi Pan odpowiedzieć, to to, że oszołomy są tak niedorzeczne,
że 1) szkoda czasu na dyskusję, 2) dyskusja jest niemożliwa, c) powinno się
ich leczyć, a nie z nimi dyskutować etc. Wszystkie tego typu chwyty, to
klasyczny arsenał zwany przez socjologów „naturalizowaniem” obcego dyskursu
politycznego i nie tylko politycznego (patrz P. Berger „Społeczne tworzenie
rzeczywistości”) albo po prostu zwykłe lenistwo umysłowe. A może nie warto
publicznie dyskutować, bo podniesie się poziom myślenia i ludzie zaczna
więcej widzieć? Och to już musiałoby być w ogóle straszne.
Przypomnijmy więc, że dialog społeczny jest solą demokracji i tolerancji. NIE
WAŻNE JEST KTO KIM JEST , LECZ JAKIE SA JEGO ARGUMENTY! Zamiast rzeczowej
dyskusji, Ci, którzy mają usta wypchane sloganami o demokracji są w istocie
zagrożeniem dla demokracji. Mam tu na myśli środowiska zbliżone do Gazety
Wyborczej, która zdając sobie sprawę z siły mediów, zaciekle walczy, nie
przebierając w środkach z oponentami, np. w AFERZE RYWINA, którzy mogli by
stanowić zagrożenie nie tylko dla interesów Agory, ale co istotne także
chorych ambicji ludzi pokroju Michnika w "zniewalaniu umysłów", michnikowym
definiowaniu rzeczywistości. Pisał o tym niejaki Remuszko, były dziennikarz
GW.
Osoby, które Po moim tekście piszą „Leszek, Leszek Bubel?” nie mogą więc nic
więcej napisać, bo weszliby na niebezpieczny dla siebie grunt - przyznania,
że ktoś dotąd obśmiewany (nie ja tylko Nowak) może mieć w czymś racje. A
takiej legitymizacji społecznej „wywodów Nowaka” „demokraci i liberałowie"
nie są w stanie zdzierżyć. Dlatego nagłaśnia się raczej Tomasza Grossa i jego
twórczość, a nie Nowaka i jego „100 kłamstw Grossa na temat Jedwabnego”.
Dlaczego? Sami sobie odpowiedzcie.
Proszę wybaczyć, muszę kończyć.