skuter70
10.01.03, 11:44
"teraz spokojnie moge przystapic juz do rzeczy. nie wiem,czy panstwo
zwrocili uwage,ale zyjemy w czasach dyktatu roweru. oczywiscie nie wsztscy i
nie wszedzie,ale mieszkancy wiekszych miast na pewno. zeby daleko nie szukac
wezmy taka warszawe,stolice polski,zreszta.jest to miasto przez rowerzystow
sterroryzowane kompletnie.nie sposob tutaj nie wpasc pod kola
rozpedzonego gorskiego roweru dosiadanego przez osobnika wystrojonego ,jakby
mial zaraz leciec na marsa. do wyjasnienia pozostaje kwestia,dlaczego
warszawscy rowerzysci w miescie,w ktorym z gor mamy tylko gory
smieci,upodobali saobie wlaniw rowery gorskie. rowerowy terror zaczal
kielkowac tuz po upadku komunizmu. pojawilo sie wtedy wielu entuzjastow tego
sportu,ktorzy uznali,ze jezdzenie rowerem po zatloczonych ulicach i
chodnikach,wsrod spalin i tlumow pieszych jest bardzo zdrowe. nie wiadomo co
prawda dlaczego za czasow komunizmu zdrowe nie bylo,a po nim juz tak,ale
przyjmijmy,ze za kimunizmu nic zdrowe nie bylo i dajmy temu spokoj.
entuzjasci rychlo spostrzegli ze, jadza n arowerze posrod ryczacych
autobusow i innych pojazdow moze i jest zdrowa ale bardzo niebezieczna. co
pewien czas jeden entuzjasta z drugim zaplatywal sie pod kola i bylo o
jednego albo drugiego mniej. winni,oczywiscie byli zawsze zli
keierowcy,ktorzy nie szanowali jak nalezy pedalujacych dla zdrowia i nie
ustepowali im miejsca na drodze. jako ze nie bardzo mozna bylo wyeliminowac
z drogi samochody,rowerzysci doszli do przkonania,ze latwiej bedzie
wyeliminowac pieszych. uznali wobec powyzszego,ze naleza sie im specjalne
rowerowe sciezki,po ktorych beda mogli pomykac na swoich dwukolowych
rumakach. powolali sie przxy tym na przyklad innych miast europejskih,gdze
laczna dlugosc takich sciezek rowerowych wynosi iles tam setek czy tysiecy
kilometrow.
domagali sie swoich sciezek,zapominali jednak,ze w owcych miastach
europejskich w ogole wszystko jest dluzsze i szersze i ze maja one troche
wiecej pieniedzy niz warszawa,w ktorej nie m apieniedzy nanic innego oprocz
pensji zarzadzajacych nia urzednikow.
wladze mista warszawa wyjatkowo jednak przejely sie postulatami
rowerzystow - w ramach protestu wielokkrotnie blokujacych miasto - i mimo
braku funduszy,niezwlocznie przystapily do budowy sciezek rowerowych. w
wiekszoci znanych mi przypadlo( dzielnica powisle) owa budowa polegala na
dzieleniu chodnika przeznaczonego pierwotnie dla pieszych pasem bialej
farby. od tej chwili jedna polowa chodnika miala byc dla pieszych a druga
dla rowerzystow. nie zawsze jasne bylo,ktora dla kogo,ale jesne jest ze nie
o szczescie pieszych tutaj chodzi.
piesi ktorzy nie organizuja na wzor rowerzystow blokad rond,ulic sa wobez
powyzszego coraz czesciej narazeniu na wplatanie w rowerowy lancuch. i nawet
w tych rejonach miasta gdzie im chodnikow nie podzielono. botrzeba
wszystkicm wiedziec,ze rowerzysta rowniez dobrze jak na swojej sciezce czuje
sie na glownycm pasazu miasta albo parkowej alei gdzie teoretycznie byc go
nie powinno. a jeszcze lepiej czuje sie jak nie jest sam tylko w licznym
gronie rowerowych kolegow. wtedy nikt ani nic nie jest w stanie go
powstrzymac. a juz najmniej policja panstwowa ktora jjezeli rowerzysta
polozy sie n asrodku ulicy i b3edzie odpoczywal tamujac rych otoczy go
szczelnym kordonem i zaczeka,az mu sie odpoczywanie znudzi. rowerzysta jest
bowiem nietykalny. sad to sie bierze??
ano z poczucia winy jakie udalo sie rowerzystom u nierowerzystow wywolac.
oni tez chcca przeciez dobrze dla siebie i dla innych. oni chca ratowac
srodowisko i swoja kondycje.chca,tylko nie maja gdzie w tym cholernym
miescie,bo wciaz maja za malo miejsca.dlatego musza od czasu do czasu po
kims sie przjechac.dla ogolnej kondycji.mogli by,co prawda pedalowac gdzies
troche dalej od
centrum,na obrzezach miasta ,albo nie daj boze ,w lesie,ale kto wtedy
widzial jakie maja fajne rowery i nowe kosmiczne wdzianka"