felix_edmundowicz
15.12.05, 21:46
Zastanawia mnie co będzie jak się okaże, że poseł nie był w to zamieszany, a
przecież część jego sąsiadów z jego miasta twierdziła publicznie przed
kamerami że nie wierzy w jego winę.
Pozostawiając znalezienie dowodów przestępstwa brukselskiej policji, to się
zastanawiam ile można wylać pomyj na człowieka jeśli ma się tylko kilka
linijek tekstu nie podpartego dowodami,a jak można przejść gładko z
ułaskawieniem starostów pijaków mimo nagrań z uwiecznionymi dokonaniami
swędzącej pały w autokarze.
Kończąc lepiej żeby była to nieprawda, bo świadectwo nie jest chwalebne.
Ten pan zasiada zresztą obok człowieka który nawoływał do zespołowego picia w
autokarze.
www.europarl.eu.int/members/expert/groupAndCountry/search.do?group=1534&country=PL&language=PL
poczytajcie sami!
"Czuję się zaszczuty. Zarzuty wobec mnie to pomówienie" - powiedział
eurodeputowany Bogdan Golik. Podkreślił, że jest niewinny i że nigdy nikogo
nie zgwałcił.
Do prokuratury w Brukseli trafiła skarga złożona przez francuską prostytutkę,
która oskarża posła Golika o gwałt, sprawę ujawniły belgijskie media w sobotę.
Golik powiedział, że postępowania w Brukseli, nawet jeśli się toczy, to w
sprawie, a nie przeciwko jego osobie. Dodał, że prokuratura belgijska nie
poinformowała go do tej pory o losach prowadzonego postępowania. "Moje życie
właściwie w ciągu jednego dnia zostało zrujnowane, słowa prostytutki
postawiono przeciwko moim i wydano bezwzględny wyrok. Bez prawa do obrony" -
oświadczył.
Jak poinformował, nie jest prawdą, że oskarżająca go prostytutka miała jego
telefon komórkowy.
"To kłamstwo. Nie zgubiłem telefonu, nie skradziono mi go" - powiedział
Golik, pokazując telefon komórkowy.
"Natomiast jakiś czas temu zaginął mój notatnik elektroniczny, mój palmtop.
Przypuszczam, że to właśnie tym notatnikiem mogła się posłużyć ta kobieta" -
dodał.
Golik uważa, że zarzuty wobec niego można bardzo łatwo zweryfikować,
ponieważ - jak wyjaśnił - budynek parlamentu jest monitorowany i można
sprawdzić, kiedy wychodził z budynku.
Europoseł zaapelował też do mediów, aby nie ferowały wyroków, zanim sprawy
nie wyjaśni prokuratura lub sąd. Jak dodał, nie wie, kto i dlaczego
postanowił - jak to określił - go zniszczyć.
"Albo chodzi o pieniądze, albo o coś znacznie więcej" - ocenił.
Zasugerował, że atak na niego mógł być spowodowany jego działaniem przeciwko
budowie Gazociągu Północnego na dnie Bałtyku. Rozdał dziennikarzom materiały,
które mają świadczyć o jego aktywności w tej sprawie - m.in. list do
Greenpeace i szefa Parlamentu Europejskiego Josepa Borrella.
"Być może tu państwo znajdziecie odpowiedzi" - zwrócił się do dziennikarzy.
Po wygłoszeniu oświadczenia Golik nie chciał odpowiadać na żadne pytania
dziennikarzy. W jego zastępstwie, odpowiedzi udzielali adwokaci - Pierre
Allard i Agata Michalska.
Pod koniec konferencji jeden z dziennikarzy wręczył europosłowi kosz
prezerwatyw. Oburzony Golik szybko opuścił salę konferencyjną.