germanus
23.02.05, 03:40
Rozmówki szczecińskie
Lotnisko w Paryżewie
- Widzisz to lotnisko, Dru? - zaczął Prezydent.
- Nooo, to jest lotnisko, nie to co w Łodzi.
- W Łodzi nie ma lotniska - zauważył Doradca.
- Do wyjścia, tędy! - niby wskazała drogę Lotnienka.
- Właśnie, że jest - upierał się Dru.
- Patrzy, gdzie lezie. Na lewo - huknęła Lotnienka.
- A ten korytarz to kiedyś się skończy? - Prezydent nie mógł się doczekać
końca drogi.
- To jest rękaw - wtrącił Doradca.
- Lewy czy prawy? - spytał Prezydent oglądając źle przyciętą marynarkę.
- Les papiers, s'il vous plait - odezwał się Głos w okienku.
- Oni tu też lepią lepieje? - zdziwił się Dru.
- Vos passeports, Messieurs - cierpliwie powiedział Głos.
- Pokazujemy paszporty - wyjaśnił Doradca.
- Jakie paszporty? - wściekł się Dru - w Unii jesteśmy!
- Właśnie, to jest potwarz! - poparł go Prezydent machając rękami.
- Proszę bardzo - Doradca podał wyszarpnięte paszporty.
- Pologne... - Głos ledwie zerknął na papierzyska.
- Sor-ry - zawiesił się Doradca - łi ... mejbi ju noł .... Nowy Jork, ju noł.
- JFK? - domyślił się Głos - on your right. Bon voyage!
- Języki to potęga - zauważył Prezydent.
- Dobrze, że mnie macie - zachwalił się Doradca.
- Nie w takich miejscach sobie radziłem! - Druwice lepiej wiedział.
- Na lotnisku w Łodzi może sobie poradzisz.
- Ja zawsze i wszędzie sobie radzę.
- Idę do toalety - Doradca skręcił w bok - tylko się nie zgubcie.
- No co ty.... - Prezydent nadrabiał miną doświadczonego działkowca.
- Tu się nie można zgubić - Druwice znów wiedział lepiej - prosta droga...
- Czekajcie tu, albo koło tego zegara...
Po czterech godzinach Doradca dopadł ich siedzących na podłodze butiku
oglądających świerszczyki.
- Gdzie się szwędałeś? - przywitał go Druwice.
- Samolot już odleciał - zamiast odpowiedzi mruknął Doradca.
- Jaki samolot? - zamglonymi oczyma spojrzał na niego Prezydent.
- Obiegłem wszystkie poziomy...
- Nigdzie nie chodziliśmy...
- Terminale...
- A ile ich jest?
- Trzy! Ogłaszałem...
- Nie słyszeliśmy...
- Języki to potęga - przedrzeźnił go Doradca.
- Ja mogę już iść.
- Ja też - poparł przedmówcę Prezydent - straszne świństwa tu pokazują.
- Trzeba przebukować bilety - zaczynał planować Doradca.
- A nie można ich po prostu przepisać? - zaciekawił się Dru.
- Jak w Łodzi, nie?
- Do konsulatu chyba już nie zdążymy - Prezydent wzdychając zerknął na zegar.
- Ale wstyd! - złapał się za głowę Doradca.
- Dru - zarządził nagle Prezydent - ty masz doświadczenie propagandowe, wymyśl
ładny powód...
- I tak oto dokonało się zjednoczenie... - mruknął Doradca.
- Co tam mruczysz? - Druwice poczuł się w obowiązku zdyscyplinować podwładnego.
W kieszeni Doradcy zadzwoniła komórka...