kostek73
07.03.03, 08:35
Studiuję na 4 roku rachunkowości na Mickiewicza. Chciałem rozpocząć studia
podyplomowe na tej samej uczelnii, a tu okazuje się , że są dziwne reguły gry
ustalowne przez prodzeikana ds. studenckich prof. Grzesiaka. Otóż procedura
jest taka, że pan prodzeiekan, a nie dziekan musi wyrazić zgodę na podjęcie
przez mnie dodatkowych studiów, mimo iż te studia są płatne i zasilają
fundusz uczelnii. Pod drugie pan prodziekan, a dziekan udziela w zależności
od sowjego widzimisię ITS (indywidulany tok studiów) i bez logicznego
uzasadnienia może odmówić. Okazuje się, że pisma do dziekana nie mogą przejść
bez przeglądu przez prodziekana Grzesiaka, a poza tym adresować należy tylko
do prodziekana Grzesiaka. Podania adresowane do innych nie są przyjmowane w
dziakancie. Dlaczego? Otóż kierownikiem dziekanatu jest żona prodziekana.
Dlaczego prodziekan przechodzi akceptację samorządu? Ponieważ przewodniczącym
samorządu jest syn prodziekana (jak wybrany? Nikt nie wie - wyborów do
samorzadu bezpośrednich nie ma), który wg informajci naszych kolegów z jego
kierunku zdaje egzeaminy u ojca w przedziwny sposób - nie pojawiając się na
egzaminie. Puenta: Pasjonujemy się aferą Rywina, a blisko nas są sytuacje
korupcjogenne takie jak na Wydziale Nauk Ekonomicznych i Zarządzania na
Mickiewicza. Temat warty poruszenia.