Dodaj do ulubionych

Rozmówka szczecińska - baszta cz.1

IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 15.06.04, 23:41
Dzień św Antoniego Majster Cholewka bedzie wspominał szczególnie. Oto niejaki
Cegiełka, chłopię lotne i bystre w robocie acz niezbyt rozgarnięte w tematach
światłszych, zmącił naturalny spokój i rytm pracy panujący z dawien dawna w
warsztacie majstra Cholewki. Cegiełka lubił pracowac. Najbardziej kilofem. Jak
mu się dostała jak robota gdzie kilofem przyszło dziabać to dziabał i dziabał,
tak zapamietawszy się w dziabaniu że nieraz to i siłą trzeba było Cegiełkę z
dziury wyciągać by jak mawiał majster Cholewka "diabłu w piekle rogów nie
poprzetrącał".
Cholewka dbał o swą czeladź. Gdy kończyli robotę brał ich pod strzechę i by
młodym głowom światłości trochę przydać snuł opowieści o żywotach świętych na
każdy dzień. I tak było i tym razem. Już mial opowiadać o zacnych postępkach
św Antoniego gdy Baryłka zagaił
-A gdzie znów Cegiełka?
- W dziurze pewnie, dziabie i dziabie. Razu jednego znałem takiego co też
dziabał jak on. I jak poszedł kiedy do dziury to cały dzień nie wychodził. A
jak wyszedł to jaki taki odmieniony... Mówił że czysciec zobaczył, ale że sie
przestraszył to i przestał kopac i zaraz zasypał bo go dusze czysćcowe ku
sobie chciały pociągnąć. Potem już go ....
- Milcz Pętelka - Przerwał Cholewka. - Nieraz mu powtarzałem że jaki
nieszczęście z jego kopania wyniknie. Ileż razy mu powtarzać że trza kopać
tyle ile sobie Pan zamówi a co w ziemi to nikomu nie opowiadać bo złe duchy
ino można zezłościć. A to jakieś niewyżyte w tym kilofie. Sam pamiętam, to
było przed wojna co nam ją Cesarz wytoczył. Pamiętam jak mówili że jeden taki
jak kopał to już nie wyszedł z dziury ino dusza pokutujaca błąkała sie po
świecie modlitwy się domagajac. Przeto ty Baryłka przyprowadź no Cegiełkę a ja
tu zacznę o tym jak św Antoni przez znaki na niebie dał znak ku powodzi.
Baryłka wstał i udał sie ku wysokiiej skarpie usypanej z urobku Cegiełki.
Czeladź z Cholewką siedząc kręgiem rozprawiała o cudach. Zaczął Cholewka. Było
to tak - mówi - Było to tak dawno, ze nikt tego nie pamięta. Ludzie żyli
dostatnio, ziemia rodziła, lasy szumiały a woda czysta była jako ta w Kanie
galilejskiej co ją potem w wino zmieniono. Pamiętam jak dziś...
- jakże to - przerwał Igiełka - wy pamiętacie a nikt nie pamieta? Dalibóg,
nie pojme.
- Milcz Igiełka- mruknał Cholewka - nie na twój rozumek moje tłumaczenia. Ano
jako powiedziałem bieda była straszliwa a ziemie ogień spalił gdy lud Boży na
pomoć ku niebiosom się zwrócił. A upały to były kiedyś takie że ho ho. Nie to
co dziś... Ledwie słonko przygrzeje a niewiasty nałęczki zdejmuja. No jak
powiedziałem - ludziska szykowali się do żniw...
- A jakoś żniwa skoro susza? Ot cebrów musieli sie nanosić - zafrapował sie
Igiełka - Matula mówili mi...
- Igiełka ... Osiołku Chrystusowy, poczkaj az powieść skończę. No i lud
wznosił modły do świętych gdy dnia jednego na niebie ukazał sie obłok o
kształcie liliji wktórym widziano znak od św. Antoniego. I wtem jak nie gruch...
- Panie majster! Panie majster! Oto przerażony Baryłka pędził ku Cholewce
potykając sie o wykort.
- Panie majster! Tam - zipał zziajany - Cegiełka ... w dziurze... Basteję
jakowąś kilofem naruszył.
- Święty Poliodorze z Trynsu... Jezuś Maria, mówiłem że bedzie jakie z tego
nieszczęście. Co z Cegiełką? Nie porwało go?
-Żyje, aleć mu ślepia bielmem zaszły na widok Bastei


cdn za kilka faz księżyca
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka