Kulisy zbrodni kieleckiej

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 17:48
Zbliżamy się do kolejnej, 61. rocznicy krwawych zajść kieleckich z 4 lipca
1946 roku. Posłużyły one do zainicjowania ogromnej nagonki na rzekomy "dziki
antysemityzm" Narodu Polskiego, co przyniosło ogromne szkody dobremu imieniu
Polaków. Nagonki prowadzonej w interesie stalinowskiej Rosji. Miała ona
pokazać Zachodowi, jak bardzo w Polsce potrzebne są sowieckie wojska - do
trzymania pod butem "faszystowskich" i "antysemickich" Polaków. Zbrodnia,
zorganizowana zaledwie kilka dni po sfałszowaniu referendum z 30 czerwca 1946
roku, miała odwrócić uwagę Zachodu od kolejnego, szczególnie brutalnego
pogwałcenia demokracji w Polsce. Natychmiast wykorzystano ją do dalszego
maksymalnego umocnienia systemu represji komunistycznych w Polsce. Zdaniem
syna prokuratora Jana Wrzeszcza, zaszczutego w dobie stalinizmu: "Po pogromie
terror był bardzo głęboko odczuwalny, zakorzeniony. To (...) było zamówienie,
żeby pokazać, że Polacy są straszliwi, krwiożerczy, że trzeba ich trzymać za
mordę" (cyt. za: K. Kąkolewski, Umarły cmentarz, Warszawa 1996, s. 128).

Przypomnijmy skrótowo przebieg zbrodniczych zajść kieleckich 4 lipca 1946
roku. Tego dnia rano zaczęto rozpowszechniać pogłoskę o rzekomym porwaniu
przez Żydów 8-letniego chłopca, Henryka Błaszczyka. Kilka osób udało się z
milicjantami do budynku Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego przy ul. Planty 7,
by domagać się rewizji domu w poszukiwaniu chłopca. W budynku tym
zamieszkiwało wówczas wielu Żydów. Doszło do szarpaniny wewnątrz budynku, a
wokół domu zaczęły się gromadzić grupy ludzi. Do budynku zaczęli wchodzić
kolejni milicjanci, a potem grupy wojskowych i żołnierzy KBW. W
niewyjaśnionych w pełni okolicznościach doszło do strzelaniny między
żołnierzami i milicjantami a Żydami, a później do mordowania i rabunku Żydów.
Do ataku na Żydów dołączały się zgromadzone wokół domu żydowskiego grupy
cywilów. Ich agresywne wystąpienia wzmogły się po przybyciu ok. godz. 12.30
dużej grupy robotników Huty "Ludwików". W najnowszej książce IPN o Kielcach
liczebność tej grupy oceniana jest na kilkaset osób (część autorów innych
publikacji podaje tu dużo mniejsze liczby). W czasie krwawych zajść,
trwających aż 5 godzin - od godz. 10 rano do godz. 15 - zginęło
trzydzieścioro siedmioro Żydów, dwóch polskich cywilów i jeden polski oficer.
    • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 17:51
      Mit o wielotysięcznym tłumie
      Komunistyczne władze winę za mordy zrzucały na polski "krwiożerczy motłoch" i
      kierujące rzekomo całą akcją z ukrycia "siły reakcyjne" na czele z
      andersowcami. Liczni autorzy, począwszy od raportów ks. bp. Czesława Kaczmarka
      i ambasadora Stanów Zjednoczonych w Warszawie Artura Bliss-Lane z 1946 roku,
      już wtedy akcentowali, że większość Żydów poległa z rąk żołnierzy i oficerów.
      Propaganda komunistyczna specjalnie wielokrotnie wyolbrzymiała wielkość
      zgromadzonego przed domem żydowskim tłumu, aby go obciążyć całą winą za
      masakrę. I tak np. w odezwie do ludności miasta Kielce i województwa z 11 lipca
      1946 r. twierdzono, jakoby Żydów zabijał "tłum 20-tysięczny przy pomocy
      kamieni, kijów i kopania" (cyt. za: J. Śledzianowski, Pytania nad pogromem
      kieleckim, Kielce 1999, s. 99). Zdaniem ks. Jana Śledzianowskiego, autora
      jednej z najgruntowniej opracowanych książek o zbrodni kieleckiej, "Ogromny
      tłum - tak wielotysięczny był potrzebny kłamcom, aby usprawiedliwić
      rzekomą "niemoc" władzy ludowej, milicji, wojska i UB, zdominowanych przez
      wielki tłum" (tamże, s. 99). Już pierwszy prowadzący śledztwo w sprawie
      kieleckiej w latach 90. sędzia Andrzej Jankowski, dyrektor Okręgowej Komisji
      ds. Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Kielcach, stwierdził w
      wywiadzie dla "Słowa - Dziennika katolickiego" (nr 199 z 1996 roku): "Zacznę od
      liczb, gdyż podaje się je zwykle zawyżone. Np. tygodnik 'Wprost' pisze, że 20
      tys. kielczan biło Żydów. Jest to fizycznie niemożliwe, jako że przy domu
      żydowskim na Plantach mogło się zmieścić co najwyżej 500 osób. Przy czym
      zdecydowana większość to byli gapie. Cywilnych uczestników pogromu mogło być
      jednorazowo maksymalnie kilkudziesięciu". W wywiadzie udzielonym parę lat
      później ks. J. Śledzianowskiemu, 1 marca 1998 r., sędzia A. Jankowski
      stwierdził, że tłum na Plantach nie przekraczał 300 osób i w 90 proc. składał
      się z gapiów, w przeważającej mierze młodzieży, a nawet dzieci, które miały
      wakacje i na dochodzące krzyki zbiegły się na Planty. Około 10 proc., według
      sędziego A. Jankowskiego, to byli prowokatorzy, którzy podburzali zebranych z
      ciekawości gapiów przeciw Żydom. Mogło ich być w pierwszej fazie pogromu około
      20-30 osób" (cyt. za: J. Śledzianowski, op. cit., s. 97).
      • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 17:55
        Dość zbliżone do sędziego A. Jankowskiego dane liczbowe podaje prokurator
        Krzysztof Falkiewicz, autor postanowienia o umorzeniu śledztwa w sprawie
        pogromu kieleckiego, wydanego 21 października 2004 roku. Według niego: "Wydaje
        się uzasadnione przyjęcie, że grupa osób znajdujących się na ul. Planty i wokół
        budynku Komitetu Żydowskiego w apogeum swej liczebności - po dojściu na miejsce
        robotników - liczyła nie więcej jak 500 osób. Liczbę tę determinuje nie tylko
        materiał dowodowy, ale także obiektywna ocena obszaru miejsca zdarzenia
        przeprowadzona w trakcie jego oględzin. Z tych osób jedynie stosunkowo
        nieliczna część brała czynny udział w zajściach. Grupę agresywnych uczestników
        z ludności cywilnej należy szacować na co najwyżej kilkadziesiąt osób" (cyt.
        za: Wokół pogromu kieleckiego, red. Ł. Kamiński i J. Żaryn, IPN, Warszawa 2006,
        s. 480).
        Taki "tłum", złożony w przeważającej części z gapiów, mogła z łatwością
        rozproszyć niewielka nawet, ale uzbrojona jednostka wojska, milicji czy UB. A w
        tym czasie w Kielcach stacjonowały stosunkowo duże liczebnie formacje wojska i
        różnych sił porządkowych, ze względu na to, że Kieleckie było jednym z
        najsilniejszych centrów działania partyzantki antykomunistycznej. Krzysztof
        Kąkolewski pisał w swej książce "Umarły cmentarz" (s. 145) o obliczeniach
        Zenona Wrony, szacującego na 215 osób liczbę stacjonujących w Kielcach
        żołnierzy (z wojska, KBW, Informacji Wojskowej), pracowników UB, pracowników
        MO. Do tego doliczył jednak jeszcze pominięte przez Wronę takie jednostki jak
        II Kompania KBW, szkoła milicyjna, służba ochrony gmachów budynków UB. Do tego
        dochodził również stacjonujący w Kielcach garnizon sowiecki. Warto w tym
        kontekście przypomnieć uwagi Michała Chęcińskiego, byłego oficera Informacji
        Wojskowej pochodzenia żydowskiego, przebywającego od dziesięcioleci na
        Zachodzie. W swoim artykule na temat zbrodni kieleckiej, opublikowanym
        w "Gazecie Wyborczej" z 5 lipca 2000 roku, Chęciński pisał, że "rok wcześniej
        podczas pogromu w Krakowie radzieckie czołgi wyruszyły na ulice Krakowa i
        niezwłocznie ochłodziły zamiary tłumu. W Kielcach garnizon radziecki znajdował
        się kilkaset metrów od miejsca pogromu". Tylko że dowódcy sowieccy nie zrobili
        niczego dla spacyfikowania sytuacji przed domem na Plantach, podobnie jak przez
        kilka godzin nie zrobili tego dowódcy polskich jednostek wojskowych, milicji
        czy UB. Zbrodnicza bezczynność stacjonujących w mieście dużych jednostek
        zbrojnych polskich i sowieckich (przy równoczesnym udziale niektórych
        przedstawicieli oficjalnych "sił porządku" w mordach) spowodowała zabicie
        kilkudziesięciu Żydów. Warto w tym kontekście przytoczyć opinię Bożeny Szaynok,
        autorki książki "Pogrom Żydów w Kielcach 4 VII 1946" (Warszawa 1991). Pisała
        ona tam (s. 108): "Działania milicji służyły niewątpliwie rozwojowi wydarzeń
        pogromowych. Działania szefa WUBP [Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa
        Publicznego - JRN] były niewątpliwie skierowane na spotęgowanie wydarzeń
        pogromu". Już w 1946 r. na łamach prasy podziemnej komentowano, że wydarzenia
        kieleckie pokazały taką nieudolność sił rządowych, które nie zdusiły zajść w
        zarodku, iż wyglądało na to, "jakby władzy zależało na jak największej ilości
        ofiar".
        • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 18:00
          Podejrzenia co do winy władz komunistycznych
          Zadziwiająca "nieudolność" sił proreżimowych w spacyfikowaniu sytuacji w
          Kielcach, przedłużanie się krwawych zajść aż przez 5 godzin musiały od razu
          wzbudzić podejrzenia co do intencji ówczesnych władz komunistycznych. Tym
          bardziej że to komunistyczne władze, a zwłaszcza władze ZSRR najbardziej
          korzystały na propagandowym nagłośnieniu kieleckiej zbrodni w świecie
          przeciwko "antysemickim i faszystowskim" Polakom. Nic dziwnego, że bardzo
          szybko zaczęły się pojawiać oceny, iż cała zbrodnia w Kielcach miała swoich
          ukrytych komunistycznych inspiratorów i mocodawców.
          Jako pierwsza wystąpiła z oskarżeniami tego typu - zaledwie w trzy dni po
          zbrodni, 7 lipca 1946 roku - grupa wybitnych intelektualistów polskich
          przebywających w USA, w tym kilku osób żydowskiego pochodzenia. W opublikowanej
          w Nowym Jorku deklaracji, podpisanej przez Komitet Wykonawczy Związku Obrony
          Niepodległości Polski, grono intelektualistów z emigracji stwierdzało
          m.in.: "Zbrodnia popełniona w Kielcach była rezultatem niesławnej prowokacji
          zaplanowanej przez tajną policję reżimu warszawskiego (...) Reżimowi
          warszawskiemu zależy na odwróceniu uwagi światowej opinii publicznej od swoich
          ogromnych problemów w administrowaniu krajem, ponieważ nie opiera się ona na
          woli większości Narodu Polskiego - lecz potężnej policji bezpieczeństwa, za
          którą stoi okupacyjna armia sowiecka. W tej chwili, kiedy opinia publiczna
          krajów demokratycznych zaczyna sobie zdawać sprawę z oszustw i nadużyć, jakie
          popełnia w Polsce prosowiecki reżim (by wspomnieć tylko ostatnie, oszukańcze
          referendum), rząd warszawski sprowokował morderstwa w Kielcach, ubierając się w
          togę obrońcy społeczności żydowskiej, aby pozorować, że jest za obroną
          demokracji".
          • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 18:13
            W dalszym ciągu deklaracji jej sygnatariusze stwierdzali m.in., że prosowiecki
            reżim warszawski postawił sobie za cel przekonanie Żydów o konieczności
            opuszczenia przez nich terytorium Polski. Zdaniem sygnatariuszy deklaracji z 7
            lipca 1946 r., "Reżim warszawski działa na polecenie i z rozkazów Moskwy, w
            wyniku posłuchu wdraża politykę taką, jaką obserwujemy w stosunku do polskich
            Żydów. Używa ich także jako sposobu zaangażowania rządu brytyjskiego wobec
            prowadzonej przezeń polityki w Palestynie. Co więcej, stara się zantagonizować
            strony i stworzyć kryzys polityczny na Bliskim Wschodzie poprzez zaognienie
            konfliktu arabsko-żydowskiego". Deklarację podpisali: H. Aszkenazy, O. Halecki,
            M. Kranc, L.J. Obierek, M. Dąbrowski, W. Korsak, H. Landau, Z. Protasewicz, S.
            Strzelecki, J. Frejlich, K. Kranc, J. Lechoń, R. Rathaus, K. Wierzyński.
            Tezy o wydarzeniach kieleckich jako prowokacji komunistycznej pojawiały się
            również w licznych innych ocenach z 1946 roku, m.in. w słynnym tajnym raporcie
            biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka na temat zbrodni kieleckiej, przekazanym
            amerykańskiemu ambasadorowi w Warszawie Arturowi Bliss-Lane, w ówczesnych
            raportach ambasady amerykańskiej w Warszawie etc. Stopniowo mnożyły się różnego
            typu publikacje zagraniczne i emigracyjne oskarżające sowieckie NKWD o
            odegranie decydującej roli w zorganizowaniu kieleckiej zbrodni. Szczegółowo
            udokumentowaną ocenę na ten temat przyniosła wydana w 1982 roku w Nowym Jorku
            książka cytowanego już wcześniej byłego oficera Informacji Wojskowej Michała
            Chęcińskiego "Poland. Communism - Nationalism - Antisemitism", ciągle jeszcze
            zbyt mało znana w Polsce. Jej autor wyemigrował z Polski w 1968 roku.
            Oskarżając NKWD o przygotowanie zbrodni kieleckiej, Chęciński jako pierwszy
            dowodził, że główną rolę w całej sprawie odegrał z ramienia NKWD oficer
            sowieckiego wywiadu Michaił Aleksandrowicz Diomin.
            • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 18:22
              Lata 90. przyniosły wreszcie wydanie w Polsce pierwszych prawdziwie ważkich
              książek na temat zbrodni kieleckiej. Mam tu na myśli przede wszystkim dwie
              obszerne (ponad 200 stron każda), cytowane już publikacje, które wyszły spod
              piór ks. Jana Śledzianowskiego i Krzysztofa Kąkolewskiego. Obie przyniosły
              bardzo bogate udokumentowanie faktograficzne tez o zbrodni kieleckiej 1946 r.
              jako zbrodni komunistycznej. Tezy te znalazły wyraźne odbicie również w
              wypowiedziach dwóch pierwszych osób odpowiedzialnych w latach 90. za śledztwa
              na temat zbrodni kieleckiej: sędziego Andrzeja Jankowskiego i prokuratora
              Zbigniewa Mieleckiego. Na odrębne odnotowanie zasługuje również ważna książka
              polonijna na temat zbrodni kieleckiej, wydana w 1996 r. w Toronto i Chicago
              praca zbiorowa "Kielce - July 4, 1946. Background, Context and Events". Jednym
              z głównych współautorów tej książki był po tylekroć publikowany na
              łamach "Naszego Dziennika" znakomity naukowiec polonijny profesor Iwo C.
              Pogonowski.

              Sprawa nadreprezentacji Żydów w kieleckich władzach
              Za najważniejsze chyba novum pojawiające się w pracach badawczych po 1989 r.
              można uznać wyraźnie niepodejmowaną wcześniej w Polsce sprawę nadreprezentacji
              Żydów w kieleckim aparacie władzy, w UB i PZPR. Sprawa ta miała duże znaczenie
              dla szczególnie widocznego wyjątkowego skonfliktowania lokalnych władz w
              Kielcach. Krzysztof Kąkolewski pisał dość szeroko w "Umarłym cmentarzu" o
              zadawnionych konfliktach między komunistami pochodzenia żydowskiego a dawnymi
              partyzantami z GL i AL oraz głównym agentem NKWD w Kielcach, skrajnie
              antyżydowskim Władysławem Spychajem-Sobczyńskim. Jak duże było zgromadzenie
              osób pochodzenia żydowskiego w kieleckim aparacie władzy, niech świadczą
              następujące dane personalne, które zaczerpnąłem z różnych pozycji omawiających
              zbrodnię kielecką.
              • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 18:31
                Otóż Żydami z pochodzenia byli m.in. prezydent miasta Kielce Tadeusz Żarecki,
                szef WUBP Andrzej Kornecki (Dawid Kornhendler), sekretarz Komitetu
                Wojewódzkiego PPR Józef Kalinowski, kierownik Wydziału Personalnego KW PPR
                Julian Lewin, zastępca szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego
                Albert Grynbaum, dowódca oddziału wojskowego wysłanego na pomoc Żydom na
                Plantach major Konieczny, szef wydziału personalnego WUBP Marian (po wyjeździe
                z Polski występował jako Morris) Kwaśniewski. (Dane za książkami: Antyżydowskie
                wydarzenia kieleckie 4 lipca 1946 roku. Dokumenty i materiały, tom II,
                opracował i przygotował do druku S. Meducki, Kielce 1994, s. 81, 102, 106, 139;
                Zabić Żyda. Kulisy i tajemnice pogromu kieleckiego 1946, oprac. T. Wiącek,
                Kraków 1992, s. 6 i 11; K. Kąkolewski, op. cit., s. 43-44, 81, 144-145; J.
                Śledzianowski, op. cit, s. 52, 65, 77, 138; Kielce - July 4, 1946, s. 37).
                W wydanej niedawno przez IPN wspomnianej już książce "Wokół pogromu
                kieleckiego" pojawiają się dodatkowe informacje o wpływowych osobach
                pochodzenia żydowskiego w kieleckim aparacie władzy. W przygotowanym przez
                Jacka Żurka szerokim wyborze materiałów z kolejnych śledztw w sprawie zbrodni
                kieleckiej możemy na przykład przeczytać o pochodzeniu żydowskim szefa Wydziału
                Specjalnego (kontrwywiadu) w Kielcach - Majewskiego, i szefa Wydziału
                Politycznego KW MO - Erlickiego, który później wyemigrował do Izraela (zeznania
                komendanta kieleckiej milicji R. Przybyłowskiego, "Wokół pogromu", s. 376),
                oraz o żydowskim pochodzeniu szefa Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Kielcach
                Golczewskiego i następcy Kalinowskiego na stanowisku sekretarza KW PPR -
                Kozłowskiego (Szpryngera) (według zeznań wojewody kieleckiego E. Wiślicza-
                Iwańczyka, "Wokół pogromu", s. 271). Dodatkowe informacje o żydowskim
                pochodzeniu innych funkcjonariuszy kieleckiej władzy można znaleźć również we
                wcześniejszej części tomu - w studium Jana Żaryna "Hierarchia Kościoła
                katolickiego wobec relacji polsko-żydowskich w latach 1945-1947". Autor
                przytacza tam (s. 85) fakt, że funkcjonariusze Wojewódzkiego Urzędu
                Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach wytykali, iż "na stanowiskach
                kierowniczych w WUBP stoją Żydzi - wskazując jako przykład (...) Dmowskiego,
                naczelnika Wydziału Pers.[onalnego] oraz naczelnika Wydziału Więz [iennictwa] i
                Ob [ozów] - Blajchmana i innych (...)".
                • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 18:43
                  W zamieszczonym w tomie "Wokół pogromu..." tekście prokuratora K. Falkiewicza o
                  umorzeniu śledztwa w sprawie pogromu kieleckiego znalazło się stwierdzenie o
                  nadreprezentacji Żydów w kieleckich organach władzy komunistycznej (s. 478).
                  Powstawały na tym tle ukryte podziały i napięcia. Mogły one też mieć swój wpływ
                  na zbrodnicze "zaniechania" części lokalnych funkcjonariuszy w czasie zajść.

                  Nowy tom IPN
                  Chciałbym teraz nieco szerzej odnieść się do parokrotnie już cytowanego nowego
                  tomu IPN "Wokół pogromu kieleckiego" pod redakcją Łukasza Kamińskiego i Jana
                  Żaryna. Tom, ukazujący się właśnie w tych dniach, ma szansę stać się znaczącym
                  krokiem naprzód w dalszych badaniach nad zbrodnią kielecką, przede wszystkim ze
                  względu na niezwykle cenny parusetstronicowy wybór materiałów z dotychczasowych
                  śledztw, prowadzonych od 1991 do 2004 roku. Wybór, przygotowany ze znawstwem i
                  świetnym poczuciem syntezy przez pracownika IPN Jacka Żurka, zawiera wiele
                  wręcz sensacyjnych materiałów po raz pierwszy udostępnianych czytelnikom. Ma to
                  m.in. tę ogromną zaletę, że utrudni różne manipulowania i przemilczania w
                  sprawie zbrodni kieleckiej, choćby takie, jakie zaprezentowane zostały w
                  najsłabszej, wręcz kompromitującej części tomu, we wspomnianym już tekście
                  postanowienia o umorzeniu śledztwa, przygotowanym przez prokuratora Krzysztofa
                  Falkiewicza. Co najciekawsze, w tomie IPN występują niebywale liczne
                  sprzeczności między jego najlepszą częścią (wyborem materiałów ze śledztwa
                  dokonanym przez J. Żurka) a jego najbardziej katastrofalną częścią, tj. opus
                  prokuratora K. Falkiewicza. Czasem sprzeczności te przybierają wręcz formę
                  groteski (np. sprawa pracownika NKWD Diomina). W dziale studiów zdecydowanie
                  największe zainteresowanie budzi praca tak wypróbowanego już historyka Kościoła
                  dziejów najnowszych Jana Żaryna: "Hierarchia Kościoła katolickiego wobec
                  relacji polsko-żydowskich w latach 1945-1947". Autor bardzo głęboko wnika w
                  ówczesne nader trudne uwarunkowania działalności Kościoła pod rządami
                  komunistycznymi, ukazując pełne rozmiary kłamliwej propagandy antykościelnej.
                  Już wtedy - jak pokazuje Jan Żaryn - pojawiały się perfidne próby dzielenia
                  hierarchów przez czynniki komunistyczne. Ich dzisiejszą dość swoistą recydywę w
                  innym kształcie politycznym widzieliśmy niedawno w dwóch obszernych tekstach
                  Adama Michnika, wielce deformujących prawdę o stanowisku Kościoła wobec zbrodni
                  kieleckiej. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę mógł osobno
                  powrócić do tematyki przedstawionej przez Jana Żaryna. Cenną lekturą jest
                  niewątpliwie również studium Ryszarda Śmietanki-Kruszelnickiego "Pogrom w
                  Kielcach - podziemie w roli oskarżonego". Jest to nader pouczające studium
                  monstrualnego charakteru komunistycznych manipulacji propagandowych, które w
                  związku ze sprawą zbrodni kieleckiej doszły do swoistego apogeum. Brak miejsca
                  nie pozwala mi tu na szersze ustosunkowanie się do dwóch studiów - Bożeny
                  Szaynok "Polacy i Żydzi lipiec 1944 - lipiec 1946" i "Spory o pogrom kielecki".
                  Nie zgadzam się z wielu jej konkluzjami, a zwłaszcza z wciąż dominującą
                  skłonnością do szukania źródeł zbrodni kieleckiej w rzekomej sile "polskiego
                  antysemityzmu". Tyle że B. Szaynok podaje swoje dyskusyjne tezy z troską o
                  zachowanie podstawowych standardów badawczych, czego absolutnie nie można
                  powiedzieć o katastrofalnym tekście prokuratora Krzysztofa Falkiewicza. Jego
                  postanowienie o umorzeniu śledztwa, zawierające ogromną ilość deformacji i
                  przemilczeń, ukazuje się na kilka zaledwie dni przed 60. rocznicą zbrodni
                  kieleckiej. Grozi to - ze względu na status autora, przedstawiciela wymiaru
                  prawa, umarzającego śledztwo - ogromnym dezinformowaniem opinii publicznej.
                  Stąd też z prawdziwym żalem muszę się zająć w całej reszcie mego tekstu
                  prostowaniem zawartych tam deformacji i uproszczeń, rezygnując na razie z
                  szerszego zajęcia się innymi pozycjami tomu, prezentującymi rzeczywiste
                  osiągnięcia badawcze.
                  • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 18:47
                    Deformacje i przemilczenia
                    Prokurator Krzysztof Falkiewicz prowadził śledztwo w latach 2001-2004. Jego
                    liczące ponad 40 stron druku "Postanowienie o umorzeniu śledztwa" w sprawie
                    pogromu kieleckiego nosi datę 21 października 2004 roku. Czytając tekst
                    jego "umorzenia śledztwa", odnosi się wciąż nieodparte wrażenie, jakby autor
                    starał się maksymalnie zasłużyć, głównie u postkomunistów. Wbrew przeważającym
                    opiniom badaczy i przytłaczającym dowodom prokurator Falkiewicz przywrócił do
                    życia zdawałoby się już martwą teorię o zbrodni kieleckiej jako efekcie
                    polskiego antysemityzmu, po raz pierwszy wylansowaną przez władze komunistyczne
                    w 1946 roku. Równocześnie zaś z ogromną pasją zabrał się za obalanie coraz
                    bardziej dominującej i... udokumentowanej tezy o tym, że inspiratorami
                    kieleckiej zbrodni byli pracownicy sowieckiego NKWD. Przypomnę tu, że tezę o
                    odpowiedzialności NKWD za kielecką zbrodnię 1946 r. wyraźnie podzielali
                    prowadzący śledztwa przed prokuratorem Falkiewiczem - sędzia Andrzej Jankowski
                    i prokurator Zbigniew Mielecki. Prokurator Falkiewicz najwyraźniej gruntownie
                    zerwał z osiągnięciami ich dorobku śledczego, aby wrócić do dawno
                    skompromitowanej tezy o zbrodni kieleckiej jako wyniku "spontanicznego" wybuchu
                    polskiego antysemityzmu.
                    Aby dowieść swych "rewelacji", prokurator Falkiewicz depcze prawdę i
                    ilustrujące ją fakty, stara się przemilczeć maksymalnie wiele spraw przeczących
                    jego tezom. W razie potrzeby nie waha się nawet przed sięganiem do najbardziej
                    kuriozalnych uogólnień. Oto dzisiaj - w 2006 roku - w tomie IPN można
                    przeczytać arcyodkrywcze stwierdzenia prokuratora Falkiewicza, jakoby Związek
                    Sowiecki nie miał "żadnego oczywistego interesu" w zorganizowaniu zajść
                    kieleckich!!!
                    • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 18:51
                      Trzeba podziwiać tupet, z jakim prokurator Falkiewicz podjął się tak
                      karkołomnego zadania jak udowodnienie tezy o zbrodni kieleckiej jako
                      wyniku "spontanicznego" wybuchu polskiego antysemityzmu. Ci, którzy głosili tę
                      tezę w 1946 r. w imieniu władz komunistycznych, podpierali ją fałszami o
                      rzekomych siłach faszystowsko-reakcyjnych, które zmobilizowały tłumy polskich
                      zajadłych antysemitów do krwiożerczych działań w Kielcach. Dziś na takie
                      twierdzenia nie można się już powoływać, bo kolejne śledztwa niezaprzeczalnie
                      dowiodły, jak oszczercze były twierdzenia o rzekomych "faszystowsko-
                      reakcyjnych" inspiracjach. Przyznaje to sam prokurator Falkiewicz w
                      swym "umorzeniu". Śledztwa dowiodły również, jak wcześniej zaznaczyłem, że nie
                      było żadnych wielotysięcznych tłumów, a liczba uczestników zbiegowiska mogła
                      sięgać góra 500 osób. I jak tu teraz prokurator Falkiewicz może wytłumaczyć na
                      tym tle, że z tak niewielką grupą (bo agresywnie występowało tylko
                      kilkadziesiąt osób) nie mogły uporać się aż przez pięć godzin siły porządku w
                      dużym mieście wojewódzkim, siły złożone z kilkuset uzbrojonych żołnierzy,
                      żołnierzy KBW, milicjantów, pracowników UB.
                      Jakie wyjście znajduje w tej sytuacji prokurator Falkiewicz, by dowieść swej
                      fantastycznej tezy? Otóż winę za pięciogodzinne przeciąganie się krwawych zajść
                      i mordowanie Żydów zrzuca na różne spory kompetencyjne między UB, MO a
                      wojskiem, sprzeczne rozkazy, ciągłe nieporozumienia w lokalnych komunistycznych
                      siłach porządku. Jakby w ogóle nie było ogromnego scentralizowania całej
                      ówczesnej władzy! Jakby nie wystarczyło dosłownie jednego polecenia z Warszawy
                      do natychmiastowego rozstrzygnięcia sporów kompetencyjnych i powołania jednego
                      głównego dowódcy mającego obronić dom żydowski. Tylko że takiego polecenia nie
                      było przez brzemienne pięć godzin. Władzy najwyraźniej zależało na tym, by
                      zajścia się rozszerzały, a nie gasły. Groteskowe wręcz jest tłumaczenie
                      prokuratora Falkiewicza, iż "zasadniczą przyczyną uniemożliwiającą opanowanie
                      sytuacji była niemożność użycia broni palnej wobec agresywnej grupy osób z
                      tłumu. Zakaz taki wynikał z wyraźnych poleceń w tym zakresie wydawanych przez
                      funkcjonariuszy państwowych szczebla centralnego, w tym ministra gen.
                      Spychalskiego, który podejmując taką decyzję, nie posiadał dobrej oceny skali
                      wydarzeń" (Wokół pogromu kieleckiego, s. 479). Jak wiemy z innych przykładów z
                      owych lat, funkcjonariusze władzy komunistycznej wcale nie patyczkowali się z
                      użyciem broni palnej przeciw tłumom. A tu dopuszcza się trwanie
                      pięciogodzinnych zajść i zamordowanie 40 ludzi, których władza powinna była
                      chronić. Jeśli gen. Spychalski "nie posiadał dobrej oceny wydarzeń", to
                      przecież chyba należy wątpić w brak takiej oceny u stojących znacznie wyżej od
                      niego ludzi typu Bermana i Bieruta, na bieżąco informowanych wielu kanałami
                      informacyjnymi o tym, co się dzieje w Kielcach. Nie mówiąc o rezydentach tak
                      potężnego sowieckiego wywiadu. Dziwne, że nikt z wierchuszki partyjnej i
                      państwowej przez tyle godzin nie zdecydował się na wydanie rozkazu rozproszenia
                      tłumu już choćby samą groźbą użycia broni palnej. Rzecz w tym jednak, że wśród
                      atakujących dom żydowski i mordujących Żydów dominowali przedstawiciele
                      komunistycznych "sił porządku", żołnierze, żołnierze KBW, milicjanci. A nie
                      robiliby tego chyba bez czyjejś inspiracji i poczucia bezkarności. Prokurator
                      Falkiewicz dziwnie jakoś przemilcza rozliczne dowody istnienia takiej odgórnej
                      inspiracji. I to pomimo faktu, że pojawiały się one wielokrotnie w toku śledztw
                      i są niejednokrotnie odnotowywane na kartach znakomitego wyboru materiałów
                      śledczych dokonanego przez Jacka Żurka. Nie dowiemy się od prokuratora
                      Falkiewicza również niczego o "niepasujących" mu do tekstu wcześniejszych
                      bardzo znaczących ustaleniach, wskazujących na winę przynajmniej części władz.
                      Dlaczego prokurator Falkiewicz przemilcza na przykład napisaną już 19 lipca
                      1946 roku opinię ówczesnego naczelnego prokuratora WP płk. Henryka Holdera? Cóż
                      stwierdził płk Holder? Otóż odręcznie dopisał w sprawozdaniu skierowanym do
                      zastępcy naczelnego dowódcy WP gen. M. Spychalskiego: "Ze sprawozdania wynika
                      nie tylko indolencja władz odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i porządek w
                      Kielcach, ale wręcz udział i [słowa nieczytelne] szeregu osób urzędowych w
                      dokonywaniu pogromu" (cyt. za: J. Śledzianowski, s. 80).
                      Jak na tle tego "udziału (...) szeregu osób urzędowych w dokonywaniu pogromu"
                      wygląda lansowana przez prokuratora Falkiewicza teza o "spontaniczności"
                      zbrodni kieleckiej?
                      • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 18:53
                        Inna, dość podobna sprawa. Andrzej Jankowski, sędzia sądu wojewódzkiego w
                        Kielcach, w swym postanowieniu z 22 czerwca 1992 r. tak pisał m.in. w
                        uzasadnieniu wszczęcia śledztwa w sprawie pogromu Żydów w Kielcach (wybór J.
                        Żurka, w: Wokół pogromu, s. 217): "W toku postępowania (...) ustalono, że w
                        czasie tzw. pogromu Żydów w Kielcach 4 VII 1946 postępowanie organów i
                        niektórych osób odpowiedzialnych za zapewnienie porządku i bezpieczeństwa było
                        tego rodzaju, że nasuwa się podejrzenie, że nie zależało im na natychmiastowym
                        stłumieniu zamieszek (...), prawdopodobna staje się teza, że do pogromu doszło
                        w wyniku czyjegoś zorganizowanego działania, które to działanie co najmniej
                        szło na rękę niektórym organom ówczesnych władz polskich
                        lub 'sprzymierzonych'". Prokurator Falkiewicz odrzuca tę ostatnią tezę.
                        Dlaczego więc nie zdobywa się na żadne przekonywające obalenie podejrzeń, że
                        niektórym organom nie zależało na natychmiastowym stłumieniu zamieszek? Podane
                        przez niego informacje o różnych sporach kompetencyjnych między szefami UB, MO
                        etc. nic nie wyjaśniają.
                        Trzeba przyznać, że prokurator Falkiewicz z dużą werwą stara się za wszelką
                        cenę podważyć zeznania dowodzące ubeckiej zbrodni, choćby zeznania Henryka
                        Błaszczyka, rzekomo porwanego w lipcu 1946 roku. Skrajnie tendencyjne są
                        również głoszone przez prokuratora Falkiewicza pochwały stanowczych działań
                        władz komunistycznych po zajściach kieleckich, uparte dowodzenia rzekomych
                        szlachetnych intencji tych władz. Jest to jedna z najbardziej groteskowych
                        części umorzenia (vide strony 477 i 478). I znowu spotykamy się z bardzo wielką
                        porcją przemilczeń rzeczy niepasujących do obrazu kreowanego przez prokuratora
                        Falkiewicza. Nie dowiemy się na przykład, jakie były przyczyny uniewinnienia
                        najbardziej winnego zbrodniczych "zaniechań" szefa WUBP Władysława
                        Sobczyńskiego-Spychaja. A już z poprzednich śledztw wynikało, że uniewinniono
                        go, bo za wiele wiedział o przyczynach zbrodni.
                        • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 22:17
                          Nie dowiemy się od prokuratora Falkiewicza prawdy o tym, jak bardzo
                          sfabrykowano pierwszy i zarazem najważniejszy proces po zajściach 4 lipca 1946
                          roku. Nie dowiemy się niczego, dosłownie niczego, o straszliwej atmosferze
                          terroru, jaka panowała wówczas wśród oskarżonych i świadków. Nie dowiemy się
                          niczego o całkowitym blokowaniu przez władze na procesie świadectw o
                          krwiożerczym zachowaniu niektórych żołnierzy i oficerów etc., etc. Nie dowiemy
                          się również od prokuratora Falkiewicza o różnych późniejszych sprawach mogących
                          rzucić ewidentne podejrzenia co do intencji władzy, np. o tajemniczych
                          zabójstwach niewygodnych świadków (vide choćby sprawa por. Grynbauma). Nie
                          dowiemy się o jaskrawych przypadkach zaszczucia niektórych niewygodnych
                          świadków (np. prokuratora Wrzeszcza). Prokurator Falkiewicz nawet nie zająknął
                          się o nader podejrzanych okolicznościach pożaru kieleckiego archiwum w 1988
                          roku. Prokurator Falkiewicz stara się po prostu na każdym kroku unikać
                          przytaczania faktów mogących podważyć lansowaną przez niego tezę o
                          całkowitej "spontaniczności" kieleckich zajść i całkowitej niewinności
                          komunistycznych czynników w tej sprawie.
                          • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 22:21
                            Dodajmy, że cały tekst "umorzenia" daleki jest od tak oczekiwanego u prawników
                            racjonalizmu, umiaru i wyważenia. Mało eleganckie, łagodnie mówiąc, jest
                            zachowanie prokuratora Falkiewicza wobec osób reprezentujących inne niż on
                            opinie na temat wydarzeń kieleckich 1946 roku. Na przykład całkowitą nieprawdą
                            jest podane przez prokuratora Falkiewicza na s. 473 twierdzenie, że
                            wypowiadające się w sprawach zbrodni kieleckiej takie osoby jak m.in. ks. Jan
                            Śledzianowski czy Krzysztof Kąkolewski "nie dysponują dla potwierdzenia swoich
                            poglądów argumentami o charakterze dowodowym. Poruszają się jedynie w sferze
                            ocen i spekulacji co do wniosków z zaistniałych faktów oraz zachowań
                            poszczególnych uczestników wydarzeń". W prezentowanym tu tekście
                            niejednokrotnie powoływałem się na konkretne fakty o charakterze dowodowym
                            przytaczane w książkach obu wspomnianych autorów, tak niesłusznie
                            deprecjonowanych przez prokuratora Falkiewicza. Co więcej, częstokroć powołują
                            się oni w swych książkach na teksty przedstawicieli aparatu sprawiedliwości,
                            którzy zasługują moim zdaniem na dużo większe uznanie pod względem
                            wiarygodności niż pan prokurator Falkiewicz. Myślę tu choćby o przytaczanych
                            przez nich wypowiedziach sędziego Andrzeja Jankowskiego, byłego dyrektora
                            Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Kielcach,
                            zajmującego się przez lata sprawą zbrodni kieleckiej prokuratora Zbigniewa
                            Mieleckiego. Obaj autorzy włożyli w swoje ponad 200-stronicowe książki ogromnie
                            wiele żmudnej pracy i talentu. Tym większym skandalem jest przytoczona wyżej
                            niezwykle arogancka i kłamliwa próba dyskredytowania ich publikacji.
                            Notabene tekst prokuratora Falkiewicza w swej ogromnej części dużo bardziej
                            pasowałby do publikacji wydawanych w dobie późnej jaruzelszczyzny. Prawdziwym
                            nieporozumieniem zaś jest oglądanie go w ramach tomu wydanego przez IPN,
                            instytucję wchodzącą na drogę coraz gruntowniejszego rozliczenia ze zbrodniami
                            komunistycznymi.
                            Przyjrzyjmy się teraz dużo bardziej szczegółowo różnym deformacjom i
                            przemilczeniom.
                            • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 22:25
                              Uniewinnianie Stalina i NKWD
                              Szczególnie ponurą groteską jest sposób, w jaki prokurator Falkiewicz broni
                              stalinowskiego kierownictwa sowieckiego i NKWD przed oskarżeniami o
                              zorganizowanie kieleckiej zbrodni w 1946 roku. Pisze na s. 472
                              swego "umorzenia": "Również wszelkie inne dowody zgromadzone w tej sprawie, w
                              tym zeznania świadków, dokumenty i relacje, nie zawierają w swej treści
                              informacji, na podstawie których uzasadnione byłoby twierdzenie, że wydarzenia
                              kieleckie zaistniały z inspiracji radzieckich tajnych służb. Z analizy
                              ówczesnej sytuacji politycznej wyłania się również brak oczywistego interesu
                              ZSRS w zorganizowaniu przez jego tajne służby tego rodzaju wydarzeń. Wpływy
                              sowieckie w Polsce były bowiem oparte na sile stacjonującej armii i
                              kontrolowanego aparatu bezpieczeństwa".
                              Czytając tego typu enuncjację Falkiewicza, nie można pozbyć się wrażenia
                              prawdziwego szoku. Prokurator prowadzący śledztwo w sprawie zbrodni kieleckiej
                              przez kilka lat po 2000 roku (!) "naiwnie" nie dostrzega "oczywistego interesu"
                              Rosji w zorganizowaniu tej zbrodni. Nie widzi więc tego, co widzieli już w 1946
                              roku niektórzy intelektualiści polscy w Stanach Zjednoczonych, biskup kielecki
                              Czesław Kaczmarek, Prymas Polski ks. kard. August Hlond, amerykański ambasador
                              w Polsce Arthur Bliss Lane.
                              I jakże wielu innych później, aż po prowadzących śledztwa w sprawie zbrodni
                              kieleckiej poprzedników Falkiewicza: sędziego Andrzeja Jankowskiego i
                              prokuratora Zbigniewa Mieleckiego.
                              Przytaczałem już wcześniej jakże wymowne opinie dowodzące, że głównym celem tak
                              efektywnie zaplanowanej przez ZSRS zbrodni kieleckiej było odwrócenie uwagi
                              Zachodu od dokonanego przez komunistów zaledwie kilka dni przedtem
                              gigantycznego fałszerstwa wyników referendum. Były jednak i inne nader ważne
                              motywy, na które pierwszy zwrócił uwagę wspomniany już były oficer Informacji
                              Wojskowej Michał Chęciński w swej opublikowanej w 1982 r. w Nowym Jorku
                              książce "Poland. Communism - Nationalism - Antisemitism". Chęciński wskazywał
                              tam, że bezsprzecznie największą korzyść z zamieszania wywołanego zajściami
                              antyżydowskimi w Polsce i za granicą wyciągnęli sowieccy komuniści. Zbrodnia
                              kielecka stała się dla nich okazją do nagłośnienia wśród liberałów i lewicowców
                              na Zachodzie gromkich oskarżeń o antysemityzm, skierowanych przeciwko polskiemu
                              podziemiu, kręgom emigracyjnym i hierarchii katolickiej. Zdaniem Chęcińskiego,
                              dowód na udział polskich i rosyjskich oficerów bezpieczeństwa w zajściach
                              antyżydowskich jest zgodny z ich dobrze znanymi globalnymi celami i taktyką.
                              Masowa emigracja Żydów z Polski ułatwiła zadanie (dała broń do ręki) Związkowi
                              Sowieckiemu przez przeładowanie obozów dla uchodźców w zachodnich strefach
                              Niemiec i Austrii oraz wystawienie na próbę rządów brytyjskich w Palestynie,
                              dokąd większa część tych Żydów chciała się udać. Antyżydowskie wybuchy w Polsce
                              służyły jako pretekst do wzmocnienia kontroli nad polskim aparatem
                              bezpieczeństwa poprzez wskazanie, że Polacy, nawet komuniści, nie są w stanie
                              sami utrzymać prawa i porządku (...). Co więcej, mogli usprawiedliwiać
                              wszystkie przyszłe represje polityczne jako konieczne dla zahamowania
                              antysemickich sentymentów ludności (...)" (cyt. za polskim przekładem
                              fragmentów książki M. Chęcińskiego w: "Antyżydowskie wydarzenia...", t. II, s.
                              102-103). Chęciński powtórzył w przybliżeniu swe powyższe oceny również w
                              trakcie przesłuchania 22 listopada 1996 r. (por.: Wokół pogromu, s. 403).
                              Bardzo istotnym celem zajść antyżydowskich w Kielcach w 1946 roku było szukanie
                              przez NKWD swoistego anty-Katynia. Akurat na 3 dni przed krwawymi zajściami w
                              Kielcach - 1 lipca 1946 roku - rozpoczęło się postępowanie dowodowe Trybunału
                              Narodów w Norymberdze w sprawie Katynia. 4 lipca, tj. w dniu pogromu, zaczęły
                              się przemówienia stron w tej sprawie. Osoby dobrze poinformowane wiedziały już
                              wtedy, że nie ma szans dowiedzenia Niemcom hitlerowskim udziału w zbrodni na
                              polskich oficerach. Zostawał jedyny faktyczny winny - Związek Sowiecki (por.
                              uwagi K. Kąkolewskiego na ten temat w książce "Umarły cmentarz", s. 185-189).
                              • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 22:35
                                Wśród głównych celów, którym miała służyć zbrodnia kielecka zgodnie z sowieckim
                                interesem, były według Kąkolewskiego:
                                1. "Spowodowanie masowego exodusu Żydów. Rosjanom chodziło o pozbycie się tzw.
                                elementu kapitalistycznego: właścicieli sklepików, rzemieślników, członków
                                żydowskich spółdzielni pracy (...)
                                2. Zasianie przerażenia wśród Żydów komunistów na najwyższych i decydujących
                                stanowiskach państwowych w ówczesnej marionetkowej RP (...)
                                3. Zasianie wśród Żydów, którymi obsadzono liczne stanowiska w średnim aparacie
                                UB, wojska i partii, przekonania, że w każdej chwili są zagrożeni śmiercią ze
                                strony społeczeństwa polskiego, które chce ich wymordować (...)
                                4. Odwrócenie się od Polski sojuszników zachodnich: Francji, USA, Wielkiej
                                Brytanii. Zrównanie naszego kraju z Niemcami, które wtedy znajdowały się pod
                                okupacją na zachodzie w celu wykorzenienia hitleryzmu (...), aby okupacja
                                Polski przez siły radzieckie wydawała się części opinii publicznej na Zachodzie
                                równie konieczna jak okupacja Niemiec hitlerowskich (...)" (cyt. za: K.
                                Kąkolewski, op. cit., s. 192-193).
                                Warto również przypomnieć opinię znanego historyka żydowskiego Michała
                                Borwicza, wypowiedzianą w referacie wygłoszonym na polsko-żydowskim sympozjum w
                                Oxfordzie (17-21 grudnia 1984 roku). Ocenił wówczas, że w tzw. pogromie
                                kieleckim "tajnym sowieckim prowokatorom chodziło o pozbawienie sympatii w
                                krajach zachodnich, i to właśnie przed wyborami [1947 r. - K. Kąkolewski],
                                które miały utwierdzić i zatwierdzić sowiecki podbój. Prowokacja uda się i to
                                chyba ponad spodziewania prowokatorów" (cyt. za: K. Kąkolewski, op. cit., s.
                                191). Ciekawe, że nawet znana tropicielka polskiego antysemityzmu prof. K.
                                Kersten uznała podczas przesłuchania 10 lutego 1995 roku, że za jedyną
                                mieszczącą się w granicach prawdopodobieństwa wersję można uznać potraktowanie
                                pogromu jako wyniku działania wojsk sowieckich (NKWD). Jak akcentowała: "Według
                                mnie, przemawiają za nią [tą wersją - JRN] rozgrywka wokół spraw Polski na
                                arenie międzynarodowej - dążenie do przedstawienia w negatywnym świetle
                                polskich czynników niepodległościowych przez wykazywanie polskiego
                                antysemityzmu, i jątrzenie stosunków polsko-żydowskich dla skompromitowania sił
                                przeciwstawiających się władzy komunistycznej. Pewną przesłankę stanowić też
                                może osoba szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Kielcach mjr. Władysława
                                Sobczyńskiego, powiązanego z radzieckimi służbami specjalnymi (...)" (cyt. za
                                wyborem materiałów J. Żurka, w: Wokół pogromu, s. 264). Profesor Kersten uznała
                                wówczas również, że za tezę o organizowaniu zajść może służyć także informacja
                                otrzymana od Iwony Zareckiej, córki prezydenta Kielc w 1946 roku. Został on
                                wcześniej ostrzeżony, by na jakiś czas wyjechał z Kielc tuż przed pogromem
                                (por.: tamże, s. 265). Przypomnijmy, że prezydent Kielc T. Z. Zarecki należał
                                do przedstawicieli władzy wywodzących się z rodzin żydowskich. I jak na tle tak
                                różnych, solidnie uargumentowanych merytorycznie twierdzeń wygląda groteskowe
                                sformułowanie prokuratora Falkiewicza o "braku oczywistego interesu ZSRR" w
                                organizowaniu zbrodni kieleckiej?
                                • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 22:40
                                  Przemilczenie zajść antyżydowskich w innych krajach
                                  Kategorycznie odrzucając wersję mówiącą o roli sowieckiej bezpieki w
                                  zorganizowaniu zbrodni kieleckiej, prokurator Falkiewicz przemilcza fakt, że
                                  władze sowieckie uciekały się do podobnych zbrodniczych metod również w
                                  odniesieniu do innych krajów Europy Środkowej, głównie Węgier i Czechosłowacji.
                                  Jest to zaś tym ważniejszy fakt, że zajścia antyżydowskie wszędzie tam
                                  rozgrywały się wyraźnie według bardzo podobnego scenariusza jak w Kielcach.
                                  Bardzo podobne były w nich zachowania wojska i milicji oraz wyraźna rola
                                  sprawców o komunistycznej proweniencji, których nigdy nie ukarano. Bardzo
                                  podobne były też cele polityczne zajść antyżydowskich w innych krajach. Jak
                                  zajścia w Kielcach miały odwrócić uwagę Zachodu od monstrualnie sfałszowanego
                                  referendum, tak zajścia na Węgrzech czy w Czechosłowacji (konkretnie na
                                  terenach Słowacji) miały odwracać uwagę od przejawów skrajnego bezprawia i
                                  gwałtów dokonywanych przez wojska sowieckie - rozprawy z prozachodnią opozycją.
                                  Do zajść antyżydowskich doszło m.in. w Słowacji (Velke Topolcany, Chinorany,
                                  Krasno nad Nidą, Nedanovce) i na Węgrzech (Ozd, Sajószentpeter, Kunmadaras,
                                  Miskolc). Pisałem już o tych sprawach w "Naszym Dzienniku" z 4 lipca 2002 r.,
                                  powołując się na udokumentowane publikacje zagraniczne. Szkoda, że prokurator
                                  Falkiewicz nie zdołał poszerzyć sobie wiedzy na ten temat. Bardzo pouczające
                                  dla niego mogłyby się okazać np. uwagi bardzo znanej dziś węgierskiej historyk
                                  Marii Schmidt, która jednoznacznie stwierdzała, że to ręka sowieckich tajnych
                                  służb kryła się za histerią wokół mordów rytualnych, wzniecaną na Słowacji w
                                  kwietniu 1946 roku, na Węgrzech w maju 1946 roku i w Polsce w lipcu 1946 roku.
                                  Zdaniem Marii Schmidt, "sowieckie kierownictwo chciało uwolnić się od
                                  żydowskich warstw religijnych, burżuazyjnych i mieszczaństwa, które traktowali
                                  jako bazy 'kapitalizmu', pragnęło zaostrzyć problemy mocarstw zachodnich,
                                  przyjmujących żydowskich uchodźców, a w szczególności Wielkiej Brytanii,
                                  zajmującej Palestynę. I wreszcie, przypisując pogromy manipulacjom
                                  prawicowej 'reakcji', chciano umocnić na wschodzie i zachodzie Europy obóz
                                  komunistów, członków partii i sympatyków żydowskiego pochodzenia" (cyt. za: J.
                                  Pelle, A kunmadarasi pogrom. Shylock Hunniaban II, "Magyar Nemzet" z 15 marca
                                  1991 roku).
                                  Jak się okazuje, wybitni historycy, tacy jak Maria Schmidt, potrafili jakoś
                                  dostrzec "oczywisty interes ZSRR w zorganizowaniu przez jego tajne służby tego
                                  rodzaju wydarzeń". Tylko prokuratorowi Falkiewiczowi to wszystko wydaje się
                                  rzeczą niewyobrażalną!
                                  Szkoda, że prokurator Falkiewicz nie zastanowił się nad tym, dlaczego polskie
                                  władze komunistyczne tak mocno starały się nagłośnić kompromitującą Polskę
                                  zbrodnię kielecką na Zachodzie. A robiły to w ogromnie zintensyfikowanej na
                                  zagranicę kampanii hańbiącej Naród Polski. Nader wymowne pod tym względem były
                                  zalecenia kierownika Wydziału Zagranicznego KG PZPR Ostapa Dłuskiego,
                                  ustalającego linię oficjalnej propagandy na temat zbrodni kieleckiej na
                                  zagranicę. W liście do ambasadora RP w Paryżu Stanisława Skrzeszewskiego Dłuski
                                  zalecał: "Dobrze postawiona kampania opłaci się nam bardzo, nie trzeba być
                                  skąpym (...). Chodzi o to, by sprawie nadać szerokie tło polityczne -
                                  Monachium, Beck, Anders - a między innymi odsłonić prawdziwe korzenie afery
                                  kieleckiej" (cyt. za: K. Kąkolewski, s. 189).
                                  • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.07, 12:11
                                    Prokurator Falkiewicz wyraźnie próbuje maksymalnie osłabić zarzuty nawet
                                    przeciwko szefowi Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, majorowi
                                    Władysławowi Sobczyńskiemu-Spychajowi, szczególnie skompromitowanemu swą
                                    szokującą biernością w czasie zajść kieleckich. W swym "umorzeniu" pisze na s.
                                    478: "trudno też przyjąć tezę, że jako szef WUBP był inspiratorem i
                                    koordynatorem działań o charakterze prowokacji, bowiem brak jest uzasadnienia
                                    na to w materiale dowodowym".

                                    O roli agenta NKWD W. Sobczyńskiego
                                    Przypomnijmy tu, że major Sobczyński był już w czasie wojny oficerem NKWD
                                    (Por. "umorzenie" prokuratora Falkiewicza, s. 449, w: "Wokół pogromu..."). Ze
                                    względu na jego wyjątkowe służalstwo wobec Sowietów jeszcze przed tragedią na
                                    Plantach był nazywany "majorem Sabaczyńskim". Znany był ze szczególnego
                                    okrucieństwa, m.in. to on podczas pracy w UB w Rzeszowie zastrzelił na oczach
                                    mieszkańców rodzinnej wsi słynnego działacza PSL Kojdera. Sobczyńskiemu
                                    przypisywano już wcześniej organizowanie - w celach prowokacyjnych - z ramienia
                                    UB w czerwcu 1945 roku nieudanego pogromu Żydów w Rzeszowie. Jego doradcą
                                    sowieckim był płk Szpilewoj - agent "Natan", z pochodzenia Żyd sowiecki z NKWD
                                    (MWD) (Por. J. Śledzianowski, op. cit. s. 78).
                                    Próbując obalić tezę o roli sowieckiej bezpieki w zorganizowaniu zbrodni
                                    kieleckiej, prokurator Falkiewicz stara się maksymalnie ograniczyć lub wręcz
                                    przemilczeć wysuwane na ten temat sugestie różnych kompetentnych osób.
                                    Całkowicie przemilcza na przykład wypowiedź tak istotnej dla śledztwa osoby,
                                    jak sędzia A. Jankowski, dyrektor Okręgowej Komisji ds. Badania Zbrodni
                                    przeciwko Narodowi Polskiemu w Kielcach. Stwierdził on w wywiadzie z 1996 r.
                                    m.in.: "Szczególnie zastanawiające jest dla mnie dziwne zachowanie się szefa
                                    bezpieki mjr. Spychaja-Sobczyńskiego. Badając akta jego procesu, a także
                                    komendanta KWMO płk. Wiktora Kuźnickiego i jego zastępcy Kazimierza
                                    Gwiazdowicza, dowiedziałem się, że Sobczyński na wieść o pogromie - zadzwonił
                                    zdenerwowany na milicję, żądając, by się do niego nie mieszała, bo 'to
                                    prowokacja'. Milicja jednak uważała zajścia za sprawę czysto kryminalną i
                                    zdecydowana była się nią zająć. Potem przy Spychaju pojawia się doradca
                                    sowiecki w UBP płk Szpilewoj i od tego momentu mjr Sobczyński nie angażuje się
                                    w tłumienie zajść (...). Moja teza jest taka: pogrom kielecki zorganizował nie
                                    reżim komunistyczny, ale Rosjanie. Wskazuje na to m.in. rola Szpilewoja, dziwne
                                    zachowanie Spychaja, sposób użycia ubowców" (Podkr. JRN, cyt. za ks. J.
                                    Śledzianowski, op. cit., s. 77-78).
                                    O przypuszczalnej bardzo dużej roli Sobczyńskiego w organizowaniu zbrodni
                                    kieleckiej mówił już w Radiu Wolna Europa płk Józef Światło (przed ucieczką z
                                    PRL wicedyrektor X Departamentu MBP). Charakteryzując W. Sobczyńskiego,
                                    stwierdził m.in.: "Jakkolwiek powszechna opinia obarczała Sobczyńskiego
                                    odpowiedzialnością za rozruchy antysemickie w Kielcach, gdy po zlikwidowaniu
                                    ich Sobczyński został aresztowany, na żądanie 'doradców' radzieckich zwolniono
                                    go z więzienia i ofiarowano mu stanowisko dyrektora biura paszportowego w
                                    Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego" (Cyt. za: J. Żaryn, w: "Wokół
                                    pogromu...", s. 106).
                                    • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.07, 12:15
                                      Przypomnijmy tu niektóre z "zaniechań" Sobczyńskiego w czasie zajść kieleckich
                                      poza tymi wymienionymi w wyżej cytowanym tekście sędziego Jankowskiego. Szef
                                      WUBP, który domagał się, by "milicja nie mieszała się", sam po krótkim czasie
                                      opuścił miejsce wydarzeń i obserwował zajście przez lornetkę z balkonu przy ul.
                                      Sienkiewicza (Cyt. za: J. Śledzianowski, op. cit., s. 69-70). Znamienne, jak
                                      sam Sobczyński, szef WUBP w Kielcach usprawiedliwiał nieudzielenie przez
                                      podwładne mu jednostki pomocy Żydom oblężonym na Plantach. Twierdził, że musiał
                                      odmówić skierowania swego oddziału, zwanego szturmowym, na Planty, ponieważ
                                      jego ludzie byli zmęczeni po całonocnej akcji (Tamże, s. 109). Ksiądz Jan
                                      Śledzianowski komentował (tamże, s. 109) iż, "chłopcy bezpiekowcy", "zmęczeni
                                      po całonocnej akcji" odsypiali noc, podczas gdy tuż obok zabijano Żydów. Z
                                      raportu prokuratora Z. Mieleckiego wynikało, że Sobczyński wydawał sprzeczne
                                      rozkazy - nakazywał wycofać się milicji... to znów "wzywał K. Gwiazdowicza, aby
                                      wysłał silniejsze oddziały milicji na Planty" (Tamże, s. 67). Zdumiewające było
                                      ciągłe odkładanie przez mjr. Sobczyńskiego decyzji w sprawie użycia kompanii ze
                                      szkoły UB w Zgórsku. Na próżno błagał go o to wciąż ppor. Albert Grynbaum,
                                      zastępca szefa powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa. Według relacji J. Dawida,
                                      przytoczonej w książce ks. J. Śledzianowskiego (op. cit., s. 68). "Przed
                                      urzędem stały samochody z blisko pięćdziesięcioma słuchaczami szkoły dla
                                      funkcjonariuszy UB w Zgórsku pod Kielcami. Czekali na rozkazy. Półtorej godziny
                                      czekali, a na Plantach trwała masakra". Nawet i to zdarzenie wyraźnie próbuje
                                      zminimalizować w swym wyjaśnieniu sprawy prokurator Falkiewicz, pisząc
                                      w "umorzeniu" ("Wokół pogromu...", s. 480), iż "Brak energicznych działań ze
                                      strony sił, jakimi dysponował Urząd Bezpieczeństwa i odkładanie w czasie użycia
                                      kompanii ze Zgórska niewątpliwie spowodowane było decyzjami szefa WUBP
                                      Władysława Sobczyńskiego. Zebrane w śledztwie dowody nie pozwalają ocenić
                                      przyczyn takiego zachowania jako elementu działania prowokacyjnego". To czymże
                                      w końcu było to działanie w połączeniu z innymi haniebnymi "zaniechaniami"
                                      Sobczyńskiego w owym dniu?
                                      Współautorka omawianego tomu IPN B. Szaynok wysuwa oskarżenie, że Sobczyński,
                                      szef WUBP, "wykorzystywał polski antysemityzm w czasie zajść", m.in. przez
                                      opóźnianie wezwania straży pożarnej, przetrzymywanie szkoły UB i opóźnianie
                                      wprowadzenia jej do akcji, swoją bezczynność w zatrzymaniu robotników
                                      huty "Ludwików", idących na Planty (w wyborze źródeł J. Żurka, w: "Wokół
                                      pogromu...", op. cit., s. 276). Szaynok stwierdza, że Sobczyński rozmawiał w
                                      trakcie pogromu z Radkiewiczem i Bermanem. Stąd wnioskuje, że "Sobczyński mógł
                                      otrzymać od nich polecenie wykorzystania pogromu dla celów politycznych
                                      (referendum, podziemie niepodległościowe" (tamże, s. 277).
                                      • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.07, 12:16
                                        Zastanawia selektywność informacji na temat Sobczyńskiego podawanych przez
                                        prokuratora Falkiewicza. Na s. 477 pisze on o aresztowaniu i procesie
                                        Sobczyńskiego jako o jednym z przykładów stanowczości postawy władz "wobec
                                        wydarzeń i winnych zaniedbań". Tym trudniej jednak wytłumaczyć, dlaczego
                                        przemilcza informacje o kulisach jego uniewinnienia, i to pochodzące z tak
                                        ważnego źródła jak Raport Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciw Narodowi
                                        Polskiemu (BZpNP) z 1997 roku. Pisano tam: "Władysław Sobczyński wbrew
                                        oczywistym dowodom jego winy został uniewinniony. Z zeznań jednego ze świadków
                                        wynika, że miał on jakieś dowody dotyczące przyczyn pogromu, które wykorzystał
                                        w czasie, gdy był aresztowany, i dlatego został bardzo szybko zwolniony z
                                        więzienia" (Cyt. za: J. Śledzianowski, op. cit., s. 129). Dodajmy, że
                                        Falkiewicz wspomina na s. 464 o uniewinnieniu Sobczyńskiego od zarzutu
                                        przestępstwa niedopełnienia obowiązków przeciwdziałania popełnieniu przez tłum
                                        czynów przestępczych. Także tu jednak pomija cytowaną wyżej informację z
                                        raportu BZpNP o kulisach uniewinnienia Sobczyńskiego. Czy prokurator Falkiewicz
                                        milczy w tej sprawie, bo niewygodne byłoby dlań przyznanie, że były
                                        jakieś "wstydliwe" dla władzy przyczyny pogromu, które chciała utajnić za
                                        wszelką cenę! Jak wiemy, prokurator Falkiewicz chce dowieść masowej
                                        antysemickiej "spontaniczności" zbrodni.
                                        Dlaczego prokurator Falkiewicz, tak sławiący stanowczość działań władzy, w
                                        rozliczeniu z winnymi kieleckiej zbrodni pomija milczeniem sprawę późniejszych
                                        losów Sobczyńskiego? A mianowicie fakt, że człowiek, który splamił się tak
                                        ciężkimi "zaniedbaniami" (eufemizm) w czasie zbrodni, mógł później zrobić
                                        przyspieszoną karierę. Został awansowany na podpułkownika, później na
                                        pułkownika i przeniesiony do Warszawy do władz centralnych. Tu kolejno
                                        awansował na wysokie odpowiedzialne stanowiska. Najpierw był szefem wywiadu
                                        KBW, później dyrektorem Biura Paszportów MBP (Wg K. Kąkolewski, op. cit., s.
                                        191-192). W końcu awansował do rangi ambasadora PRL w Sofii (Cyt. za J. Żaryn,
                                        w: "Wokół pogromu...", op. cit., s. 106). Warto dodać, że karierze
                                        Sobczyńskiego wyraźnie dziwi się współautor tomu IPN i zarazem jego redaktor
                                        Jan Żaryn, przypominając, że Sobczyńskiego awansowano do rangi pułkownika w
                                        kwietniu 1957 r. (sic!) w okresie odwilży po październikowej (Por. tamże, s.
                                        106).
                                        Szczególnie groteskowo brzmi kolejne tłumaczenie prokuratora Falkiewicza na
                                        temat roli Sobczyńskiego: "Jego działalność i analiza wydarzeń, w których
                                        uczestniczył, wskazują jednoznacznie, że miał on negatywny stosunek do osób
                                        narodowości żydowskiej. W pełni uzasadnione wydaje się określenie go jako
                                        radykalnego antysemity. Brak właściwego zaangażowania podczas wydarzeń
                                        kieleckich bardziej należy tłumaczyć jego osobistą postawą wobec Żydów, aniżeli
                                        wysuwać sugestie, że zachowanie to było spowodowane wytycznymi otrzymanymi od
                                        swoich przełożonych z tajnych służb sowieckich, na co zresztą nie ma żadnych
                                        przesłanek w materiale dowodowym" (Por. "Wokół pogromu...", op. cit., s. 472-
                                        473). Czy radykalnym antysemityzmem można rzeczywiście wytłumaczyć całą serię
                                        zbrodniczych zaniechań mjr. Sobczyńskiego? Przecież nawet będąc "radykalnym
                                        antysemitą", w co nie wątpię, musiał realistycznie zdawać sobie sprawę, że za
                                        swoje antysemickie "zaniechania" może bardzo ciężko zapłacić w Polsce. W kraju,
                                        w którym bardzo dużą rolę odgrywały takie osoby, jak odpowiedzialny za
                                        bezpieczeństwo członek Biura Politycznego KC PPR Jakub Berman. To, że
                                        Sobczyński najwyraźniej nie bał się ryzykować swoich zbrodniczych "zaniechań",
                                        najlepiej dowodzi, jak mocno wierzył w ostateczne poparcie swych sowieckich
                                        protektorów! Przy okazji, cóż to za przepiękny eufemizm prokuratora
                                        Falkiewicza: "brak właściwego zaangażowania podczas wydarzeń kieleckich".
                                        • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.07, 12:20
                                          Sprawa Diomina
                                          W tak ważnej z punktu widzenia tezy o NKWD-owskiej roli w organizowaniu zbrodni
                                          kieleckiej książce M. Chęcińskiego z 1982 r. została bardzo mocno wyeksponowana
                                          rola Michaiła Aleksandrowicza Diomina jako głównego organizatora NKWD-owskiej
                                          akcji. Prokurator Falkiewicz natychmiast uznał za konieczne całkowite
                                          podważenie ustaleń książki Chęcińskiego na temat Diomina, tak aby zanegować w
                                          ogóle działanie jakiegokolwiek Diomina w zagranicznej służbie sowieckiej (Por.
                                          tekst "Umorzenia", w: "Wokół pogromu...", op. cit., s. 471). Tylko że tym razem
                                          w swej pasji podważania za wszelką cenę tez o NKWD-owskiej inspiracji zajść
                                          kieleckich, prokurator Falkiewicz popełnił niebywałą fuszerkę. Nie dostrzegł,
                                          że rzekomo nieistniejący w sowieckiej służbie zagranicznej M.A. Diomin
                                          występował nawet na karcie drugiego raportu doradcy Szpilewoja z Kielc w dniu
                                          11 lipca 1946 r. do płk. Dawydowa. Pisał o tym nie kto inny, jak poprzednik
                                          prokuratora Falkiewicza w prowadzeniu śledztwa - prokurator Zbigniew Mielecki.
                                          Otóż właśnie prokurator Z. Mielecki, ogłaszając w Warszawie 16 października
                                          1996 r. raport Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu,
                                          stwierdził m.in., iż: "Drugi raport doradcy Szpilewoja dla płk. Dawydowa -
                                          również 'ściśle tajne', zawierający informacje o treści wyroku podawanego przez
                                          Najwyższy Sąd Wojskowy podczas sesji wyjazdowej w Kielcach w dniu 11.07.1946
                                          roku (w sprawie sygn. 9/46) przekazał w dniu 11.07.1946 r. z Kielc
                                          telefonicznie linią specjalną 'w.Cz' Demin (...). Druga depesza (z dnia
                                          11.07.1946 r.) ma dla naszej sprawy jeszcze jeden dodatkowy aspekt, bowiem
                                          potwierdza istnienie w otoczeniu doradcy Szpilewoja osoby o nazwisku Demin"
                                          (Cyt. za J. Śledzianowski, op. cit., s. 80).
                                          Żeby było zabawniej, raport Szpilewoja z końcową adnotacją "peredał Demin"
                                          (przekazał Demin) figuruje w części "Reprodukcje dokumentów" w tomie "Wokół
                                          pogromu kieleckiego", w bardzo niewielkiej odległości od sławetnego "umorzenia"
                                          prokuratora Falkiewicza. Inna fuszerka, dowodząca, że prokurator Falkiewicz
                                          niezbyt dokładnie czytał akta śledztw. Otóż w jednym z tych akt, a ściślej w
                                          zeznaniu ważnego świadka Edmunda Kwaska (b. kierownika Wydziału Śledczego WUBP)
                                          z dnia 21 marca 1996 r., czytamy, iż: "W zespole radzieckich doradców w WUBP w
                                          Kielcach 'był jeden młodszy doradca o nazwisku Domin'". I to wszystko można
                                          przeczytać aż nadto wyraźnie właśnie w tomie IPN (por. "Wokół pogromu...", op.
                                          cit., s. 349), w którym umieszczono tekst "umorzenia". Żeby było jeszcze
                                          zabawniej, we wspomnianym tomie IPN (s. 134) znajdujemy następujące wyjaśnienie
                                          Jacka Żurka, autora wyboru materiałów ze śledztw: "W dokumentach sowieckich
                                          występuje st. śledczy MGB kpt. Diomin, przesłuchujący 28 III 1949 r. Pereca
                                          Dawidowicza Markusa w sprawie Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego". I tego
                                          też nie doczytał prokurator Falkiewicz.
                                          • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.07, 15:43
                                            Czytając tekst "umorzenia", musimy wciąż zdumiewać się, do jakiego stopnia
                                            wybielane są działania władz w czasie kieleckiej zbrodni, najczęściej poprzez
                                            przemilczanie różnych kompromitujących władze faktów, nieco rzadziej przez
                                            różne gmatwania spraw wymagających konkretnych, precyzyjnych odpowiedzi.
                                            Wszystko zaś po to, by koniecznie usprawiedliwić zachowanie centralnych władz
                                            komunistycznych.

                                            Wybielanie działań władz
                                            I tak np. w "umorzeniu" ("Wokół pogromu..., s. 477) czytamy przyznanie,
                                            że "wszystkie władze centralne zostały niezwłocznie poinformowane o
                                            wydarzeniach". I dalej: "Czy więc istnieją dowody wskazujące, że władze
                                            akceptowały zaistnienie takich wydarzeń? Na poparcie takiej tezy nie ma w
                                            materiale dowodowym pewnych argumentów. Wręcz przeciwnie, ustalono liczne
                                            okoliczności wskazujące na to, że władze centralne takich działań nie
                                            akceptowały [podkr. - J.R.N.], jak też podjęły działania zmierzające do
                                            wyciągnięcia konsekwencji wobec odpowiedzialnych za rozwój sytuacji i
                                            dopuszczenie do wydarzeń". To ostatnie stwierdzenie jest prawdą - podjęto
                                            szereg działań personalnych w celu ukarania różnych osób wybranych na kozłów
                                            ofiarnych za tak kompromitującą bezczynność w dniu 4 lipca 1946 r. Nie ma
                                            jednak żadnych, ale to żadnych konkretnych dowodów potwierdzających tezę
                                            prokuratora Falkiewicza, że "władze centralne takich działań nie akceptowały" w
                                            dniu 4 lipca. Prokurator Falkiewicz nie przytacza żadnego faktu dowodzącego
                                            stanowczych działań władz centralnych w celu natychmiastowego zlikwidowania
                                            zajść.
                                            Dlaczego pan prokurator milczy o szczególnie podejrzanym fakcie ujawnionym
                                            przez K. Kąkolewskiego (op. cit., s. 147, 153)? Chodzi o to, że w budynku domu
                                            żydowskiego były dwie klatki schodowe. W klatce schodowej nr 2 mieszkali
                                            wyodrębnieni w swoistym getcie utworzonym przez komunistów Żydzi wierzący,
                                            kibucnicy szykujący się na wyjazd do Palestyny i tu miały siedziby organizacje
                                            żydowskie. Napastnicy wdzierali się wybiórczo tylko do klatki schodowej nr 2.
                                            Natomiast, jak podkreśla Kąkolewski: "Lepsza klatka, klatka nr 1, gdzie
                                            mieszkali funkcjonariusze UB, PPR i innych instytucji urzędowych lub
                                            powiązanych z władzami, pozostała nietknięta" (K. Kąkolewski, op. cit., s. 147).
                                            • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.07, 15:54
                                              Pisząc o przybyciu kilkusetosobowej grupy robotników z Huty "Ludwików",
                                              prokurator Falkiewicz całkowicie przemilcza, że wielką część pośród nich
                                              stanowili ORMO-wcy, a więc ludzie z formacji oddanej władzy. Dlaczego
                                              przemilcza te fakty znane już choćby z książek ks. J. Śledzianowskiego i K.
                                              Kąkolewskiego? "Dziwne", że prokurator Falkiewicz całkowicie pomija podjętą
                                              przez K. Kąkolewskiego i sędziego A. Jankowskiego sprawę podejrzanej bojówki,
                                              która weszła w skład ORMO w "Ludwikowie". Według wywiadu sędziego A.
                                              Jankowskiego z 1996 r.: "Zgodziłbym się tu z tezą Krzysztofa Kąkolewskiego,
                                              który dotarł do źródeł i ma potwierdzenie, że do fabryki 'Ludwików' przybyło 6
                                              nieznanych robotników, którzy zaraz po pogromie zniknęli. Podpatrzono ich, że
                                              mieli broń, weszli w skład ORMO, a więc mogli być prowokatorami". (cyt. za: J.
                                              Śledzianowski, op. cit., s. 108).
                                              Do prokuratora Falkiewicza warto również skierować inne pytanie: dlaczego w
                                              Kielcach już przed południem 4 lipca 1946 roku pojawili się specjalni
                                              wysłannicy KC PPR, najwyraźniej wysłani z Warszawy rankiem, gdy jeszcze nie
                                              było śladów żadnego pogromu? Pytanie to zadawał już w 1992 roku piszący o
                                              kieleckiej zbrodni dziennikarz "Gazety Wyborczej" Włodzimierz Kalicki,
                                              zapytując dosłownie: "(...) jakim cudem specjalni wysłannicy KC PPR,
                                              Chełchowski i Buczyński, zjawili się w Kielcach przed południem? Decyzję o
                                              wysłaniu ich do Kielc podjąć musiał ktoś z najściślejszego kierownictwa
                                              partyjnego. Podjęcie decyzji i dojazd do lotniska zająć musiały 20-30 minut.
                                              Lot na podkieleckie lotnisko stosowanym powszechnie wówczas do takich celów
                                              kukuruźnikiem, osiągającym w sprzyjających warunkach prędkość do 150 km na
                                              godz., trwać musiał około 1,5 godziny. Dojazd częściowo gruntową, a częściowo
                                              szutrową drogą do Kielc nie mógł trwać krócej niż następne pół godziny. Decyzję
                                              o wylocie delegatów w celu obserwacji pogromu podjęto zatem w Warszawie między
                                              godz. 9.00 a 9.30, gdy pogrom jeszcze się nie zaczął i nic nie wskazywało, że
                                              dojdzie do poważnego rozlewu krwi" (cyt. za: J. Śledzianowski, op. cit., s. 81-
                                              82). To w KC PPR byli wówczas już tak "przewidujący" znawcy tego, co się zdarzy
                                              Kielcach?
                                              • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.07, 15:59
                                                Przytoczony w wyborze źródeł dokonanym przez J. Żurka (s. 164) raport
                                                ambasadora A. Bliss-Lane'a z 8 lipca 1946 r. stwierdzał: "Większość opisów
                                                zdarzeń podaje zgodnie, że większości okrucieństw dopuścili się żołnierze
                                                (...)".
                                                W "umorzeniu" prokuratora Falkiewicza widać jednak bardzo mało konkretnych
                                                informacji o haniebnej roli znacznej części i żołnierzy, i oficerów w czasie
                                                kieleckiej zbrodni. Prokurator przemilcza nawet tak podstawową informację, że
                                                to oficer WP zastrzelił najważniejszą postać wśród Żydów kieleckich, dr.
                                                Seweryna Kahane, przewodniczącego Komitetu Żydowskiego. Dlaczego prokurator
                                                przemilcza wyraźne działania władz dla maksymalnego zacierania roli wojska w
                                                mordowaniu Żydów? By przypomnieć choćby jakże znamienne zachowanie się zastępcy
                                                szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Kielcach, ubeka żydowskiego
                                                pochodzenia Alberta (Fajwisza Altera) Grynbauma. Jak pisał Michał Chęciński na
                                                łamach "Gazety Wyborczej" z 5 lipca 2000 roku: "W gmachu WUBP [Wojewódzkiego
                                                Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego - J.R.N.] miało się odbyć spotkanie
                                                uratowanych, potencjalnych ofiar pogromu z dziennikarzami zagranicznymi. Por.
                                                Grynbaum zjawił się tam o wiele wcześniej i apelował do zebranych, żeby nie
                                                ujawnili, jak haniebnie zachowała się milicja i wojsko, bo wykorzysta to
                                                antysemicka reakcja. Większość świadków pogromu uległa namowom Grynbauma".
                                                • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.07, 16:17
                                                  O tego typu zachowaniu Grynbauma wspominał też Jechiel Alpert, były zastępca
                                                  przewodniczącego Wojewódzkiego Komitetu Wojskowego dr. S. Kahane. Opisał on, co
                                                  następuje: "Pogrom był w czwartek. W piątek rano porucznik Albert [Grynbaum -
                                                  J.R.N.] z UB prosił mnie, żebym pojechał do szpitala i rozpoznał zabitych, że
                                                  tam będzie komisja sądowa i korespondenci amerykańskiej prasy i żebym im nie
                                                  mówił, że to wojsko mordowało" (cyt. za J. Śledzianowski, op. cit., s. 102).
                                                  Szkoda, że prokurator Falkiewicz nie ustosunkował się do powtarzających się w
                                                  różnych relacjach twierdzeń, że mordy Żydów 4 lipca 1946 r. dokonane zostały
                                                  nie z powodu jakiegoś antysemickiego amoku rasistowskiego, lecz w celach
                                                  rabunkowych. Tak głosił m.in. K. Kąkolewski w swojej książce, twierdząc, że
                                                  zabijali w celach rabunkowych głównie żołnierze i milicjanci. Dodajmy, że
                                                  według podanych w wyborze źródeł J. Żurka zeznań byłego wojewódzkiego
                                                  komendanta MO w Kielcach Romana Przybyłowskiego (s. 383): "ogromna większość
                                                  mordów dokonana została na tle rabunkowym".
                                                  W dowodzeniach na temat roli ubeków w przygotowaniu zbrodni kieleckiej niemałą
                                                  rolę odegrały zeznania rzekomo porwanego w lipcu 1946 r. Henryka Błaszczyka.
                                                  Stwierdził on, że jego ojciec Walenty Błaszczyk był agentem UB (to samo
                                                  twierdził M. Chęciński) i że często odbywały się w ich mieszkaniu ubeckie
                                                  popijawy. Konsekwentny w swych działaniach prokurator Falkiewicz stara się za
                                                  wszelką cenę podważyć wiarygodność zeznań Henryka Błaszczyka. Zarzuca mu, że
                                                  jeszcze w 1993 roku twierdził podczas przesłuchań, iż nie pamięta wydarzeń z 4
                                                  lipca 1946 r. i zachowania swego ojca, a dopiero w 1995 r. zaczął zeznawać o
                                                  wydarzeniach i o współpracy swego ojca z UB. Prokurator Falkiewicz sugeruje, że
                                                  tymi późniejszymi zeznaniami Henryk Błaszczyk chciał wybielić swoją rolę,
                                                  obciążając winą ojca. Tymczasem w przygotowanym przez J. Żurka wyborze źródeł
                                                  znajdujemy dowody, że Henryk Błaszczyk już wiele lat wcześniej zastanawiał się
                                                  nad wyznaniem całej prawdy, ale powstrzymał go strach przed groźbą represji. W
                                                  przytoczonym na s. 433 zeznaniu Andrzeja Miłosza czytamy, że już na przełomie
                                                  lat 60. i 70. doszło do rozmowy między pisarzem Bogdanem Wojdowskim, zajmującym
                                                  się tematyką żydowską, a H. Błaszczykiem. Gdy Wojdowski zwrócił się do niego o
                                                  ujawnienie prawdy, H. Błaszczyk powiedział, że musi poradzić się matki w tej
                                                  sprawie. Dzień później wyznał Wojdowskiemu, iż matka powiedziała mu: "Synu, ty
                                                  tej prawdy nie ujawniaj, bo te ubowce jeszcze żyją i będzie koniec!". Na s. 434
                                                  czytamy z kolei, że dokładnie to samo H. Błaszczyk powiedział Kąkolewskiemu już
                                                  w 1991 r. przy kręceniu przez A. Miłosza filmu o pogromie kieleckim.
                                                  • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.07, 16:20
                                                    Prokurator Falkiewicz podważa wiarygodność zeznań Henryka Błaszczyka, który swe
                                                    wieloletnie milczenie na temat prowokacji bezpieczniackiej w 1946 r. tłumaczył
                                                    strachem przed ewentualnymi represjami. Szkoda, że prokurator Falkiewicz
                                                    przemilczał w tym kontekście sprawę tajemniczego wypadku samochodowego z lat
                                                    90., w którym o mało co nie zginął sam Henryk Błaszczyk. Wyszedł z niego ze
                                                    wstrząsem mózgu, złamaną ręką, uszkodzeniem kręgosłupa. Sprawczyni wypadku,
                                                    jakoby pracownik ambasady polskiej w RFN, zniknęła. Na listy poszukujące jej
                                                    nie otrzymano odpowiedzi (zob. szerzej K. Kąkolewski, op. cit., s. 90).
                                                    Prokurator Falkiewicz przemilcza różnorodne zeznania odbiegające od lansowanych
                                                    przez niego tez akcentujących rzekomą stanowczość władz w rozliczaniu się ze
                                                    sprawcami mordów na Żydach (s. 379). Całkowicie przemilcza np. przytaczane w
                                                    wyborze źródeł J. Żurka zeznanie byłego komendanta wojewódzkiego MO w Kielcach
                                                    Romana Przybyłowskiego. Stwierdził on, że zniszczono zebrane przez niego w
                                                    czasie śledztwa po zajściach kieleckich materiały (m.in. mówiące o udziale
                                                    milicjantów w zabijaniu Żydów). Według Przybyłowskiego, zniszczono je, bo
                                                    podważały przyjętą wersję wydarzeń.
    • absztyfikant szanowny panie gistapo :)))) 15.02.07, 19:51
      SZANOWNY PANIE GISTAPO
      Donosy do władz niemieckich w Warszawie
      i okolicach w latach 1940- 1941
      Barbara Engelking-Boni

      wydawnictwo: IFiS PAN, Wrzesień 2003
      ISBN: 83-7388028--3
      liczba stron: 116; wym.: 120 x 210 mm; okł. miękka
      W zespole "Der Kommandeur der Sicherheitspolizei und des SD fur den Distrikt
      Warschau" w Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie znajduje się
      teczka zawierająca dwieście pięćdziesiąt pięć anonimowych donosów do władz
      niemieckich 1940-1941. Teczka ta, jeszcze nieuporządkowana, została przekazana
      do Instytutu Pamięci Narodowej z byłego Centralnego Archiwum Ministerstwa
      Spraw Wewnętrznych. Donosy zgromadzone w brązowej, tekturowej, zawiązanej na
      teczce - to bez wątpienia oryginały z czasów okupacji ...

      Blackmailing the Jews in Warsaw, 1939-1943
      • Gość: Roman Re: szanowny panie gistapo :)))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 20:01
        O! Właśnie, a propos żydokomuny. Jak się powinno pisać "huspa" czy "hucpa"?
        • absztyfikant Re: szanowny panie gistapo :)))) 15.02.07, 20:06
          Chutzpah lub hucpa:) חוצפה

          Huspa (hebr. bezczelnosc) to zapis fonetyczny hebrajskiego pierwowzoru,
          natomiast hucpa wywodzi sie zasadniczo z jidysz.
      • Gość: Roman Re: szanowny panie gistapo :)))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 20:07
        Czy absztyfikant przyjedzie to swojego znienawidzonego kraju Polski na
        spotkanie z kolegą Izraelem Singerem pod koniec lutego. Może się uda cos
        wyszarpać?
        • absztyfikant Re: szanowny panie gistapo :)))) 15.02.07, 20:11
          Robisz sie slawny!:))))
          youtube.com/watch?v=6MEnjMSYYPM
          • Gość: Roman Re: szanowny panie gistapo :)))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 20:23
            Przyznasz, że image mam niezły.
            Przyjedziesz czy nie?
            • albert_c Re: szanowny panie gistapo :)))) 15.02.07, 22:28
              musze sie zastanowc czy po przecztaniu kilu pierwszych postow tego watku mam sie
              wyrzygac teraz czy za chwile

              no i nie wiem czy wywalic to juz teraz czy dopiero po tym jak sie wyrzygam.
              • swantevit Re: szanowny panie gistapo :)))) 15.02.07, 22:46
                albert_c napisał:
                musze sie zastanowc czy po przecztaniu kilu pierwszych postow tego watku mam sie
                wyrzygac teraz czy za chwile no i nie wiem czy wywalic to juz teraz czy dopiero
                po tym jak sie wyrzygam.
                '''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                Tego typu uwagi dyskwalifikuja cie jako cenzora, a takze odzwierciedlaja twoj
                poziom intelektualno-moralny.
                • albert_c Re: szanowny panie gistapo :)))) 15.02.07, 22:58
                  tak masz racje!
                  • albert_c Re: szanowny panie gistapo :)))) 15.02.07, 23:03
                    a i chcialem wspomniec ze czuje sie zdyskwlifikowany juz dawno zarowno w
                    aspekcie moralnym, ze o intelektualnym nie wspomne, bo gdzie mi tam do Ciebie,
                    zreszta wiesz o tym najlepiej wikingu.
                    • absztyfikant Re: szanowny panie gistapo :)))) 16.02.07, 09:52
                      Broniem Swara! Wlansnom piersiom! I calom duszom swojom!
              • ja_aska Re: szanowny panie gistapo :)))) 15.02.07, 22:47
                albercik nie rzygaj. tak było i już. polacy zabijali żydów rok po wojnie bo
                wierzyli, że ci potrzebują krwi chrześcijańskiego dziecka do produkcji macy.
                mamy XXI wiek i niektózy nadal w to wierzą.
                • Gość: Roman "nasza prawda" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 22:56
                  W myśl hasła "tylko nasza prawda jest prawdziwa".
                  • ja_aska Re: "nasza prawda" 15.02.07, 23:08
                    poddajesz pod wątpliwość sam fakt zbrodni?
                • Gość: Vlad.H. falsze Grossa... IP: 80.53.41.* 22.02.07, 22:00
                  www.forum-znak.org.pl/index.php?t=wydarzenia&id=2825
                  Mowienie o polskim antysemityzmie jest nietaktem i znaczacym naduzyciem -
                  silniejsze nastroje antyzydowskie panuja np w Angli czy Francji a nawet samych
                  USA...
                  • swantevit W Niemczech przed synagoga 22.02.07, 22:02
                    stoi policjant przez cala dobe, o czym to swiadczy?
                    Najwiecej tzw. etnicznych przestepstw w UE ma na koncie Szwecja..
                    • Gość: Vlad.H. Re: W Niemczech przed synagoga IP: 80.53.41.* 22.02.07, 22:14
                      i chyba najsilniej odradzajcy sie ruch neonazistowski w Europie - kilka dosc
                      slawnych osob przyznaje sie oficjalnie do wspierania ruchuow neonazi i glosi ich
                      poglady...
                      Jakos nikt nie rozdziera szat nad tym jak kibice jednej z angielskich druzyn
                      (Arsenal) co jakis czas wydaje z siebie porazajace w skali (czasem ponad
                      kilkadziesiat tysiecy luda w jednej chwili - to naprawde robi wrazenie)
                      "psssssssst" = dzwiek ten ma imitowac odglos jaki wydawaly z siebie komory
                      gazowe i kierowny jest w strone druzyny Tottenham Hotspur F.C. ...
                      Jakos nikt nie drze pierza gdy w Francji co jakis czas publicznie daje sie wyraz
                      antysemityzmowi... jakos nikt nie drze pierza gdy Rosja przesladuje zydow...
                      pewnie takich przykladow sa tysiace ale to Poslka robi za uosobienie
                      antysemityzmu...
      • Gość: V.H. a wlasnie... IP: 80.53.41.* 15.02.07, 23:09
        a ile z tych donosow napisali polscy zydzi na polskich zydow? - sa jakeis
        statystyki? z tego co wiadomo szmalcownictwem (denuncjowaniem) zajmowali sie
        polacy, polscy zydzi - samo donoszenie bylo spowodowane nie antysemityzmem (zyd
        antysemita donoszacy na zyda?) ale checia zysku...
    • absztyfikant O duchu pojednania 16.02.07, 11:13
      Ewa Junczyk-Ziomecka, podsekretarz stanu w kancelarii prezydenta RP,
      podziękowała kielczanom za godne, przeprowadzone "w duchu pojednania" obchody
      60. rocznicy pogromu Żydów.


      Minister Junczyk-Ziomecka uczestniczyła w ubiegłotygodniowych uroczystościach,
      zastępując chorego prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
      "Doceniam zaangażowanie, pracę oraz szacunek okazany zarówno ofiarom, jak i
      dzisiejszym mieszkańcom Kielc" napisała w liście do prezydenta Kielc Wojciecha
      Lubawskiego i Bogdana Białka, prezesa Stowarzyszenia im. Jana Karskiego. Według
      Junczyk-Ziomeckiej "działania podejmowane przez miasto oraz stowarzyszenie mogą
      być przykładem dla innych, którzy pragną stawić czoło przeszłości w duchu
      pojednania oraz dążyć do poznania prawdy historycznej".

      Widoczne są już pozytywne tego efekty: "obchody spotkały się z wdzięcznym
      przyjęciem różnych środowisk w Polsce, Izraelu i Stanach Zjednoczonych.
      Odebrałam już kilka takich sygnałów" - napisała w swoim liście Junczyk-
      Ziomecka.
    • absztyfikant O samym pogromie - wikipedia 16.02.07, 11:17
      pl.wikipedia.org/wiki/Pogrom_kielecki
    • absztyfikant Stanowisko IPN 16.02.07, 11:18
      W opublikowanych 2006 wynikach śledztwa IPN podał że "materiał dowodowy nie
      wskazał jednoznacznie na zaistnienie którejkolwiek z tych hipotez". Jako
      najbardziej prawdopodobną interpretację wydarzeń IPN uznał że "wydarzenia
      kieleckie z 4 lipca 1946 roku miały charakter spontaniczny i zaistniały wskutek
      nieszczęśliwego zbiegu okoliczności natury historycznej i współczesnej".
      • henio56 moje stanowisko 16.02.07, 11:22
        to skutek ciemnoty i zacofania intelektualnego.
        • absztyfikant Re: moje stanowisko 16.02.07, 11:28
          To akurat wiadomo bez zadnych badan... :)
          • Gość: Roman Re: moje stanowisko IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.07, 11:42
            Tak jak Sabra i Szatila.
            • absztyfikant Re: moje stanowisko 16.02.07, 11:49
              Arik wspomogl wtedy chrzescijan:)
    • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.07, 11:56
      Ale to nie chrześcijanie weszli do obozów i wyrżneli jak cielęta kilka tysięcy
      ludzi(pod koniec XX wieku!!!!)
      • absztyfikant Re: Kulisy zbrodni kieleckiej 16.02.07, 11:59
        Jak to nie? Podczas masakry w obozach Sabra i Szatila od 460 do 3.500 uchodźców
        palestyńskich zginęło z rąk sił chrzescijanskiej Falangi Libańskiej.
        • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.07, 12:03
          To nowa i jedyna właściwa, izraelska wersja tej przerażającej zbrodni.
          • absztyfikant Re: Kulisy zbrodni kieleckiej 16.02.07, 12:05
            W Kielcach tez mordowali Izraelczycy?:))))

            No i przez te wszystkie tysiaclecia tez?:))))

            Zobacz:
            youtube.com/watch?v=RN_LxmkTSX4
            • Gość: Roman Re: Kulisy zbrodni kieleckiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.07, 12:14
              Kosmici?
              • absztyfikant Re: Kulisy zbrodni kieleckiej 16.02.07, 12:25
                Co myslisz o PiS? Prezydent RP Lech Kaczynski w pierwszym wywiadzie po
                zaprzysiezeniu stwierdzil, ze to wlasnie Ariel Sharon jest dla niego wzorem
                polityka:)
                • swarozyc Re: Kulisy zbrodni kieleckiej 16.02.07, 20:46
                  a z kolei Ari ma ma zdjecie swego idola na scianie w gabinecie - Wlodka
                  Zabocinskiego, zydowskiego faszysty...
                  ku.., chcialem powiedziec pozytywisty zydowskiego..

                  absztyfikant napisał:
                  Co myslisz o PiS? Prezydent RP Lech Kaczynski w pierwszym wywiadzie po
                  zaprzysiezeniu stwierdzil, ze to wlasnie Ariel Sharon jest dla niego wzorem
                  polityka:)
    • absztyfikant Re: Kulisy zbrodni kieleckiej 16.02.07, 13:57
      Z listow Polakow do polskiego radia po marcu 1968.

      Polacy o Żydach

      Zachowana korespondencja zawiera również wiele głosów, które są świadectwem
      ogromniej niechęci do Żydów deklarowanej przez osoby manifestujące swą
      polskość. Ci pierwsi mieli, „żyjąc w Polsce Ludowej i korzystając z jej
      dobrodziejstw", czuć się „obywatelami agresywnego państwa Izrael" i
      chcieć „zrobić z Państwa Polskiego kolonię Izraela". Te wspomniane
      doŹbrodziejstwa to „mieszkania, intratne stanowiska"27. To oni opanowali
      władze w Polsce. „Czytając o wydarzeniach warszawskich — pisał anonimowy
      korespondent w kwietniu 1968 r. — miałem wrażenie, że Polacy zupełnie
      nieświadomie znaleźli się pod okupacją żydowską, bo stanowiska państwowe,
      banki, redakcje i katedry wyższych uczelni były opanowane przez Żydów.
      Dlaczego nie widzi się Żydów przy pracy fizycznej"28. Ostatni ze wskazanych
      motywów powtarzał się stosunkowo często. Inny autor listu był przekonany,
      iż „Żyd nigdy nie będzie dobrym obywatelem polskim"29. „Oni — głosił anonim
      nadany w Grójcu — chcą nasz naród zgnoić i zniszczyć. Żyd zawsze będzie
      Żydem. Oni są solidarni i trzymają z Żydami z Palestyny. W ich testamencie
      wyraźnie pisze, że gojów trzeba niszczyć i szkodzić im. Polacy to goje"30.
      Żydów oskarżono ponadto o wywożenie złota z Polski31 i o przestępstwa
      gospodarcze32. To oni mieli dostawać lepsze emerytury i paczki z zagranicy33.
      Zarzucano im egoizm, niewdzięczność, kłamliwość i skłonność do zdrady
      polskich interesów, co miał najlepiej udowadniać przykład Seweryna Bialera i
      Józefa Światły34. W wersji szczególnie aberracyjnej „międzynarodowe żydostwo
      wspólnie z byłymi hitlerowcami" miało dążyć do „zlikwidowania krajów
      demokracji ludowej", do tego, aby „znów Polak Żydowi w sobotę w piecu
      palił"35. Polacy, w rezultacie polityki PZPR — pisał „były pracownik PWN" —
      są „obywatelami II-ej kategorii"36.

      Żydzi byli również oskarżani o to, że to oni sami stali się
      sprawcami „awantur na Uniwersytecie Warszawskim"37. Jak twierdził autor
      anonimu z Łodzi: „Co zaszło w Warszawie [... ] nie jest tylko wina młodzieży,
      która jest aktywna i rewolucyjna. Jest wina władzy, która na wysokich jak
      również na kierowniczych stanowiskach trzyma w dalszym ciągu ludzi
      pochodzenia żydowskiego, którzy bojkotują i mieszają w spoistości narodu"38.
      Stanisław Sękowski z Warszawy w swych oskarżeniach wobec „ogromnej większości
      Żydów" doszedł do stwierdzenia, że to oni sami hodowali antysemityzm, „tak
      jak Amerykanie hodują w świecie antyamerykanizm"39.
      Szczególnie wiele listów zawierających krytykę „środowisk syjonistycznych"
      dotyczyło pomocy udzielanej Żydom przez Polaków w okresie II wojny światowej.
      Poświęcono im specjalny numer (434) biuletynu Biura Listów. Według autorów
      wyboru, takich listów w maju 1968 r. otrzymywano kilkadziesiąt dziennie.
      Ponadto do Biura zgłaszali się słuchacze, którzy relacjonowali przeżycia
      swoje i innych z tego okresu. W znacznej części był to odzew na — jak pisała
      autorka listu z Lublina — „oszczerstwa syjonistów, którzy je rzucają pod
      adresem Polaków na temat rzekomej obojętności społeczeństwa polskiego, a
      nawet wrogiego nastawienia do Żydów w czasie okupacji hitlerowskiej"40.
      Chodziło o pojawiające się w kampanii antysemickiej w Polsce oskarżenia
      niektórych środowisk w Izraelu o to, że obwiniają Polaków o współudział w
      Holocauście41. Liczni autorzy pisali o swej ofiarności i próbach
      przeciwstawienia się hitlerowskiej polityce Zagłady. Ponadto niekiedy
      pojawiały się w tych tekstach słowa krytyki wobec tych Żydów, którzy w czasie
      wojny „pozwalali się żandarmom prowadzić jak pokorne owieczki" na rzeź42. W
      wersji skrajnej to oskarżenie przybierało postać taką, jak w liście Jana
      Kuśmierskiego z Warszawy, który stwierdzał, odnosząc się do powstania w
      getcie warszawskim: „Doprawdy trudno w to wszystko uwierzyć. Żydzi robią się
      bohaterami, jakby to oni organizowali powstanie, a nie furmani warszawscy i
      inni, którzy z narażeniem życia dostali się do getta, organizowali i
      dostarczali do getta żywność i broń. Żydzi znani z tchórzostwa, w wielu
      przypadkach nie występowali zbrojnie, mimo posiadania ku temu środków, jak
      broni, możliwości finansowych. Trudno doprawdy uwierzyć w bohaterstwo Żydów
      bez organizacji i pomocy innych narodowości"43. Oburzenie niektórych
      korespondentów było wielkie, a emocje bardzo wzburzone. Jeden z nich pisał
      wręcz: „Nigdy bym się nie spodziewał, że Żydzi będą szkalować nasz kraj
      Kochaną Polskę Ludową. [... ] nigdy nie byłem antysemitą, wszystkich ludzi
      uważam, bo każdy chce żyć, ale teraz bym się stał tym antysemitą"44. Inny,
      wyraźnie nieświadomy głębszej istoty swych słów twierdził, wspominając znany
      epizod wygnania polskich Żydów z Niemiec na terytorium Drugiej
      Rzeczypospolitej w 1938 r.: „nikt z nas nie miał żadnej pretensji, bośmy ich
      traktowali jak ludzi"45.
      Problemem trudnym do rozstrzygnięcia na podstawie dostępnych materiałów jest
      odpowiedź na pytanie, czy w korespondencji wpływającej do Polskiego Radia
      znalazły się listy wyrażające pozytywne opinie o polskich Żydach. Fakt, iż
      medium, do którego pisano, aktywnie uczestniczyło w antysemickiej nagonce,
      mógł ośmielać do opinii negatywnych, a zniechęcać do głosów wyrażających
      solidarność z nimi. Faktem jest jednak, iż oba odnalezione biuletyny,
      poświęcone w całości „opiniom o obywatelach polskich narodowości żydowskiej"
      i „formom pomocy udzielonej Żydom w okresie okupacji", złożone z 27 listów
      nie zawierają ani jednego, któryby zawierał takie sądy. Nawet przytaczane
      wcześniej głosy, popierające zbuntowanych studentów i czyniące z nich ofiary
      walki o wolność i sprawiedliwość społeczną, dokonywały tego, nie powołując
      się na propagandowo wykorzystywane wskazywanie na żydowskie pochodzenie
      niektórych z nich. Żyd, zarówno młody, jak i starszy stawał się w ten sposób
      synonimem immanentnego zła. Jest charakterystyczne, że w wielu zamieszczonych
      w biuletynach listach jako rozwiązanie „problemu żydowskiego" wskazuje się
      na — oprócz usunięcia ich ze wszystkich wyższych stanowisk — emigrację.
      Nąjlapidarniej ujął to autor anonimu z marca 1968 r.: „Z Żydami precz. Oni są
      na najwyższych stanowiskach. Trzeba oczyścić Polskę z Żydów, a będzie
      dobrze"46. Inny korespondent proponował zażądanie od Żydów sprecyzowania ich
      stanowiska i oficjalnego wypowiedzenia się, „które państwo jest ich ojczyzną.
      Potrzeba tu szczerego zadeklarowania przynależności i przywiązania do
      państwowości i narodu"47.
Pełna wersja