Polacy oszukani i okradzeni w Anglii

IP: *.in-addr.btopenworld.com 29.01.07, 13:58
Oj,oj,oj - jak sie nie ma pojecia o czym sie pisze - to lepiej nie pisac wcale.
Po pierwsze w styczniu w Londynie jest cieplo - tylko 2 razy temperatura
spadla do plus 2 stopni - nie bylo przymrozkow,a w dzien jest okolo 10 na plusie
Po drugie - nie da sie pociagiem ani innym srodkiem komunikacji jechac na gape
- nie ma takiej opcji - co najwyzej jesli Oyster jest wyladowany - to kierowca
machnie reka i pojedziemy kilka przystankow - w pociagach i NE - sprawdzaja
bilety przed wejsciem do pojazdu (tu sie wsiada zawsze tylko przednimi drzwiami)
Jesli juz chodzi o same oszustwo - ok - najczesciej Polacy robia w jajo
drugich Polakow.JEZYK,JEZYK i jeszcze raz jezyk...bez tego nawet nie ruszajcie
w droge...bedziecie pracowac za 3 funty/h u innego cwaniaka z Polski
Pozdrawiam ze slonecznego dzis Londynu
    • Gość: rocky Ales sie Arku dziadu jeden wysilil aby ci dupe zer IP: 213.155.191.* 29.01.07, 14:16
      neli gnojku to bys inaczej spiewal, mam nadzieje ze jeszce to sie stanie, sa
      oszusci i mysle ze ciezko za to zaplaca mysle ze rzad angileksi npowo;i
      wyl;apie tych polalakow , pakistanczykow i innych oszustow God Bless Kingdom
    • Gość: redaktor Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.smsnet.pl 29.01.07, 17:18
      ...przeczytali w gazecie ogłoszenie o pracy w rozlewni wód gazowanych....

      Dlaczego nie dopisali że w Wyborczej?
      Poszkodowani od dłuższego czasu dzwonią do redakcji, aby nie drukowali ogłoszeń
      gdzie zleceniodawca podaje nr tel. ale jak zwykle liczy się kasa.
    • Gość: redaktor Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.smsnet.pl 29.01.07, 17:20
      Miałem dopisać - tylko numeru angielskiego telefonu komórkowego.
      • Gość: labatt .... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.07, 19:13
        Pojecie zimna jest bardzo subiektywne.Ja - 17 i 18 stycznia / wieczorem/- w
        Londynie - marzlam i na nic mi byly obrazki pojawiajace sie przed
        oczami....np.kilka Angielek w sandalach ,mini spodnicach czy szortach i
        topach......Moj welniany plaszcz ledwo zalapal sie na "troje z minusem".Z
        Reading do Londynu - przejechalam na bilet tzw."docelowy"- a pozniej - dwa dni
        - jezdzilam na tzw."wiedze pomieszkujacego tam Polaka" - czyli,ze bilet ten
        jest wazny na wszystkie srodki komunikacji w miejscach docelowych.....I bylabym
        w bledzie do tej pory - gdyby nie tubylec,ktory wyprowadzil mnie z bledu - co
        kosztowalo mnie tylko 4 funty.Do tej pory czuje wyrzuty sumienia - bo powinno
        byc wiecej.Ale cos mi podpowiada,ze bede mogla splacic dlug wdziecznosci - bo
        kraj warty glebszego poznania.....
        Oszust?.....Zwykle nie ma przypisanej narodowosci ------To charakter...
        • andreas.007 Re: .... 29.01.07, 20:12
          ...charakter albo zawód!

          ;)
          • Gość: labatt Re: .... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.07, 20:20
            Nie wiem....Nie jestem w ich /!/ typie....:)
    • felix_edmundowicz czy to ta osławiona emigracja opłakiwana przez PO? 29.01.07, 20:35
      Czy to emigracja dusząca się w kaczofaszystowskonazibolszewickorydzykolandzie????

      Ta wcześniejsza emigracja,wypchnięta za granicę przez zachłanność wieloetatowców
      pseudosocjaldemokratów z SLD ma się dobrze i ostro zapieprza, i jak tu wróci to
      pokaże gdzie raki zimują i PiSwskim mądralom i POwskim nieudacznikom,nie mówiąc
      o istotach dwu-leworękich z SLDUPLiDSdPLDEMOK czy jak tam ich zwał.
      • Gość: labatt Rnie nerwujsja.... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.07, 20:39
        Pojedz - zobacz....Potwory sa straszne we snie...W realu/!/ robia sie malutkie
        jak kijanki.....
    • Gość: sosenka! nie ma takiego miasta jak londyn jest tylko lądek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.07, 05:37
      zdrój! raczej trzeba było zacząć słowami oi!, oi! oi! jak na cockney przystało. co ty piep... że nie da się jeździć na gapę? jeśli chodzi o bus to się zgodzę, ale obrzeża to całkowita bezkarność...
    • yosemity Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii 30.01.07, 08:57
      Drogi Arku, wyglądasz mi na takiego co w Polsce wyleciał z roboty i przypadkiem
      Ci się powiodło za granicą. Tylko jak było zanim znalazłeś pracę w Londynie?
      Jak widać Twój los się obrócił na dobre, ale wierz mi, że to co masz teraz nie
      jest na zawsze, więc proszę, nie wymądrzaj się, bo być może Ci ludzie są w
      sytuacji w jakiej się znajdziesz za kilka miesięcy (czego Ci nie życzę)
      • Gość: Arek Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.in-addr.btopenworld.com 30.01.07, 14:28
        Probujesz mnie podpuscic ?? Czy moze myslisz, ze uda Ci sie mnie zdenerwować i
        podniesc ciśnienie ?? ...ojjj...nic z tego... .

        Podobnie jak wiele osob na tym forum jestem dziennikarzem - ale w
        przeciwieństwie do wielu "anonimow" JA podpisuje sie z imienia i kazdy wie kim
        jestem, badz przynajmniej sie domyśla. Nie JA zostałem wyrzucony z pracy - tylko
        SAM ZLOZYLEM WYMOWIENIE. Bylem dziennikarzem Polskiego Radia Szczecin -
        odszedłem bo nie wyobrazalem sobie dalszej pracy w tym gronie "przyjaciol i
        znajomych krolika" i pod czujnym okiem komisarzy politycznych. Nawet ujawnienie
        tresci mojego wypowiedznia na forum publicznym dla wielu osob bylo by niewygodne
        - a ja staram sie zachowywac dyskretne milczenie. Przez kilka lat mojej pracy w
        publicznym radiu nigdy nie widzialem takiej sytuacji jaka została stworzona w
        Polskim Radiu Szczecin od lipca 2006 r. Nie ma co wracać do tego tematu - bo
        ujawnienie zakulisowych gier i potyczek w PR do niczego nie doprowadzi -
        określony układ raz zdobytej władzy - NIE ODDA. Gdyby ktos pytal badz nie
        wiedzial - mam niewiele ponad 30-lat i w czsie stanu wojennego najbardziej
        brakowalo mi Teleranka. Szkoda mi kolegow i kolezanek - radiowcow z powolania,
        wkladajacych serce w swoja prace, ktorzy zostali tam i musza znosic i tolerowac
        rozne zagrywki. Ja postanowilem zaryzykowac i szukac swojego miejsca w Londynie,
        gdzie rowniez pracuje jako dziennikarz w polonijnych mediach. Mam juz spory
        zasób wiedzy o Polakach w Londynie i na wyspach, wiec dosc sceptycznie podchodzę
        do wypocin kolegów (koleżanek)po fachu, którzy probując stwarzać pozory
        dziennikarskiej bezstronności wypisują głupoty w gazetach nie znając realiów.
        Zapraszam do Londynu - przekonacie sie po kilku tygodniach jak zyja i
        funkcjonują tu Polacy - najczesciej przyjezdzajacy bez podstawowej znajomości
        języka, pracujący u innego Polaka za 3F/h brutto i narzekajacy na wszystko i
        wszystkich... . OK - dyskusja mogla by trwac godzinami - pozdrawiam was serdecznie.

        PS "yosemity" - nie martw sie o mnie - prędzej zacznij myslec o własnej
        przyszlosci - ja jak zawsze mam jeszcze kilka Jokerow w rękawie...:) a twoja
        kanencja jest policzalna - juz o tym pisalem.

        PS2 Zachecam kolegow dziennikarzy z Polski do czytania polonijnej prasy - jest
        tu w samym Londynie kilkanaście tytulow, sa rozglosnie radiowe, wkrótce pierwsza
        TV... .

        • Gość: Marek Mucha Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.bethere.co.uk 04.02.07, 18:49
          Arku, prosze o kontakt na muchamarek@poczta.onet.pl , dziekuje
    • Gość: nauczyciel Logikę zamiast lekcji religii IP: *.smsnet.pl 30.01.07, 18:35
      W krakowie tacy sami:

      "Anglia - praca. Supermarkety Tesco zatrudnią kobiety i mężczyzn bez jęz.
      angielskiego i bez kwalifikacji do układania towarów, do magazynów i wiele
      innych stanowisk. Zatrudnimy też budowlańców i pomocników, inf. 0044 77 987 138
      77" - ogłoszenie o takiej treści pojawiło się kilka tygodni temu w
      ogólnopolskiej prasie.

      Chętnych było tak wielu, że dodzwonienie się pod wskazany numer graniczyło z
      cudem. Ale 25-letniemu Tomaszowi z Krakowa się udało. - Odebrała młoda kobieta.
      Powiedziała, że nie biorą żadnych pieniędzy na starcie, a praca jest od ręki. Na
      dodatek w pewnej firmie - tłumaczy ojciec pana Tomasza, który przyszedł wczoraj
      do redakcji "Gazety". - Zapewniła, że wystarczą pieniądze na podróż i około 200
      funtów na opłacenie mieszkania za pierwszy tydzień. Sprawa wyglądała wiarygodnie.

      Na ulicy. Bez języka

      Pan Tomasz pożyczył kilka tysięcy złotych, kupił bilet na samolot, namówił na
      wyjazd kolegę i wystartował do Londynu. Na miejscu czekał już na nich młody
      mężczyzna mówiący po polsku. - Zabrał nas do dzielnicy domków jednorodzinnych,
      tłumacząc, że tutaj znajdują się mieszkania pracowników Tesco - relacjonuje
      kolega pana Tomasza. Przed jednym z nich wyładował walizki i odjechał. Na
      miejscu czekał już inny Polak, który zainkasował od nas po 240 funtów i kazał
      zaczekać pod domem. Powiedział, że musi iść po klucze. Więcej ich nie widzieliśmy.

      Przybysze zapukali pod wskazany adres. Okazało się, że to mieszkanie angielskiej
      rodziny. Zostali na ulicy bez pieniędzy i dachu nad głową. Nie potrafili się
      nawet dogadać, bo nie znają języka. Zaalarmowali rodzinę w Polsce. Ta zajęła się
      wyjaśnianiem sprawy. Szybko się wydało, że padli łupem oszustów.

      - To nie my byliśmy autorem ogłoszenia - wyjaśnia Michał Kubajek z Tesco Polska.
      - Proces rekrutacyjny do pracy w sklepach Tesco w Wielkiej Brytanii odbywa się w
      Polsce i trwa kilka tygodni. Szansę na pracę mają wyłącznie te osoby, które
      znają język angielski. Nikt jej nie dostaje na telefon. Ktoś wykorzystał markę
      naszej firmy do oszustwa. Sprawą zajął się już nasz dział prawny. Jesteśmy też w
      kontakcie z policją.
    • andreas.007 to wszystko nieprawda - kłamiecie! 30.01.07, 18:49
      Przciez były tu linki artykułow - Beatrix pamietasz,
      z których wynikało, ze do pracy wyjzdżaja tam
      młodzi ludzie po studiach, a nawet po 3 fakultetach!
      Nie jest wiec mozliwe by nie potrafili sie dogadac po angielsku!!

      To kłamstwo chyba, bo podobno wyjezdżaja wykształceni...
      no chyba ze mamy takich wykształconych co nic po angielsku?
    • Gość: interesujace Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.globalconnect.pl 01.02.07, 14:02
      A z ciekawosci - jak z Radja Szczecin trafiłeś do Radja London. Wysłałeś SiVi,
      czy jak ?????
      • Gość: Arek Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.in-addr.btopenworld.com 01.02.07, 14:46
        He He
        Czy szukasz pracy ?? Masz juz dosc bolszewicko-partyjnego układu trzymającego
        wladze ?? Jeśli chodzi o mnie - to niech pozostanie słodka tajemnica w jaki
        sposób znalazłem sie w Londynie, co tu robie i dla kogo... .Jest mi tu dobrze i
        nie narzekam - za wyjątkiem niedokończonych spraw w Szczecinie, które
        najprawdopodobniej znajda swoj finał w Sadzie Pracy. Szkoda tylko, ze za
        wszystko zaplaca polscy podatnicy.
        • Gość: labatt Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.07, 18:14
          Mam przed soba Diennik Polski z 19 -21 .01.Z rubryki ogloszen....
          Koncert -Grzegorz Turnau - Historia pewnej podrozy - bilety w cenie 19,17 i 15
          funtow - 4.02.
          Spotkania towarzyskie - Oplatek Akowski
          -oplatek Zwiazku Zolnierzy 5KDP
          oplatek STP,PUNO i PTNO
          -oplatek 1 Dywizji Pancernej
          -oplatek Zarzadu Towarzystwa Fundacji Jana Pawla II
          -oplatek Zrzeszenia Nauczycielstwa Polskiego za Granica
          -oplatek Stowell Park
          - i spotkanie czlonkow i sympatykow Zarzadu Ogniska Rodzin Osadnikow Kresowych.
          Osobiste - Fundusz Inwalidow AK kwituje i dziekuje za 70 funtow
          -Abbeyfield London Polish Society oglasza,ze posiadaja wolne pokoje dla
          starszych Polakow.
          Praca - dam:-doswiadczonej,z dobra znajomoscia jezyka ang - w sklepie
          cukierniczym
          -opiekunce w domu opieki,znajomosc ang.
          Nauka i praca: - poszukuja osoby dajacej lekcje ang
          -Chelsea Centre - szkola jez. ang. .funkcjonujaca od 20 lat,z niepowtarzalna
          atmosfera....;)
          W uslugach budowlanych....Sebastian,Marcin i Krzysiek oferuja swoje uslugi...
          W Dzienniku mozna takze przeczytac,ze odnaleziono "Dziecko dzungli" - co
          skutecznie przemasowalo przepone kilku osobom.
          Dziennik o charakterze Mojego Miasta ,dodam,ze w w/w byly bledy w krzyzowce....
        • Gość: interesujace Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.globalconnect.pl 01.02.07, 20:41
          Nie nie szukam pracy bo to nie moja działka, pytam tylko jak sie stało ze
          wyladowales w Londynie, nie w Tesco, nie na budowie tylko w radiu.
          • Gość: Arek Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.in-addr.btopenworld.com 01.02.07, 21:26
            Nie znam miejscowosci Tesco w U.K. Jesli chodzi o polskie media w Anglii to juz
            chyba pisalem, ze jest ich coraz wiecej i powoli zaczynaja sie koncentrowac,
            wystepowac o koncesje na radio i Tv - w samym Londynie jest ponad 400.000
            Polakow - to spory potencjal i sami Anglicy o tym wiedza. Jesli juz jestes
            ciekawski(a) - najlepsi ludzie mediow - zawsze znajda prace i nie zarzucaj mi
            nieskromnosci - bo zaczne sie smiac.
            • Gość: interesujace Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.globalconnect.pl 02.02.07, 14:15
              I ty jestes jeden z tych najlepszych tak ? Acha rozumiem ....patrz jakie głąby
              w tym radiu Szczecin ze Cie nie chcieli..mieliby murowany sukces...:) Podziwiam
              Cie że wybrałeś sluzbe polonii za granicą a nie poszedłeś do Zetki, Trojki albo
              RMFu (gdzie przeciez czekają na talenty)..:)

              W każdym razie gratuluje Ci tak błyskotliwej kariery, pewnosci siebie,
              samouwielbienia no i liczę za za parę miesiecy poprowadzisz audycje w BBC, bo
              co to dla Ciebie.



              • gabbamastah Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii 02.02.07, 15:03
                Nie no nie moge takich bzdur.

                Co Ty piep...sz, albo nie znasz polskich realiow bo sam(a) masz takie plecy ze
                nigdy nie bylo Ci dane ich odczuc, albo jestes tepym osobnikiem zyjacym w swoim
                wyimaginowanym swiecie pod jakims kloszem (rodzicow?). Wlasnie dlatego ludzie
                wyjezdzaja z Polski, bo tu talenta sie nie licza, zadko jest inaczej. Nawet w
                prywatnych firmach jest kolesiostwo i poklepywanie sie.

                Takze blagam, starczy ty glupot!
              • Gość: portman Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.chello.pl 02.02.07, 18:29
                > W każdym razie gratuluje Ci tak błyskotliwej kariery, pewnosci siebie,
                > samouwielbienia no i liczę za za parę miesiecy poprowadzisz audycje w BBC, bo
                > co to dla Ciebie.

                ot typowy polaczek. jak ktos nie przeprasza ze zyje, to trzeba mu przypier.. dla
                poprawienia wlasnego beznadziejnego samopoczucia :))
    • yosemity Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii 02.02.07, 19:03
      Kto pieprzy, ten pieprzy.... Ja akurat mam wiedzę na temat błyskotliwej kariery
      Pana Arka i sposobu w jaki znalazł pracę w Londynie. Tak się składa Arku, że
      wtrąciłam się pierwszy raz na forum, bo nie spodobało mi się w jakim stylu
      oceniasz oszukanych - naiwnych bądź mniej - ludzi. Mam świadomość, że forum tak
      jak papier przyjmuje wszystko. ALe jak wiesz, telefon nie zadzwonił do Ciebie z
      Londynu, kiedy śiedziałeś w Polsce, no chyba, że dzwonił jak wyjeżdzałeś
      kilometry wiesz gdzie.... jak jesteś taki otwarty i szczery to sam napiszesz
      gdzie. Więc proszę, oszczędź innym polonijnych rad, bo Twoje umiejętności mogą
      Ci się jeszcze przydać, a redakcja na Niedziałkowskiego radzi sobie bez
      dodatkowych kwalifikacji pracowniczych w innych zakresach jak dziennikarstwo a
      nawet pseudodziennikarstwo. Skromności życzę, w tym polonijnym raju....
      • Gość: Arek Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.in-addr.btopenworld.com 04.02.07, 19:35
        wow...wow...
        Hold your horses... :)
        Masz jakis zal do mnie ?? - czy jestes kolejnym falszywym przyjacielem, ktory
        jedna reka poklepujac mnie po plecach druga wbijal noz ?? Myslisz, ze bylem tak
        naiwny ze nie wiedzialem o tym przez te wszystkie lata pracy przy
        Niedzialkowskiego ?? Powiem szczerze, od serca - WALI MNIE TO - etap PRS jest
        zamkniety w moim zyciu - a MOJA postawa jest tylko i WYLACZNIE moja sprawa i
        niewiele ci do tego czy jestem przemadrzaly czy nie. Nie masz wlasnych problemow
        ?? Czy tez moze zazdrosc przez Ciebie przemawia ?? O czym wogole do mnie gadasz
        ?? Co chcesz uslyszec i co chcesz mi przypomniec ?? Masz zamiar zdeprecjonowac
        moja osobe w oczach innych czy w jakis sposob polechatc swoje
        sado-masochistyczne ego ?? Ja zadnej pracy sie nie boje - myslisz ze choc przez
        moment przerazala mnie wizja zapiepzania koparka na budowie albo wozkiem
        widlowym w angielskim magazynie ?? Czy ludzie wykonujace takie zawody sa w
        twoich oczach gorsi ?? Jesli tak - TOS TY NIE CZLOWIEK ... . Ocene mojej pracy
        (takiej czy innej) w Londynie pozostaw komu innemu - ty sie do tego nie
        nadawalas,nie nadajesz i nie bedziesz nadawac... .Przykre ale prawdzie - jak
        ktos tu napisal - kariere w mediach w Polsce robia zupelnie przypadkowi ludzie.
        Na szczescie na Polsce zycie sie nie konczy... .Powiem wiecej - poza jej
        granicami dopiero sie zaczyna

        PS 1 - gwoli przypomnienia - Dr Kosiorowski przez lata pracowal poza zawodem
        (kazdy wie gdzie) - i chwala mu za to - ratowal swoja rodzine
        PS 2 - mialo byc wesolo - a znowu bylo smutno - to jakis polski syndrom - tutaj
        nieznany
        PS 3 - a propos BBC - badz czujna(y)....:):):):):):):)

        Pozdrawiam Was serdecznie

    • Gość: GW -uważajcie Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.smsnet.pl 03.02.07, 20:30
      Następne przykłady:

      wyjechałem do pracy w anglii z ogłoszenia tej gazety i mnie wyrolowali.
      zapłaciłem kase pośrednikowi w anglii i zostawił mnie o 1.00 100km od
      londynu. i mósiałem wrócić na własną ręke na lotnisko. Był to dla mnie szok.Ta
      oferta była jako sprawdzona "Klient serwisu praca.gazeta.pl"
      treść ogłoszenia:"Anglia praca
      praca stała dla kobiet i mężczyzn
      przy sortowaniu i pakowaniu
      ziemniaków, zakwaterowanie
      3 tys. zł: -bilet w tą i z powrotem
      -240 funtów, które ode mnie wyłudzili (mieszkanie, ubezpieczenie itp.)
      - pobyt 1 dniowy (droga z tej zakichanej dziury do centrum Londynu i na lotnisko)

      Kolejne:

      "Anglia praca od zaraz odpowiedzialne osoby kobiety i mężczyźni "royal mail"
      sortowanie listów i paczek, angielski niewymagany 00447796926351"

      Oferuja prace na poczcie w luton w Londynie zarobki 7,2 funtów,/h, ale oferty
      mogą być zmieniane, ponieważ są poszukiwani przez angielska policje, oferują
      prace od zaraz umawiają się na lotnisku w luton, gdzie obiecują odbiór przez
      kierowcę, w naszym przypadku było tak ze przylecieliśmy do luton o 7.30
      dzwoniliśmy pod podany numer gdyż nikogo po nas nie było, telefon włączyli
      dopiero przed 10 i tłumaczyli, że nie maja kierowcy i abyśmy pojechali busem do
      heathrow tam juz na pewno nas ktoś odbierze, po przyjeździe na lotnisko w
      heathrow szanowna pani, co chwila ma wymówki, że kierowca nie może nas znaleźć,
      nie może znaleźć lotniska itp. na lotnisku spotkaliśmy 2 chłopaków, którzy
      również czekali na owego kierowcę. Po 8 godzinach oczekiwania ja i moja
      dziewczyna byliśmy juz zrezygnowani zbluzgaliśmy tą babkę przez telefon i
      chcieliśmy wracać wiec poszliśmy szukać samolotu powrotnego. Tych dwóch
      chłopaków czekało dalej. Nie było nas ok.5min i nagle kierowca się zjawił i
      zabrał tych dwóch chłopaków(prawdopodobnie byliśmy cały czas obserwowani) i
      powiedzieli im ze nas nie mogą zabrać.Ale owa pani wysłała nam sms ze kierowca
      ich znalazł i ze jak ich znajdziemy to możemy się z nimi zabrać i zawiozą nas na
      mieszkanie.
      Jedyne opłaty, jakie mieliśmy zrobić to 140funtów za mieszkanie i 110 za home
      office. W samochodzie do ściemy pytają o rozmiary butów i ze o 18 mamy
      szkolenie, ale najpierw jedziemy na mieszkanie się rozpakować. Gdy byliśmy w
      samochodzie dzwoni do mnie ta babka i mówi, że mamy kierowcy dać każdy po 250
      funtów, bo ona juz musi zacząć wszystko załatwiać.Po drodze psuje się im jeszcze
      samochód kolejna godzinę spędzamy marznąć na dworze. W końcu go naprawiają i
      zawożą nas niby pod nasze mieszkanie. W tym momencie chcą od nas pieniądze i
      potrzebne wszystkie dokumenty(ksera dowodów, świadectw pracy, aby być
      wiarygodnym. Wyciągają nasze walizki i chcą kase. Mówimy żeby nas wpuścili do
      mieszkania a oni ze dobrze jeden z nich zostanie z nami a kierowca musi juz
      jechać z pieniędzmi i dokumentami i ze nie ma czasu wchodzić na mieszkanie. Ja z
      dziewczyna mówimy ze rezygnujemy i znowu dzwoni ta wredna baba pokrzykując sobie
      ze są cały czas ze mną problemy i ze mamy im dać kasę, bo nie wpuszcza nas na
      mieszkanie. Wiec my odeszliśmy stamtąd jakieś 20m, ale niestety tamci dwaj nie
      dali się namówić zostali i dali kasę kierowcy. Jeden z nimi został, ale tylko na
      chwile, bo kierowca zatrzymał się 2m dalej i go zawołał ze zapomniał kluczy
      podszedł do auta wsiadł i tamci zostali bez mieszkania i bez kasy. Zadzwonili na
      policje pojechaliśmy tam razem w czwórkę i zjawiły się tam jeszcze dwie osoby
      oszukane w tym samym dniu w ten sam sposób.My następnego dnia wróciliśmy do
      polski, ale co się stało z tamtymi nie mam pojęcia zostało im 10 funtów bez
      pracy i bez mieszkania. Tak kończy bardzo wielu polaków oszukanych przez ta
      firme.
    • Gość: E.R. Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.globalconnect.pl 04.02.07, 11:13
      A nie przyszło wam do głowy, że Polacy nie chcą więcej widzieć waszych
      fałszywych, aroganckich i służalczych twarzy? Nikogo nie obchodzili tutaj, więc
      nie ganiajcie za nimi po londynie, by wyciągnąc jak ostatni menel funta "na
      chlebuś i porąbaną gospodarke narodową"
    • Gość: Q Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.globalconnect.pl 04.02.07, 18:13
      Dla tych, którzy nie chcą zostać oszukanym i okradzionym, rada jest jedna:
      trzymać się jak najdalej od Polaków.
    • yosemity Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii 04.02.07, 20:10
      Piszę do Ciebie już ostatni raz, bo widzę, że masz jakieś kłopoty osobowościowe
      i wyjeżdżasz mi z jakimś opowiadaniem o Polskim Radiu Szczecin, w siedzibie
      którego moja noga nawet nie stała. Jeśli nie rozumiesz co chciałam Ci
      powiedzieć to Ci teraz wypunktuję:
      - nie śmiej się z oszukanych ludzi, bo kiedyś też Cię ktoś oszukał i nie było
      Ci do śmiechu
      - nie cwaniacz z tą pracą w Londynie, bo tylko przypadek sprawił, że ją masz.
      Już lepiej nie odpisuj, tylko pomyśl sobie jak zmienia się człowiek kiedy zrobi
      mu się lepiej.
      Nie wracaj. Bo faktycznie bez takich ludzi jak Ty może to miasto kiedyś odżyje.
      Baw się dobrze. A jak Cię ktoś oszuka - nie użalaj się. Pa
    • Gość: przykład Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.smsnet.pl 05.02.07, 13:49
      Sprawa wydarzyła się jakiś czas temu na Victorii,na której pewien facet
      zwerbował czterech właśnie tyle co przybyłych Polaków do pracy.Zapewniał, że
      poszukuje sprawnych malarzy,ma pracę od zaraz. Nie musiał długo czekać,dla
      każdego kto właśnie wysiadł z autobusu z Polski, jest to okazja jak marzenie.
      Szybko więc znalazł chętnych, których nie odstraszyło nawet to, że za pracę
      zażyczył sobie 100 funtów od osoby.
      Gdy zapłacili,wpakował ich do samochodu,zawiózł pod London Bridge,gdzie zadowole
      ni wysiedli i dowiedzieli się, że ów facet jest poważnym przedsibiorcą, który
      właśnie dostał kontrakt na pomalowanie London Brigde.Na potwierdzenie wydał
      wszystkim nowe kombinezony,farbę i pędzle, i zapędził do roboty, bo czas
      naglił.Sam zaś cicho wsiadł do samochodu udając, że ważne sprawy trzeba jeszcze
      załatwić. Nie byłoby w tym nic śmiesznego, gdyby nie to, że malujących Polaków
      zwinęła policja, która nic nie wiedziała o malowaniu Lond on Bridge. Policjanci
      do dzisiaj nie mogą uwierzyć w „przedsiębiorczość polaków” w oszukiwaniu
    • Gość: archiwista Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.smsnet.pl 06.02.07, 13:58
      Przykłady z gazety "Praca życie za granicą":

      Robert z Kalisza dał ogłoszenie do prasy, że poszukuje pracy za granicą. Nie
      czekał długo na odzew. Zadzwonił niejaki Zbigniew N, który zaoferował atrakcyjną
      pracę w w Dublinie, w tamtejszym porcie. Zależało mu na szybkiej decyzji. Wylot
      miał nastąpić 29 września, z Okęcia. Robert zgodził się na przedstawione
      warunki, ale zaraz pojawił się „mały” problem. Okazało się, że nie wpuszczą go
      do portu jeśli nie będzie miał odpowiedniego zaświadczenia z kursu BHP. Na
      zrobienie takiego kursu w Polsce nie było już czasu. Ale i tu pomocny okazał się
      Zbigniew Nowicki, który zaoferował kontakt ze znajomym z Łodzi, specjalistą z
      dziedziny BHP. Robert umówił się z nim w jednej z łódzkich restauracji.
      Spotkanie było konkretne. Nieznajomy wyciągnął z teczki jakieś formularze, do
      których wpisał dane Roberta. Potwierdził, że to jest ten właśnie kurs, jakiego
      wymagają w dublińskim porcie. Za usługę skasował 1500 zł.
      Kilka dni później Robert nie mógł już dodzwonić się pod numer




      Piotr „pracuje” w Londynie. Ostatnio w ciągu tygodnia zarobił na czysto 5
      tysięcy funtów. Nieźle, co? Każdy by tak chciał. Nie obeszło się jednak, jak
      zwykle, bez oszukania kilku naiwnych rodaków. Ale po kolei...

      Zaczęło się od ściany płaczu. Tam podszedł do grupy Polaków i zaproponował im
      pracę. Zgłosiło się 12-tu. Tak się szczęśliwie złożyło, że żaden nie mówił po
      angielsku i wszyscy byli całkowicie zdani na Piotra. Aby zyskać zaufanie
      zaprowadził rodaków do Job Center i zarejestrował jako poszukujących pracy.
      Potem zorganizował „szkolenie”. Polegało to na tym, że ktoś z firmy, w której
      rzekomo mieli pracować mówił po angielsku (prawdopodobnie wspólnik naszego
      oszusta), a Piotr tłumaczył.

      Praca miała być w Szkocji, niedaleko słynnego jeziora Loch Ness, w fabryce
      konserw rybnych. Piotr wymyślił, że każdy nowy pracownik musi przejść najpierw
      kurs bezpieczeństwa i higieny pracy. Bardzo drogi kurs. Kosztował 1300 funtów od
      osoby. Miał trwać sześć tygodni.

      Ale Piotr miał dla przyszłych pracowników dobrą wiadomość. Otóż pracodawca
      zgodził się pokryć połowę kosztów, a pracę można było zacząć już następnego dnia
      po rozpoczęciu kursu. Jak nietrudno się domyślić wszyscy Polacy ochoczo zgodzili
      się na zaproponowane warunki.

      Dowiedzieli się jeszcze, że kontrakt jest na rok, że będą pracowali 55 godzin
      tygodniowo i zarobią na początek 7 funtów na godzinę. Pieniądze na opłacenie
      kursu mieli wpłacić jeszcze przed wyjazdem do Szkocji.

      Biedni rodacy mieli tylko kilka dni na zorganizowanie 650 funtów. Niektórzy
      wyjęli z kieszeni wszystko co mieli, inni stanęli na głowie, aby zdobyć wymaganą
      kwotę, obdzwonili wszystkich znajomych i całą rodzinę. Przekonywali
      niezdecydowanych, że taka okazja może się już nie powtórzyć. Poskutkowało. Setki
      funtów popłynęło przekazami z Polski do Londynu.

      Wszystkim 12-tu Polakom udało się zebrać odpowiednią kwotę i z ulgą zgłosili się
      na zbiórkę w wyznaczonym dniu i miejscu. Piotr czekał na nich z kierowcą i
      wynajętym busem. Po wielogodzinnej podróży dotarli na miejsce i zgodnie z
      obietnicą zostali rozlokowani w dwuosobowych pokojach nieopodal fabryki, w
      której już pojutrze mieli zacząć pracę.

      Następnego dnia Piotr ogłosił zbiórkę i zabrał wszystkich do fabryki. Tam
      zostali oprowadzeni po wszystkich pomieszczeniach, a w sali audiowizualnej
      zorganizowano pokaz slajdów przy kawie. Mogli zobaczyć jak wygląda praca przy
      produkcji konserw. Całą grupę oprowadzał starszy mężczyzna, pracownik zakładu.
      Piotr wytłumaczył zadowolonym Polakom, że to ich menedżer. Do niego mieli
      zgłosić się nazajutrz o 6.00 rano.

      Przyszedł moment, w którym Piotr rozstał się z Polakami. Wszyscy wylewnie
      dziękowali mu za załatwienie pracy. I wcale nie było im żal tych 650 funtów,
      które grzecznie powciskali mu do ręki. Byli pewni, że nazajutrz zacznie się dla
      nich nowe, wspaniałe życie.

      Następnego dnia o umówionej porze pojawili się przy bramie fabryki. Jednak
      menedżera nie było. W końcu się pojawił. Ale nie wpuścił ich na teren zakładu.
      Postanowili skontaktować się z Piotrem. Ale ten nie odbierał telefonu. Po kilku
      godzinach spotkali starszą kobietę, Polkę, która zgodziła się wystąpić w roli
      tłumacza. Na ich prośbę zadzwoniła do fabryki. To czego się dowiedzieli przeszło
      ich najśmielsze oczekiwania. W firmie powiedziano, że owszem wczoraj goszczono
      jakąś grupę z Polski, ale byli to przedstawiciele Urzędu Morskiego z Kielc, zaś
      sprawa ewentualnego zatrudnienia w ogóle nie była poruszana.
      Jak widać cała 12-tka dała nabić się w butelkę. Każdy został wyrolowany na
      bagatela 650 funtów, czyli jakieś 4000 złotych.
    • Gość: wywiadowca Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.smsnet.pl 09.02.07, 12:49
      Przykład:
      Gościu w Londynie zatrudnia nowo przyjezdnych rodaków przy remoncie domu.Na
      razie pracują nielegalnie "bo wyrobienie dokumentów trwa" a i" na ręke
      dostaniecie więcej".Remontują dom, co jakiś czas pojawia się właściciel domu,
      który rozmawia z tym gościem tylko po angielsku.
      Po tygodniu lub dwóch kończą pracę , gościu wręcza im koperty z pieniędzmi ,
      jest ich bardzo mało , bo "właściciel domu jest niezadowolony z jakości pracy
      itp., i dał jemu tylko część pieniędzy,więcej nie chce dać"
      Pracownicy czuja podstęp, chcą widzieć właściciela.On przyjeżdża rozmawia po
      angielsku z tym gościem, dostają odpowiedź,że więcej im nie zapłaci , a w ogóle
      jakie mają dowody że remontowali jego dom , nie maja umowy, zdjęć postępu prac,
      i jak bez języka dogadają się na np. policji.Koniec sprawy.
      Niestety nie wiedzieli że "gościu", i "właściciel domu" to Polacy
      ,współwłaściciele firmy remontowej ,którzy na czas wyjazdu angielskiego
      właściciela domu (który pojechał na wakacje) ,podjęli się remontu jego domu i
      dzięki półdarmowym pracownikom z Polski zarobią dużo szmalu.

      Inny motyw.
      Pośrednik oferuję pracę w Anglii, pobiera prowizję i i kieruję kolejną dwójkę d
      o jakiegoś miasta w Anglii.Tam spotykają następnego pośrednika, który pobiera
      opłatę za mieszkanie i prowadzi ich przed drzwi jakiejś angielskiej agencji
      informując ich że tam mogą się spytać o pracę - po angielsku oczywiście,po czym
      oddala się.Oni znajdują pracę sami, albo wracają do kraju zwalniają pokój dla
      następnych naiwniaków.
    • Gość: kik Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.px.pl 09.02.07, 16:36
      rodacy dzialaja?
    • Gość: pismak Re: Polacy oszukani i okradzeni w Anglii IP: *.smsnet.pl 16.02.07, 00:30
      Artykuł z londyńskiej gazety "polish express" (ciekawostka):

      Przykładów wykorzystywania Polaków przez inne narodowości znamy wiele. Zaniżanie
      stawek i zatrudnianie na czarno to często stosowane praktyki. Przypadku, który
      opisuję poniżej, nie da się jednak wpleść w ogólny schemat. Bohaterami tego
      artykułu są ludzie, którzy pracowali nielegalnie i za zaniżoną stawkę, a jednak
      nie czują urazy do swojego pracodawcy.

      Pierwsze dni w Anglii są ciężkie. Pracy nie ma, a za wszystko trzeba płacić.
      Czynsz, zakupy, „trawelka” to dla emigranta ogromne wydatki, tym bardziej że w
      pierwszych tygodniach pokrywa je z pieniędzy przywiezionych z Polski lub
      pożyczonych od znajomych. Nie inaczej było w przypadku Oli, która na Wyspy
      przyjechała dwa lata temu.

      -Nie mogłam znaleźć pracy, a kasa znikała momentalnie – wspomina. - Po trzech
      tygodniach nie miałam pieniędzy na mieszkanie ani przejazdy, a moje menu
      stanowiły chleb i fasolka z „Lidla”. Wtedy dostałam od współlokatorki cynk o
      pracy w tureckich sklepach z odzieżą. Powiedziała, że wypłacają kasę codziennie
      i nie wymagają znajomości angielskiego. Było mi wszystko jedno, byle tylko
      zarobić pierwsze pieniądze.

      Pracę dostała z dnia na dzień. Wysłano ją do jednego ze sklepów, mieszczącego
      się w centrum Londynu. Do jej obowiązków należało obsługiwanie klientów,
      układanie towaru oraz udaremnianie kradzieży. W sklepie oprócz niej była jeszcze
      jedna Polka, Litwinka i Turek, który sprawował rolę menedżera i kasjera. - Na
      pierwszy rzut oka wszystko wyglądało normalnie. Kasa, towar, obsługa. A jednak
      coś mi nie grało – mówi. - Mimo niezłych utargów wszyscy zastanawiali się, kiedy
      zlikwidują sklep. Dziwił mnie też fakt, że codziennie musiałyśmy liczyć cały
      towar, sztuka po sztuce. Szybko dowiedziałam się, o co w tym wszystkim chodzi.

      Wielka improwizacja
      Zasada działania tych sklepów jest bardzo nietypowa i, mówiąc delikatnie, nie do
      końca zgodna z prawem. Zatrudniony w tym celu człowiek wyszukuje puste,
      nieczynne sklepy, i sobie tylko znanym sposobem otwiera je w nocy. W ciągu kilku
      godzin rozstawiane są wieszaki i pojawia się na nich towar. Montowana jest kasa
      fiskalna i wszystkie potrzebne akcesoria. Wczesnym rankiem pracownicy
      informowani są, gdzie mają dotrzeć i o której godzinie otworzyć. W ten sposób
      sklep rozpoczyna normalne funkcjonowanie. Bez nazwy, bez szyldu, ale za to z
      odzieżą w bardzo atrakcyjnych cenach.

      Od tego momentu pracę rozpoczyna również nocny stróż. - Pracowałem dla nich
      przez parę miesięcy. Stróżowałem w kilku sklepach w różnych częściach miasta, z
      centrum włącznie - mówi Marcin. - Reguły były proste. Przychodzę po zamknięciu.
      Sprzątam z grubsza. Potem śpię do rana, chyba że jest nocna dostawa, to wtedy
      rozkładam towar. Jak się pojawi landlord lub policja, to zgrywam głupka. Mówię,
      że jestem tu pierwszy raz i nie znam angielskiego. Dzwonię do jednego z Turków.
      Oni zajmują się całą resztą. Prosty układ. To była moja pierwsza praca, więc nie
      byłem wybredny, tym bardziej że osobiście nic nie ryzykowałem. No i płacili
      codziennie 35 funtów za spanie. To całkiem niezłe warunki na początek. Niektórzy
      moi kumple nie wyciągali tyle harując na budowach.

      Brytyjskie prawo nie traktuje tego rodzaju zajęcia własności jako włamania.
      Często dochodzi do niego na podstawie fałszywej umowy najmu podpisanej z
      nieistniejącą osobą. Dlatego prawowity właściciel po odkryciu faktu zajęcia jego
      własności nie może od razu usunąć intruzów. Musi powiadomić o tym policję i
      zgłosić sprawę do sądu, który nakazuje eksmisję. Procedura ta może trwać nawet
      kilka tygodni. A jak powszechnie wiadomo, czas to pieniądz. W tym przypadku
      całkiem niezły. Przedłużenie działalności takiego sklepu o miesiąc to zarobek
      rzędu kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu tysięcy funtów.

      Szef-altruista
      We wszystkich przeprowadzonych przeze mnie rozmowach pojawia się ten sam wątek.
      Byli i aktualni pracownicy mówią zgodnie, że nie tyle otrzymali pracę, ile pomoc
      w trudnej sytuacji. Nikt nie wymagał od nich doświadczenia, referencji czy
      chociażby znajomości języka angielskiego. Turcy byli dla nich sympatyczni,
      chociaż czasami potrafili zrugać nawet za niewielki błąd. Mogli pracować nawet
      siedem dni w tygodniu, co było męczące, ale szybko pozwalało podreperować
      finanse i wyjść z długów.

      Nikt nie wspomina o przypadkach niewypłacenia należności. - Po zaledwie kilku
      miesiącach pracy byłam niezależna finansowo i, gdy działało więcej sklepów,
      mogłam załatwić pracę innym - wspomina Patrycja, która pracowała w sklepach do
      niedawna. - Jak podnieśli stawkę do 45, to czasami zarabiałam ponad trzysta
      funtów tygodniowo. Mój angielski nie jest najlepszy, więc nie sądzę, żebym gdzie
      indziej zarobiła podobne pieniądze.

      Pytani o legalizację pobytu oraz płacenie składek i podatku odpowiadają, że to
      nie jest najistotniejsze. Część z nich nie planuje zostać tu na stałe, inni
      znaleźli już legalne zajęcia. Ale spora grupa nadal pracuje i akceptuje takie
      warunki. Mówią, że w przyszłości chcieliby pracować legalnie, ale to daleka
      przyszłość. Oceniają pracę u Turków jako dobrą i nie myślą o zmianie. - Lubiłam
      tę pracę i ciężko mi było się z nią rozstać. Oczywiście, każdego dnia po
      przyjściu do domu narzekałam na klientów i menedżerów, ale chyba każdy to robi.
      Podobało mi się, że zawsze mogłam z kimś poplotkować, i, co najważniejsze,
      miałam dostęp do naprawdę tanich ciuchów - wspomina Patrycja z uśmiechem.

      Desperaci zawsze się znajdą
      Powyższe wypowiedzi mogą niektórym wydać się zaskakujące. Od naszego wejścia do
      UE minęły już prawie trzy lata, a nasi rodacy nadal pracują „na czarno” i
      jeszcze się z tego cieszą. Ja nie jestem jednak zaskoczony. Moim zdaniem problem
      tkwi w podejściu do sprawy. Wielu z nas po prostu mało od życia i od siebie
      wymaga. Tak jak przeliczają funty na złotówki, tak zestawiają siebie z rodakami
      z kraju. Ta różnica im się widocznie podoba i jest wystarczającym
      usprawiedliwieniem bierności.

      Turcy, którzy w większości są tu nielegalnie, kombinują trzy razy lepiej od nas.
      Nie pochwalam oczywiście łamania prawa, ale nie to stanowi sedno sprawy. Chodzi
      o inicjatywę, którą oni wykazują, a której nam często po prostu brak. Jestem
      pewien, że jeżeli wrócę do tego tematu za rok, to sytuacja będzie wyglądała
      podobnie. W innych sklepach spotkam innych ludzi, którzy powiedzą, że ta praca
      uratowała im życie na początku pobytu, a potem jakoś tak się pociągnęło i
      zostali w niej na stałe. No bo przecież tak ogólnie to jest fajnie i ciuszki
      tanie...



Pełna wersja