0rhplus
04.03.05, 07:54
Pytanie jak w tytule ciśnie mi się na usta przy każdej mojej wizycie w
magistracie, gdzie staram się bywać grzecznie w dni wyznaczone jako dni
widzeń dla petentów, tj. poniedziałki i czwartki.
I co widzę - co drugie drzwi zamknięte. Jestem dociekliwy, więc walę do
sekretariatu wydziału i pytam o ewentualne ZLA inspektora. Słyszę, że
kolega/koleżanka oczywiście jest w pracy, ale zapewne na chwilkę gdzieś
wybyli, więc proszę poczekać. Czekam więc, czekam...
Mija kwadransik lub dwa, po których chyłkiem przemyka urzędasek, opatulony w
płaszczyk z siatą pełną wiktuałów, bo przecież śniadanko trzeba zjeść.
Co sie dzieje w pozostałe dni tygodnia - mogę się jedynie domyślać...
Czy doprawdy w tak wielkim gmachu nie ma możliwości wydzierżawienia
pomieszczenia na bufet, w którym urzędaski mogłyby poczynić zakupy przed
podjęciem obowiązków służbowych, a petent mógłby się posilić podczas swojej
wizyty w UM?