Germanus ośmiesza - wizyta w USA

23.02.05, 03:40
Rozmówki szczecińskie

Lotnisko w Paryżewie

- Widzisz to lotnisko, Dru? - zaczął Prezydent.
- Nooo, to jest lotnisko, nie to co w Łodzi.
- W Łodzi nie ma lotniska - zauważył Doradca.
- Do wyjścia, tędy! - niby wskazała drogę Lotnienka.
- Właśnie, że jest - upierał się Dru.
- Patrzy, gdzie lezie. Na lewo - huknęła Lotnienka.
- A ten korytarz to kiedyś się skończy? - Prezydent nie mógł się doczekać
końca drogi.
- To jest rękaw - wtrącił Doradca.
- Lewy czy prawy? - spytał Prezydent oglądając źle przyciętą marynarkę.
- Les papiers, s'il vous plait - odezwał się Głos w okienku.
- Oni tu też lepią lepieje? - zdziwił się Dru.
- Vos passeports, Messieurs - cierpliwie powiedział Głos.
- Pokazujemy paszporty - wyjaśnił Doradca.
- Jakie paszporty? - wściekł się Dru - w Unii jesteśmy!
- Właśnie, to jest potwarz! - poparł go Prezydent machając rękami.
- Proszę bardzo - Doradca podał wyszarpnięte paszporty.
- Pologne... - Głos ledwie zerknął na papierzyska.
- Sor-ry - zawiesił się Doradca - łi ... mejbi ju noł .... Nowy Jork, ju noł.
- JFK? - domyślił się Głos - on your right. Bon voyage!
- Języki to potęga - zauważył Prezydent.
- Dobrze, że mnie macie - zachwalił się Doradca.
- Nie w takich miejscach sobie radziłem! - Druwice lepiej wiedział.
- Na lotnisku w Łodzi może sobie poradzisz.
- Ja zawsze i wszędzie sobie radzę.
- Idę do toalety - Doradca skręcił w bok - tylko się nie zgubcie.
- No co ty.... - Prezydent nadrabiał miną doświadczonego działkowca.
- Tu się nie można zgubić - Druwice znów wiedział lepiej - prosta droga...
- Czekajcie tu, albo koło tego zegara...
Po czterech godzinach Doradca dopadł ich siedzących na podłodze butiku
oglądających świerszczyki.
- Gdzie się szwędałeś? - przywitał go Druwice.
- Samolot już odleciał - zamiast odpowiedzi mruknął Doradca.
- Jaki samolot? - zamglonymi oczyma spojrzał na niego Prezydent.
- Obiegłem wszystkie poziomy...
- Nigdzie nie chodziliśmy...
- Terminale...
- A ile ich jest?
- Trzy! Ogłaszałem...
- Nie słyszeliśmy...
- Języki to potęga - przedrzeźnił go Doradca.
- Ja mogę już iść.
- Ja też - poparł przedmówcę Prezydent - straszne świństwa tu pokazują.
- Trzeba przebukować bilety - zaczynał planować Doradca.
- A nie można ich po prostu przepisać? - zaciekawił się Dru.
- Jak w Łodzi, nie?
- Do konsulatu chyba już nie zdążymy - Prezydent wzdychając zerknął na zegar.
- Ale wstyd! - złapał się za głowę Doradca.
- Dru - zarządził nagle Prezydent - ty masz doświadczenie propagandowe, wymyśl
ładny powód...
- I tak oto dokonało się zjednoczenie... - mruknął Doradca.
- Co tam mruczysz? - Druwice poczuł się w obowiązku zdyscyplinować podwładnego.
W kieszeni Doradcy zadzwoniła komórka...
    • Gość: Hanka Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA IP: *.atlsfl.adelphia.net 23.02.05, 03:57
      Jak to milo Germanusie, ze znow zawitales na forum. Miejmy nadzieje ze forum
      odzyje i znow nabierze werwy. Jak ty przylozysz , to... mozna powiedziec
      prosto " miedzy oczy". Obsmialam sie jak norka.
      Pozdrawiam podrozniczo. Hanka
      • Gość: MYCHA Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.05, 17:21
        Germani, a będzie dc. relacji z perygrynacji?
        Tak miło się zrobiło.
        Lotniczo. Swojsko.
        Jak airBusie Szikrako-Szrederowo-Blerowym
        z barkami dla Kubusia Zychatka.
        Czekam z niecierpliwością!
        Zwlaszcza z wizyty w Wielkim Kraju Zamorskim.
        • germanus Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA 23.02.05, 22:50
          Rozmówki szczecińskie

          Komórka

          - Jest tam jakiś Drew? - usłyszał w słuchawce.
          - Dru, do ciebie - przekazał Doradca.
          - Dzwonię z nowojorskiej firmy "Doradca", moje ... - poinformował Głos.
          - To jednak do ciebie - Dru przekazał komórę Doradcy.
          - ... asz predydent chciałby wiedzieć ... - ciągnął Głos.
          - Prezydent? Już daję - Doradca wcisnął telefon w rękę Prezydenta - Prez, do ciebie.
          - Taaak, słuucham - służbiście wyprężył się Prezydent.
          - No, czekamy tu na was - Głos był bardzo miły - czy coś się stało?
          - Od tych spraw to ja mam Doradcę - obruszył się Prezydent i oddał komórę.
          - Z kimkolwiek mówię - usłyszał Doradca - proszę o wysłuchanie.
          - Ależ oczywiście - odwzajemnił się Doradca - tylko o tym marzę - mrugnął do
          Druwicego.
          - Jak mówiłem, czekamy...
          - My też.
          - ... czekamy lekko niecierpliwie na was...
          - ... a my na samolot - tak po prostu powiedział Doradca.
          - Jak to na samolot?
          - Bo ten nasz odleciał bez nas. Nie czekał! Taki był ten pilot!
          - Samoloty nie czekają - powiedział zdziwiony Głos - to nie pociągi - dodał po
          chwili.
          - Właśnie, nie wiedzieliśmy...
          - Coś poważnego?- Głos zaczynał się niepokoić.
          - Powiedz, że poprzedni się spóźnił - podpowiedział Druwice.
          - Nasz poprzedni samolot się spóźnił.
          - Oooo, to zmienia postać rzeczy - Głos przestał się niepokoić.
          - Też tak myślę.
          - Muszą was przebukować na najbliższy samolot, to jednak będzie na jutro...
          - Ojej... - jęknął Doradca.
          - Muszą was przenocować w hotelu - ciągnął Głos - nie martwcie się, oni mają
          miejsca w lotniskowych hotelach...
          - Ojej... dojęknął Doradca.
          - Tylko się zgłoście do okienka - dalej radził Głos - my też ich obciążymy.
          - Obciążycie czym?
          - Limuzyna czeka.
          - I niech czeka - wyrwał się Droradca - nie chce się kierowcy-leniowi poczekać?
          - 99 dolarów za godzinę płacimy - wyjaśnił Głos - no i ja czekam na was w tej
          limuzynie.
          - A ty kto?
          - Wiceprezydent, kieruję honorowym komitetem powitalnym - na ten tekst Doradca
          poczuł, jak mu miękną.
          - Przylecimy jutro o tej samej porze - wyrzucił z siebie słabnącym głosem i
          rozłączył rozmowę.
          - No i co? - zagotował się Druwice.
          - Hotel za darmo, czekają, limuzyna, obciążą - zrelacjonował Doradca resztką
          świadomości.
          - Gości się nie obciąża - zauważył Prezydetn wysokim głosem.
          - Obciążą linie lotnicze na 99 dolarów za godzinę czekania limuzyny - Doradca
          mimo, że niemal zemdlał, jakoś się pozbierał.
          - A to sknerusy? - Druwice zaniósł się oburzeniem - jednego dolca na wynajem
          pożałowali - jak oni przyjadą, to im limuzynę za tysiąc na godzinę wynajmę.
          - Ale klapa... zamartwił się Doradca - i co teraz będzie? Podkusiło nas skłamać
          z tym spóźnieniem...
          - No to idziemy do darmowego hotelu - zarządził Prezydent.
          - Darmowy to on by był, gdyby samolot się spóźnił - Doradca odważyą się skorygować.
          - Przecież się spóźnił - stwierdził Prezydent.
          - I tak to kłamstwo powtórzone ... - zaczął Doradca, ale nikt go nie słuchał.

          • Gość: MYCHA Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.05, 15:45
            Dzieki Ci serdeczne, wspaniałe!!!
          • Gość: MYCHA Zaglądnijcie do Germanusa - jest c.d. z USA!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.05, 15:47
            • germanus Germanus ośmiesza - wizyta w USA 26.02.05, 02:33
              Rozmówki szczecińskie

              JFK

              - Przylecieliśmy, co mi taki lot - ucieszył się Prezydent, jakby wstawał od
              sterów samolotu.
              - Merci beaucoup - rzuciła Fransnienka na odchodnym - au revoir.
              - Co ona tak kupuje? - zdziwił się Druwice.
              - Zostaw dziewczę - poradził Doradca - przygotuj się lepiej na Immigration.
              - Ja nigdzie nie emigruję - twardo zadeklarował Prezydent.
              - A kto by cię chciał - mruknął Doradca. A głośniej dodał - Tak się nazywa urzędnik.
              - Phi! Też mi urzędnik!
              - To taki nasz wopista.
              - I do wopisty mam się przygotować?
              - To jeszcze zobaczysz... - zdążył jedynie zapowiedzieć Doradca.
              - Welcome to the USA. May I see your passport please - do Prezydenta dobiegł
              jakiś śmieszny akcent.
              - Co ona gdacze? - skierował pytanie do Doradcy wskazując czarną, grubą
              niewiastę wbitą w nieskazitelny mundurek.
              Doradca szybko zebrał paszporty i podał Urzędniczce.
              - Łi sri ar kompany - wyjaśnił.
              Murzynka otworzyła szeroko oczy.
              - Tugezer - Doradca zrobił ręką kółeczko.
              - Where do you live, sir? - zapytała Urzędniczka otwierając pierwszy paszport i
              wskanowując numer do komputera.
              - Szczecin. To jest et Polent.
              - All three of you?
              - Jes!
              - Doesn't look like - oceniła wpatrując się w ekran - Mr. Druwice, you live in
              .... Lodz, do you?
              - Do you? - bezwiednie powtórzył zdruzgotany Doradca - to ty mieszkasz w Łodzi?
              - rzucił się na Druwicego.
              - Teoretycznie tak... - próbował kombinować Druwice.
              - Sir! - ton Urzędniczki zdawał się twardnieć z każdą sylabą - Why did you lie
              to me?
              - Hi dyd not understud jorr kłeszczyn - uspokajał szybko Doradca.
              - What is the purpose of your trip?
              - Byznes - gładko odrzekł Doradca.
              - And who is your business partner?
              - Łi do not now jet...
              - ?
              - Prezentejszyn w konsulat. Polisz konsulat. Byznes.
              - What's your occupation, sir? - Urzędniczka wróciła się do Prezydenta.
              - Co, co? - dowartościowywał się Prezydent.
              - Hi is modżor of sity. Szczecin sity - skwapliwie wyjaśnił Doradca.
              Urzędniczka wpatrywała się w ekran.
              - Burgmajster - Doradca nie bardzo wiedział, co robić, więc ratował.
              - So you are the Mayor of the City of Szczecin? - nazwę miasta Urzędniczka
              wymówiła prawie bezbłędnie.
              - Jes, modżor - przytaknął Doradca.
              - How long are you going to stay in the USA?
              - For dejs...
              - Anything else I should know before I accept or decline your visa?
              - Sent Luis, sister sity - odważnie brnął Doradca - łi wizit.
              - Who do you have an appointment with?
              - Modżor of syti.
              - O co tu chodzi? - wtrącił się Prezydent.
              - Zwykłe procedury, nie przejmuj się - zgodnie z prawdą odpowiedział Doradca.
              - Powiedz czarneckiej, że JA nie podlegam procedurom.
              - What did he say? - chciała wiedzieć Urzędniczka.
              - Hi is simply tajerd - skłamał szybko Doradca.
              - Tym razem - odezwała się lekko łamaną polszczyzną Urzędniczka - ze względu na
              umówione spotkania nie odmawiam wam wjazdu.
              Trzem suckerom szczęki opadły niżej podłogi.
              - Ale wpisuję w komputer - ciągnęła Urzędniczka - że obraziliście urzędnika
              federalnego, więc nigdy więcej nie dostaniecie już wiz.
              Zaazotowany Prezydent zamachał łapką, ale tylko ułyszał:
              - Good bye. Next please.
              • Gość: Hanka Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA IP: *.atlsfl.adelphia.net 26.02.05, 03:55
                Mam kleszczyn Germanus . Skad u Ciebie taka biegla znajomosc jezykow ? he ?
                Pozdrawiam tugezer with moja familia. Hanka
                • pudrowany_pieknis Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA 26.02.05, 03:57
                  Naucz sie pisać, to pisze się tógezzer łitt majne familje
    • babciny_bambosz Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA 23.02.05, 15:55
      a wyslales Marianowi?
    • pismak_logowany Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA 23.02.05, 16:19
      Wow! Zaczynamy jazdę!

      Forumowicze, szykujcie się na brand new rozmówki szczecińskie. Jak widać,
      będzie ostro. Może wreszcie odżyje to zdechłe, rozpolitykowane forum. Bo trzeba
      umieć komentować rzeczywistość i - mimo marności komentowanych wydarzeń -
      trzymać poziom.

      Legenda na podłodze butiku ogląda świerszczyki :))))))). Germanusie, witamy w
      domu!

      pismak_logowany@gazeta.pl
      • Gość: piotrus Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA IP: *.devs.futuro.pl 23.02.05, 17:04
        no germanus

        uśmiałems ie po pachy

        dzięki i życze ci miłego dnia!!

        pozdrawiam
        • albert_c Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA 24.02.05, 14:30
          chyba skopiuje i wysle Marianowi...

          :))) sie usmialem.
          • pudrowany_pieknis Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA 26.02.05, 03:58
            A germanusowi gratuluje cietego jezyka
    • Gość: kaes Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA IP: *.iscnet.pl 26.02.05, 15:17
      Germanus po prostu BOMBA (kolejna) !!!
      dlaczego nikt niechce tego wydać razem
      z poprzednimi rozmówkami?
      pzdr
      • Gość: Hanka Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA IP: *.atlsfl.adelphia.net 26.02.05, 18:19
        A jak myslisz ? dlaczego ? Pewnie wszystkie gazety wlacznie z GW maja pietra
        przed Jurczykiem i jemu podobnymi Druvicami i Ptakami. Bo niby jaki moglby byc
        inny powod ???? Wszystkim sie rozmowki Germanusa podobaja z wyjatkiem tych od
        ktorych zalezy ich wydanie.
        Pozdrawiam ze zrozumieniem realow szczecinskich . Hanka
        • germanus Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA 26.02.05, 20:50
          >Mam kleszczyn Germanus . Skad u Ciebie taka biegla znajomosc jezykow ? he ?

          Wszyscy wiedzą, nie? V LO, prof. Madżuska.
          • germanus Germanus ośmiesza - wizyta w USA 26.02.05, 22:43
            Rozmówki szczecińskie

            Konsulat

            - I to jest polski konsulat? - zamruczał Prezydent po wygramoleniu się z limuzyny.
            - Zdziwiony? - rzucił leciutko towarzyszący mu Biznesmen - niby dlaczego? A jak
            sobie wyobrażałeś taki konsulat? - Biznesmen zachowywał się, jakby nie znał
            Prezydenta.
            - Dostojniej! - lekko wzniósł ręce do góry - przecież ten konsulat reprezentuje
            mnie!
            - Takie są normy światowe - łagodził z boku Doradca.
            - To miejsce nie jest godne mojej osoby!
            - Witam, miło mi ogromnie - Konsul był cały w amerykańskich uśmiechach.
            - Ale...
            - Dzień dobry!!!! - dużo za głośno zakrzyczał z boku Doradca - bardzo dziękujemy
            za zaproszenie - niemal wskoczył przed Prezydenta.
            - Proszę do środka - powiedział Konsul głośno, a cichutko mruknął do Radcy - kto
            go właściwie tu zaprosił?
            - Nikt, ogromnie się napraszali - odmruknął Radca.
            - Trzeba było odmówić i cześć.
            - Byli bardzo nachalni...
            - No to co?
            - A do tego ten wysoki...
            - Ten?
            - No, ten od real estate ujął się za nimi.
            - Nie mogę uwierzyć!
            - Powiedział, że chce zobaczyć tego słynnego na całą Europę Bozo.
            - Tak powiedział? Bozo! No nie mogę! - to było dużo za głośne, jak na mruczenie.
            - Coś śmiesznego? - z wyraźnym podejrzeniem zainteresował się Druwice.
            - Nasz najnowszy, nowojorski dowcip o tym Bozo, prezydencie Bushu - odrzekł
            Konsul z szerokim uśmiechem.
            - A-ha - przeklepał zawiedziony Druwice.
            - Oficjalnie witam w niskich progach naszego konsulatu delegację pięknego miasta
            Łodzi... - zaintonował Konsul, gdy wszyscy stanęli w saloniku.
            - ... Szczecina - sprostował mrużąc oko Radca.
            - ... no oczywiście, Szczecina. Witam.
            - Jak wiadomo, nasz konsulat, jak wszystkie polskie placówki, prawda - pałeczkę
            przejął Radca - czyni wszystko w celu popierania polskości, prawda, polskiej
            racji stanu oraz polskiego businessu. Tym spotkaniem dajemy, prawda, kolejny
            dowód, że polskie placówki dobrze zasługują się, prawda, dla polskiego mienia w
            świecie.
            - O co tu chodzi? - Prezydent niezbyt cicho zapytał Doradcę.
            - Witają cię.
            - Nie rozumiem, przecież już powiedzieliśmy sobie dzień dobry.
            - Taki protokół.
            - Jaki?
            - Trzeba przemówić.
            - ... i w ten sposób mamy nadzieję, prawda - Radca zmierzał do końca - że ta
            wizyta i nadchodzące spotkanie z nowojorskim światem businessu, prawda, jeszcze
            bardziej przyczynią się do rozwoju, dadzą impuls, prawda, wpłyną na świadomość i
            zakiełkują.
            - Twoja kolej - wmruczał Doradca w prezydenckie ucho poprzez niemrawe oklaski.
            - Co? - całkiem poważnie zaniepokoił się Prezydent, ale jakby ulegając
            wypatrzonym w niego oczom postąpił pół kroku do przodu.
            - Tak, jak Radca, tak Radca, już zauważył, podnosimy, razem podnosimy poziom
            Polski - zaczął Prezydent - ja podnoszę najwięcej, bo nie jezdem chamem i wiem,
            jak się odwdzięczać.
            - Yhym... - mruknął z boku Doradca.
            - Więc szczególnie, jak już rozwinę i podniosę, i jak już Szczecin będzie kwitł,
            jak nigdy w histerii, i jak teraz załatwię dwadzieścia inwestycji miesięcznie,
            to zapraszam wszystkich tu obecnych do magazynu, aby naocznie...
            Zainicjowane przez Konsula, gromkie oklaskie przerwały przemówienie.
            - Ja tak zawsze, i nie dla zasług to robię, ale rozwijam, wszystko bez przerwy
            rozwijam - zakończył Prezydent.
            - No to prosimy na salę - powiedział Radca.
            - Czekamy, wszyscy czekają - dodał Konsul niewidzialnie trzęsąc ze śmiechu w
            oczekiwaniu przedstawienia.
            - Ty, Biznesmen - zagadał Druwice po drodze na salę - powiedz mi, kto to jest Bozo?
            - Był! - odparł tamten - to był aktor, aktor komiczny, niezmiernie popularny
            swego czasu.
            - Ach, tak.
            - A obecnie to synomin klowna i pajaca, z którego wszyscy mają ubaw po pachy -
            zakończył Biznesmen.
            • Gość: Pismak Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA IP: *.chello.pl 27.02.05, 02:31
              Ecce Homo:
              "Więc szczególnie, jak już rozwinę i podniosę, i jak już Szczecin będzie kwitł,
              jak nigdy w histerii, i jak teraz załatwię dwadzieścia inwestycji miesięcznie,
              to zapraszam wszystkich tu obecnych do magazynu, aby naocznie..."

              Panie! Panowie! Czapeczki z głów! Germanus w wyśmienitej formie!

              Pozdrawiam,
              pismak_logowany@gazeta.pl
              • germanus Germanus ośmiesza - wizyta w USA 03.03.05, 05:56
                Rozmówki szczecińskie

                Spotkanie - część pierwsza

                - Łelkom bojs i gejs... - zaczął Prezydent.
                Rozkoszny szmerek upewnił go w celowości działania.
                - ... łelkom in poliż konsulate... - ciągnął śród uśmieszków na sali - najpierw
                szorty mówi - rzucił i usiadł.
                Po prezentacji rozległy się niezdawkowe oklaski.
                - Dziękujemy za ciekawy film... - zaczął Radca.
                - Jak widzicie, nasze miasto ma bardzo dużo do zaoferowania - nie dał mu
                dokończyć Prezydent, a Radca jak niepyszny przetłumaczył.
                - Mamy dużo wody, jeziora i rzeki, dużo zieleni, parki, lasy i ogrody, piękna
                miasto, jest gdzie inwestować - Prezydent sam się ucieszył, że udało mu się
                wygłosić zgrabniejsze zdanie.
                - Mamy inwestować w miejskich parkach? - zapytał First Investor po
                przedstawieniu się.
                - Tereny lotniska też mamy - zaraz poprawił się Prezydent. I chyba naprawdę nie
                widział mocno zdziwionej miny Radcy.
                - To lotnisko będzie rozbudowywane?
                - No nie, tam będzie inwestycja...
                - Na lotnisku?
                - Na byłym lotnisku.
                - To rozumiem, że samolotów tam już nie ma? - włączył się Second Investor.
                - Samoloty są, ale małe sportowe i one się nie liczą.
                - Czy oficjalnie jest to lotnisko, czy nie? - spróbował wyjaśnić First Investor.
                - Oficjalnie nie ma, ale jest aeroklub, bo lotnisko jest gdzie indziej.
                - Zostawmy startujące między budynkami samoloty - zgodził Third Investor - jak
                duże jest to lotnisko, znaczy teren?
                - Nie wiem - całkiem szczerze odparł Prezydent - po szczegóły zgłoście się do
                Szewca.
                - To w tym mieście terenami rządzi facet od butów - jakby niedowierzająco, ale
                jednoczenie unikając bezpośredniej krytyki, zagadnął Second Investor.
                - I może tu obecny Druwice coś będzie wiedział.
                - Słuchaj Drew - od razu chciał wiedzieć First Investor - ile akrów ma ten
                teren? Tak mniej więcej. Dwieście, tysiąc, dziesięć tysięcy?
                - Myślę, że około dwustu hektarów, ale mogę się mylić - rzucił mniej więcej
                szczegółem Druwice.
                - Ok, no problem - przyklepał Second Investor - sprawdzimy na miejskiej stronie
                na internecie.
                - A sprawdzajcie sobie - ucieszył się Druwice - ale takich informacji tam nie
                umieszczamy.
                - I jeszcze mamy Kaskadę - obudził się Prezydent.
                - Wiemy - zaskoczył Third Investor - o miejskich wodach było na filmie.
                - To była wielka restauracja...
                - Była czy jest?
                - ... ale przed trzydziestu laty się spaliła...
                - I wreszcie możemy coś wybudować? - domyślił się Second Investor.
                - Te tereny oczywiście należą do miasta? - ot tak, dla wszelkiej pewności spytał
                Third Investor.
                - Nie, lotnisko należy do ministerstwa, a Kaskada do inwestora z Kielc - jakie
                pytanie, taka odpowiedź, pomyślał odpowiadając Druwice.
                - Z Kaskadą nie będzie problemu - zapewnił Prezydent - damy ją każdemu, kto
                będzie chciał budować.
                - To ten z Kielc nie chce budować?
                - Chce, ale jeszcze inny inwestor mu przeszkadza - Druwice nigdy nie plątał się
                w zeznaniach.
                - I wy mu zabierzecie i dacie nam - upewniał się Third Investor.
                - Coś się wykombinuje - zapewnił go Druwice.
                - Co to znaczy "wykombinuje"? - First Investor zapytał na boku Konsula.
                - To taka forma stwierdzenia, że jak coś idzie źle, to może być jeszcze gorzej -
                zażartował lekko Konsul.
                - Obecny tu Druwice z miasta Łodzi... - zaczął Radca.
                - Ze Szczecina - niemal wkrzyknął mu milczący do tej pory Doradca.
                - ... właśnie, chciałby się zorientować, ilu inwestorów jest zainteresowanych
                przyjazdem do Szczecina i rozmowami z magistratem - Radca do czegoś zmierzał.
                Podniosły się trzy ręce.
                - Muszę pojechać i zobaczyć ten bałagan - jakby usprawiedliwiająco rzekł First
                Investor do Third Investor.
                - A ja zbieram ciekawe przykłady zarządzania na wykłady dla moich pracowników -
                odparł tenże.
                - Coś ty?!
                - Uczę ich, jak nie pracować. To będzie bardzo owocna wizyta - zapewnił go Third
                Investor.
                - Ogłaszam krótko przerwę - zarządził Radca - zapraszamy na małą przekąskę do
                saloniku.
                - Jeśli jedzenie będzie takie, jak przygotowanie do inwestycji - spokojnie
                powiedział Second Inwestor - to już teraz możemy dzwonić na 911.
    • Gość: i Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA IP: 62.244.139.* 23.05.05, 13:27
    • Gość: LEP Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 24.05.05, 23:05
      Mucha to jest zwierz nieduży,
      mucha to jest zwierz niemiły
      mucha to jest zwierz nieładny i ... chytry.
      Taka mucha w domu lata,
      na nie swoich lampach siada
      na komorne się nie składa - owad zły.
      Niby to domowy zwierz, bo w pokojach mieszka
      a pogłaskac nie da się,
      ani nie zaćwierka.
      Owad jeden, jak co zje, brudzi po kryjomu
      a na skwerek nie da sie wprowadzic z domu.
    • Gość: bolo Re: Germanus ośmiesza - wizyta w USA IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.08.05, 14:53
      żart
Inne wątki na temat:
Pełna wersja