swarozyc
09.06.03, 21:44
Zakon jezuitów wsławił się swoją elastyczną etyką. Cechowały ją trzy zasady:
a) Probabilizm - nauka, że jeśli o dopuszczalności lub niedopuszczalności
zamierzonego przeze mnie działania istnieją dwa sprzeczne poglądy, z których
żaden nie jest pewny, lecz tylko prawdopodobnie wiarygodny, wówczas wolno mi
postąpić według tego, który - choć wydaje się mniej wiarygodny - jednak ma w
sobie cokolwiek, co przemawia za jego wiarygodnością. Wystarczy, jeśli
dopuszczalność tej wiarygodności przyjmuje choć jeden z uznanych autorytetów.
Mogę spokojnie iść za nim, mimo że moje własne sumienie mówi mi co innego.
b) Intencjonalizm - zasada, że cel uświęca środki. Stosował ją Kościół
zawsze, dopuszczali ją scholastycy. W roku 1309 papież Klemens V zażądał od
króla angielskiego Edwarda II, by nakazał zastosowanie tortur w procesie
heretyków, którymi nagle okazali się templariusze. Klemens ten (clemens
znaczy łagodny) miał w swym okrucieństwie licznych w Kościele naśladowców.
Zasadę intencjo-nalizmu wiąże się pospolicie z jezuitami, ponieważ oni ją
szeroko stosowali.
c) Reservatio mentalis - jest to zastrzeżenie dokonane w myśli; dla
osiągnięcia dobra wolno mi przysiąc kłamliwie zrobienie czegoś lub obiecać
coś złego, jeśli równocześnie czynię w myśli zastrzeżenie, że tej przysięgi
lub tej obietnicy nie dotrzymam.
W świetle pobieżnej choćby znajomości historii Kościoła katolickiego żałośnie
wygląda kłamstwo biskupa Józefa Gawliny (późniejszego arcybiskupa in
partibus), który w roku 1941 obwieścił publicznie, bo na piśmie, że Kościół
jego kieruje się swoją starą zasadą:
In necessariis unitas,
In dubiis libertas,
In omnibus - caritas.
Po polsku:
w sprawach zasadniczych - jedność,
w wątpliwych - tolerancja,
we wszystkich - miłość.
Tą miłością specjalnie wyróżnił się krwiożerczy pogromca heretyków papież
Pius V, za co też został świętym Kościoła.
Ale co tam Gawlina! "Ecclesia non sitit sanguinem": Kościół nie łaknie krwi:
to jest dopiero załganie. Tak każdorazowo łgała Inkwizycja wydając heretyka
nie na ścięcie, ale na spalenie. I tak łgałby Kościół do dzisiaj, gdyby mógł.
Jak powiedział Fryderyk Nietzsche:
"Nie miłość bliźniego, lecz bezwład ich miłości bliźniego nie dozwala
chrześcijanom dzisiejszym palić nas na stosie." A chcieliby. Jeszcze w naszym
XX wieku pisze teolog katolicki, wspomniany wyżej opiekun młodzieży:
"W stosunku do heretyków, którzy błąd swój z uporem i ze szkodą innych dusz
wbrew wyjaśnieniom Kościoła szerzą, sprawiedliwość wymagałaby najsurowszych
kar; ich grzech jest taką winą, która zasługuje nie tylko na wyłączenie z
obcowania wiernych przez wyklęcie, ale na osądzenie jak inne zbrodnie przeciw
bliźniemu i przeciw porządkowi publicznemu; bo większą zbrodnią jest
zatruwanie źródeł wiary i narażanie dusz ludzkich na chorobę i śmierć aniżeli
zatruwanie studni (...) i z tego tytułu kara śmierci najzupełniej byłaby
sprawiedliwa..."
Zamiast miłować nieprzyjacioły swe - Kościół zionie ku nim nienawiścią. Oto
stosowna liturgia: katolickie wyklęcie - excommunicatio maior, celebrowane
przez biskupa w asyście 12 księży z zapalonymi świecami. Formuła klątwy:
"Przeklęty niechaj będzie w domu i na dworze, przeklęty w mieście i na roli;
przeklęty niechaj będzie siedząc, stojąc, jedząc, pijąc, robiąc i śpiąc;
przeklęty niech będzie tak, iż w nim zdrowego członka nie będzie, od wierzchu
głowy aż do stopy nożnej. Niechaj wypłyną wnętrzności jego, a ciało jego
niech robactwo roztoczy. Niechaj będzie przeklęty z Ananiaszem i Zafirą,
niechaj będzie przeklęty z Judaszem zdrajcą, niechaj będzie przeklęty z
Abironem i Dathanem, których ziemia żywcem pożarła; niechaj będzie przeklęty
z Kainem mężobójcą; niechaj mieszkanie jego będzie spustoszone, niechaj
będzie wymazany z ksiąg żyjących i ze sprawiedliwymi niechaj nie będzie
pisany i pamiątka jego na wieki niechaj zaginie. Niechaj na ostatnim sądzie
przeklęty będzie z diabłem i z anioły jego i na wieki niechaj zginie, jeśli
się nie upamięta. Fiat! Fiat."
Na hasło: Anathema! - księża rzucają świece na ziemię i depcą je nogami.
Równocześnie rozlega się bicie w dzwony.
Antoni Wacyk " Na pohybel katolictwu"