miecio555
05.07.12, 09:26
słyszałem, że za komuny w jednym z domu dziecka pracował dyrektor, którego żona prowadziła prywatny butiq, taki z mydłem i powidłem jak to za komuny. kiedy do domu dziecka zaczeły napływać dary z z zachodu z ciuchami, zgadnijcie co zaczęła sprzedawać w sklepiku? :(
rozumiem, że dzieciaki sa bezbronne, że nikt się za nimi nie wstawi z rodziny, że łatwo je okraść. rozumiem, że wiele jest mend na tym świecie, które z tego korzystają, ale do cholery od czego jest system kontroli nad działalnością takich osobników finansowany z kasy podatnika?!