maxymus1
22.02.12, 20:26
Przepraszam, ale analizuję amatorsko takie przypadki od wielu lat, a zaczeło się to od wtedy , kiedy w latach 80-tych zaginął mój wtedy współpracownik Andrzej P. Pracownik Pogotowia Ratunkowego podstacji Dąbie.
Wszyscy porządni, kolega z którym był na bipce też, zeznał, gdzie się rozstali, ale chłopiec, bo wtedy chłopiec, wpadł niestety do wody. Za pół roku go znaleziono w całkiem innym miejscu, o kilomerr dalej.
Zawsze od tej pory mówię, jeżeli w pobliżu znajdował się jakiś akwen, to należy go należycie sprawdzić, chociaż to nikiedy niemożliwe.
Woda, woda, tam szukajcie.