Wiesci zza Odry

28.07.05, 14:22
Polityka symboli19.07.2005

PRAGA/WIEDEŃ/BERLIN(Relacja własna) - Berlin z zadowoleniem przyjął
propozycję czeskiego premiera dotyczącą wypłacenia odszkodowań Niemcom
przesiedlonym po drugiej wojnie światowej. Praski szef rządu chce wypłacić
symboliczną gratyfikację dwustu byłym obywatelom Czechosłowacji, którzy
podczas wojny należeli do niemieckiej mniejszości i stawiali opór
nazistowskiej okupacji Sudetów. Plan ten spotkał się także z przychylną
reakcją Austrii, gdzie postrzega się go jako pierwszy krok w stronę rewizji
tzw. Dekretów Benesza. Przeprowadzone w 1945 roku przesiedlenie członków
niemieckojęzycznej mniejszości jest do dziś krytykowane w Niemczech przez
różne nacjonalistyczne ugrupowania. Propozycja czeskiego premiera została
uzgodniona z niemieckim kanclerzem, ale z czeskim prezydentem ani innymi
partiami w kraju już nie. Krytycy obawiają się nowego wybuchu niemieckiej
debaty na temat "wypędzonych". Sam czeski prezydent Vaclav Klaus uważa pomysł
wypłaty odszkodowań za "wysoce niebezpieczny".
Praski premier Jiri Paroubek zaproponował na początku czerwca w czeskim
dzienniku Právo przyznanie "symbolicznych odszkodowań" niemieckojęzycznym
opozycjonistom, którzy występowali przeciw nazistowskiej okupacji
Czechosłowacji. Pomimo istnienia niemieckiej opozycji, zastosowano w stosunku
do wszystkich Niemców "zasadę winy kolektywnej, z tamtej perspektywy
uzasadnioną, ale dziś nie do zaakceptowania", pisze Paroubek.1) Także
niektórzy opozycjoniści zostali po 1945 roku, wbrew Dekretom Benesza,
przesiedleni i byli więzieni za winy swoich w większości popierających system
nazistowski niemieckojęzycznych pobratymców.
Pochwały
Jak poinformowało Radio Praga, wprowadzony przez Paroubka podział niemieckiej
mniejszości na poszczególne kategorie jest efektem uzgodnień poczynionych z
niemieckim kanclerzem. Zarówno Paroubek, jak i Schröder reprezentują partie
socjaldemokratyczne i wierzą w uciszenie wciąż tlącej się rewizjonistycznej
debaty za pomocą symbolicznych gestów. Jednakże nie przekonują one
nacjonalistycznych ugrupowań w Niemczech i Austrii, które dążą do
fundamentalnej rewizji dokonanych po wojnie przesiedleń. W miniony czwartek
Paroubek poruszył ten problem z austriackim kanclerzem Wolfgangiem
Schüsselem, który pochwalił praskiego premiera za jego samotną walkę.
Niewinni
Propozycja Paroubka została potraktowana w niemieckich konserwatywnych
kręgach, które mają nadzieję zastąpić wkrótce rządzącą koalicję SPD i
Zielonych, jako wyłom otwierający drogę dalej sięgającym roszczeniom
niemieckich "wypędzonych". Jak można przeczytać w komentarzu jednego z
wiodących niemieckich dzienników, jeśli Praga uzna, że przesiedlenie "było
niesprawiedliwe w stosunku do 'antyfaszystów'", to jednocześnie przyzna, "że
istnieli także inni niewinni". Niemiecka gazeta poszerza wprowadzoną przez
Paroubka kategorię na większość niemieckojęzycznej mniejszości. "Czyż nie
byli niewinni dzieci, starcy i w ogóle wszyscy, którzy nie popełnili
osobiście żadnego przestępstwa?", pyta gazeta.2)
Wymiana
W ten sposób odsłonięty zostaje polityczny wymiar symbolicznych działań
czeskich i niemieckich socjaldemokratów: niekwestionowalne pod względem
prawnym Dekrety Benesza, podobnie jak odpowiednie zapisy Konferencji
Poczdamskiej, zostają zakwestionowane przy pomocy moralistycznych
wartościowań. To typowa strategia niemieckich rewizjonistów, powołujących się
na zasady etyczne, którymi chcą zastępować międzynarodowe ustalenia.
Początek
Jak argumentuje rzecznik "wypędzonych" z konserwatywnej Austriackiej Partii
Ludowej (ÖVP), Norbert Kapeller, "miliony Niemców Sudeckich (...) nie było
żadnymi zbrodniarzami". "Pojednawcze gesty" Paroubka powinny zaś być
potraktowane jako "dobry początek", a nie koniec debaty.Także
rzecznik "wypędzonych" z Socjaldemokratycznej Partii Austrii (SPÖ), Werner
Kummerer, oczekuje, że "gest" ten będzie "tylko początkiem".3)
Zdenuncjowani
Propozycja Paroubka, wychodząca naprzeciw niemieckich roszczeniom4) ,
wywołuje w Czechach spore kontrowersje. Wspierają ją partie chrześcijańsko-
demokratyczne i liberalne, które już w przeszłości zajmowały proniemieckie
stanowiska. Krytycy z kolei, zdenuncjowani w niemieckiej prasie
jako "prymitywny antyniemiecki rodzaj"5) , ostrzegają przed planami premiera,
który ma być wdrożony w ciągu najbliższych kilku tygodni. Znaczący politycy
konserwatywnej ODS przypominają "niemiecko-czeskie porozumienie" z 21
stycznia 1997 roku, w którym Niemcy i Czechy o oświadczają, "że nie będą
obciążali wzajemnych stosunków politycznymi i prawnymi kwestiami dotyczącymi
przeszłości". Jak zapisano, tego ustalenia nie należy próbować obchodzić.
Prezydent Czech Vaclav Klaus ostrzega zaś przed "otwarciem puszki Pandory".
Zaostrzanie
Jak informuje Paroubek w niemieckiej prasie, zamierza on skonsultować swą
propozycję także z rządami Słowacji, Polski i Słowenii.6) Słowacki premier
wzdraga się przed zaakceptowaniem pomysłu swego czeskiego kolegi i określa je
mianem "bezsensownej inicjatywy".7) Słowacki rząd spotyka się często z
ostrymi żądaniami rewzji porządku powojennego, wysuwanymi nie tylko przez
przesiedlonych Niemców, lecz także Węgrów.8) Polityka symboli uprawiana przez
Paroubka zaostrzy debatę na temat "wypędzeń" przede wszystkim w Polsce,
Słowenii, Chorwacji i Serbii. Wraz z nadchodzącym przejęciem władzy przez
niemieckich konserwatystów należy się liczyć z dalszym zastępowaniem
obowiązujących postanowień prawa międzynarodowego przez kryteria moralne.
1) Paroubek will sudetendeutsche Widerstandskämpfer symbolisch entschädigen;
Radio Prag 08.06.2005
2) Gefährliche Fragen; Frankfurter Allgemeine Zeitung 14.07.2005
3) Kleine Gesten sollen Freundschaft schaffen; Neues Volksblatt 14.07.2005
4) Zobacz także: Rewanż jest sprawiedliwy i Wielka pomyłka
5), 6) "Eine Geste ist eine Frage des Anstands"; Die Welt 16.07.2005
7) "Völlig den Verstand verloren"; Die Welt 16.07.2005
8) Zobacz także: Zasłużony prezydent


Źródła:
Versöhnungsgeste an sudentendeutsche Antifaschisten?; Radio Prag 12.07.2005
Entschädigung für sudetendeutsche Antifaschisten? Aufgeregte Debatte über
Vorstoß des Premierministers; Radio Prag 13.07.2005
    • swarozyc Re: Wiesci zza Odry 22.09.05, 22:56
      BERLIN/WARSZAWA/OLDENBURG(Relacja własna) - Po wielu latach dyskusji wspierane
      przez Berlin "Centrum Przeciw Wypędzeniom" wchodzi w fazę realizacji pod
      przykrywką europejskiej inicjatywy określanej jako "Europejska Sieć Pamięć i
      Solidarność". Temu zainicjowanemu przez Niemcy projektowi, w który zaangażowane
      są także inne kraje, przewodzi państwowy Federalny Instytut Kultury i Historii
      Niemców w Europie Wschodniej (BKGE). Pierwsze projekty Sieci są już
      zaplanowane, pośród nich wiele oskarżanych o relatywizację historii i
      wychodzenie naprzeciw rewizjonistycznym oczekiwaniom ("wypędzenie Niemców").
      Przekazanie koordynacji działań Sieci niemieckiemu instytutowi oznacza
      realizację zadań zapisanych w strategii rządowej, która uznaje "wspieranie
      niemieckich tradycji kulturowych w Europie Wschodniej" za zadanie "całego
      narodu".
      Jak oznajmiła w minionym tygodniu berlińska minister kultury Christina Weiss,
      Europejska Sieć Pamięć i Solidarność rozpoczęła swą kontrowersyjną działalność.
      Zaangażowani są w nią naukowcy z czterech krajów: Niemiec, Polski, Węgier i
      Słowacji. Sekretariat ma się mieścić w Warszawie. W licznych rozmowach z prasą
      Christina Weiss zwraca uwagę na znaczenie centralnych tematów Sieci, które
      dotyczą konsekwencji II wojny światowej i są legitymizowane przez postanowienia
      zwycięskiej koalicji. Chodzi przy tym o moralne i polityczne przewartościowanie
      konsekwencji wojny, które powinny być rzekomo rozpatrywane pod kątem
      ponadczasowych doświadczeń cierpienia. Faktycznie zaś zamiary Sieci dotyczą
      konkretnych sposobów interpretacji historii (dominacja ZSRR w Europie
      Wschodniej), które mają podkreślać zbrodniczy charakter walki systemowej,
      jednak tylko po sowieckiej stronie. Odpowiadające temu spektrum tematyczne
      zostało pozostawione uznaniu strony polskiej, która może zechcieć wykorzystać
      rewizjonistyczny potencjał instytucji ("przeciwko krajom wypędzającym") i
      poszerzyć go na Wschód ("przeciw Rosji").

      Stulecie wypędzeń
      Do tych projektów Sieci, które poświęcone są postrzeganiu siebie samych przez
      Niemców, należy przede wszystkim stworzenie leksykonu "Deportacje, Przymusowe
      Wypędzenia i Czystki Etniczne w Europie w latach 1912-1999". Pierwsze jego
      wersje stawiają obok siebie eksterminacyjną politykę nazistowską w Europie
      Środkowej oraz przesiedlenie Niemców i przedstawiają je jako dwie "czasowo-
      przestrzenne serie ucieczek, wypędzeń, przymusowych przesiedleń i integracji",
      będące rzekomo elementami "stulecia wypędzeń".[1] Wydawcą finansowanej z
      państwowych środków jest Instytut Kultury i Historii Niemców w Europie
      Wschodniej z Düsseldorfu, mieszczący się przy Uniwersytecie Heinricha Heine.

      Instytut Federalny
      Organizację codziennej działalności Sieci niemieckie ministerium powierzyło
      państwowemu Federalnemu Instytutowi Kultury i Historii Niemców w Europie
      Wschodniej (BKGE) z Oldenburga. Jego dyrektor Matthiast Weber jest niemieckim
      koordynatorem Sieci i członkiem rady fundacji; niemiecki historyk z BKGE będzie
      pracował w warszawskim sekretariacie. Jak potwierdził rzecznik ministerstwa
      kultury na zapytanie german-foreign-policy.com, oldenburski instytut
      odpowiedzialny jest także za wdrożenie całego projektu Sieci. Tym samym
      powierzone mu zostają zadania, które rzekomo europejski charakter inicjatywy
      sprowadzają do jednego z elementów niemieckiej polityki zagranicznej,
      legitymizowanego przez współpracę z Polską, Słowacją i Węgrami.

      Redefinicja
      Powierzenie koordynacji działań Sieci BKGE odpowiada strategi rządu
      niemieckiego, formułującej niemieckie interesy. Zgodnie z nią celem
      jest "wspieranie niemieckich tradycji kulturowych w Europie Wschodniej", które
      powinno zostać wyzwolone z dominacji "pojedyńczych grup interesu". Zamiast
      pozostawiania "niemieckich tradycji kulturowych w Europie Wschodniej" jedynie
      organizacjom wypędzonych, rząd niemiecki proponuje rozszerzenie niemieckich
      interesów i uczynienie z nich sprawy "całego kraju".[2] Te rozważania biorą pod
      uwagę, że w obliczu zmiany pokoleniowej należy oczekiwać osłabienia siły
      rewizjonistycznych organizacji, czemu należy wyjść naprzeciw. By w obliczu
      dorastania "nowego pokolenia" móc "zachować w politycznej i historycznej
      świadomości kulturowe tradycje w byłych niemieckich rejonach", konieczna
      jest "redefnicja" państwowych działań na rzecz kultury niemieckiej, czytamy w
      rządowej strategii.[3]

      Fantasmagorie
      Częścią "redefinicji" jest unaukowienie polityki "niemieckości", zapisane w
      statusie zarówno düsseldorfskiego, jak i oldenburskiego intytutu. Unaukowienie
      ma umożliwić przyciągnięcie środowisk, które do tej pory dystansowały się od
      organizacji wypędzonych. W ten sposób narodowościowe koncepcje znajdują sobie
      drogę na salony nauki. BKGE opublikował mapę, na której zaznaczonych jest
      dziewiętnaście "historycznych regionów zamieszkiwanych przez Niemców w roku
      2000", wchodzących w skład piętnastu krajów Europy Środkowej.[4] Według
      opracowań BKGE Niemcy zamieszkują Prusy Wschodnie, Śląsk, Morawy, Siedmiogród i
      inne terytoria będące częścią innych państw. Tego typu wyobrażenia opierające
      się na rasowych koncepcjach dziedziczenia narodowości przez krew są nie do
      odróżnienia od fantasmagorii organizacji wypędzonych.
      Otwarcie
      Jak można się było spodziewać, berlińscy inicjatorzy Europejskiej Sieci Pamięć
      i Solidarność nie wykluczają jednocznacznie rewizjonistycznych organizacji z
      szeregu swych przyszłych członków. Jak potwierdził po raz kolejny rzecznik
      ministerstwa kultury w rozmowie z german-foreign-policy.com, Sieć jest otwarta
      na współpracę z nimi.
      [1] Das Jahrhundert der Vertreibungen. Deportation, Zwangsaussiedlung und
      ethnische Säuberung in Europa 1912-1999. Ein Lexikon; hsozkult.geschichte.hu-
      berlin.de/projekte/id=137
      [2], [3] Unterrichtung durch die Bundesregierung: Konzeption zur Erforschung
      und Präsentation deutscher Kultur und Geschichte im östlichen Europa;
      Bundestags-Drucksache 14/4586
      [4] Historische Regionen mit deutschem Siedlungsanteil im Jahr 2000;
      www.bkge.de/6280.html
      • Gość: Gryf Re: Wiesci zza Odry IP: 217.153.6.* 22.09.05, 23:04
        No dobrze Swarozycu. I co z tego?




        Prawda,dla czlowieka jest tym,co czyni z niego czlowieka.
        • swarozyc Re: Wiesci zza Odry 22.09.05, 23:08
          nie rozumiem pytania, Gryfciu.
          • swantevit Re: Wiesci zza Odry 04.10.05, 22:57
            Polityczne zadania na przyszłość30.09.2005
            DREZNO/OLSZTYN(relacja własna) – w przyszły weekend odbędzie się 5. Kongres
            Komunalno-Polityczny Ziomkostwa Prus Wschodnich, które zamierza
            przeforsować "równoprawną pozycję niemieckich wypędzonych" przy "realizacji
            politycznych zadań na przyszłość" w Polsce. Wpływ na wewnętrzną politykę Polski
            ma być wywierany poprzez polską administrację, w której niemieccy obywatele
            chcieliby mieć także swój głos, choć jest to wbrew wszelkim ustaleniom
            międzynarodowym. Potomkowie przesiedlonych przed sześćdziesięciu laty Niemców
            chcieliby, by ich "historyczne prowincje wschodnie (...) wciąż żyły w
            publicznej świadomości Republiki Federalnej Niemiec oraz Rzeczpospolitej
            Polskiej". Na kongresie Ziomkostwa przemówienie ma wygłosić Wolfgang Schäuble,
            odpowiedzialny za politykę zagraniczną członek CDU. Odwiedził on ostatnio
            zarówno Waszyngton, jak i Moskwę, gdzie zapowiedział korektury niemieckiej
            polityki zagranicznej.
            Na komunalno-polityczne kongresy Ziomkostwa Prus Wschodnich, z których piąty
            odbędzie się w Dreźnie, regularnie zapraszani są członkowie lokalnej
            administracji polskiej. Celem tych spotkań jest podtrzymywanie kontaktów z
            polskimi władzami przez Niemców, którzy występują jako reprezentanci gmin i
            okręgów Rzeszy Niemieckiej w granicach z 1945 roku. Roszczą oni sobie prawo do
            współuczestniczenia w decyzjach dotyczących tych obszarów, tylko dlatego, że
            ich przodkowie żyli na tych terenach. "Równouprawniona pozycja niemieckich
            wypędzonych w ich ojczystych stronach" powinna należeć do "fundamentów"
            ponadgranicznych działań, głosi Ziomkostwo Prus Wschodnich, dążące
            do "wspólnego realizowania politycznych zadań na przyszłość" - tyle że na
            polskim terytorium.[1]

            Akceptacja i szacunek
            Już od początku lat 90-tych niemieckie stowarzyszenia zrzeszające dawnych
            mieszkańców wschodnich terenów próbują wpływać na polskie władze lokalne, by za
            ich pośrednictwem podtrzymywać swe rewizjonistyczne roszczenia. Jak ocenia
            Ziomkostwo Prus Wschodnich, "dobre warunki" do takiej współpracy zostały
            stworzone przez polsko-niemiecki traktat sąsiedzki z 17 czerwca 1991 roku.
            Niemiecka organizacja donosi o regularnych wizytach roboczych, "intensywnej
            wymianie poglądów i informacji" oraz "omawianiu wspólnych projektów na
            przyszłość". Celem kontaktów jest inicjowanie tzw. traktatów partnerskich, z
            których szesnaście już obowiązuje. Ich elementem jest wpływ licznych osób
            prywatnych z Niemiec na sposób rozwiązywania kulturalnych i społecznych
            problemów przez państwowe instytucje w Polsce (takich jak ochrona zabytków,
            badania historyczne, wymiana młodziezy, projekty socjalne i humanitarne).
            Podczas gdy polskie urzędy chętnie przyjmują niemieckie pieniądze i chcą
            wierzyć w nostalgiczne reminiscencje jako jedyne powody tej altruistycznej
            działalności, niemieccy mecenasi nie robią tajemnicy ze swych prawdziwych
            zamiarów. Każdy "traktat partnerski" ma "wysokie polityczne znaczenie",
            oznajmia Ziomkostwo: "wschodnioniemieckie stowarzyszenie wypędzonych będzie na
            mocy tego traktatu zaakceptowane i respektowane przez równoprawnych
            partnerów."[2]

            Namiestnicy
            Ziomkostwo wspiera także "niemieckie stowarzyszenia" w Polsce Północno-
            Wschodniej. Zrzeszają się w nich obywatele polscy mówiący po niemiecku lub
            poczuwający się do związków z kulturą niemiecką. W oczach niemieckich
            rewizjonistycznych organizacji uchodzą oni za członków narodu niemieckiego i są
            traktowani jako namiestnicy wciąż obowiązujących niemieckich tytułów prawnych.
            Niemieckie Ziomkostwo pod pozorami "przekazywania zwyczajów i pieśni" dba o
            kulturalną germanizację polskich stowarzyszeń. Finansowanie tych orgnizacji
            przez Niemców przyczynia się do powstawania uprzywilejowanej pozycji
            polskich "Niemców", coraz bardziej wyobcowujących się ze swego otoczenia.
            Społeczo-kulturalne wyizolowanie prowadzi do napięć i nacjonalistycznych
            ekscesów. "Niemieckie stowarzyszenia" pełnią "funkcję mostu pomiędzy
            stowarzyszeniami byłych mieszkańców tych terenów i polskimi władzami
            lokalnymi", głosi oficjalna interpretacja tego uprzywilejowania, wykorzystywana
            chętnie przez niemiecką politykę zagranicznątakże w innych państwach Europy
            Wschodniej i Środkowo-Wschodniej.

            Dolewanie oliwy do ognia
            Niemieckie roszczenia do współdecydowania o polskiej polityce lokalnej
            doprowadziły w zeszłym roku do silnych protestów przeciwko odbywającemu się w
            Olsztynie Kongresowi Komunalno-Politycznemu.[3] W następnej takiej imprezie w
            przyszły weekend ma wziąć udział także Wolfgang Schäuble, polityk CDU
            odpowiedzialny za politykę zagraniczną. Jak odpowiedziało na pytanie german-
            foreign-policy.com biuro Wolfganga Schäuble, olsztyńskie protesty z minionego
            roku nie powinny być brane poważnie – zawsze trafiają się "pojedyńcze głosy,
            chcące dolewać oliwy do ognia". Zdaniem pracowników biura niemieckiego
            polityka, jego udział w rewizjonistycznym w swym charakterze kongresie nie
            przyniesie "żadnych międzynarodowych obciążeń". Jednakże już sam fakt, że ten
            polityk, przygotowując grunt pod przejęcie rządów przez swoją partię,
            zapowiedział zarówo w Waszyngtonie, jak i Moskwie, korektury niemieckiej
            polityki wschodniej, każe traktować jego pojawienie się na uroczystości
            organizowanej przez wypędzonych jako dające do myślenia.

            Trzy problemy
            Charakter środowiska, w którym ma zamiar wystąpić Schäuble, wyziera z tekstu
            opublikowanego w ostatnim wydaniu pisma Ziomkostwa Prus Wschodnich "Preußische
            Allgemeine Zeitung". Mowa tam jest o "trzech problemach", które III Rzesza
            chciała "rozwiązać" razem z Polską pod koniec lat 30-tych: przyłączenie Gdańska
            do Niemiec, korytarz do Prus Wschodnich i "zagwarantowanie praw człowieka dla
            miliona Niemców mieszkających w Polsce". Autor tekstu wykazuje zrozumienie dla
            tych żądań i zauważa, że pomimo wielokrotnych próśb nie zostały one spełnione.
            Dlatego Wehrmacht musiał "wmaszerować do Polski 1 września".[4] Jak widać,
            Polacy są sami sobie winni.

            [1], [2] Das deutsch-polnische Miteinander in der Kommunalpolitik aus der Sicht
            der Vertriebenen;
            www.ostpreussen.de/inhalt2/aktivitaeten/aussenpolitik/aussenpolitik.htm
            [3] s. dazu Eigenständige Außenpolitik
            [4] Befreiung, Niederlage oder was?; Preußische Allgemeine Zeitung 24.09.2005
            • swantevit Re: Wiesci zza Odry 16.10.05, 18:35
              Zwycięzcy biorą wszystko09.10.2005
              DÜSSELDORF/KOLONIA/MOSKWA(Relacja własna) - Niemieckie sieci handlowe szykują
              się do drugiej fazy ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej, której celem ma
              być podbój rosyjskiego rynku. Największy koncern handlowy Niemiec, Metro,
              postrzega Rosję jako "jeden z krajów Europy Wschodniej o najwyższym potencjale
              rozwojowym". Do końca roku Metro zamierza otworzyć w Rosji dwadzieścia dwa
              sklepy Cash and Carry i dwa Real SB. Druga faza ekspansji niemieckich sieci
              spożywczych skierowana jest nie tylko na Rosję, lecz także na kraje kandydujące
              do UE, Rumunię i Bułgarię, jak również Mołdawię i Ukrainę. Podczas gdy
              niemieckie przedsiębiorstwa zwiększają swoją obecność za granicą, próbując w
              ten sposób zrównoważyć niekorzystne tendencje na niemieckim rynku, koncerny
              konkurencji z innych europejskich krajów, takich jak Francja, zaczynają się
              wycofywać.
              Oddawanie pola
              Francuski potentat Carrefour, drugi po Wal-mart pod względem wielkości koncern
              handlowy, nie jest w stanie dotrzymać kroku swym niemieckim konkurentom. Podjął
              on decyzję o wycofaniu się z Czech i Słowacji, a swe tamtejsze sklepy przekazał
              brytyjskiej grupie Tesco. Także austriacka sieć Julius-Meinl ustępuje pola
              konkurentom i oddaje Tesco swe supermarkety w południowej Polsce. Ponad
              sześćdziesiąt czeskich sklepów przeszło w posiadanie holenderskiego koncernu
              Ahold. Na tym jednak zapewnie nie koniec - Incoma Research, firma badająca
              rynek, będąca córką niemieckiego Towarzystwa Badań Konsumpcji, która wcześniej
              zapowiedziała wycofanie się Carrefoura, przewiduje w przyszłości dalsze
              przejęcia.[1]
              Ekspansja
              Pierwsze skrzypce w branży dużych sieci handlowych w największych wschodnich
              krajach Unii Europejskiej wciąż grają niemieckie koncerny. Motorem ich
              ekspansji na zagranicznych rynkach jest zastój w sferze konsumpcji w samych
              Niemczech. Niemieckie supermarkety, takie jak Metro, Rewe, Tengelmann, Lidl,
              przynoszą w Polsce, Słowenii czy na Węgrzech większe zyski niż w Niemczech.
              Cały niemiecki przemysł spożywczy znacznie skorzystał na rozszerzeniu Unii
              Europejskiej; eksport produktów mięsnych, mleczarskich, lecz także pieczywa i
              wypieków oraz słodyczy do nowych krajów członkowskich wzrasta w coraz szybszym
              tempie: w latach poprzedzających rozszerzenie, 1997-2003, wzrost eksportu
              wyniósł 31 procent, by potem w samym 2004 roku wynieść ponad 10 procent.[2] Z
              kolei producenci i handlowcy z nowych krajów członkowskich zamienili się w
              dostawców dla niemieckich koncernów - dostarczają głównie półproduktów
              przeznaczonych do dalszej obróbki, jak na przykład mleka w proszku. Jednym z
              najważniejszych dostawców jest przy tym Polska.
              Druga faza
              Niemieckie koncerny rozpoczęły w tym czasie drugą fazę swej ekspansji na
              Wschodzie. Jej celem są klienci uboższych krajów, takich jak Bułgaria, Rumunia
              czy Mołdawia oraz ogromne rynki Rosji i Ukrainy. Także tam niemieckie sieci
              handlowe mają nadzieję osiągnąć dominujące pozycje: "Niemieckie sieci spożywcze
              już tam są i dzięki swemu doświadczeniu mają duże szanse, by także tam należeć
              do zwycięzców".[3] Zagraniczne obroty koncernu Rewe (sklepy Penny i austriacka
              Billa), dzięki ekspansji w Bułgarii i Rumunii, zwiększają się z32 procent
              wszystkich obrotów do 50-60 procent.[4] Także największy niemiecki dom handlowy
              Metro zwiększył udział zagranicznych obrotów z 5 procent w 1998 roku do 52
              procent dziś.[5]
              Niemcy dają gazu
              Zacięta walka toczy się wciąż o rynek rosyjski, od dłuższego czasu
              najważniejszy cel niemieckiej ekspansji.[6] Niemieckie przedsiębiorstwa muszą
              tam konkurować z silnymi przeciwnikami, takimi jak francuska grupa Auchan i
              rosyjska Alfa. Koncern Metro, który do tej pory poprzez sieć hurtowni
              obsługiwał jedynie supermarkety, zwraca się teraz ku 144 milionom rosyjskich
              konsumentów i otwiera swój pierwszy dom handlowy w Moskwie. W przyszłości Metro
              chce otwierać w Rosji osiem do dziesięciu nowych sklepów rocznie.[7] Rewe
              wszedł niedawno na rosyjski rynek osiemnastoma sklepami Billa i planuje
              pokrywanie kolejnymi coraz większych połaci rosyjskiego terytorium. W samej
              Moskwie zamierza przejąć jeszcze w tym roku całą sieć supermarketów. Jak
              oznajmił szef Rewe Egner, "w Rosji (...) naprawdę dajemy teraz gazu".[8]
              [1] Julius Meinl finalisiert Rückzug aus Tschechien; Wirtschaftsblatt
              03.10.2005. Carrefour gibt in Tschechien auf; Handelsblatt 04.10.2005
              [2] EU-Osterweiterung hilft Ernährungsindustrie; Berliner Zeitung 30.09.2005
              [3] Die deutschen Händler profitieren von ihrem Erfahrungsvorsprung; Die Welt
              04.10.2005
              [4] Rewe expandiert in Osteuropa; Berliner Morgenpost 04.10.2005
              [5] "Wir verdienen jeden zweiten Euro im Ausland"; Frankfurter Allgemeine
              Sonntagszeitung 04.09.2005
              [6] Zobacz także: Pogłębiona kooperacja
              [7] Drittgrößter Händler der Welt forciert Expansion in Osteuropa. Metro
              umgarnt mit Real-Märkten russische Konsumenten; Handelsblatt 22.08.2005
              [8] Rewe will vor allem in Russland expandieren; Handelsblatt 13.09.2005
              • swantevit Irackie elity 16.10.05, 18:38
                BERLIN/WIESBADEN/BAGDAD(Relacja własna) - Przy pomocy programów partnerskich i
                systemu stypendiów niemieckie władze chcą przyciągnąć irackie elilty do swego
                kraju. Pomóc ma w tym także porozumienie o współpracy zawarte między
                Uniwersytetem w Marburgu a największą iracką uczelnią mieszczącą się w
                Bagdadzie. Ta druga chce w ten sposób uniknąć "jednostronnego związania"
                irackich studentów "z Ameryką". Z kolei zdaniem przedstawicieli Niemieckiej
                Centrali Wymiany Akademickiej (DAAD), odpowiedzialnej za koordynowanie
                współpracy, nadszedł już najwyższy czas, by Niemcy zaangażowały się w Iraku na
                obszarze polityki naukowej. Celem DAAD jest "możliwie szybkie tworzenie sieci
                Liderów Jutra ['Leaders of Tomorrow']".
                Jak zapowiedziała wicesekretarz DAAD, Dorothea Rüland, dwa lata po rzekomym
                zakończeniu wojny z Irakiem nastał najwyższy czas, by Niemcy znów zaangażowały
                się naukowo w Iraku. Stany Zjednoczone mają w tym obszarze sporą przewagę nad
                Niemcami. Północnoamerykański urząd ds. rozwoju od razu po upadku ostatniego
                niezależnego rządu w Iraku wyasygnował dwadzieścia milionów dolarów. Niemcy
                mają więc sporo do nadrobienia i stawiają na swym obrazie jako "siły
                pokojowej", która opowiedziała się przeciw wojnie w Iraku. Jak uważa serwis
                informacyjny Qantara.de, wspierany przez niemiecki MSZ i nakierowany na kraje
                arabskie, "wielu irackich uczonych woli pokojowo nastawione Niemcy" od USA[1].
                Niemieckim planom może sprzyjać fakt, że obecny generalny dyrektor irakijskiego
                ministerstwa edukacji, Sabah Al-Mussawy, studiował w Niemczech.
                Po niemiecku
                W tym świetle staje się zrozumiałe, dlaczego w przeciągu ostatnich dwóch lat w
                Niemczech gościło ponad 1400 irackich naukowców, studentów i praktykantów.
                DAAD, organizacja pośrednicząca w naukowych kontaktach międzynarodowych,
                zaprosiła sześćdziesięciu irackich pracowników naukowych na
                wielotygodniowe "szkoły zimowe" na wyższe uczelnie w Berlinie, Erlangen,
                Moguncji, Marburgu i Dortmundzie. Dalszych czterdziestu nauczycieli
                akademickich spędziło wiosną tego roku trzy miesiące na niemieckich
                uniwersytetach i politechnikach. Przy okazji wypracowany został przez niemiecką
                stronę między innymi model politycznego federalizmu zalecany jako wzór dla
                budowy porządku państwowego w Iraku.
                Poza tym czterdziestu sześciu studentów z Iraku pobiera dwuletnie stypendium
                DAAD przeznaczone na uzyskanie w Niemczech stopnia magistra. Iraccy doktoranci
                korzystają z wieloletnich stypendiów na kształcenie w Niemczech. Do tej pory
                wspierani byli przede wszystkim przedstawiciele nauk matematyczno-
                przyrodniczych, np. w obszarze chemii materiałowej, technologii energetycznych
                i komórkowych. W przyszłości mają być w Niemczech kształceni także humaniści,
                przedstawiciele nauk społecznych, politolodzy i germaniści. Specjalny program
                kształcenia irackich kadr akademickich, skierowany do szczególnie
                utalentowanych studentów ostatnich lat, finansowany jest bezpośrednio przez
                niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. W pierwszym roku nauki językiem
                wykładowym jest angielskim, od drugiego roku mówi się już po niemiecku.
                Koło zamachowe
                Na zaproszenie rządu Hesji spotkali się w kwietniu 2005 roku w Berlinie
                niemieccy politycy i naukowcy oraz przedstawiciele irackiego rządu i
                Uniwersytetu w Bagdadzie. Celem spotkania było omówienie "możliwości rozwoju
                stosunków niemiecko-irackich w sektorze naukowym". Przedstawiciele
                Iraku "podkreślali iracką gotowość do współpracy z Niemcami i Europą w zakresie
                kształcenia irackich kadr przywódczych". W ten sposób chcieliby oni
                uniknąć "jednostronnego związania z Ameryką", przedstawia stanowisko irackich
                gości Ministerstwo Nauki i Sztuki Hesji.[2] "Centralną rolę w tworzeniu
                stosunków iracko-niemieckich" ma odgrywać Uniwersytet Philippsa w Marburgu,
                który po berlińskim spotkaniu podpisał odpowiednią umowę o współpracy z
                Uniwersytetem Bagdadzkim.[3] Uczelnia ta, posiadająca 80 tysięcy studentów oraz
                6,5 tysiąca pracowników naukowych, jest największą i najbardziej znaczącą
                szkołą wyższą w Iraku i jedyną, na której naucza się języka niemieckiego.
                Z kolei marburski uniwersytet, mogący się pochwalić Instytutem Orientalistyki i
                wspieranym przez lokalny rząd powstającym Centrum Nauk Orientalnych, miałby
                dysponować zdaniem rządu Hesji najlepszymi warunkami do podjęcia się takiej
                współpracy. Podkreśla się przy tym szczególne kwalifikacje
                marburskiego "specjalisty od Iraku", profesora orientalistyki starożytnej,
                Wernera Sommerfelda. Marburg miałby także pośredniczyć w nawiązywaniu kontaktów
                z innymi niemieckimi uczelniami wyższymi, np. Politechniką w Darmstadt.
                Współpraca z Uniwersytetem Bagdadzkim ma zaowocować "przyciągnięciem do
                niemieckich programów stypendialnych" większej ilości studentów z Iraku. W ten
                sposób nauka mogłaby "stać się kołem zamachowym współpracy w zakresie rozwoju",
                deklaruje Sommerfeld.[4]
                "Nasz człowiek w Bagdadzie"
                "Specjalista od Iraku" profesor Walter Sommerfeld odgrywa centralną rolę w
                relacjach miedzy niemieckimi instytucjami a irackimi uczelniami. Na
                Uniwersytecie w Marburgu określany jest mianem "naszego człowieka w Bagdadzie".
                Według aktualnch doniesień prasowych Sommerfeld pozostaje wciąż prezesem dość
                dyskretnie działającego "Towarzystwa Niemiecko-Irackiego".[5] Zdaniem
                niemieckich mediów, od lat tworzy on "klimat przeciwko USA". Sommerfeldowi
                przypisuje się "udzielenie pomocy niemieckiemu przemysłowi przy wielu licznych
                okazjach w Iraku", i to w czasach, gdy otwarta współpraca gospodarcza z tym
                krajem była zabroniona na mocy embargo ONZ.[6]
                Niepokonany
                Powstające na Uniwersytecie w Marburgu Centrum Nauk Orientalnych ma stać się
                centralnym ośrodkiem niemieckich badań nad Irakiem i Bliskim Wschodem. W ten
                sposób Marburg miałby stać się "numerem jeden" w tej tematyce. Bliskie kontakty
                utrzymuje on także z Jordanią i Jemenem. Jemeński wiceminister kultury
                studiował właśnie w Marburgu. Sommerfeld podkreśla, że Uniwersytet Philippsa
                jest "właściwie niepokonany" na Półwyspie Arabskim.[7]
                [1] Hermann Horstkotte: Irakische Dozenten in Deutschland - Netzwerk für die
                Zukunft; www.qantara.de
                [2] Wissenschaftsbereich kommt im neuen Irak große Bedeutung zu;
                Pressemitteilung des Hessischen Ministeriums für Wissenschaft und Kunst
                11.04.2005
                [3] Kooperation mit der Universität Bagdad; Universitätsmagazin Marburg Juli
                2005
                [4] Hermann Horstkotte: Irakische Dozenten in Deutschland - Netzwerk für die
                Zukunft; www.qantara.de
                [5] Philipps-Universität spezialisiert sich auf Orientwissenschaft; Frankfurter
                Rundschau 31.08.2005
                [6] Burkhard Müller-Ullrich: Haltet den Dieb; Rheinischer Merkur 29.05.2003
                [7] Marburger Irak-Experte: Wir wuchern mit unseren Pfunden; Gießener Anzeiger
                03.09.2005
                • swarozyc Chorwacki precedens 23.10.05, 11:59
                  ZAGRZEB/WIEDEŃ/BERLIN(Relacja własna) - Chorwacja wypłaci odszkodowanie
                  Niemcom, którym po drugiej wojnie światowej odebrano majątek za kolaborację z
                  reżimem nazistowskim. Tak stanowi ujawnione niedawno porozumienie między
                  rządami Chorwacji i Austrii, które niedługo podpiszą parlamenty obu krajów.
                  Stosuje się ono do volksdeutchów przesiedlonych po wojnie do Austrii. Podobne
                  prawo, otwierające Austriakom dostęp do terytorium serbskiego, przygotowywane
                  jest obecnie przez rząd w Belgradzie. Na tym trendzie do przyznawania
                  odszkodowań korzysta także Berlin. Już w czerwcu ubiegłego roku rząd niemiecki
                  ogłosił zamiar uzyskania odszkodowań od Zagrzebia dla niemieckich wypędzonych.
                  Jak potwierdziła Nikola Mak, przedstawiciel niemieckojęzycznej mniejszości w
                  chorwackim parlamencie, posłowie chcą jeszcze w tym roku zatwierdzić
                  porozumienie między Austrią a Chorwacją.[1] Chorwacki rząd anulował w 1996 roku
                  powojenne wywłaszczenia, lecz jedynie w odniesieniu do Chorwatów. Trzy lata
                  później sąd konstytucyjny nakazał poszerzenie nowego prawa także na obywateli
                  innych narodowości. Po odpowiedniej nowelizacji w 2002 roku rządy Chorwacji i
                  Austrii rozpoczęły pracę nad bilateralnym porozumieniem, które zakończyły się w
                  kwietniu tego roku. Rząd Chorwacki już zatwierdził jego kształt, zgoda
                  austriackiej rady narodowej to tylko czysta formalność.
                  Wyłączeni spod sankcji
                  Wywłaszczenie volksdeutschów, do którego odnosi się nowe prawo, nastąpiło na
                  mocy dekretów AVNOJ, Antyfaszystowskiej Rada Wyzwolenia Narodowego Jugosławii,
                  sprawującej pod koniec wojny władzę państwową w tym kraju. Wydane przez AVNOJ
                  dekrety odpowiadają czechosłowackim dekretom Benesza. Podobnie jak one, odnoszą
                  się do kolaborantów i beneficjentów reżimu nazistowskiego, zaś wyłączają z
                  wywłaszczenia i przesiedlenia te osoby, które solidaryzowały się z uciskaną
                  ludnością na obszarze okupowanym lub działały w ruchu oporu. Jugosłowiańskie
                  prawo z 8 czerwca 1945 roku mówi: "Nie odbiera się praw obywatelskich i dobytku
                  tym obywatelom Jugosławii niemieckiej narodowości lub niemieckiego pochodzenia
                  lub o niemieckich nazwiskach", którzy "działali w narodowym ruchu wyzwolenia".
                  Także osoby, które "pomimo swej niemieckiej przynależności zawarli związek
                  małżeński z osobami jugosłowiańskiej narodowości lub żydowskiej (...) lub
                  jakiejkolwiej innej uznanej narodowości", nie zostały dotknięte sankcjami,
                  podobnie jak ci, którzy nie podpisali volkslisty.[2]
                  Interes Niemiec
                  Na nowych uregulowaniach skorzysta teraz cała reszta tych, którzy wówczas nie
                  zostali wyłączeni z wywłaszczenia i przesiedleń. Choć dokładne brzmienie
                  porozumienia trzymane jest jeszcze w tajemnicy, przedstawiciele austriackich
                  organizacji wypędzonych już teraz wzywają swoich członków "do zbierania
                  wszystkich koniecznych dokumentów i zaświadczeń".[3] Uprawnieni do roszczeń
                  odszkodowawczych są także potomkowie przesiedlonych. Mówi się o około
                  dziesięciu tysiącach wniosków, które mogą zostać złożone. Odnosi się to do
                  jedynie austriackich wypędzonych. Jendak także Włochy, które po drugiej wojnie
                  światowej przyjęły wielu przesiedlonych kolaborantów (tzw. "esuli"), prowadzą z
                  Chorwacją rozmowy o odszkodowaniach.[4] Na austriackim sukcesie w rokowaniach
                  najbardziej skorzystają jednak Niemcy. Sekretarz stanu w berlińskim
                  ministerstwie spraw zagranicznych Jürgen Chrobog oznajmił już w zeszłym
                  roku: "Rząd Niemiec poinformował chorwacki rząd, że jest zainteresowany
                  uzyskaniem odszkodowań dla niemieckich wypędzonych".[5]
                  Problemy z przełożeniem
                  Podobne do chorwackiego prawo o odszkodowaniach za powojenne wywłaszczenia
                  przygotowuje dziś Serbia. Rząd w Belgradzie przygotował "rozporządzenie o
                  zameldowaniu i ewidencjonowaniu wywłaszczonego majątku", które na początku
                  czerwca weszło w życie. Wymaga ono, by wnioski odszkodowawcze zostały zgłoszone
                  do 30 czerwca 2006 roku. Nowe rozporządzenie ma umożliwić obliczenie całkowitej
                  sumy roszczeń. O losie złożonych wniosków roztrzygnąć ma inna ustawa,
                  przygotowywana w Belgradzie. Serbia jest trzecim krajem byłej Jugosławii, który
                  idzie na rękę byłym nazistowskim kolaborantom i beneficjentom reżimu. Jak
                  oznajmił w rozmowie z redakcją rzecznik austriackiego ministerstwa spraw
                  zagranicznych, Słowenia także już przygotowała prawny grunt pod
                  odszkodowania, "problemem jest tylko ich przełożenie na praktykę".
                  Polityka precedensów
                  Austriaccy zwolennicy rewizjonistycznej polityki postrzegają umowę między
                  Wiedniem a Zagrzebiem jako precedens, który mógłby znaleźć zastosowanie w
                  odniesieniu do innych krajów europejskich. Tekst porozumienia miałby
                  być "wzorcowy dla wielu innych krajów", uważa austriacki deputowany Norbert
                  Kapeller (Austriacka Partia Ludowa); szczególnie Czechy będą musiały jego
                  zdaniem zwrócić się w przyszłości ku "ciemnym stronom" swej historii.[6]
                  Żądania austriackiego rządu okazują się być nad wyraz przydatne dla
                  przeforsowania niemieckich postulatów. "Zarówno obecny, jak i wszystkie
                  wcześniejsze rządy Niemiec" - czytamy w oświadczeniu odchodzącego rządu
                  czerwono-zielonej koalicji - "zawsze uznawały wywłaszczenie i wypędzenie
                  Niemców z byłej Czechosłowacji na podstawie dekretów Benesza za niezgodną z
                  prawem międzynarodowym niesprawiedliwość".[7] Nic nie wskazuje na to, by
                  przyszły rząd Niemiec miał odstąpić od tej reguły.
                  [1] Kroatien will nach Österreich geflüchtete Donauschwaben entschädigen; Der
                  Standard 18.10.2005
                  [2] Auslegung vom 8. Juni 1945 zu Art. 1, Pkt. 2, des am 21. Novemher 1944
                  erlassenen AVNOJ-Beschlusses. Sl. List DFJ I/1945, Nr.39, Pos. 347
                  [3] Entschädigungsabkommen mit Kroatien in Reichweite gerückt; Pressemitteilung
                  des Verbands der Volksdeutschen Landsmannschaften Österreichs 18.05.2005
                  [4] Zobacz także: Między młotem a kowadłem
                  [5] Presseerklärung der Präsidentin des Bundes der Vertriebenen (BdV), Erika
                  Steinbach; 06.08.2004
                  [6] Kroatien will nach Österreich geflüchtete Donauschwaben entschädigen; Der
                  Standard 18.10.2005
                  [7] Bury, Hans Martin: Antwort der Bundesregierung auf die schriftlichen Fragen
                  des Abgeordneten Erwin Marschewski, 26.11.2002
                  • swantevit Nowy wasal Niemiec 07.11.05, 20:36
                    BELGRAD/PRISTINA/BERLIN(Relacja własna) - Krótko przed rozpoczęciem rozmów na
                    temat odłączenia Kosowa od Serbii rząd niemiecki postanowił wesprzeć tę serbską
                    prowincję poprzez pomoc gospodarczą. Wsparcie tego regionu zostało
                    zagwarantowane w memorandum wydanym przez admistrację ONZ-owską. Niemiecki
                    wkład przewidziano na 22,5 miliona euro. W ten sposób Berlin podtrzymuje
                    strumień pieniędzy płynący nieustannie do Kosowa. Od ataku na Jugosławię w 1999
                    roku wyniósł on już w sumie 150 milionów euro. Zarówno Berlin, jak i niemieccy
                    przedstawiciele w ONZ-owskiej administracji, wspierają separatystyczne dążenia
                    Kosowa. Rozpoczynające się właśnie rozmowy nad dalszymi losami prowincji
                    zakończą się najprawdopodobniej decyzją o jej całkowitym odłączeniu się od
                    Serbii. Bez problemu można także znaleźć wypowiedzi niemieckich polityków,
                    jednoznacznie przychylnie odnoszące się do pomysłu stworzenia "Wielkiej
                    Albanii", składającej się z Kosowa, Albanii i części Macedonii. Wielkoalbańscy
                    nacjonaliści, zrzeszeni w paramilitarne związki istniejące w wielu krajach
                    regionu, przygotowują się do zbrojnego wsparcia interesów Kosowa.
                    Memorandum, na podstawie którego Kosowo otrzyma 22,5 miliona euro przeznaczone
                    przede wszystkim na sektor energetyczny, zostało podpisane 21 października
                    przez przedstawicielkę niemieckiego Ministerstwa Rozwoju i niemieckiego
                    kierownika administracji gospodarczej kosowskiego protektoratu, Joachima
                    Rückera (SPD). Jego stanowisko odpowiada faktycznie funkcji kosowskiego
                    ministra gospodarki. Rücker przejął tę posadę w styczniu tego roku od innego
                    Niemca, Nikolausa Grafa Lambsdorffa.[1] Wcześniej, w latach 1979-1991, pracował
                    on w sztabie planistycznym i departamencie finansów niemieckiego MSZ-u.
                    Niemieckiemu rządowi udało się obsadzić Niemcami wiele kluczowych stanowisk w
                    ONZ-owskiej administracji prowincji.[2] Do zadań pozostającego pod niemieckim
                    wpływem Urzędu Gospodarki należy m.in. prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych
                    i zarządzanie surowcami naturalnymi.
                    Systematyczne działania
                    Niemieckie wsparcie dla sektora energetycznego Kosowa wpasowuje się w nurt
                    wieloletnich działań, dążących do oddzielenia prowincji od Serbii. Już przed
                    trzema laty ówczesny najwyższy szef ONZ-owskiej administracji w Kosowie,
                    Niemiec Michael Steiner, zakwestionował oficjalnie integralność terytorialną
                    Jugosławii (dziś Serbii i Czarnogóry) [3], występując w ten sposób przeciw
                    Rezolucji ONZ nr 1244 [4]. Po zamieszkach z marca 2004 roku zarzucono
                    Bundeswerze niewystarczającą ochronę serbskiej ludności prowinicji i
                    przyczynianie się w ten sposób do zwiększania presji na tę mniejszość etniczną.
                    [5] Od początku roku posłowie wszystkich największych partii niemieckich
                    nawołują do secesji Kosowa.[6]
                    Bez weto, bez zerwania
                    Odchodzący minister obrony Niemiec, Peter Struck, przewiduje, że decyzja o
                    sposobie oddzielenia się Kosowa od Serbii zapadnie w ciagu najbliższych sześciu
                    miesięcy [7]; prawdopodobne jest zwiększenie autonomii prowincji po etapie
                    protektoratu Narodów Zjednoczonych, który miałby zostać utrzymany jeszcze na
                    wiele lat. Rozmowy, które mają się rozpocząć na początku listopada, nie
                    pozostawiają Belgradowi możliwości zachowania swej integralności terytorialnej,
                    zagwarantowanej mu przez Rezolucję ONZ nr 1244. Za "główną zasadę" pertraktacji
                    uznano brak prawa weta oraz brak możliwości zerwania rozmów przez którąkolwiek
                    ze stron.[8]
                    Otwarta kwestia
                    Tymczasem wielkoalbańscy nacjonaliści rosną w siłę i wzmażają swą aktywność. W
                    Kosowie albańskie ugrupowania paramilitarne starają się wpłynąć na kierunek
                    rozmów. Ich ataki przyniosły już wiele ofiar śmiertelnych. Jednocześnie
                    albańscy nacjonaliści w Macedonii wykorzystują zawarte pod naciskiem Niemiec
                    porozumienie z Ohrid [9], by propagować przy użyciu wielkoalbańskiej symboliki
                    oddzielenie części Macedonii i połączenie jej z Albanią i Kosowem. Także tutaj
                    dochodzi już do powstawania pierwszych ugrupowań terrorystycznych i pierwszych
                    ataków bombowych.[10] Wielkoalbańscy nacjonaliści czują się wspierani przez
                    wypowiedzi wielu niemieckich polityków, wyrażających zrozumienie dla ich
                    problemów. Do najbardziej znanych należy oświadczenie odchodzącego ministra
                    spraw zagraniczncych Joschki Fischera, który w obliczu fali aktów przemocy w
                    marcu 2001 roku uznał, że "kwestia albańska pozostaje wciąż otwarta".[11]
                    Wielka Albania
                    "Wielka Albania" pojawiła się na mapie Europy w 1941 roku jako niemieckie
                    państwo wasalne; III Rzesza chciała zabezpieczyć sobie w ten sposób bezpośredni
                    dostęp do surowców naturalnych w Kosowie. Wielka Albania rozpadła się po
                    wycofaniu się Niemiec i ich włoskich sprzymierzeńców.
                    [1] Lambsdorff ist inzwischen Referatsleiter für Öffentlichkeitsarbeit im
                    Auswärtigen Amt.
                    [2] Zobacz także: Polityczne bodźce
                    [3] Zobacz także: Deutscher Verwalter stellt territoriale Integrität
                    Jugoslawiens in Frage
                    [4] Zobacz także: Berliner Beute i Nationbuilding
                    [5] Zobacz także: Model
                    [6] Zobacz także: Kraik bez statusu
                    [7] Beginn Status-Gespräche: Anfang November; Handelsblatt 22.10.2005
                    [8] Griprinzipien für Kosovo-Verhandlungen stehen fest. Laut Zeitungsbericht
                    kein Vetorecht vorgesehen; Der Standard 28.10.2005
                    [9] Zobacz także: Zum Scheitern verurteilt, Entweder - Oder i Rutynowe ćwiczenia
                    [10] Decentralisation in the Republic of Macedonia; SWP Berlin, Working paper
                    FG 2, September 2005
                    [11] Keine Aussicht auf Waffenstillstand in Tetovo. Fischer: Die albanische
                    Frage ist offen; Frankfurter Allgemeine Zeitung 22.03.2001
                    • swantevit Gdzie jest Haydar Zammar? 04.12.05, 22:17
                      DAMASZEK/BERLIN/TEHERAN(Relacja własna) - Po oskarżeniach o pośrednie
                      wspieranie wojny w Iraku nowy niemiecki minister spraw zagranicznych musi
                      stawić czoła kolejnym zarzutom - tym razem o tolerowanie tortur, których ofiarą
                      miał paść niemiecki obywatel. Pochodzący z Hamburga Haydar Zammar został
                      uprowadzony w grudniu 2001 roku do Damaszku, a tam na rozkaz amerykańskich
                      służb poddany torturom. W listopadzie 2002 roku do syryjskiego więzienia, w
                      którym był przetrzymywany, udali się przedstawiciele niemieckich urzędów:
                      Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA), Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV) i
                      Federalnych Służb Informacyjnych (BND), zajmujących się wywiadem zagranicznym.
                      Celem ich wyprawy nie było jednak uwolnienie uprowadzonego Zammara, lecz
                      przesłuchanie go, za zgodą jego oprawców. Tuż po tym został on znów
                      pozostawiony sam sobie. Nie wiadomo, czy Haydar Zammar, Niemiec syryjskiego
                      pochodzenia, jeszcze żyje. Skierowaną przeciw niemu operację nadzorował szef
                      berlińskiego Urzędu Kanclerskiego Frank-Walter Steinmeier, od kilku dni
                      urzędujący niemiecki minister spraw zagranicznych.
                      O operacji niemieckich służb specjalnych w Damaszku poinformowała 16
                      września "Süddeutsche Zeitung", lecz wiadomość ta przeszła bez echa [1],
                      podobnie jak doniesienia german-foreign-policy.com z 5 listopada, opierające
                      się na informacjach z kręgów służb bezpieczeństwa.[2] Także po ujawnieniu
                      kolejnych szczegółów [3] wiodące agencje prasowe wciąż unikają wskazania
                      odpowiedzialnych za ten incydent - przede wszystkim byłego szefa Urzędu
                      Kanclerskiego Franka-Waltera Steinmeiera.
                      Zaginiony
                      W kluczowym momencie Steinmeier sprawował nadzór nad wszystkimi służbami
                      wywiadowczymi i wydawał zgody na tajne operacje. O tym, że Steinmeier nie
                      podjął żadnych działań w celu udzielenia torturowanemu jakiejkolwiek pomocy,
                      świadczyć może fakt, że Zammar oficjalnie uznawany jest wciąż za "zaginionego".
                      Nawet ewentualne wprowadzenie w błąd Steinmeiera przez podległego mu
                      koordynatora ds. służb specjalnych Uhrlaua niczego by nie tłumaczyło - jako
                      osoba podejmująca decyzję ponosi on pełną odpowiedzialność za wydarzenia.
                      Attache
                      Nie tylko Urząd Kanclerski jest oskarżany o odpowiedzialność za los Zammara.
                      Także Ministerstwo Spraw Zagranicznych, wymigujące się od odpowiedzialności
                      przy pomocy podejrzanych wymówek, ściąga na siebie podejrzenie o celowe
                      niedopełnienie swych obowiązków. Oświadczenie wydane przez niemiecki MSZ głosi,
                      że próbowano uzyskać zgodę na odwiedziny w syryjskim więzieniu, lecz nie
                      uzyskano niezbędnego zezwolenia - tak jakby chciano zapobiec torturom poprzez
                      zapytania ze strony ambasady. MSZ nie wspomina nic o tym, że w swoim syryjskim
                      przedstawicielstwie zatrudnia osoby cieszące się dobrymi stosunkami z kręgami
                      syryjskiego aparatu represji. "Gdyby jakiś niemiecki przedstawiciel służb
                      specjalnych stwierdził, że nie był informowany o znanych zarzutach stosowania
                      tortur przez syryjskie urzędy, to byłby całkowicie niewiarygodny", uważa
                      niemieckie amnesty international (ai).[4] Ta opinia znajduje potwierdzenie w
                      niemieckiej ambasadzie. Na wytwornej ulicy Damaszku, Riad-Street, widuje się
                      niemieckich urzędników, określanych mianem "attache", którzy jednak
                      niekoniecznie należą do personelu dyplomatycznego. Co wiedzą oni o losie
                      Haydara Zammara? Dlaczego nie starali się wpłynąć na zaprzestanie tortur?
                      Zwolniony
                      Odpowiedzi na te pytania mógłby być może udzielić nadkomisarz Ralph Trede z
                      Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKE), także udającego, że nie wie nic o losie
                      syryjskiego Niemca. Jednak w rzeczywistości BKE jest świetnie poinformowany o
                      fakcie torturowania Zammara - dzięki Ralphowi Trede.[5] Uczestniczył on w
                      tajnej operacji przesłuchania podejrzewanego islamisty w Damaszku. Po powrocie
                      poinformował pisemnie swego przełożonego, że widział ślady tortur i podejrzewa
                      stosowanie elektrowstrząsów. Niedługo później został on zwolniony ze służby,
                      rzekomo ze względu na zbyt duży rachunek telefoniczny w swym biurze w Bejrucie.
                      Nie milkną podejrzenia, że prawdziwą przyczyną była próba wyciszenia sprawy
                      przez szefa BKA Jörga Ziercka. On także należy do grona decydentów, którzy
                      spotkali się w Urzędzie Kanclerskim u Steinmeiera, by zapoznać się ze
                      szczegółami tajnej operacji służb w Damaszku. Co wiedzą oni o współpracy z
                      syryjskim aparatem represji?
                      Konkurencja
                      Od czasu wielokrotnych przypadków uprowadzenia obywateli Kanady [6] powszechnie
                      znany jest fakt wykorzystywania syryjskich więzień przez zachodnie służby
                      specjalne do wykonywania "brudnej roboty". W znanym przypadku Abdullaha
                      Almakiego prawdopodobni zleceniodawcy przybyli ze Stanów Zjednoczonych do
                      Damaszku, by w ostatniej chwili zmienić treść protokołu przesłuchania, syryjska
                      inkwizycja wydobyła bowiem "złe" zeznania. Współpraca obu krajów wydaje się
                      stać w sprzeczności z oficjalną polityką USA i Syrii, jednak służy wspólnym
                      interesom na Bliskim Wschodzie. Obie strony zasadniczo dbają o zachowanie
                      istniejącego status quo i obawiają się wybuchu islamskich zamieszek,
                      jednocześnie konkurując o dostęp do surowców naturalnych i podział stref wpływu.
                      [1] Fahndung mit Fallstricken; Süddeutsche Zeitung 16.09.2005
                      [2] Zobacz także: Berlin schweigt
                      [3] Der vergessene Gefangene; Der Spiegel 21.11.2005
                      [4] ai-Nahost-Expertin Ruth Jüttner im Gespräch mit dieser Redaktion
                      [5] Fahndung mit Fallstricken; Süddeutsche Zeitung 16.09.2005
                      [6] Amnesty International Canada:
                      www.amnesty.ca/take_action/actions/canada_foreign_detention.php
                      • swarozyc Filmowy bezmiar 23.12.05, 23:40
                        BERLIN/DREZNO(Relacja własna) - W okresie przedświątecznym niemiecka telewizja
                        publiczna prezentuje serię rewizjonistycznych filmów, wybielających obraz
                        historii. W najlepszym czasie antenowym w sobotę 10 listopada kanał ARD
                        wyemitował epos wojenny, opisujący bohaterską walkę o przetrwanie, jaką musiał
                        stoczyć niemiecki jeniec wojenny pojmany przez Sowietów ("Jak daleko poniosą
                        stopy"). Już pod koniec listopada ARD zaprezentowała wieloodcinkowy serial
                        opowiadający o ciężkim losie właścicieli farmy w byłej niemieckiej kolonii w
                        Afryce, oczywiście bardzo życzliwie traktujących swych czarnych lokai
                        ("Bezkresny horyzont"). Na niemieckich widzów czeka jeszcze film akcji,
                        opowiadający o nieustępliwym pędzie do nowych odkryć niemieckich geologów,
                        którzy z czystej żądzy poznania eksplorują obce kontynenty. Realizowane kosztem
                        wielomilionowych budżetów produkcje telewizyjne mają jedną cechę wspólną:
                        schematyczne i konsekwentne przewartościowywanie historii niemieckiej ekspansji
                        i jej konsekwencji.
                        Wyemitowany w poprzednią sobotę film wojenny, charakterystyczny dla nowego
                        trendu w niemieckiej telewizji, cieszył się wysoką oglądalnością niemieckich
                        telewidzów. Opowiada on o żelaznej woli przetrwania pojmanego przez Rosjan
                        Forella, byłego niemieckiego żołnierza, uciekającego od barbarzyńskich
                        strażników i wyruszającego na beznadziejną eskapadę przez nieludzką Syberię.
                        Forella utrzymuje przy życiu tylko chęć zobaczenia swojej małej córki i żony, z
                        którymi rozłączył ich nieszczęśliwy los w postaci II wojny światowej.[1] By
                        uniknąć kary 25 lat sowieckiego więzienia, Forell udaje się w samotną wędrówkę
                        przez Syberię, w której musi sobie radzić z czającymi się na każdym rogu
                        rosyjskimi mordercami, oszustami i pijakami, ale przede wszystkim z okrutną
                        naturą.
                        Pierwotna natura
                        W konfrontacji z bezwzględną naturą, atakującą to poprzez burze śnieżne, to
                        poprzez palący upał, bohater filmu, zmuszony do walki o przeżycie, sam odbiera
                        siebie jako część otaczającej go natury, bezwzględnej i pierwotnej. Po latach
                        szaleńczej wędrówki udaje mu się uciec od prześladowców i wrócić do swojej
                        ojczyzny - zniszczonej idylli, którą z nowymi siłami i zdecydowaniem zaczyna
                        odbudowywać.
                        Walka o przeżycie
                        Do czołowych tematów współczesnego niemieckiego rewizjonizmu filmowego należą
                        wielkość natury, jej budujące piękno i niszcząca samowola. Schematy te są
                        zbliżone do panujących w kinematografii z czasów III Rzeszy. Podczas gdy
                        więzień wojenny Forell zmuszony zostaje do zmierzenia się z rosyjską
                        przestrzenią, by ją w końcu pokonać, co nie udało się Wehrmachtowi,
                        przedsiębiorcza Lilly z Hannoveru ulega niejasnemu wezwaniu afrykańskiego
                        bezmiaru i przejmuje kolonialny spadek z czasów cesarskich ("Bezkresny
                        horyzont"). Lilly nieustraszenie kontynuuje dzieło swojego zmarłego ojca,
                        pracując na nękanej długimi okresami suszy farmie w Namibii. Ojciec jej zmarł
                        po "wyniszczającej walce o przetrwanie" toczonej z bezwzględnymi siłami
                        przyrody.[2]
                        Wytęskniony cel
                        Również w Afryce rozgrywa się akcja "komedii", którą wyemitował tydzień temu
                        drugi kanał niemieckiej telewizji, ZDF. Prezentuje on po raz kolejny bohaterską
                        walkę o przetrwanie swoich dzielnych bohaterów: "bardzo niemieckich ludzi
                        daleko od ojczyzny", konfrontowanych z "tylko pozornie idylliczną naturą" ("Raz
                        tak jak ja chcę").[3] Także tutaj bohater ucieka - choć tylko wewnętrznie -
                        wycofując się z prawdziwego życia na afrykańską wieś, gdzie próbuje żyć,
                        hodując strusie. Afrykańska natura pokazuje tu swoją prawdziwą stronę, jakże
                        odmienną od bezwzględnych syberyjskich warunków, z którym miał do czynienia
                        Forell. Obie produkcje, choć jedna okrutna, druga przesłodzona, odzwierciedlają
                        jednak przedmiot niemieckich tęsknot - naturalny bezmiar przestrzeni,
                        przypominający o owianym złą sławą "Lebensraumie".
                        Ekspansja
                        Kolejna świąteczna opowieść stacji WDR, przedstawiająca chwalebną pracę
                        niemieckich geologów w bogatej w surowce Afryce czasów kolonijnych, dowodzi
                        tezy, że egzotyczne miejsca akcji niemieckich filmów odpowiadają aktualnemu
                        pędowi Niemiec do światowej ekspansji.
                        [1] Zobacz także: Deutsche Kulturpolitik: Wiederkehr des Vergangenen
                        [2] www.outbackafrica.de/blog/?item=endloser-horizont-in-namibia
                        [3] Keiner kann aus seiner Haut. Gedanken zum Film aus der Sicht der
                        Regisseurin; zdf. unterhaltung und kultur, www.zdf.de
                        • beatrix13 Re: Filmowy bezmiar 23.12.05, 23:47
                          tak sam ze sobą?
                          to niezdrowo
                          • swarozyc Re: Filmowy bezmiar 23.12.05, 23:49
                            przeciez nie rozmawiam, tylko wszczynam..
                            • beatrix13 Re: Filmowy bezmiar 23.12.05, 23:53
                              inicjujesz innymi słowy
                              • swarozyc Re: Filmowy bezmiar 23.12.05, 23:54
                                widze Beatrice ze zaczynasz mnie rozumiec..
                                • beatrix13 Re: Filmowy bezmiar 23.12.05, 23:58
                                  rozumiem,ale teraz idę w rozgrzewającej kąpieli się zanurzyć
                                  • swantevit nie bedzie dzieci niemiec nam germanil? 28.12.05, 11:40
                                    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3084887.html
                                    • swantevit Nasi ludzie w Bagdadzie 17.01.06, 20:16
                                      BERLIN/BAGDAD(Relacja własna) - Wbrew deklaracjom rządowym Niemcy wzięły
                                      aktywny udział w wojnie w Iraku, łamiąc w ten sposób po raz wtóry w przeciągu
                                      kilku lat Konwencje ONZ-u. Podobnie jak w przypadku niezgodnego z prawem
                                      międzynarodowym bombardowania Jugosławii, także tym razem złamanie
                                      międzynarodowych uzgodnień i niemieckiej konstytucji nastąpiło pod rządami
                                      Schrödera i Fischera. Fakt bezpośredniego zaangażowania agentów niemieckiego
                                      wywiadu w działania w Iraku potwierdził były szef Federalnych Służb
                                      Wywiadowczych (BND), August Hanning, obecny sekretarz stanu w Ministerstwie
                                      Spraw Wewnętrznych. Współpraca niemieckich służb z amerykańskim wywiadem ma już
                                      wieloletnią tradycję i opiera się na cennych kontaktach Niemców w krajach
                                      arabskich. Jak oceniają eksperci od służb specjalnych, niemiecki wywiad na
                                      Półwyspie Arabskim przewyższa możliwości innych partnerskich służb. Wyjątkowość
                                      pozycji BND opiera się na tradycji sięgającej jeszcze I wojny światowej.
                                      Obejmuje ona nie tylko Irak, lecz także Syrię, inny obiekt zachodnich pogróżek.
                                      Niemieckie służby przyznały się do wspomagania amerykańskich wojsk podczas
                                      inwazji na Irak. Udzielana przez niemiecki wywiad pomoc polegała na wskazywaniu
                                      obiektów nadających się na cele bombardowania i oddzielaniu ich od obiektów,
                                      które powinny zostać uchronione. Dziś osoby odpowiedzialne za te operacje
                                      próbują usprawiedliwiać się, że chodziło przy tym o rodzaj humanitarnego
                                      doprecyzowywania celów. Jednak według doniesień niemieckich mediów, niemieccy
                                      agenci w Bagdadzie udzielali nie tylko pośredniej pomocy, lecz wprost
                                      wskazywali na cele, które powinny zostać zbombardowane. Szczególnie ciężki jest
                                      zarzut o pomoc w przygotowywaniu nieudanego zamachu na ówczesnego prezydenta
                                      Iraku, Saddama Husajna. Niemieccy agenci mieli także przekazywać wojskom
                                      amerykańskim poprzez centralę BND informacje o ruchach i wielkości oddziałów
                                      irackich oraz miejscach obrony.[1] Jak już przed wieloma miesiącami donosiły
                                      amerykańskie źródła, niemiecki wywiad współpracował z amerykańskim już na
                                      etapie przygotowywania ataku, dostarczając informacji, które miały go
                                      legitymizować przed opinią międzynarodową. W ten sposób BND miała się w
                                      znacznym stopniu przyczynić do oszukania Zgromadzenia Ogólnego ONZ.[2] Pomimo
                                      tych zarzutów osoby odpowiedzialne za te działania wciąż zajmują czołowe
                                      pozycje w państwie i pracują dziś w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, jak
                                      August Hannig, bądź w kierownictwie wywiadu (Ernst Uhrlau, wówczas koordynator
                                      ds. służb specjalnych w Urzędzie Kanclerskim), lub też w Ministerstwie Spraw
                                      Zagranicznych (Frank-Walter Steinmeier, wówczas pełnomocnik rządu ds. służb
                                      wywiadowczych).[3]
                                      Jak stosować gazy bojowe
                                      Informacje, w których posiadaniu był niemiecki wywiad, zawdzięczały swą
                                      wyjątkowość wieloletniej tradycji ścisłej współpracy niemieckich służb z rządem
                                      irackim. Według nigdy nie zdementowanych doniesień, były szef BND i późniejszy
                                      minister spraw zagranicznych, Klaus Kinkel, już w 1979 roku rozpoczął szkolenie
                                      w Niemczech irackich agentów, zaś rządowi w Bagdadzie przekazywał dane osobowe
                                      irackich opozycjonistów.[4] Później Kinkel zaoferował Irakowi dostawy broni i
                                      kształcenie irackich policjantów.[5] Kierowana przez BND firma Telemit
                                      wyeksportowała sprzęt wojskowy wartości 100 milionów marek do Iraku; ponad
                                      połowa zagranicznych przedsiębiorstw, które w latach 80-tych dostarczały do
                                      Iraku uzbrojenie, pochodziła z Niemiec.[6] Iraccy policjanci byli szkoleni w
                                      roku 1982 na terenie Republiki Federalnej; uczono ich m.in. "wykorzystywania
                                      różnych rodzajów gazów bojowych".[7]
                                      Ostrożnie
                                      Jak ocenia specjalista od służb specjalnych, Erich Schmidt-Eenboom, w rozmowie
                                      z german-foreign-policy.com, niemiecki wywiad "w świecie arabskim miał zawsze
                                      lepsze kontakty operacyjne niż Amerykanie czy konkurenci europejscy".[8] Ta
                                      sieć kontaktów obejmuje także Syrię, w której stolicy BND założyła w roku 1989
                                      swą legalną rezydenturę. Jak mówi Schmidt-Eenboom, po ostatnim ataku Amerykanów
                                      na Irak, w Syrii zaczęto z ostrożnością spoglądać na działalność Niemców w tym
                                      kraju, co jednak nie przeszkodziło w przeprowadzeniu w Damaszku wymagającej
                                      wzajemnego zaufania operacji poddania przesłuchaniu i torturom Niemca Haydara
                                      Zammara. Uprowadzony i przetrzymywany w syryjskim więzieniu, został on w 2002
                                      roku przesłuchany przez niemieckie służby specjalne.
                                      "Doradca do spraw żydowskich"
                                      Współpraca niemieckiego wywiadu z Damaszkiem sięga wstecz lat 50-tych. Wówczas
                                      były oficer SS, Alois Brunner, odpowiedzialny pośrednio za mord na europejskich
                                      Żydach, uciekł przy wsparciu szefa niemieckiego wywiadu, Reinharda Gehlena, do
                                      Syrii, unikając w ten sposób czekającego go procesu. Tam zaczął działać jako
                                      ekspert wywiadu na Bliskim Wschodzie. Uczestniczył także w tworzeniu egipskich
                                      służb specjalnych.[9] W Syrii uchodził przez jakiś czas za "doradcę do spraw
                                      żydowskich".[10]
                                      Z kraju do kraju
                                      Osadzenie Brunnera w bliskowschodnim rejonie działań przypieczętowało etap
                                      wprowadzania niemieckich współpracowników służb specjalnych do prawie
                                      wszystkich krajów arabskich. Przez długi czas praca w Bagdadzie uchodziła za
                                      trudną i wymagającą. Wynikało to z tego, że ówczesny reżim iracki działał
                                      bardziej świadomie niż syryjski i potrafił wykorzystywać do swych celów walkę
                                      systemową między blokiem sowieckim a Zachodem; przez długi czas służby
                                      wywiadowcze obu państw niemieckich działały w Iraku równolegle, trzymając się
                                      nawzajem w szachu. Gdy tylko działalność BND w stolicy irackiej musiała zostać
                                      ograniczona lub całkowicie zaniechana, niemieckie agencje wywiadowcze
                                      wycofywały się m.in. do Afganistanu. Podobnie stało się podczas ostatniej
                                      okupacji Iraku. Nieustanny przepływ agentów między Bagdadem a Kabulem stał się
                                      już legendą w środowiskach służb specjalnych, która pewnie jeszcze urośnie pod
                                      wpływem ostatnio ujawnionych wydarzeń.
                                      Kosztowna pomyłka
                                      Fałszywy obraz niemieckiej polityki zagranicznej, opartej na altruistycznym
                                      niesieniu pokoju, wciąż jest żywy w arabskich krajach. Dowodzi tego udaremniona
                                      przez porwanie próba wykorzystania rzekomej archeolog Susanne Osthoff do
                                      działań wywiadowczych w Iraku.[11] Utrzymywanie się tego mitu pozwoliło
                                      niemieckiemu wywiadowi zatrzeć prawdziwy charakter działań pani Osthoff. O
                                      wiele poważniejsze konsekwencje miało jednak przeoczenie przez Irakijczyków
                                      faktu, że do tej pory przyjaźnie z nimi współpracujący wywiad niemiecki
                                      pozostawił w Iraku w przeddzień amerykańskiej inwazji dwójkę swoich agentów. Ta
                                      pomyłka okazała się bardzo kosztowna.
                                      [1] Kampfhilfen aus Pullach; Süddeutsche Zeitung 13.01.2006. BND meldete den
                                      Amerikanern auch Truppenbewegungen; Spiegel Online 14.01.2006
                                      [2] Zobacz także: Bloßgestellt
                                      [3] Zobacz także: Straflosigkeit und Eskalation
                                      [4] Bundestags-Drucksache 13/4374 vom 17.04.1996
                                      [5] Erich Schmidt-Eenboom: Schnüffler ohne Nase. Der BND - die unheimliche
                                      Macht im Staate, Düsseldorf 1993
                                      [6] Zobacz także: Deutschland: Bedeutendster Waffenlieferant des Irak
                                      i "Gängige Kaliber
                                      [7] Der Exportweltmeister als Todeshändler. Die Beteiligung der Bundesrepublik
                                      an der Aufrüstung des Irak; epd-Entwicklungspolitik 15/2002
                                      [8] Zobacz także: Interview mit Erich Schmidt-Eenboom
                                      [9] Zobacz także: Ankerland
                                      [10] Georg Hafner, Esther Schapira: Die Akte Alois Brunner, Frankfurt am Main
                                      2000
                                      [11] Zobacz także: Rückzugsgebiet i Lügen
                                      • swantevit Połączone siły na Mistrzostwa Świata 24.01.06, 14:24
                                        BERLIN(Relacja własna) - Niemiecki minister spraw wewnętrznych, Wolfgang
                                        Schäuble, próbuje zapobiec powołaniu komisji śledczej w sprawie skandali
                                        związanych z Federalną Służbą Wywiadowczą (BND) i Federalnym Urzędem
                                        Kryminalnym (BKA). Wykorzystuje w tym celu zbliżające się Mistrzostwa Świata w
                                        piłce nożnej i nawołuje do połączenia "wszystkich sił" przy działaniach
                                        związanych z ochroną tej imprezy. Co to ma wspólnego z postulowaną komisją
                                        śledczą, która miałaby wyjaśnić kwestię zaangażowania niemieckich służb
                                        specjalnych w wojnę w Iraku? Otóż zdaniem Wolfganga Schäuble służbom nie
                                        powinno "się przeszkadzać, gdy pracują na rzecz bezpieczeństwa w Niemczech",
                                        jak wyjaśnił w artykule opublikowanym w bulwarowym "Bild am Sonntag". Plany
                                        dotyczące wykorzystania służb specjalnych do ochrony MŚ obejmują zarówno
                                        wykorzystanie samolotów wojskowych, jak i masowe sprawdzenie setek tysięcy
                                        osób, w co ma się włączyć m.in. berlińskie Wspólne Centrum Obrony
                                        Antyterrorystycznej (GTAZ). Działalność tej organizacji zmierza w kierunku
                                        złamania istniejącego do tej pory nakazu zachowania rozdziału między policją i
                                        służbami specjalnymi. Rząd niemiecki najprawdopodobniej zniesie wkrótce
                                        zupełnie ten rozdział.
                                        Droga meldunkowa
                                        Podczas najbliższych Mistrzostw Świata nad widzami krążyć będą nie tylko
                                        natowskie samoloty rozpoznawcze Awacs, o które zwróci się w najbliższych dniach
                                        minister obrony Franz Josef Jung.[1] Przybywający do Niemiec z całego świata
                                        fani sportu muszą się liczyć także z tym, że po drodze znajdą się na celowniku
                                        samolotów bojowych. Samoloty Awacs będą bowiem wspierane przez niemieckie
                                        myśliwce, przygotowane do zestrzeliwania na rozkaz podejrzanych samolotów.[2]
                                        Niemieckie siły powietrzne chcą wykorzystać MŚ do przetestowania nowych
                                        systemów monitorowania przestrzeni powietrznej oraz poszerzenia swego zasięgu
                                        działania. W tym celu obok dwóch dotychczasowych baz w Wittmundzie i Neuburgu
                                        nad Dunajem chcą zająć kolejne lotniska. Myśliwce odbywają loty próbne nad
                                        stadionami i w ich dalekim otoczeniu. Do codziennych ćwiczeń należy
                                        testowanie "drogi meldunkowej" do ministra obrony, który ma prawo wydać rozkaz
                                        zestrzelenia podejrzanego samolotu.[3]
                                        Zagrożenie dla bezpieczeństwa
                                        Także niemieckie służby bezpieczeństwa chcą poszerzyć swój obszar działań przy
                                        okazji Mistrzostw Świata. Przygotowano masowe sprawdzanie niemieckich obywateli
                                        na niespotykaną dotąd skalę. Po pierwszej próbie podczas "Confederations Cup" w
                                        ubiegłym roku, gdy kontroli poddano dziesiątki tysięcy osób, w najbliższych
                                        miesiącach zamierza się poddać sprawdzeniu 250 tysięcy osób zatrudnionych przy
                                        obsłudze MŚ. Dotyczy to zarówno pracowników ochrony, jak i sprzątających,
                                        sprzedawców kiełbasek oraz dziennikarzy. Kto zostanie zaklasyfikowany jako
                                        stanowiący "zagrożenie dla bezpieczeństwa", nie będzie mógł się zbliżać do
                                        stadionów i centralnych miejsc MŚ.[4]
                                        Centrala
                                        Koordynacją tych i innych działań zajmie się utworzone w grudniu 2004 roku
                                        Wspólne Centrum Obrony Antyterrorystycznej (GTAZ). Podczas Mistrzostw Świata
                                        przypadnie mu ważne zadanie analizowania i oceny dostarczanych materiałów.[5]
                                        GTAZ kierowane jest przez szefów niemieckich służb specjalnych: Federalnego
                                        Urzędu Kryminalnego (BKA) oraz Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV). Na
                                        Centrum składa się blisko 40 terenowych oddziałów, w tym także jednostki
                                        Federalnej Służby Wywiadowczej (BND), służb wojskowych MAD, policji, służb
                                        celnych i innych.[6]
                                        Nie tylko informacja
                                        Zasada współpracy różnych służb, na której oparta jest idea centrum
                                        antyterrorystycznego GTAZ, łamie ustalony dla Niemiec po II wojnie światowej
                                        rozdział policji i służb specjalnych, posiadający rangę zapisu konstytucyjnego.
                                        Został on wprowadzony jako konsekwencja doświadczeń z nazistowską tajną policją
                                        Gestapo. W przypadku nowej instytucji GTAZ rozdział policji i tajnych służb
                                        sprowadza się jedynie do odrębnych budynków, które zajmują poszczególne służby.
                                        Ich funkcjonariusze spotykają się jednak codziennie na naradach, służących nie
                                        tylko wymianie aktualnych informacji uzyskanych przez wywiad czy policję.
                                        Zdaniem niemieckiego MSW, ma to na celu "połączenie wymiany informacji w
                                        ustrukturyzowanej formie bezpośrednio z ustalaniem działań operacyjnych".[7]
                                        Instytucjonalne uregulowania
                                        Jak podsumowuje szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucjji, Heinz Fromm,
                                        jeszcze nigdy nie było w Niemczech tak ścisłej wymiany informacji między tak
                                        wieloma instytucjami: "Tutaj możliwe jest działanie pozbawione biurokracji."[8]
                                        Te jego zdaniem "wspaniałe warunki" powinny zostać wykorzystane do "szybkiego
                                        stworzenia" wspólnych baz danych, które mogłyby być wykorzystywane zarówno
                                        przez policję, jak i służby bezpieczeństwa. Działania prowadzące do tego
                                        zostały już podjęte. Rząd Niemiec zapowiedział prawne zalegitymizowanie tego
                                        stanu rzeczy. Do już dziś wykorzystywanych w GTAZ informacji należą także "dane
                                        służb policyjnych z innych krajów" oraz "informacje zagranicznych służb
                                        wywiadowczych".[9] Warunki do wykorzystywania informacji uzyskanych przy pomocy
                                        np. tortur zostały już więc instytucjonalnie stworzone. [10]
                                        [1] Nato behütet Fußball-WM; taz 19.01.2006
                                        [2] Zobacz także: Zivil-Militärischer Wachstumsmarkt i Homeland Security
                                        [3] Wenn die Donnervögel kreisen. Im Sommer sollen Kampfbomber die
                                        Weltmeisterschaft schützen - die Luftwaffe übt für den Ernstfall; Süddeutsche
                                        Zeitung 20.01.2006
                                        [4] Offensive Abwehr; Tagesspiegel 06.01.2006
                                        [5] Neubau für die Terrorabwehr in Treptow angekündigt; Die Welt 16.07.2005
                                        [6] Zobacz także: Eurosicherheitshauptamt (ESHA) i Zentralbehörden für die
                                        Machtentfaltung
                                        [7] Gemeinsames Terrorismusabwehrzentrum; www.bmi.bund.de
                                        [8] Ortstermin im Gemeinsamen Terrorabwehrzentrum in Berlin. "Exzellente
                                        Bedingungen für Informationsaustausch"; www.gdp.de 12.10.2005
                                        [9] Schily: GTAZ bringt Sicherheitsbehörden im Kampf gegen den Terror
                                        entscheidend voran; www.bmi.bund.de 08.08.2005
                                        [10] Zobacz także: Die Folterer, Zurück blieben Tote, "Abgrundtiefe
                                        Doppelzüngigkeit" i Interview mit Sabine Leutheusser-Schnarrenberger
                                        • swantevit Z perspektywy sprawców 20.02.06, 22:40
                                          BONN/BERLIN/PRAGA(Relacja własna) - Hermann Schäfer, jeden z prominentów
                                          popierających budowę Centrum Przeciw Wypędzeniom, objął funkcję szefa Urzędu
                                          Kultury u boku kanclerza Niemiec. Ma się on zajmować m.in. koordynacją spraw
                                          wypędzonych. Wspierany przez Schäfera projekt Centrum Przeciw Wypędzeniom
                                          oskarżany jest o rewzijonistyczne tendencje w traktowaniu historii. Schäfer
                                          jest doradcą naukowym Związku Wypędzonych i do niedawna pełnił funkcję prezesa
                                          znajdującego się w Bonn Domu Historii. Odpowiada on za przygotowanie
                                          wystawy "Ucieczka, wypędzenie, integracja", którą można tam oglądać od końca
                                          2005 roku. Postrzegana jest ona powszechnie w Niemczech jako przedsmak Centrum
                                          Przeciw Wypędzeniom. Jeszcze tego lata w berlińskim Pałacu Następcy Tronu
                                          (Kronprinzenpalais) ma zostać otwarta nowa wystawa "Wymuszone drogi", związana
                                          z Centrum Przeciw Wypędzeniom. Odpowiedzialny za nią kurator Wilfried Rogasch,
                                          tak tłumaczy jej założenia w jednym z wywiadów radiowych: "Z perspektywy ofiar
                                          jest całkowicie obojętne, czy wschodniopruska kobieta została w latach 1944/45
                                          zgwałcona i potem zamordowana, czy też to żydowska kobieta została wywieziona
                                          przez Niemców do Auschwitz i następnie zamordowana". Wypowiedzi tego typu nie
                                          spotykają się z żadną krytyką ze strony nowego szefa Urzędu Kultury i zdają się
                                          nadawać ton nowej rewizjonistycznej ofensywie Niemiec.
                                          "Ormianie, Karelowie, Żydzi, Niemcy"
                                          Jak czytamy w wyjaśnieniach fundacji "wypędzonych" Centrum Przeciw Wypędzeniom,
                                          wystawa nie ma na celu "mierzenia cierpień każdej poszkodowanej jednostki".[1]
                                          Około jednej trzeciej z "ponad 30 narodów lub grup etnicznych" w Europie, które
                                          straciły swą ojczyznę w XX wieku, miałyby zostać upamiętnione w wystawie.
                                          Obejmowałaby więc ona "ludobójstwo Ormian" obok "wypędzenia Żydów z Europy
                                          stanowiące fundament Holocaustu", a także "przesiedlenie zachodnich Karelów"
                                          oraz "wypędzenie i deportację Niemców pod koniec II wojny światowej".
                                          Fundacja "wypędzonych" zapewnia, że "Rada Naukowa zajmowała się podczas wielu
                                          spotkań ogólną koncepcją wystawy."[2] Wśród członków Rady wymienieni są liczni
                                          prominentni historycy i politolodzy niemieccy, m. in. Hermann Schäfer, nowy
                                          szef Urzędu Kultury.[3]
                                          Przemilczenia i uproszczenia
                                          Schäfer kierował do stycznia 2006 roku bońską Fundacją Dom Historii, gdzie za
                                          jego kadencji przygotowano i zaprezentowano szerokiej publiczności
                                          wystawę "Ucieczka, wypędzenie, integracja". Konsekwentnie pomija ona fakt, że
                                          przesiedlenie ludności niemieckojęzycznej po wojnie było konsekwencją faktu, że
                                          odegrała ona negatywną rolę przed i podczas samej wojny, kooperując z nazistami
                                          i przygotowując teren pod okupację. Taka była rola m.in. oddziałów Niemców
                                          Sudeckich, dążących do rozbicia Czechosłowacji. Będące reakcją na tę wywrotową
                                          działalność wypędzenia są zaś w bońskiej wystawie stawiane na równi z
                                          ludobójstwem Ormian przez Turków oraz pełną przemocy "wymianą ludności" między
                                          Grecją i Turcją. W ten sposób powstaje wrażenie, że polityka przesiedleniowa
                                          wyzwolonych krajów Europy Środkowo-Wschodniej niczym nie różni się od czystek
                                          etnicznych. Efekt ten jest wzmacniany poprzez skupienie się na osobistych,
                                          pełnych cierpienia historiach jednostek, wyizolowanych z kontekstu
                                          historycznego i politycznego. Twórcom wystawy udaje się zmusić widza do
                                          empatycznego utożsamienia się z ofiarami, niezależnie od okoliczności ich
                                          tragedii.
                                          Szczegóły niepotrzebne
                                          To zrównanie kontekstów historycznych wydaje się być zamierzonym efektem
                                          działań podejmowanych przez współpracujących ze stowarzyszeniami "wypędzonych"
                                          historyków. W piśmie skierowanym do środowisk "wypędzonych" proszą oni o
                                          przysyłanie materiałów biograficznych, zaznaczając, że precyzyjne historyczne
                                          umiejscowienie wydarzeń jest niepotrzebne: "Nie ma potrzeby, by szukali Państwo
                                          w starych dokumentach i papierach dokładnych dat".[4] Im bardziej nieokreślone
                                          pozostaną przyczyny powojennych wydarzeń, tym wyraźniejsza będzie osobista
                                          tragedia. Bońska wystawa ma być w tym roku prezentowana w całych Niemczech.
                                          Powiązania
                                          Członkiem Rady Naukowej Fundacji Dom Historii jest historyk Lothar Gall, który
                                          jednocześnie należy do Rady Naukowej Centrum Przeciw Wypędzeniom, podobnie jak
                                          Hermann Schäfer. Te powiązania między bońskim Domem Historii, Centrum Przeciw
                                          Wypędzeniom oraz Urzędem Kultury przy kanclerzu Niemiec tłumaczą dalekoidące
                                          podobieństwa miedzy bońską wystawą a przygotowywanym w Berlinie
                                          projektem "wypędzonych" ("Wymuszone drogi").
                                          [1], [2] Erzwungene Wege. Eine Ausstellung des Zentrum gegen Vertreibungen
                                          (ZgV) im Kronprinzenpalais, Berlin; www.z-g-v.de/aktuelles/index.php3?id=489
                                          [3] Unsere Stiftung. Wissenschaftlicher Beirat; www.z-g-v.de/aktuelles/?id=37
                                          [4] Zeitzeugenbefragung zur Ausstellung "Flucht, Vertreibung, Integration";
                                          Anschreiben der Stiftung Haus der Geschichte der Bundesrepublik Deutschland
                                          • swantevit Dwadzieścia dziewięć tysięcy wagonów 27.02.06, 11:19
                                            PRAGA/WARSZAWA/PARYŻ/BERLIN(Relacja własna) - Osoby ocalałe z deportacji do
                                            obozów koncentracyjnych przeprowadzanych przez funkcjonujące w III Rzeszy
                                            przedsiębiorstwo kolejowe ("Reichsbahn") chcą przedsięwziąć kroki prawne
                                            przeciwko dzisiejszemu kierownictwu Deutsche Bahn. Poinformowali o tym
                                            inicjatorzy francuskiej akcji "Jedenaście tysięcy dzieci", podejmującej problem
                                            deportacji żydowskich dzieci z Francji podczas II wojny światowej. Ofiary
                                            deportacji, w tym owe jedenaście tysięcy francuskich dzieci i wiele milionów z
                                            terenów okupowanych, musiały płacić niemieckim kolejom za każdy kilometr
                                            transportu cztery fenigi, dzieci miały "ulgową taryfę" - dwa fenigi.
                                            Odpowiednie opłaty pobierane były przez III Rzeszę m.in. w rodzimych gminach
                                            żydowskich deportowanych i przekazywane dla Reichsbahn. W sumie idą one w
                                            miliony marek, które wraz z odsetkami zasiliły kolejnych spadkobierców
                                            Reichsbahn. Także dzisiejsza spółka Deutsche Bahn wciąż czerpie korzyści ze
                                            zgromadzonego wówczas majątku. Jednakże jej kierownictwo wzbrania się w
                                            jakikolwiek sposób przed zadośćuczynieniem ofiarom deportacji. Nie wyraża zgody
                                            nawet na zorganizowanie na dworcach niemieckich wystaw upamiętniających
                                            wywózki. Po pierwszych ostrzeżeniach skierowanych przeciwko kierownictwu
                                            Deutsche Bahn, które nadeszły z Pragi, inicjatorzy akcji "Jedenaście tysięcy
                                            dzieci" wezwali osoby ocalałe z niemieckich deportacji w całej Europie do
                                            przedstawienia swoich przypadków i przyłączenia się do zbiorowej
                                            międzynarodowej skargi. "Po ludziach przyszła kolej na dobytek deportowanych,
                                            który był transportowany w dziesiątkach tysięcy wagonów przez cały kontynent",
                                            opowiada prof. Wolfgang Dreßen. "W ten sposób zrabowano majątek wart miliony,
                                            którego nigdy nie oddano."
                                            Po ostatnich protestach władze spółki Deutsche Bahn poinformowały, że
                                            ostatecznie odrzucają możliwość zorganizowania wystaw upamiętniających
                                            deportacje na niemieckich dworcach.[1] W dniach 27-28 stycznia wezwało do tego
                                            ponad tysiąc demonstrantów, którzy zgromadzili się w jedenastu niemieckich
                                            miastach.[2] Największe demonstracje odbyły się w Stuttgarcie, Saarbrücken i
                                            Kolonii. Od roku protesty mają miejsce także we Frankfurcie nad Menem, Weimarze
                                            i Lipsku.[3] Jak można przeczytać w niemieckiej prasie, władze niemieckich
                                            kolei ostro odrzucają wszelkie próby pośredniczenia i ignorują nawet głosy
                                            lokalnych polityków.[4] W Weimarze burmistrz upomniał Deutsche Bahn, wskazując
                                            na powinność stawienia czoła historycznym zobowiązaniom, lecz najwidoczniej
                                            także bez skutku.
                                            Ślepy upór
                                            "Po kolejnej odmowie [niemieckich kolei] zgłosiły się oburzone ofiary
                                            deportacji z zagranicy", mówi rzeczniczka akcji "Jedenaście tysięcy dzieci"
                                            Tatjana Engel. "Osoby ocalałe z transportów i członkowie ich rodzin są
                                            rozgoryczeni. Boli ich, że wszystkie apele, prośby i pokojowe demonstracje są
                                            ignorowane przez władze przedsiębiorstwa". Inicjatywie mającej za cel
                                            upamiętnienie historii jedenastu tysięcy deportowanych z Francji żydowskich
                                            dzieci, współpracującej z Beate Klarsfeld z paryskiej organizacji "Fils et
                                            Filles des Déportés Juifs de France" (FFDJF), doradzono w związku z tym
                                            podjęcie kroków prawnych. Ze względu na ślepy upór kolei, przypisywany
                                            politycznej grupie skupionej wokół przewodniczącego zarządu spółki Hartmuta
                                            Mehdorna [5], także Beate Klarsfeld nie widzi więcej możliwości dialogu. Jej
                                            zdaniem dotarliśmy do "kresu dyplomacji".[6] Paryska grupa zorganizowała
                                            wystawy upamiętniające deportację żydowskich dzieci na osiemnastu francuskich
                                            dworcach, na co w Niemczech nie uzyskała zgody. Z władzami kolei musi zmagać
                                            się także lokalna grupa w Kolonii, która 28 stycznia odsłoniła na kolońskim
                                            dworcu pomnik autorstwa Güntera Demniga. Rzeźba nosząca napis "Wielu
                                            urzędników, pracowników i współpracowników niemieckich kolei III Rzeszy
                                            uczestniczyło w czasach narodowego socjalizmu w deportacji milionów ludzi"
                                            zagrożona jest usunięciem przez administrację miejską.[7]
                                            Ankieta
                                            W obliczu amnezji wielu niemieckich instytucji inicjatorzy akcji, do których
                                            należą liczni wykładowcy akademiccy, historycy i publicyści, zdecydowali się
                                            wejść na drogę prawną przeciwko Deutsche Bahn i jej właścicielom. Spółka jest
                                            własnością państwowego konsorcjum. Prym wiedzie w nim Ministerstwo Ruchu
                                            Drogowego, Budowy i Rozwoju Miast. Napływające z kraju i zagranicy prośby o
                                            zgodę na odpowiednie upamiętnienie deportacji zostają jednak przez ministerstwo
                                            bądź ignorowane bądź też odsyłane z powrotem ze względu na rzekomy brak
                                            kompetencji do zajmowania się tą sprawą. "Także na nasze pismo z 17 stycznia
                                            ministerstwo nie zareagowało", informuje rzeczniczka akcji "Jedenaście tysięcy
                                            dzieci". W związku z tym grupa zdecydowała się do wezwania wszystkich ocalałych
                                            z deportacji przeprowadzanych przez koleje III Rzeszy oraz członków ich rodzin
                                            do wypełniania ankiet dotyczących ich deportacji. Cenne są przede wszystkim
                                            informacje, które mogłyby być pomocne przy obliczaniu zysków z transportów i
                                            wielkości zrabowanego majątku. Ankieta rozpowszechniana jest przez Internet.
                                            Można ją też zamówić drogą pocztową lub przez fax.[8]
                                            Łupieżcza logistyka
                                            Prof. Wolfgang Dreßen pokazuje w rozmowie z naszą redakcją, w jak dużym stopniu
                                            poprzednicy dzisiejszej Deutsche Bahn zyskali na deportacjach. Jego
                                            zdaniem "Reichsbahn" nie tylko przerzuciło miliony ludzi przez Europę, by
                                            dostarczyć ich do obozów pracy lub zagłady (za odpowiednią zapłatą). Po
                                            dostarczeniu tych osób na miejsce kaźni "Reichsbahn" udostępniało swą
                                            infrastrukturę do dalszych przestępstw - odwiezienia dobytku deportowanych do
                                            Niemiec. Tam zrabowaną własność przekazywano elitom nazistowskim lub oficjalnie
                                            licytowano. Tylko z Francji wywieziono do Niemiec 29.400 wagonów pełnych
                                            dobytku deportowanych. "To było 735 pociągów towarowych, każdy z 40 wagonami",
                                            precyzuje prof. Dreßen. "[Dobytek] pochodził z 69 tysięcy opróżnionych
                                            francuskich mieszkań. Proszę sobie policzyć, ile to musiało być w Holandii,
                                            Belgii, Danii, Czechosłowacji, Polsce i innych okupowanych krajach - to
                                            niewyobrażalna łupieżcza logistyka, którą jeszcze nikt się nie zajął."
                                            Tutaj znajdziesz cały wywiad z prof. Wolfgangiem Dreßenem (w języku niemieckim).

                                            Tutaj można pobrać formularz ankiety: elftausendkinder@web.de
                                            [1] Absage an Klarsfeld; tageszeitung 07.02.2006
                                            [2] Zobacz także: Verbleib unbekannt
                                            [3] Zobacz także: Aufwand nicht zumutbar i Geschichtsvergessenheit
                                            [4] Saar-Politiker: Deutsche Bahn soll Ausstellung zeigen; Saarbrücker Zeitung
                                            28.01.2006. Bahn will nicht an Deportierte erinnern; tageszeitung 01.02.2006
                                            [5] Zobacz także: Überparteiliche Koalition
                                            [6] Bahn will nicht an Deportierte erinnern; tageszeitung 01.02.2006
                                            [7] Ein Schreiben der Initiative an die Stadt Köln finden Sie hier.
                                            [8] Tutaj można pobrać formularz ankiety: elftausendkinder@web.de
                                            • swantevit Znow Niemiec dzieci nam germani.. 22.03.06, 12:55
                                              www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060322/swiat/swiat_a_3.html
                                              • swantevit Wojna o surowce 04.05.06, 19:51
                                                BERLIN(Relacja własna) - Na kilka tygodni przed wysłaniem jednostek Bundeswehry
                                                do Demokratycznej Republiki Konga niemieckie organizacje biznesowe żądają
                                                zabezpieczenia dostaw surowców do Niemiec, nawet jeśli miałoby się to łączyć z
                                                zastosowaniem działań wojennych. Kongo jest najważniejszym źródłem kobaltu dla
                                                Niemiec i dlatego ma ogromne znaczenie dla niemieckiego przemysłu, oświadczył
                                                pod koniec marca szef Zjednoczenia Przemysłu Metalowego
                                                ("Wirtschaftsvereinigung Metalle") Karl Heinz Dörner na konferencji w Berlinie.
                                                Dörner kieruje grupą roboczą Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego
                                                (Bundesverband der Deutschen Industrie - BDI) poświęconą międzynarodowym
                                                kwestiom surowcowym. Do końca marca 2007 ma ona wypracować wspólną strategię
                                                gospodarczą w odniesieniu do surowców naturalnych; w tym celu ściśle
                                                współpracuje z wojskowymi i politycznymi agendami rządu niemieckiego. By
                                                wyprzedzić międzynarodową konkurencję na światowych rynkach surowców niemieccy
                                                stratedzy biorą także wprost pod uwagę możliwość wykorzystania działań
                                                wojennych na ryzykownych obszarach.

                                                Nieobliczalne reżimy
                                                Grupa robocza BDI zajmująca się międzynarodowymi problemami zaopatrzenia w
                                                surowce powstała w 2005 roku na zakończenie kongresu "Bezpieczeństwo surowcowe -
                                                wyzwania dla przemysłu".[1] W jej skład wchodzą przedstawiciele wiodących
                                                niemieckich organizacji biznesowych [2]; pod koniec marca br. pod hasłem "Dla
                                                bezpieczniejszego zaopatrzenia w surowce" odbyło się pierwsze sympozjum tej
                                                grupy. Podobnie jak w przypadku szczytu energetycznego z początku kwietnia
                                                wiodące było pytanie, jak można długoterminowo zabezpieczyć "dostępność
                                                surowców w niezbędnej ilości i jakości oraz przystępnych cenach" dla "wysoce
                                                zależnego od surowców niemieckiego przemysłu".[3] W swojej przemowie
                                                przewodniczący grupy Karl Heinz Dörner mówił m.in. o tym, że regionalna
                                                koncentracja światowych zasobów surowców naturalnych skrywa w sobie
                                                wyraźne "ryzyka geostrategiczne". Ma to miejsce szczególnie wtedy, gdy zasoby
                                                te są kontrolowane przez "nieobliczalne reżimy". Dörner wprost wymienił w tym
                                                kontekście Kazachstan, "drugie na świecie pod względem znaczenia źródło chromu"
                                                [4] oraz Demokratyczną Republikę Konga, "najważniejszy region wydobywczy
                                                kobaltu". Niemieckie Ministerstwo Obrony jest bezpośrednio zaangażowane w
                                                tamtejsze walki o zasoby.[5]

                                                Zabezpieczenie importu
                                                Na konferencji, w której wzięli udział najbardziej prominentni przedstawiciele
                                                niemieckiego biznesu, obecny był - podobnie jak w poprzednich latach - Rudolf
                                                Adam z Federalnej Akademii Polityki Bezpieczeństwa (BAKS).[6] Skrytykował on
                                                niemieckich polityków za angażowanie się wyłącznie w zabezpieczanie eksportu
                                                niemieckich produktów i pomijanie kwestii importu strategicznych surowców.[7]
                                                Zdaniem Rudolfa Adama powinno się nie tyko wykorzystać "siły wojskowe (...) by
                                                zabezpieczyć określone szlaki handlowe", lecz także wywierać bezpośredni wpływ
                                                na sytuację polityczną w krajach dostarczających surowców. Szef BAKS wezwał do
                                                uwolnienia się od "starych rządzących elit" i stworzenia pod niemieckim
                                                wpływem "nowych rozwijających się elit".[8]

                                                Obszary docelowe
                                                Na marcowej konferencji obecny był także Markus Wagner, kierownik referatu
                                                gospodarki surowcowej Federalnego Instytutu Nauk o Ziemi i Surowców. Instytucja
                                                ta została stworzona w latach 50-tych przez Ministerstwo Gospodarki w celu
                                                doradzania innym ministerstwom i niemieckim przedsiębiorstwom w kwestiach
                                                zasobów naturalnych. Przy wykorzystaniu elektronicznych baz danych gromadzone i
                                                analizowane są tutaj dane dotyczące światowych zasobów surowców, jak również
                                                możliwości ich wydobycia. Pozwala to niemieckim firmom na uzyskiwanie w każdej
                                                chwili aktualnych informacji na temat "atrakcyjnych projektów dotyczących
                                                surowców naturalnych i potencjalnych obszarów docelowych działań
                                                eksploracyjnych".[9]

                                                Wspieranie stabilności
                                                Niemiecki rząd i BDI są zgodne co do tego, że zyski z wydobycia, sprzedaży i
                                                przetwórstwa surowców naturalnych powinny wzbogacać prywatnych
                                                przedsiębiorców: "W zorientowanym na gospodarkę rynkową systemie gospodarczym
                                                Niemiec" głównym zadaniem przemysłu miałoby być "długotrwałe zapewnienie
                                                zaopatrzenia w surowce".[10] Jednakże wymaga to odpowiedniego zabezpieczenia ze
                                                strony instytucji państwowych. Dlatego państwo i biznes muszą wspólnie
                                                tworzyć "przyszłościowe strategie dotyczące surowców".[11] Ministerstwo
                                                Gospodarki wydało w zeszłym roku "Raport dotyczący aktualnej sytuacji
                                                gospodarki surowcowej i możliwych politycznych opcji działania". Zapowiada w
                                                nim wspieranie wydobycia surowców przez niemieckie przedsiębiorstwa na całym
                                                świecie poprzez bogaty pakiet działań. Obejmuje on udzielanie gwarancji
                                                finansowych i poręczeń [12] firmom wydobywczym, jak również "polepszanie
                                                klimatu inwestycyjnego w krajach wydobywających surowce poprzez wspieranie
                                                stabilności politycznej".[13] W języku urzędowej polityki oznacza to także
                                                polityczną subwersję i operacje militarne.

                                                Wypaczenia
                                                Przeciw komu ma zwracać się wspólna strategia rządu i biznesu, jest już
                                                tymczasem jasne. W szczególności Chiny, przez swój "głód na surowce" [14],
                                                powodują prawdziwy "efekt zassania" na rynkach światowych [15], podczas gdy
                                                kraj ten jednocześnie chroni się przed udostępnieniem swych zasobów podmiotom z
                                                zagranicy poprzez ograniczenia eksportu, ustalanie stałych cen, subwencje
                                                podatkowe i cła importowe. By zapobiegać tym "wypaczeniom zasad konkurencji"
                                                berlińscy geostratedzy z polityki i biznesu zalecają wykorzystanie "wszystkich
                                                możliwości politycznego nacisku" na Pekin.[16]
                                                [1] Zobacz także: Rohstoffkongress
                                                [2] Są to m.in. Związek Niemieckiego Przemysłu Motoryzacyjnego, Niemieckiej
                                                Gospodarki Odpadowej, Przemysłu Chemicznego, regionalnych dostawców energii
                                                oraz zjednoczenia przemysłu górniczego, metalowego, stalowego, wydobywczego i
                                                przetwórczego.
                                                [3] BDI: Rohstoffpolitik strategisch ausrichten, Pressemitteilung des BDI v.
                                                30.03.2006
                                                [4] Dr Karl Heinz Dörner: "Dla bezpieczniejszego zaopatrzenia w surowce"; mowa
                                                wygłoszona podczas konferencji "Dostępność surowców" grupy roboczej
                                                BDI "Międzynarodowe Kwestie Surowcowe" w Berlinie 30.03.2006. Na temat
                                                Kazachstanu zobacz także Energiepolitisches Gesamtkonzept
                                                [5] Zobacz także: "Erdöl, Kobalt, Coltan", Kriegsressourcen (I),
                                                Kriegsressourcen (II) i Kriegsressourcen (III)
                                                [6] Zobacz także: Hintergrundbericht: Bundesakademie für Sicherheitspolitik
                                                [7] Krieg um die Rohstoffe; Wirtschaftswoche 10/2005
                                                [8] Der globale Kampf um Ressourcen; Deutschlandfunk 04.01.2006
                                                [9] Bundesministerium für Wirtschaft und Arbeit/Projektgruppe Rohstoffe:
                                                Bericht zur aktuellen rohstoffwirtschaftlichen Situation und zu möglichen
                                                rohstoffpolitischen Handlungsoptionen, Berlin 12.07.2005, S. 37f. Zobacz także:
                                                Im Vorfeld der deutschen Industrie
                                                [10] ebd., S. 6
                                                [11] www.bdi-online.de/de/fachabteilungen/start_Aussenwirtschaftspolitik.htm
                                                [12] Zobacz także: Kein Fall für Berlin
                                                [13] Bundesministerium für Wirtschaft und Arbeit/Projektgruppe Rohstoffe:
                                                Bericht zur aktuellen rohstoffwirtschaftlichen Situation und zu möglichen
                                                rohstoffpolitischen Handlungsoptionen, Berlin 12.07.2005, S. 44
                                                [14] Dr. Karl Heinz Dörner: Für eine sichere Rohstoffversorgung, Rede gehalten
                                                auf der Fachtagung "Verfügbarkeit von Rohstoffen" der BDI-
                                                Präsidialgruppe "Internationale Rohstofffragen", Berlin, 30.03.2006
                                                [15] Bundesministerium für Wirtschaft und Arbeit/Projektgruppe Rohstoffe:
                                                Bericht zur aktuellen rohstoffwirtschaftlichen Situation und zu möglichen
                                                rohstoffpolitischen Handlungsoptionen, Berlin 12.07.2005, S. 16
                                                [16] ebd., S. 41
                                                • swarozyc Zmiana przez rozwój 08.05.06, 15:05
                                                  LA PAZ/BERLIN(Relacja własna) - Przed zapowiadanym na środek maja spotkaniem na
                                                  szczycie między UE i krajami Ameryki Łacińskiej rząd Niemiec konsoliduje swój
                                                  wpływ na wybrane rządy tego kontynentu. Minister spraw zagranicznych Steinmeier
                                                  ma odwiedzić Chile, Argentynę i Brazylię, zaś minister rozwoju Wieczorek-Zeul
                                                  spotkała się już z boliwiańskim prezydentem Evo Moralesem. Rząd Moralesa należy
                                                  do szerokiego, obecnego w wielu krajach prądu określanego jako "Nowa Lewica
                                                  Ameryki Łacińskiej" i sprzeciwiającego się hegemonii USA. Duża część tego
                                                  nurtu, obejmująca m.in. rządy, które zamierza odwiedzić Steinmeier, uchodzi w
                                                  Berlinie za gotową do współpracy jako potencjalny partner w konkurowaniu ze
                                                  Stanami Zjednoczonymi. W przeciwieństwie do tego prezydent Boliwii bardziej
                                                  skłania się w stronę Kuby i Wenezueli, dążąc do prowadzenia samodzielnej
                                                  polityki zagranicznej, opartej m.in. na wywłaszczeniu zagranicznych koncernów.
                                                  Z powodu związanych z tym niebezpieczeństw dla niemieckiej polityki
                                                  gospodarczej Berlin wzmaga nacisk na rząd boliwijski.
                                                  Boliwia, najbiedniejszy kraj Ameryki Południowej, nie prowadzi znaczącej
                                                  wymiany handlowej z Niemcami i dlatego postrzegana jest w gabinecie rządowym
                                                  raczej jako obiekt zainteresowania resortów zajmujących się zagraniczną
                                                  polityką kulturalną lub pomocą rozwojową niż gospodarką. Kraj ten jest jednym z
                                                  kluczowych ośrodków niemieckiej współpracy w zakresie wspierania rozwoju i
                                                  największym odbiorcą dotacji i pomocy finansowej. Dla Niemiec nie bez znaczenia
                                                  są złoża gazu ziemnego w Boliwii, szacowane przez Federalny Instytut Nauk o
                                                  Ziemi i Surowców (BGR) na 680 miliardów metrów sześciennych, według najnowszych
                                                  ustaleń z tendencja rosnącą.[1] Gra toczy się więc o drugie pod względem
                                                  wielkości zasoby gazu ziemnego w Ameryce Południowej (po wenezuelskich). W ich
                                                  wydobycie zaangażowane są przedsiębiorstwa z najważniejszych państw Unii
                                                  Europejskiej (Repsol YPF, Total, British Gas).

                                                  Waszyngtoński konsensus
                                                  Rząd boliwijskiego prezydenta Moralesa, który objął swój urząd 22 stycznia tego
                                                  roku, zaliczany jest do "Nowej Lewicy Ameryki Łacińskiej", zróżnicowanego
                                                  nurtu, który zdążył już dojść do władzy w wielu krajach. Jako wspólny mianownik
                                                  składających się na ten prąd ugrupowań niemiecka minister rozwoju Wieczorek-
                                                  Zeul wymienia odrzucanie neoliberalnej hegemonii Stanów Zjednoczonych
                                                  ("waszyngtońskiego konsensusu").[2] "Stany Zjednoczone (...) na subkontynencie
                                                  tracą grunt pod nogami", oceniają berlińscy doradcy rządowi i łączą to z
                                                  fiaskiem waszyngtońskich planów stworzenia obejmującej obie Ameryki strefy
                                                  wolnego handlu (FTAA/ALCA). W obrębie "Nowej Lewicy" wyróżniają oni dwa
                                                  skrzydła: "czerwony łuk" i "różową falę".[3]

                                                  Różowa fala
                                                  Do "różowej fali" zaliczać by się miały rządy Chile, Argentyny, Brazylii i
                                                  Urugwaju. Uchodzą one w Berlinie za gotowe do współpracy i otwarte na
                                                  europejskie interesy. O rządzie chilijskim można nawet usłyszeć, że pod
                                                  socjalnym płaszczykiem kontynuuje on "makroekonomiczną (...) politykę
                                                  działających pod rządami Pinocheta 'chłopców z Chicago' ('Chicago-Boys')."[4]
                                                  Obecna chilijska prezydent przez długi czas mieszkała w Lipsku i Berlinie, i
                                                  uchodzi w kręgach rządowych za "związaną od wielu lat z Niemcami".[5] Prezydent
                                                  Urugwaju Tabaré Vázquez jest wieloletnim partnerem zbliżonej do SPD Fundacji
                                                  Friedricha Eberta.

                                                  Czerwony łuk
                                                  Prezydenta Moralesa berlińscy doradcy rządowi przypisują z kolei "czerwonemu
                                                  łukowi". W swej polityce zagranicznej orientuje się on na Kubę i Wenezuelę, dwa
                                                  kraje Ameryki Łacińskiej, które nie chcą wiązać się ani z USA, ani z Unią
                                                  Europejską. W dodatku zapowiada przeprowadzenie wywłaszczenia zagranicznych
                                                  koncernów, co dotknęłoby pośrednio także niemieckie przedsiębiorstwa. Już
                                                  zeszłego lata plany ówczesnej boliwijskiej opozycji, żądającej upaństwowienia
                                                  sektora gazowego, doprowadziły do niepokojów na południowoamerykańskim rynku
                                                  energetycznym.[6] Dotknięte zostały także Brazylia i Chile, a więc kraje, w
                                                  których niemieckie firmy realizują obszerne projekty. W niemieckich kręgach
                                                  biznesowych boliwijskie plany nacjonalizacji uchodzą za istotne zagrożenie.
                                                  Podobne zamiary przypisuje się także mającemu spore szanse na zwycięstwo
                                                  kandydatowi na urząd prezydenta Peru Ollanta Humala. Z kolei w Argentynie [7] i
                                                  Brazylii [8] takie postulaty wysuwają największe ruchy społeczne. W Berlinie
                                                  coraz częściej można spotkać się z opinią, że tej tendencji do nacjonalizacji
                                                  należy wreszcie położyć kres.

                                                  Lepiej wcześniej
                                                  Niemiecka polityka zagraniczna wraz z realizującymi ją różnymi organizacjami
                                                  otwarcie występuje przeciw Kubie i Wenezueli. Berlin w zeszłym roku wzmocnił
                                                  swe poparcie dla kubańskiej opozycji, zaś jedna z posłanek SPD potwierdziła
                                                  ostatnio, że rząd niemiecki dąży w Hawanie do "zmiany poprzez rozwój".[9]
                                                  Wydana niedawno publikacja rzuca światło na powtarzające się co rusz wezwania
                                                  ze strony rządzącej partii CDU do zbrojnego obalenia wenezuelskiego rządu;
                                                  dokumentuje ona szereg prób podejmowanych w celu odsunięcia od władzy wybranego
                                                  demokratycznie prezydenta Hugo Chaveza. Jak określił to były poseł CDU Klaus-
                                                  Jürgen Hedrich w maju 2004 roku w prasie amerykańskiej, "z Chavezem dalej się
                                                  nie da". "Jeśli ma to być kwestia, czy zrobić to wcześniej, czy później, to
                                                  zróbcie to wcześniej", wezwał Hedrich po nieudanym puczu i szeregu innych prób
                                                  usunięcia Chaveza z urzędu.[10]

                                                  Wspólnie
                                                  Berlin liczy na wyjście obronną ręką z konfrontacji z Boliwią dzięki środkom
                                                  polityki rozwojowej. Jak informuje rząd niemiecki, niemiecka tzw. pomoc
                                                  rozwojowa obliczana jest na 1,5 proc. całego boliwijskiego budżetu. Taka suma w
                                                  najbiedniejszym kraju Ameryki Południowej ma swoją wagę. Przewidziane na 2005
                                                  rok pertraktacje rządowe z Boliwią zostały tymczasem przełożone na drugą połowę
                                                  2006 roku. Jak informuje rząd niemiecki, boliwijski rząd wprawdzie "znacząco
                                                  osłabił" swe dążenia do wywłaszczenia zagranicznych koncernów działających w
                                                  sektorze gazociągowym, lecz do tej pory nie postawił kropki nad "i".
                                                  Podobnie "zagraniczna orientacja rządu Moralesa (...) nie została jeszcze
                                                  jednoznacznie ustalona".[11] Minister rozwoju Wieczorek-Zeul wezwała Moralesa
                                                  podczas swej wizyty w Boliwii do przejścia z "czerwonego łuku" do "różowej
                                                  fali": Ameryka Łacińska i Europa miałyby być "naturalnymi partnerami" i
                                                  powinny "wspólnie rozwiązywać problemy".[12] W przyszłym tygodniu minister
                                                  spraw zagranicznych Steinmeier będzie prowadził pertraktacje z trzema
                                                  uchodzącymi za gotowych do współpracy sąsiadami Boliwii.
                                                  [1] Bundesanstalt für Geowissenschaften und Rohstoffe: Commodity Top News No.
                                                  25 (2006): Erdgas in Südamerika. Zobacz także: Im Vorfeld der deutschen
                                                  Industrie
                                                  [2] "Großes Interesse am Erfolg der Regierung Morales"; DW-World 24.04.2006
                                                  [3], [4] Die neue politische Landkarte Lateinamerikas; SWP-Aktuell 6, Februar
                                                  2006
                                                  [5] Wieczorek-Zeul vertritt die Bundesregierung bei der Amteinführung der neuen
                                                  chilenischen Präsidentin Bachelet; Pressemitteilung des Bundesministeriums für
                                                  wirtschaftliche Zusammenarbeit und Entwicklung 07.03.2006
                                                  [6] Politische Unruhen im Andenland setzen Aktien der Gas-Produzenten unter
                                                  Druck. Bolivien-Krise belastet Energie-Konzerne; Handelsblatt 21.06.2006
                                                  [7] In Argentinien handelt sich um die aus der Arbeitslosenbewegung
                                                  hervorgegangenen piqueteros.
                                                  [8] In Brasilien handelt es sich um die Landlosenbewegung Movimento dos
                                                  Trabalhadores Rurais Sem Terra (MST).
                                                  [9] Kalter Krieg im Bundestag; junge Welt 18.03.2006. Zobacz także:
                                                  Umsturzwünsche, Friss und stirb, Eliten der Zukunft i Was kommt nach Castro?
                                                  [10] Ingo Niebel: Venezuela not for sale. Visionäre gegen neoliberale
                                                  Putschisten, Edition Zeitgeschichte Band 24, Berlin 2006 (Kai Homilius Verlag).
                                                  Zobacz także: "Generalsprotest", Zuerst Gerechtigkeit i Demokratische Werte
                                                  [11] Antwort der Bundesregierung auf die Kleine Anfrage der Abgeordneten Dr.
                                                  K
                                                  • swantevit Bez skrupułów 27.06.06, 15:45
                                                    WASZYNGTON/MONACHIUM/BERLIN(Relacja własna) - Ujawnione niedawno informacje, iż
                                                    niemieckie służby wywiadowcze chroniły hitlerowskiego zbrodniarza Adolfa
                                                    Eichmanna, przeszły w Niemczech bez echa, nie wywołując żadnej dyskusji
                                                    medialnej. Eichmann jako szef Referatu ds. Żydów w Głównym Urzędzie
                                                    Bezpieczeństwa Rzeszy był odpowiedzialny za deportacje Żydów do komór gazowych;
                                                    w 1945 roku uciekł z Niemiec. Jak pokazują udostępnione niedawno archiwalne
                                                    akta, miejsce pobytu i fałszywa tożsamość Eichmanna znane były
                                                    zachodnioniemieckiemu wywiadowi przynajmniej od 1958 roku. Wiedza ta nie
                                                    posłużyła jednak do jego ujęcia; zamiast tego podzielono się nią z CIA.
                                                    Amerykańskie służby pozostały jednak również bezczynne, gdyż obawiały się, iż w
                                                    przypadku ewentualnego procesu zdradzone zostaną kompromitujące fakty dotyczące
                                                    głównych postaci ze sfer rządowych Republiki Federalnej Niemiec. Ujawnione
                                                    właśnie informacje pokazują charakter współpracy między zachodnioniemieckimi
                                                    powojennymi elitami i funkcjonariuszami nazistowskiej machiny; symbioza tych
                                                    dwóch grup stanowiła podstawę nowych struktur państwowych powojennych Niemiec i
                                                    była przez nie dobrze chroniona. Jednym z państwowych centrów kooperacji były
                                                    Federalne Służby Informacyjne (BND). "Teraz już wiemy, że przynajmniej tuzin
                                                    weteranów z prowadzonego przez Eichmanna Referatu ds. Żydów (...) pracowało po
                                                    1945 roku jako tajni agenci dla CIA i BND", pisze prof. Christopher Simpson z
                                                    American University (Washington D.C.) w materiale sporządzonym dla german-
                                                    foreign-policy.com.
                                                    Archiwalne akta zostały opublikowane przez US-National Archives and Records
                                                    Administration (NARA) po wieloletniej batalii prawnej z rządem amerykańskim i
                                                    od razu wzbudziły poruszenie w Stanach Zjednoczonych. Z kolei w niemieckiej
                                                    prasie doniesienia na ten temat pojawiły się na dalszych stronach gazet lub
                                                    zadowalały się lakonicznym zrelacjonowaniem doniesień agencyjnych z
                                                    Waszyngtonu. Ujawnienie bezczynności BND podczas poszukiwań masowego
                                                    zbrodniarza Eichmanna następuje w niekorzystnym czasie: BND jest obecnie
                                                    oskarżana o szereg nielegalnych operacji i nadużyć.[1] Ze względu na
                                                    prowadzenie własnego życia na granicy prawa służby te uchodzą za
                                                    niekontrolowalne.[2] Zatrudniając ponad 10 tys. współpracowników ta mająca swe
                                                    siedziby w Monachium i Berlinie instytucja należy do najsilniejszych w
                                                    Niemczech i jest uznawana za zdolną do sterowania ruchami wywrotowymi zarówno
                                                    za granicą, jak i w kraju.

                                                    Przywódcze trio
                                                    Jak często podkreślają krytycy, nie da się wyjaśnić wewnętrznej sytuacji
                                                    niemieckich służb specjalnych bez uwzględnienia ich wcześniejszych powiązań z
                                                    pozostałym po wojnie nazistowskim personelem. Już poprzednik BND, siatka
                                                    szpiegowska znana jako "Organisation Gehlen", której budowa od 1946 roku była
                                                    bezpośrednio kontrolowana przez służby amerykańskie, wprost sięgała po
                                                    nazistowski aparat szpiegowski. Reinhard Gehlen, szef tej organizacji, a po jej
                                                    przekształceniu 1. kwietnia 1956 roku w BND jej szef operacyjny, przewodził
                                                    podczas II wojny światowej wydziałowi sztabu generalnego "Obce Armie Wschód".
                                                    Podlegało im rozpoznanie wywiadowcze w Związku Radzieckim. Gerhard Wessel,
                                                    mianowany latem 1942 roku przez Gehlena szefem Grupy I "Obcych Armii Wschód" i
                                                    odpowiedzialny za dostarczanie codziennych raportów, w 1946 roku został
                                                    pierwszym kierownikiem Działu Analiz nowej organizacji wywiadowczej, by w roku
                                                    1968 zastąpić swego byłego szefa na stanowisku dowódcy BND. Hermann Baun, od
                                                    1946 roku odpowiedzialny w siatce Gehlena za zdobywanie informacji, już podczas
                                                    wojny zajmował się gromadzeniem informacji wywiadowczych i słynął z prowadzenia
                                                    w ZSRR szeroko rozgałęzionej siatki agentów.

                                                    Stara robota w podobnym stylu
                                                    Jak otwarcie przyznaje w swych wspomnieniach Gehlen, otrzymał on od
                                                    odpowiednich władz amerykańskich wyraźne przyzwolenie na budowę nowych służb
                                                    specjalnych "z wykorzystaniem dostępnego potencjału" i kontynuowanie "starej
                                                    roboty w podobnym stylu".[3] Według najnowszych szacunków około dziesięciu
                                                    procent spośród pracujących w 1949 roku dla Gehlena agentów było wcześniej
                                                    członkami SS, SD lub Gestapo; do tego dochodzi duża ilość byłych żołnierzy
                                                    Wehrmachtu. Do byłych nazistowskich członków siatki szpiegowskiej Gehlena
                                                    należy liczna grupa przestępców wojennych, jak na przykład były dowódca SS-
                                                    Standarte oraz Inspektoratu Granicznego Południowy Wschód należącego do Gestapo
                                                    Wilhelm Kirchbaum. Kirchbaum prowadził dla nowych służb specjalnych
                                                    sieć "uśpionych agentów", którzy w przypadku sowieckiej agresji mieli
                                                    przeprowadzać akty sabotażu na tyłach wroga. Współpracownikiem Gehlena został
                                                    także w roku 1950 były SS-Obersturmführer Hans Sommer. Był on szefem SD w
                                                    Nicei, odpowiedzialnym za wysadzenie w powietrze siedmiu paryskich synagog.[4]
                                                    Adiutant Eichmanna
                                                    Do przejętych przez "Organisation Gehlen" byłych zbrodniarzy nazistowskich
                                                    należy także były adiutant Adolfa Eichmanna, Alois Brunner. Odpowiedzialny za
                                                    masowe mordy na ponad 120 tys. europejskich Żydów, został we Francji zaocznie
                                                    skazany na śmierć. Tymczasem w latach 50-tych działał w Damaszku jako rezydent
                                                    niemieckich służb wywiadowczych.[5] W jego obszarze działania na Bliskim
                                                    Wschodzie doszło w latach 50-tych do operacji służb specjalnych na rzecz
                                                    egipskich sił bezpieczeństwa, w co zaangażowanych było stu
                                                    niemieckich "doradców". Do sił pomocniczych pochodzących z Niemiec Zachodnich
                                                    należeli liczni byli funkcjonariusze nazistowskiego reżimu, których rekrutacją
                                                    kierował Otto Skorzeny. Podczas podboju Europy przez Niemcy Skorzeny pełnił
                                                    funkcję eksperta SS od sabotażu i tajnych operacji w okupowanych krajach.[6]

                                                    Kontynuacja
                                                    Jednym z pierwszych zachodnich historyków, który zebrał przekonujące dowody na
                                                    rzecz powojennego sojuszu niemieckich służb specjalnych i byłych nazistowskich
                                                    funkcjonariuszy, był amerykański badacz Christopher Simpson. W wydanej w 1988
                                                    roku książce Blowback wymienia on nazwiska dziesiątków przestępców i
                                                    zbrodniarzy wojennych, którzy po wojnie kontynuowali swą karierę w BND lub CIA.
                                                    [7] Do tego grona, zdaniem Christophera Simpsona, należał także Wilfried Strik-
                                                    Strikfeldt, były oficer łącznikowy szefa BND odpowiadający za kontakty z
                                                    kolaborantami nazistowskiego reżimu w okupowanych krajach Europy Wschodniej.
                                                    Wilfried Strik-Strikfeldt podtrzymywał swe kontakty także w czasie powojennym i
                                                    współpracował z rewizjonistycznymi niemieckimi organizacjami emigracyjnymi,
                                                    planującymi ataki terrorystyczne i utrzymującymi kontakty z organizacjami
                                                    niemieckich "wypędzonych". W tym kryminalistycznym środowisku uchodźców
                                                    nazistowskich pielęgnowano hegemonialne idee Niemieckiej Rzeszy, dziś
                                                    znajdujące swą kontynuację pod postacią rzekomo łączącej wszystkie narody
                                                    europejskiej "integracji".[8]

                                                    Mit
                                                    Jak pisze Christopher Simpson w swym artykule dla german-foreign-
                                                    policy.com, "brutalność, głupota i bezprawie" charakteryzowały wykorzystywanie
                                                    znanych przestępców nazistowskich dla politycznych powojennych celów USA i ich
                                                    niemieckich sprzymierzeńców. By zachować w Urzędzie Kanclerskim nazistowskiego
                                                    teoretyka ras i późniejszego bońskiego sekretarza stanu Hansa Globke, "CIA
                                                    rozpoczęła kampanię mającą na celu zatarcie informacji o powiązaniach między
                                                    Globke i Eichmannem" - Globke był bowiem użyteczny jako osoba z Niemiec
                                                    Zachodnich do kontaktów z NATO. To liczyło się bardziej niż jego
                                                    odpowiedzialność za prześladowania Żydów. Ostatnie rewelacje, ukazujące
                                                    pasywność i pomoc niemieckiego i amerykańskiego aparatu ścigania, stawia pod
                                                    znakiem zapytania mit na temat czasów powojennych, pisze Christopher Simpson:
                                                    Zamiast "wolności i demokracji" mieliśmy do czynienia z pozbawioną skrupułów
                                                    współpracą BND, CIA i poszukiwanych na całym świecie masowych morderców pokroju
                                                    Adolfa Eichmanna.
                                                    Cały artykuł Christophera Simpsona (w języku angielskim) dostępny jest tutaj.
                                                    [1] Zobacz także: Nach Recht und Gesetz, Ab
                                                  • swantevit . 21.08.06, 13:21
                                                    www.german-foreign-policy.com/pl/fulltext/56131
                                                  • swarozyc Symetrycznosc przywilejow 26.09.06, 22:13
                                                    www.german-foreign-policy.com/pl/fulltext/56135
                                                  • swantevit Znad samej Odry 07.01.07, 18:55
                                                    Jak podala Kronika pom - zach., niemiecka firma w Szczecinie zabronila mowic
                                                    swoim pracownikom po polsku, podajac przy tym argumenty rodem z czasow Hakaty i
                                                    Kulturkampfu.
                                                    Czy jutro pod siedziba owej firmy zbiora sie druzyny Wszechpolakow, szczecinska
                                                    dziatwa szkolna pragnaca w niedalekiej przyszlosci zachowac mozliwosc
                                                    komunikowania sie na Pomorzu Zachodnim w jezyku przodkow, czy tez nic nie ma
                                                    znaczenia skoro Adas dal haslo do "europeizacji" i Europie regionow, a nie
                                                    narodow..
Pełna wersja