Krzysztof Warlikowski o Szczecinie

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.06, 11:01
W specjalnym wydaniu najnowszej Polityki reżyser Krzysztof Warlikowski tak opisuje nasze miasto: - Niepolski, bezpański, pusty duchowo, bez pokoleń, które pracowałyby na dorobek myślowy tego miejsca - reżyser rozgladając się wokół siebie, widział miasto wypierajace się swojej przeszłości, zasiedlane przez rzesze wykorzenionych ludzi.

Osobieście całkowicie zgadzam się z tą diagnozą, choć od czasu wzrastania pana Krzysztofa w Szczecinie minęło już "kilka" lat.
    • Gość: morfeusz Re: Krzysztof Warlikowski o Szczecinie IP: *.chello.pl 30.12.06, 14:14
      Nie lubię tej podstarzałej cioty, nic nie wniósł nowego na scenę i nie wniesie.
      Robi pałe innym podstarzałym ciotom w Paryżu ,czy Berlinie i z tego taki szum.
      W Operze Paryskiej jakoś nie przypadły do gustu jago wynaturzenia sceniczne,
      ani krytykom ani publiczności.
      lepiej się nie chwalić ,że jest z tego miasta , a on niech się zamknie.
      • Gość: Ciekawski Re: Krzysztof Warlikowski o Szczecinie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.06, 15:42
        Jakiś szczeciński kompleksik?
    • absztyfikant Re: Krzysztof Warlikowski o Szczecinie 30.12.06, 14:19
      www.teatry.art.pl/!rozmowy/burzaw.htm
      Fragmenty wywiadu:
      Nie był Pan uchodźcą politycznym, nie wyjechał Pan z powodów ekonomicznych.
      Takich ludzi, którzy - jak Pan - pojechali na Zachód tylko po to, żeby poszerzać
      horyzonty, w PRL-u właściwie nie było.

      Musi pan najpierw zrozumieć, co to znaczy być ze Szczecina. W Szczecinie było
      się na końcu świata. Należało w sobie uruchomić cały potencjał, aby się wyrwać.
      Dwadzieścia razy większy niż wszyscy inni. Bo szczecinianin to ktoś, kto nie ma
      swojej tradycji, w przeciwieństwie do człowieka z Krakowa czy Warszawy. Musi
      wszystko budować od nowa.

      Rodzina tego Panu nie dała?

      Nie, ojciec pochodził z Golubia-Dobrzynia, matka spod Łodzi. Oboje zostali
      wywiezieni do Niemiec podczas wojny, wracając, osiedlili się koło Koszalina,
      później przenieśli się do Szczecina. Nie było na czym budować, od początku
      musiałem szukać własnej drogi. Moi rodzice nie decydowali o mnie, nie wiedzieli
      nawet, co się ze mną dzieje.

      Ale prowincja jest zazwyczaj ciekawsza od centrum, sam pochodzę ze wschodniej
      Polski i to zawsze było moim atutem.

      Szczecin to szczególna prowincja, tam nie było autorytetów. To było miasto wojny
      jeszcze w latach 70., odbudowane tylko częściowo, jakieś strzępy dawnej
      miejskości. Dla młodego człowieka, zafascynowanego historią, chodzenie po tym
      mieście było jak wędrówka po przeszłości. W Szczecinie nie było teraźniejszości.

      Zanim wyjechał Pan do Francji, studiował Pan w Krakowie. Jakie wrażenie zrobiła
      stolica mieszczaństwa na chłopaku z robotniczego Szczecina?

      Szok. Ciasna skorupa, bez oddechu. Nie lubiłem Krakowa, nie potrafiłem przełożyć
      w sobie miłości do średniowiecza na miłość do tego mrocznego miasta. Dookoła
      profesorskie dzieci, tuzy krakowskie, nie czułem się dobrze. Zacząłem chodzić
      własnymi drogami, korzystać z tego, czego nie było w Szczecinie, uczyłem się
      greki i łaciny, w kinach studyjnych oglądałem całą klasykę filmu światowego, w
      teatrze spektakle Swinarskiego, Wajdy, Lupy. Uprawiałem jogę, chodziłem do
      zborów protestanckich.
      • absztyfikant Re: Krzysztof Warlikowski o Szczecinie 30.12.06, 14:22
        Swoja droga facet nic dla Szczecina nie zrobil i oczywiscie nie ma powodu, by
        go fetowac, ale tez nie ma potrzeby go tak bezceremonialnie opluwac. Jest mi go
        autentycznie zal.
Pełna wersja