exman
12.06.10, 23:45
Sobota. Lewa strona Odry oddana we władanie nudy i klimatów międzyzdrojskich,
z tym, że piasku trochę brak ... Łasztownia za to dudni łomotem wesołego
miasteczka (kto wie czy to nie lepiej brzmi niż tfetfin flołtin garden ...),
po przebiciu się przez jarmark ciuchy nadają się do prania, wszystko śmierdzi
cebulą i kiełbasą ... pomyślałem, że skoro to Dni Morza to morskie klimaty ...
nic bardziej mylnego. Jachty i żaglowce po 22-giej stoją ciemne jak Londyn w
czasie niemieckich bombardowań. Ciekawy koncert topowej irlandzkiej kapeli
Dervish został umieszczony na szarym końcu Łasztowni, wysłuchało go może z 300
osób (operator świateł musiał być ślepy). A to powinna być perła całych Dni
Morza. Niestety, tzw. "Organizatorzy" (jak zwykle nieustaleni, bezimienni i
anonimowi) po raz kolejny postawili na pajdę ze smalcem i piwo Bosman.
Szczecin - Dni Morza 2010 - ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Zadupie.