Gość: Marian Paździoch
IP: *.internet.v.pl
02.04.06, 19:48
Fajnie jest gdy dziewczyna leży jak kłoda... przynajmniej nie wierzga jak
wściekła klacz, co jest nagminne i wcale nie fajne. Zabrzmiało jak zwykły
żart, ale ... Rzeczywiście wiele kobiet uważa, że nic tak nie świadczy o ich
temperamencie seksualnym, jak miotanie się po łóżku, jak Żyd po pustym
sklepie:) Często, nie wczuwając się w nastrój, w rytm i proponowane przez
partnera tempo,"szalona kochanka" wije się pod facetem, jakby ja pod prąd
podłączono. Dobrze, jeśli jest na tyle "spontaniczna", że ze startem do tańca
św. Wita poczeka na początek penetracji, a nie zaczyna całego cyrku już w
momencie kiedy człowiek znajdzie się miedzy jej udami i dopiero zaczyna się
zastanawiać, czy wejść powolutku, czy z mocniejszym akcentem... Trafiając na
taką, co to zanim się zacznie, to już ma trzy orgazmy, a później napięcie
tylko narasta, trzeba opracować specjalna taktykę, która pozwala jednak na
odbycie stosunku wspólnie, a nie na bycie narażonym na półgodzinne łapanie
kobitki w łóżku, niczym karpia w wannie pełnej wody...Dobrze jest w takim
wypadku rozpocząć próbę "przyszpilenia" w chwili, gdy nasza partnerka ma
głowę oparta o ścianę, lub o górną deskę łóżka...Chociaż w drugim wypadku
możemy później mieć wątpliwości, czy odgłosy jakie wydaje jej głowa
rytmicznie uderzająca o poręcz łóżka jest skutkiem braku wypełnienia w
obecnie stosowanych materiałach meblarskich, czy może...:)Przy tak
orgiastycznie nastawionych pannach wykluczone jest używanie jedwabnej
pościeli, czy innych materiałów o zbyt dużym poślizgu. Chcąc uniknąć ciągłego
ściągania niżej, wijącej się partnerki radziłbym zrezygnować z jakiegokolwiek
prześcieradła i podjąć walkę na gołym tapczanie. Samo szorowanie gołym
tyłkiem po szorstkim materiale, powinno trochę osłabić jej zapal do
odpychania się piętami od podłoża i konieczności ciągłego przysuwania jej za
biodra do odpowiedniej pozycji... Ciekawe, że w wypadku tańca, nigdy żadnej
kobiecie nie przyjdzie do głowy tańczenie czegoś innego, niż jej partner...
No, ale łóżko, to nie parkiet. Tu zdarzają się takie, które nie zważając na
partnera, kręcą kuprem mambę, czaczę, czy tez inną rumbę, zupełnie nie
zważając na to, że właśnie grają... walca angielskiego:) Ponieważ oczytały
się porad seksualnych w rożnych czasopismach, [które dla zachęty
sprezentowały im, oprócz kolejnej dawki mądrości, także"oryginalną" (w
nakładzie 300tys. egz.) bransoletkę, czy też inny wisiorek "przynoszący
szczęście" wszystkim czytelniczkom] że nic tak faceta nie rajcuje, jak
zarzucenie mu nóżek na szyje... I człowiek może stracić chwilowo orientację,
czy to początek upojnej randki, czy już walki kwalifikacyjne w memoriale im.
Pytlasińskiego?:) To, że macha pod nami nogami, niczym wskazówki w
elektronicznym zegarze z wyczerpana bateria, to można jeszcze przeboleć,ale
niestety niektóre do wyrażenia wstępnej ekstazy używają także pazurów, a za
główny dowód podziękowania za osiągnięte właśnie osiem orgazmów, uważają
zostawienie nam wbitych pod skorą na łopatkach swoich tipsów. Aby nie być
posądzonymi o to, że nie potrafią zachować się w łóżku, nawet im do głowy nie
przyszło, żeby nas obrazić pozycją "na kłodę", używają także zębów... Pół
biedy, gdy ma to miejsce przy "klasyku" i ogranicza się do gwałtownego,
niczym u Breżniewa chwytającego za szyję Honeckera, przyciągnięcia nas do
siebie i wpicie się szczęką w nasza szyję. Wprawdzie rany kąsane wolno i źle
się goja, ale czyż kobieta potrafi bardziej wyrazić nam swoja wdzięczność?
Gorzej, kiedy chęć prezentacji skorygowanego aparatem zgryzu, nasza panienka
zechce zademonstrować nam w trakcie innej pieszczoty...:(Jako nowoczesne i
wyzwolone prenumeratorki "[pismo kobiece]" śmiało sięgają po instrument,
który wydaje im się dobrze znany... Ale tylko wydaje... Zaczynają
mechanicznie, niczym ze ściąganiem i naciąganiem pokrowca na parasol w
pochmurny dzien... z równym niezdecydowaniem i znudzeniem, jak to przy
niepewnej pogodzie... Na delikatną prośbę, że wolimy trochę większego
zaangażowania i wyczucia, złośliwie zaczynają ruch, który przy pompowaniu kół
w rowerze, rozerwałby ciśnieniem opony, nawet w wyczynowych góralach... Nie
chcąc zrażać partnerki, która się tak dla nas poświęca, zaciskamy zęby i
tylko syczymy z bólu, żegnając się w myślach z całością naszego wędzidełka...
Oczywiście, nie przyzwyczajona do takiego monotonnego wysiłku damska dłoń,
wymaga parokrotnej wymiany na drugą, co wprawia nas w znakomity nastrój i
świetnie rozprasza, a i tak należy się cieszyć, nie słysząc znudzonego "o
Jezuuuu... chyba mi ręka odpadnie!!!".... Gdy już nasza "głowica" jest
całkiem wymęczona i sucha, niczym czerep Taliba siedzącego na słońcu, bo
tylko świst i wiatr go od kwadransa omiatał, czujemy się zachwyceni, że i
kobieta potrafi się domyślić, że żaden tłok długo nie pochodzi, bez
odpowiedniego smarowania... Nie mówimy tu o pannach, które poślizg
postanawiają uzyskać poprzez dziarskie popluwanie w dłonie, niczym człowiek z
marmuru przed położeniem pierwszej cegły... My mamy do czynienia z czułą
partnerka, która nie jest kłodą w łóżku, tylko wyrafinowaną kochanicą
francuza... Już... już... już jesteśmy w siódmym niebie, już czujemy tę
błogość ciepła i wilgoci wokół biednego i wytarganego "jasia", gdy nagle
przypominamy sobie, że to, co nazywaliśmy "zalotką" miedzy jedynkami naszej
pani, to może być powód naszego bólu... I jest!!! Oczywiście wciągniecie w tę
szczerbę naszej delikatnej skórki było przypadkowe, wiec tylko zwijamy się z
bólu...jednak ona odbiera to za objaw naszego nadchodzącego orgazmu... Wiec,
żeby jeszcze bardziej nas nakręcić zaczyna, niby to w zabawie nadgryzać,
przygryzać i podgryzać.... Kurde!!!Kto im powiedział, że dla faceta
najbardziej ekscytującym zajęciem jest zabawa z kombinerkami?;((( Na
pornosach, rzeczywiście i z pół metra można sobie wpakować w gardło, ale w
życiu bywa już z tym trochę gorzej... Wiec chcąc nas uszczęśliwić, wpychają
sobie gwałtownym ruchem naszą lekceważoną wymiarowo parówkę do przełyku i....
zaczyna się cyrk.... Gdzieś tam, z dołu, spod "burzy i kaskady
najukochańszych na świecie" włosów, dochodzi nas odgłos, przypominający jak
umierał nasz ulubiony kot, gdy zadławił się korkiem od szampana... Charkot,
rzężenie i inne odgłosy, które w tym momencie maja zastąpić nam muzykę
miłości, powodują, że i my, i nasz interes zaczynamy gwałtownie odczuwać
wyrzuty sumienia... Obaj czujemy się momentalnie tacy malutcy... on nawet
dosłownie... Odkorkowana panna, zdziwiona patrzy na to, co zostało w jej
dłoni i zalotnie odpluwając na boki, nasze na wpół połknięte kędziorki,
seksownie pyta: "Dlaczego nie chciałeś skończyć w ustach?"... Więc z tą
kłodą, to czasami wcale nie jest takie głupie...;)