Gość: Krystyna
IP: *.proxy.aol.com
23.09.01, 22:18
Przede wszystkim cudownie jest znalezc takie forum jak to tutaj po latach
(wielu) od czasu pamietnej edukacji w "jedynce" czytajac Wasze postingi tutaj
przypomnialam sobie tamte twarze, tamte mury, te atmosfere.
Rozpoczelam nauke w LO1 w 1975 roku, jako swiezo upieczona absolwentka
podstawowki nr 8 (tez przy Piastow). Moja wychowawczynia w LO1 byla profesorka
historii p.Halina Gainska (tym samym ominely mnie radosci lekcji z Luczka,
aczkolwiek pamietam go z kilku zastepstw, oraz z niesmiertelnej, juz wtedy,
legendy).
Bylam w klasie 1"D". W tej chwili musze siegac do pamietnikow, bo nazwiska
zacieraja sie z latami. Wiecie jak swietnie jest poczytac pozolkle kartki
zeszytu w kratke, ktory wtedy nosil dumne miano "Pamietnika".... Oto pod data
1 wrzesnia 75 znajduje sie wklejona czerwona tarcza mojej szkoly a obok wyciety
z "Kuriera" wywiad z p.Boguslawa Bebko, dla ktorej ta data byla pierwszym dniem
w tej szkole jako "profesorki". Bebko konczyla nasza bude w 1969 roku, pozniej
studiowala na uniwerku w Poznaniu, prace magisterska obronila w czerwcu 75 i od
razu po wakacjach wrocila do "jedynki" zeby uczyc matmy. Ludzie! Jaka ona byla
zielona doslownie i w przenosni! Jej zielone szatki, cienie do oczu i nawet
lakier do paznokci wzbudzily natychmiast wesolosc calej klasy. Gorzej
ze "zielone" byly rowniez jej metody pedagogiczne. Wszystko podawala z ksiazki,
wiec lekscje byly koszmarnie nudne ( zreszta matema zawsze byla dla mnie,
humanistki najnudniejszym przedmiotem na swiecie). Poza tym nie cierpiala
dziewczyn, szczegolnie tych ladniejszych, najwyrazniej faworyzowala chlopakow.
Biorac pod uwage, ze w sumie byla niewiele od nas starsza, stawalo sie to nieco
denerwujace. Czym taka smarkata moze nam zaimponowac? Dokuczalismy jej wiec ile
wlezie. Moge smialo podejrzewac, ze jesli Bebko wyrosla na profesorska zolze,
stalo sie to nie bez naszego udzialu :-))
Druga taka "gwiazda" szkoly w tym czasie byla nauczycielka chemii pani
Sapieha.Bardzo piekna kobieta, blondynka o porcelanowej cerze, zgrabna i
dystyngowana, chodzily ploty ze pochodzi w prostej linii ze szlacheckiego rodu
Sapiehow. Miala te sama wade co Bebko, dziewczyny nie mialy u niej szans, nawet
po najtwardszym "wkuwaniu" i kilogramach wiedzy czworka byla absolutnym
sukcesem, natomiast facet mogl wydukac jedno zdanie i dostawal piatke.
Ciekawa jestem co sie z nia stalo, poniewaz fama glosila, ze uczy tylko z
nudow...
Uwielbialismy wychowawczynie Gainska. Byla tak samo jak Luczko anty
komunistyczna, brzydzila sie falszowanej w podrecznikach historii, starala sie
przekazac nam jak wiecej prawdziwej historii. Wiem ze zostala internowana w
osiemdziesiatych latach, przezyla rowniez rodzinna tragedie. Oficjalnie
podawano ze jej syn popelnil samobojstwo, pozniej dowiedzielismy sie, ze jako
aktywista opozycji zostal zmuszony przes SBkow do wyskoczenia z okna. Nie bylam
juz wtedy w szkole, ale odwiedzalismy ja czasami w domu, po tej tragedii byla
zdewastowana. Kochalismy te nasza cicha i dumna historyczke bardzo. Mam
nadzieje, ze jeszcze zyje na zasluzonej emeryturze.
Moja klasa miala profil ogolny z poszerzonym programem jezyka
angielskiego. "Anglika" uczyla nas Mrs.Stawna, nauczycielka po studiach w
Anglii. To byla wspaniala baba. Jej eksperymenty lekcyjne byly czyms cudownym.
Lekcje odbywaly sie w laboratorium jezykowym (na tamte czasy nowosc!) kazdy
mial oddzielna kabinke, magnetofon, sluchawki.... Robila np. oddzielna lekcje o
zespole "The Beatles", cos w rodzaju happeningow o Celtach, o Irlandii, o
rodzinie krolewskiej w Anglii.Jej lekcje to zawsze byla przyjemnosc i
wielokrotnie niespodzianka. Przydaly mi sie te lekcje bardzo, chociaz jeszcze
wtedy nie wiedzialam ze moje zycie odbywac sie bedzie w jezyku angielskim
(mieszkam od 88 roku w USA)Czy ktos pamieta moze jak Stawna miala na imie?
No i wreszcie nasza kochana rusycystka, jak ona sie nazywala??? Starsza pani,
blond koczek, slodka i wesola. Ubaw mielismy z nia nieziemski, bo bardzo sie
przejmowala swoim przedmiotem, ktory my wszyscy (niemal wszyscy)konsekwentnie
olewalismy. Nazywalismy ja "Tietradka" albo Tamara. Gdzies tutaj wyczytalam ze
ma juz chyba z 90 lat i ciagle uczy...niesamowite.
Najzabawniejsze jest ze moim ulubionym przedmiotem byl polski, ale
nazwiska "polaczki" nie moge sabie przypomniec, ani nie mam nigdzie o niej
zapisu. szkoda.
Wspominaliscie tutaj Maxa od w-f. Tego gostka znalam z zupelnie innego
anturazu. W tym czasie byl "bramkarzem"-wykidajla w klubie studenckim
KONTRASTY.Twierdzil ze jest potomkiem Indian amerykanskich, pakowal, nosil
dugie wlosy i opaske. Ostro rwal kazdy towar w spodnicy i nie stronil od
alkoholu. Wesoly klient, niesamowicie kontrowersyjny. O tym ze uczy w
mojej "budzie" dowiedzialam sie juz po wyjezdzie z kraju.
Chyba dosc tych wspomnien na dzisiaj, zapewniam Was, ze byly to ciekawe,
historyczne i wesole czasy.
Mam nadzieje ze odezwie sie tu ktos z tamtego rocznika.
Jesli macie ochote pogadac, to wyslijcie mi maila.
Pozdrawiam wszystkich absolwentow mojej kochanej "jedynki"
Krystyna.