Gość: Pismak
IP: 83.144.120.*
15.11.04, 19:23
W końcu - równy z niego chłop.
Naprał tego Byrda, naprał Ruiza, nie wywalczył nic, ale wrócił do interesu. I
to w całkiem niezłym stylu. Bandyta z niego, zbój, cienias psychiczny i
tuman - ale jak sobie w sobotę zobaczyłem galę z Byrdem, Hollyfieldem,
kutafonem Ruizem to sobie pomyślałem, że facet zrobił dla nas bardzo-bardzo
wiele. Bo mamy na samym szczycie bokserskiego panteonu w wadze ciężkiej
swojego chłopa. Jest jaki jest, ale jest. I jak Byrd powiedział, że będzie z
nim walczył i facet był świetny i na pewno został w biznesie - to poczułem
się naprawdę dobrze. Bo zaraz po walce miałem lekkiego kaca moralnego.
Zastanawiałem się, co myśleć o gościu, który trzy razy stracił szansę o włos.
Z powodu sędziów, nerwów, nie wypełnienia do końca założeń taktycznych... Nie
wiem. Uważałem chłopa za tchórza i miernotę, ale po powrocie się facet
zrehabilitował i dziś nawet chyba dumny jestem, że tacy mistrzowie jak Byrd
mówią o Gołocie, że był świetny.
Daj mu Boziu choć jeden mistrzowski pasek. Chociaż na kilka miesięcy ponosić.
Są ludzie błyskotliwi, którym się należy mistrzostwo bez dwóch zdań. A są
ludzie mało inteligentni i mniej zdolni, ale wytrwali, uparci, pilni. To też
jest mistrzostwo.
pismak_logowany@gazeta.pl