Gość: Fugazi
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.06.06, 21:36
Ciekawe zjawisko społeczne zaobserwowałem dnia dzisiejszego.
Korzystając z dobrej pogody popedałowałem (!?) do kraju wrednego prusaka.
Na zdawkowe „guten tag” szwabskie chłopstwo odpowiadało tako samo i dodatkowo
okraszało szczerym uśmiechem.
Zaskoczony uprzejmością postanowiłem skomplikować kolejne sytuacje i
przejeżdżać nie otwierając więcej japy.
Nie zagajani wredni protestanci sami zaczęli krzyczeć „dzień dobry”.
W każdym miejscu i każdej sytuacji mijany rowerzysta czy pieszy witał mnie
owym „dobry”.
Kontynuując eksperyment już po naszej stronie obdarowałem na dzień dobry
naszym już "dzień dobry" dwie babcie wracające z kościoła. Nie odpowiedziały
ani słowem a twarze przybrały znany wyraz moherowego zatroskania.
Kolejnym zaskoczonym był mijany rowerzysta. Spojrzał i nie odpowiedział tako
samo.
Dalej panowie i panie pod sklepem. Tylko spojrzeli idiotycznie.
Kolejna babcia odwróciła głowę. I tak dalej mógłbym wyliczać bo prób
wykonałem sporo.
I tak myślę sobie że:
1) Popełniam niezręczność. Bo teraz się "pochwalony" mówi i coś tam o
dziewicy.
2) Dzień wcale nie jest dobry i przegapiłem ostatni mecz naszej drużyny
3) Albo też pruscy emeryci zasiedlili przygraniczne tereny i powinienem
ryczeć jak uprzednio „guten tag”. Wtedy bym się doczekał wzajemności.
4) ostatecznie może być też tak, że na odpowiedź trzeba czymś specjalnym
sobie zasłużyć (np być sąsiadem albo swoim spod sklepu). A wtedy ot tak i
zwyczajnie, dla sprawienia radości drugiej osobie wcale nie powinno się mówić.
Pozdrawiam
Fugazi