JULEK - kto by pomyslal...

03.07.03, 21:20
Juliusz Słowacki nie nalezał do ludzi sympatycznych. Był zyciowym pozerem i
egocentrykiem, przeewiadczonym o swojej wielkosci i nieomylnosci, co
sprawiało, ze miał stosunkowo niewielu przyjacioł. Nie lubił Mickiewicza,
Lelewela, Odynca, Chopina, a i oni nie darzyli go zbytnia sympatia. Odyniec
pisał o nim jeszcze jako o dwunastoletnim dziecku: b”a sam jednakze pomimo
najszczerszej checi nie mogłem polubic go tak, jak czułem, z byłbym powinien
przez przyjazn do matki. A co mnie odpychało najbardziej, to tak
niezwyczajna w dziecku, a ciagła jaka ironia, z ktora sam popisywac, sie
lubił".
Wine za takie wychowanie ponosiła bez watpienia jego matka Salomea. Ojciec
Euzebiusz, literat i profesor wymowy, zmarł bowiem na gruzlica w 1814 roku,
kiedy Juliusz miał piec lat; edukacja syna zajmowała sie wyłacznie matka.
Była to kobieta przesadnie uczuciowa i przyszły poeta wyrastał w atmosferze
niezdrowego sentymentalizmu. Salomea uzalezniła go całkowicie od siebie i
stała sie jedyna wielka miłoscia jego zycia. Listy, ktore pisywał do niej
przez blisko dwadziescia lat, przypominaly bardziej listy do kochanki niz do
matki, choc z cała pewnoscia znajduje sie w nich spory ładunek romantycznej
pozy.
W trzy lata po smierci meza Salomea wyszła wprawdzie ponownie za maz za
profesora higieny Augusta Bacu, ale małzenstwo to nie trwało długo, gdyz po
siedmiu latach zginał on razony piorunem. Fakt ten poczytano za kare Boza ,
poniewaz Bacu nalezał do lojalistow akceptujacych carskie porzadki w Polsce.
Po obu mezach Salomea otrzymala rente wdowia, pozwalajaca jej zabezpieczyc
przyszlosc jedynaka. Juliusz wyrastal zatem na romantycznego dandysa, ktory
korzystal nawet z uslug lokaja. Majac lat szesnascie ukonczyl gimnazjum i
rozpoczal studia na wydziale prawa Uniwersytetu Wilenskiego. Zakochal sie w
tym czasie w starszej od siebie o lat dziewiec, Ludwice Sniadeckiej, corce
znanego przyrodnika i filozofa. Byla to jednak milosc ulokowana niezbyt
fortunnie, gdyz dziewczyna stanowila typ owczesnej sawantki i traktowala
Juliusza dosc poblazliwie, tak jak dorosla kobieta traktuje
szesnastoletniego chlopca. Kochala sie zreszta w rosyjskim oficerze
Wlodzimierzu Korsakowie i to z nim loczyla swoje zyciowe plany. Kiedy zatem
egzaltowany Slowacki poprosil ja o reke, odmowila. Odwolala sie przy tym do
jego rozwagi, przypominajac mu talent, ambicje, plany na przyszlosc i
obowiazki wobec matki. Odmowa ta urazila przede wszystkim jego wrazliwa
ambicje i przezyl ja bardzo bolesnie. Usilowal nawet popelnic samobojstwo,
ale nic szkodliwego zapewne nie zazyl, gdyz bez wiekszego wysilku zostal
odratowany. Jego spotkania z Ludwika staly sie rzadsze i bardziej oficjalne,
a jej miejsce zajela Julia Michalska, siostra jednego z uniwersyteckich
przyjaciol . ”Oczarowala mnie a wyznawak , ale zdawalo mi sie iz nikt tego
zakochania nie widzi".
Gdy jednak Korsakow wyjechal na wojne turecka, Slowacki porzucii Julie i
wrocil do Ludwiki. Czynila mu ona byc moze w tym czasie jakies nadzieje.
Odgrzewana milosc nie miala zadnych szans. Rozwiala ja ostatecznie wiadomo o
smierci Korsakowa. Sniadecka, zgodnie z romantyczne moda, postanowila
pozostac wierna jego pamieci, zawiedziony Slowacki wybral sie w podroz do
Odessy, a porzucona Julia Michalska wyszla za maz za Jana Januszewskiego,
mlodszego brata Salomei Bicu. Po kilkunastu latach Ludwika wyjechala do
Konstantynopola, aby odszukac grob ukochanego....
    • swarozyc Re: JULEK - kto by pomyslal...2 04.07.03, 14:26
      Grobu nie znalazla, ale poznala tam Michala Czajkowskiego, zwanego tez
      Sadykiem Pasza. Rozwiodla go z zona i poslubila w obrzodku mahometanskim. Byla
      juz wtedy leciwa, piecdziesiecioletnia dama i jej postepowanie spotkalo sie z
      ostra krytyka ze strony polskiej emigracji.
      Mlodziencze milosci nie przyniosly zatem Slowackiemu satysfakcji, ale przy
      jego olbrzymiej egzaltacji przynies chyba nie mogly. Pisal na ten temat do
      matki: ”Ja Ciebie Mamo upewniam, ze juz nie kocham jej i nie proscie Boga,
      aby wasz Julek byl kiedy drugi raz takim wariatem jak wtenczas kiedy mial lat
      siedemnascie, bo nie wiem, czy by wyszedla z tego paroksyzmu".
      Po ukonczeniu studiow Juliusz wyjechal do Warszawy i podjal prace aplikanta w
      Komisji Skarbu. Zajecie to nie interesowalo go zupelnie, gdyz zdaniem Bohdana
      Zaleskiego ”zyl calkiem w swiecie poetyckim i mowil jeno o wierszach". Podobal
      sie zapewne kobietom, byl bowiem mezczyzna przystojnym. Mial czarne, starannie
      zaczesane wlosy, wielkie, pamajece oczy o melancholijnym wyrazie i blada,
      pozbawiona zarostu twarz. Ubrany byl zawsze z wyszukana starannoscia i
      przypominal nieco lorda Byrona. Bystry i dowcipny w rozmowie, potrafil zwracac
      na siebie uwage. Jego pobytu w Warszawie nie sposob jednak polaczyc z
      jakakolwiek kobieta. Od czasu do czasu widywano go wprawdzie w modnym salonie
      panny Kickiej, ale uwazal, iz wieczory byly tam nudne, nieozywione".
      Nie utrzymywa, takze kontaktow z mlodziezy patriotyczna. Nie nalenal do
      zadnych organizacji spiskowych. Gdy wybuchlo powstanie listopadowe, idac z
      duchem czasu napisal kilka wierszy patriotycznych, ktore zjednaly mu duza
      popularnosc. W marcu 1831 roku opuscil Warszawe i przez Wroclaw wyjechal do
      Drezna. Bal sie prawdopodobnie odpowiedzialnosci za swoje slowa, gdyz
      powstanie poczynalo upadac, ku stolicy ciagnal rosyjski korpus Paskiewicza.
      W Dreznie spedzil blisko pol roku, skladajac wizyty i zwiedzajac miejscowe
      muzea i zabytki. Odczuwal prawdopodobnie wyrzuty sumienia z powodu swojej
      niezbyt patriotycznej rejterady, poniewaz kiedy zaproponowano mu, aby
      przekazal do Anglii dokumenty powstancze, zgodzil sie na to bez wahania. W
      Londynie nie zabawil zbyt dlugo, skoro juz we wrzesniu 1831 roku zjawil sie w
      Paryzu, gdzie postanowi zatrzymac sie na duzej. Nawizal wkrotce stosunki
      towarzyskie i bywal czestym gosciem u ksieznej Anny Czartoryskiej.
      Po paru miesiacach pobytu w stolicy Francji poznal Kore Pinard. ”Panny Pinard,
      corki drukarza mego, ktory przed kilkoma miesiacami umar , zaprosily mnie na
      obiad”, pisal do matki. ”srednia z panien nazywa sio Kora. sliczna, zupelnie
      taka, jak sobie wystawialem Koro, heroino Mohikanow. Dziewczynka mloda, ma 15
      lat i cos hiszpanskiego w twarzy". Przelotna znajomosc stawala sie coraz
      bardziej zazyla i po pieciu miesiacach Slowacki nieopatrznie wyznal Korze
      milosc. ”Przez grzecznosc powiedzialem pannie Korze, ze ja kocham, a ona mi
      sie przyznala, ze mnie takze kocha a wtedy zapytalem ja co zrobi, jak ja
      kochac przestane, to odpowiedziala, ze sie otruje albo sie utopi".
      Poeta najwyrazniej igral z uczuciami mlodej panienki, co mozna wyczyta z jego
      listu do matki: ”Z Kora takze rozstajemy sie, nie gada do mnie.
      • swarozyc Re: JULEK - kto by pomyslal...3 07.07.03, 23:10
        Nie kochalem jej co spostrzegla to tez i widac, ze dumna dziewczyna, ale
        widze je czasami a zawsze coraz bardziej blada... Szczesciem, ze zima
        nadchodzi, b dziewi c tazcowae, a ma lat tylko 16 i ladna, wiec zapomni". Kora
        jednak nie zapomniala. Jeszcze po latach, juz jako pani Champfleury, zona
        fabrykanta mebli, skadala kwiaty na jego grobie, a w swoim testamencie
        obowiazek ten scedowala na dzieci.
        Rozstawszy sia z panna Pinard, pod koniec nastepnego roku Snowacki wyjechal do
        Genewy, gdzie zamieszkal w pensjonacie wdowy Pattey. Wkrotce po przyjezdzie
        oczarowal corke swej gospodyni, podstarzala juz nieco Eglantyne. ”Jest to
        panna, majaca okolo lat 30, ladna byc dawniej musiala teraz pokazuja sie w
        niej wady starej panny. Z tym wszystkim bardzo jest przyjemna w konwersacji".
        Wydaje sie ze znajomosc ta ograniczala sie tylko do konwersacji. Poeta
        powtarzal w tym miejscu swoj paryski scenariusz. Prawil dziewczynie czule
        slowka, nazywal swoim aniolem, ale w gruncie rzeczy traktowal ja dosc
        lekcewazaco. Zakochana Eglantyna poczatkowo tego nie dostrzegala i dopisywala
        do jego listow do matki, ze jest on czwocie naszej rodziny i pozwala sie
        traktowao jako jej czlonek". Ze strony Slowackiego bylo w tym wszystkim duzo
        wyrachowania, gdy Eglantyne zwodzil obietnicami, a jednoczesnie flirtowal z
        Lina Merin, corka miejscowego lekarza, oraz przystojna i mloda Angielke
        bawiaca przejazdem w Genewie.
        Pod koniec 1833 roku poznal Marie Wodziwska. Pisal o niej do matki, ”ze jest
        mloda, ale nieladna, dosyc jednak mila i mnostwo majaca talentow". Wodziwska
        byla bogata, wyksztalcona, miala artystyczne aspiracje i podobno grala
        znakomicie na fortepianie. Adorowal ja miedzy innymi Ludwik Napoleon, przyszly
        cesarz Francuzow, a takze hrabia de Montigny. Nalezy przypuszczac, iz tym
        razem role odwrocily sie i to Slowacki traktowany byl przez rozpieszczona
        panne nieco protekcjonalnie. Z Wodziwska i z jej rodzina odbyl wspolna
        wycieczke po Szwajcarii, pisal dla niej wiersze i chociaz przez jakis czas
        myslal nawet o malzenstwie, nie odwazyl sie mimo wszystko poprosic jej o reke.
        Pamietal zapewne rekuze, ktora dostal od Sniadeckiej, uciekl przeto do
        Veytoux, aby tam oddawac sie samotnosci.
        Szukal oczywiscie racjonalnego wytlumaczenia dla swojej ucieczki i pisal
        nieszczerze do matki: ”Dlugo byloby pisac, co i jak przenioslo mnie w dzikie
        strony; ludzie chetnie o tym szydza; jedni mowia, ze sie byl zakochal szalenie
        w pannie Wodz. i ucieklem... Nie ma w tym za grosz prawdy. Poniewaz z toba,
        najdrozsza matko, mowie otwarcie, otoz wyznam ci, ze ucieklem, a to dlatego,
        ze biedna corka domu, widzac mnie dosyc zajetego panienka mlodsza od niej i
        widzac ta panienke dosc mi sprzyjajaca poczela schnac i zachorowala
        niebezpiecznie a matka domyslala sie, o co rzecz idzie, musialem postapic
        sumiennie, to jest odjechac... chociaz zal mi bycl domu, gdzie przez dwa i pol
        roku mieszkalem, gdzie mi nawet w ostatnie dnie bylo bardzo wesolo".
        Kiedy wrocil do Genewy, Wodziwskich nie bylo juz w Szwajcarii i czekala na
        niego tylko wierna Eglantyna. Cio robio, nudzila go ona coraz bardziej, stad
        zaczela w nim dojrzewac mysl, aby opuscic goscinny dom pani Pattey i wyjechac
        do Wloch. Poczal starac sie o francuski paszport, a gdy go otrzymal, przez
        Marsylie ruszyl do Rzymu, w ktorym przebywal brat jego matki, Teofil
        Januszewski.
        • jottka yyy 07.07.03, 23:30
          skąd masz te teksty? one nieścisłe cokolwiek, a za to tendencyjne

          'Nie lubił Mickiewicza, Lelewela, Odynca, Chopina, a i oni nie darzyli go
          zbytnia sympatia.' - słowacki chłopięciem będąc ubóstwiał mickiewicza, a kiedy
          zaczął publikować, bardzo mu zależało na opinii poety. dopiero gdy mickiewicz
          przejechał się po jego utworach i wyraźnie zaczął tępić (na szczycie jest
          miejsce dla jednego wieszcza :), odpłacił mu tym samym.

          zresztą parę razy widowiskowo się godzili

          a w pisanie odyńca nie ma co ślepo wierzyc, bo on był bałwochwalczo zapatrzony
          w mickiewicza
          • swarozyc Re: yyy 07.07.03, 23:41
            Erato! Bo chyba pozwolisz mi tak na siebie mowic?
            O historii literatury to nie porozmawiamy sobie, niestety(:-
            To nie moja branza.To w takim skad te teksty o Julku, Adasiu i Chopinie -
            spytasz moze...
            Kulturotworcza rola Swarozyca...sprosnika...
            • jottka Re: yyy 07.07.03, 23:46
              swarozyc napisała:

              > Erato! Bo chyba pozwolisz mi tak na siebie mowic?

              na dyplomie ukończenia liceum inaczej mnie podpisali


              a poza tym sam tego nie wymyśliłeś :) to może podawaj autorów, co? zwłaszcza
              jak nieświeży oni
              • swarozyc Re: yyy 07.07.03, 23:48
                Co sie tak pieklisz! Pojechalas na wakacje nie zagnajac sie...(:-
                Powiesz gdzie bylas?
                • jottka Re: yyy 07.07.03, 23:52
                  skutera odwiedzałam :)
                  • swarozyc Re: yyy 07.07.03, 23:56
                    no, nie Jotus! Ja do Ciebie z sercem a Ty mi wilkiem!
                    Myslalem ze na urlopie sie rozluznilas i po powrocie do mnie nie bedzies tak
                    monosylabiczna jak dotychczas...
                    Naprawde bylas tylko w Szczecinie?
                    • jottka Re: yyy 08.07.03, 00:02
                      no co? prawdę napisałam, parę rzeczy musiałam załatwić w heimacie
                      • swarozyc Re: yyy 08.07.03, 00:06
                        to bylas na urlopie, czy sprawy zalatwiac?...
                        Nawet zagladalem do swojej skrzynki, czy nie ma tam kartki z urlopu od Ciebie..
                        Wiesz jaki bylem zawiedziony pustka mojej skrzynki? O tak!(((:-
                        • swarozyc Re: Erato... 08.07.03, 00:13
                          Musze Cie opuscic, co sprawia mi bol nie do opisania, ale chyba bedziemy
                          kontynuowac tak mile rozpoczeta znajomosc? :-)
                          Dobranoc Jotus...
        • swarozyc Re: JULEK - kto by pomyslal...4 12.07.03, 16:11
          Januszewski. We Wloszech obracal sie w kregach polskiej emigracji i poznal
          hrabiego Zygmunta Krasickiego, z ktorym wspolnie ubiegal sie o wdzieki pieknej
          pani Richthofen. ”Biegali, my jak wariaty z Zygmuntem po willach wloskich aby
          ja zobaczyc" napisal. Pozniej wyjechal do Neapolu i Sorrento, gdzie flirtowal
          z zona malarza Suchodolskiego.
          Romantyczna egzaltacja ciagnela go rawniez na Wschod, gdyz chcial poznac modna
          wowczas kulture Orientu. Zaciagna pozyczke i szlakiem Chateaubrianda przez
          Grecja poplyna do Egiptu, Palestyny i Libanu. Wschod oczarowal go swoim
          przepychem, a tradycja chrzescijanska w Jerozolimie poruszyla jego sumienie.
          Na szesc tygodni wstapil nawet do klasztoru w Betcheszban, gdzie kontemplowal,
          uczyl sig arabskiego i poswiecal literaturze. Powstala wtedy Anhelli.
          Znudziwszy sie surowym klasztornym rygorem, powzial mysl o powrocie do Wloch.
          Po czternastu miesiacach nieobecnosci pojawil sie w Livorno, skad po odbyciu
          kwarantanny udal sie do Florencji. Zamierzal w niej spedzic najbliszsza zime.
          Chociaz Eglantyna zapraszala go do Genewy, we Wloszech bawil poltora roku i
          byly to chyba najprzyjemniejsze chwile jego zycia. Duzo czytal i pisal, ale
          oddawal sie takze urokom zycia. ”Wyznam ci jednak, droga, ze mi czesto
          dystrakcje sprawiaja zgrabne i ladne florentynki ze nigdzie podobnych figurek
          nie widzialem i wybralbym latwo sto dziewczynek, w ktore zeby mi Bog tylko
          pozwolil wlozylbym dusze podlug mego upodobania, to w kazdej ze stu moglbym
          sie dzis zakochac szalenie. Takie jak sa, przyciagaja moje oczy, ale nie
          serce", donosil matce.
          Swoje florenckie romanse rozpoczal jednak nie od Wloszki, lecz od Amerykanki.
          Stala sie ona dla niego ”kamieniem probierczym ostyglego serca". Nie sposob
          jej niestety dzisiaj zidentyfikowac. Pozniej byla owdowiala ksiezna Karolina
          Survilliers, corka Jozefa Bonaparte. Uwazam, ze jest to smukla osobka, bardzo
          mala, z twarzy do J, przyjemna, bardzo bogata, bardzo wielka amatorka sztuk
          pieknych, dosyc dowcipna, ale czasem niesmiala w rozmowie, przynajmniej ze
          mna... Traktuje mnie z wielka dystynkcja". Karolina, pomimo swoich cesarskich
          koneksji, nie zapomniala widocznie, iz jej matka Julia Clary byla corka
          handlarza mydla z Marsylii, troskliwie tez zajela sie samotnym poeta. We
          Florencji opowiadano, iz ich stosunek przybral w koncu nader intymny
          charakter. Ksiezna przyjmowala go zwykle w srode, wiec w pozostale dni
          Slowacki flirtowal z niejaka Fornarino, ktora ”odpowiadala zupelnie pieknym
          wloskim okolicom, a oczy jej, szafirowe przy swietle wieczornym, czarnymi
          stawaly sie w dzien przy sloncu, jak kamienie w powieciach wschodnich,
          ksztaltna, wysmukla, z purpurowymi ustami... Nieco zimna z charakteru". Kiedy
          sie z nia rozstal, martwil sie, ze ”Florentynka moja opuszczona moze w
          przeznaczeniu zycia mojego jest ostatnia, ale moze reszta dni moich skazana
          jest na sucha nude wdowiego zycia, te moze nie trzeba bylo tak predko zrywac
          ostatniej ri y".
          Obawy byly jednak przedwczesne, gdyt juz po miesiacu spotkal Aleksandre
          Moszczewska, corke bogatych ziemian z Ukrainy. Panienka byla nie tylko
          posazna, ale takze inteligentna, a swoja uroda przypominana Marie Wodziska.
          • swarozyc Re: JULEK - kto by pomyslal...5 14.07.03, 11:16
            Uwazano ja za nieco chlodna w obejsciu, ale Slowacki stwierdzil, ”ze panna dla
            wszystkich dosc zimna, ze mna jest dobrze". Wydaje sie, iz poeta, ktory dotad
            spotykal istoty slabe i ulegle, natrafil tym razem na dziewczyne, ktora ulegac
            mu nie chciala, ale czekala, az to on spokornieje. Byc moze, i opor ten
            pobudzil jego wyobraznie, skoro po pewnym czasie snuli nawet wspolnie plany
            malzenskie. Planom tym sprzyjal rowniez ojciec panienki. ”Popracuj nad soby,
            popracuj, mowil Slowackiemu, i zakochaj sie, a ja cie ozenie". Do malzenstwa
            znow nie doszlo, gdyz Juliusz, swoim zwyczajem, nie zdecydowal sie na
            formalne oswiadczyny. Po prostu uciekl i wyjechal z Florencji. ”Pozegnanie
            moje bylo zimne, a cala ta awantura zostawila mi tylko gorycz w sercu i
            niepewnosc, a czy sie nie uragano ze mnie... Moze z mojej strony bylo nadto
            dumy, ktora sie tej panience mogla opieszaloscia wydawac... gdyby jednak miala
            szlachetniejsze uczucia, zrozumialaby, dlaczego tak nienatarczywie staralem
            sie o nia".
            Z Florencji pojechal do Paryza. Tam dogonila go smutna wiadomosc o naglej
            smierci panny Aleksandry. Choroby, z ktorej umarla, nie rozumieli doktorowie,
            a ja bylbym nadto zarozumiary, gdybym je memu zimnemu postepowaniu
            przypisywal . Moze byla jednak, ze ta, ktora tylu odmowila, czula sie troch
            dotknieta przez to, zem sie nie oswiadczyl... a jednak pewny jestem, tez by
            mnie odrzucila. Wreszcie ona miala miljony jam nie mogl jej nic dac nawzajem
            nawet serca. Przyznam ci sie jednak, droga moja, iz kiedym sie o jej smierci
            dowiedzial, cierpialem", zwierzal sie matce.
            Cierpienie mialo co prawda charakter czysto konwencjonalny, poniewaz juz
            wkrotce o Aleksandrze zapomnial. W czerwcu 1841 roku pisal w swoim
            liscie: ”Serce moje, dlugo zimne i ostygle, doznalo teraz, kiedy jeszcze mozna
            wiosennym oddychac powietrzem na charakter moj, zimny tak dlugo, zaczelo mi
            znowu figle platac. Szalalem i kochalem sie, latalem za mar szczescia w rozne
            strony plakalem a mialem sil jak czlowiek szczesliwy sycem".
            Paryskie kobiety, przy ktorych doznawal szczescia, pozostaly jednak anonimowe,
            poza trzydziestoletnia Joanna Bobrowska, niedawna kochanka Zygmunta
            Krasickiego. Bobrowska znala Slowackiego jeszcze z Drezna i z radoscia
            powitala go teraz w swoim salonie na Polach Elizejskich. Ich znajomosc stala
            sie wkrotce nader zazyla i powszechnie mowiono, ze Joanna znalazla nastepna
            ofiare.
            Kiedy opuscila bowiem Paryz i wyjechala do Frankfurtu, poeta bez wahania
            podazyl za nia. ”Slowacki zakochal sie wsciekle w pani B. i polecial za nia do
            Frankfurtu. pisal Zygmunt Krasicki i dodawal, po co te za ogrom dziwactw,
            szalenstw, glupstw i ciemnych sprzecznosci dzieje si na tym swiecie".
            Gdy po dwoch miesiacach Juliusz zjawil sie ponownie w Paryzu, wdepna jak gdyby
            w mrowisko. Przyczyna tego byl Beniowski, ktory ukazal sie wlasnie drukiem i
            ktory wywolal oburzenie pewnych kregow emigracji. Poecie grozil nawet
            pojedynek, ale sprawo zalagodzono.
            W 1842 roku spotkal sie z Towianskim i przystal do kola jego wyznawcow;
            chociaz zauroczenie ”Mistrzem Andrzejem" bylo stosunkowo krotkie, autor
            Balladyny wpada w swoisty mistycyzm. W jego osobistych listach do matki wiecej
            teraz bylo odniesien do Boga niz do wlasnego zycia, a tworczosc
            podporzadkowana zostala zawilej filozofii genezyjskiej. Stal sie czlowiekiem
            nieufnym, krytycznym i nietolerancyjnym. Odseparowal sie od ludzi i
            najchetniej przebywal w samotnosci. Wyruszyl jeszcze do Ostendy, aby zobaczyc
            sie z Joanna Bobrowska, ale bylo to juz tylko spotkanie starych przyjaciol.
            Zloscil sie takze kiedy do Paryza zawitala Eglantyna i przez jakis czas musial
            jej towarzyszyc . eZe spuszczonymi wiac uszyma muszi tr parafijankz wodzii.
            Jej ton kozacko-panien ski, jej dezynwoltura starej panny jest mi tortura",
            narzeka .
            Coraz bardziej poczelo mu dokuczac zdrowie, a zwlaszcza zadawniona gruzlica.
            Jak gdyby w przeczuciu rychlej smierci zintensyfikowal swoja prace literacka.
            Duzo pisal i duzo wydawal. Postanowil jeszcze zobaczyc swoja matke i w tym
            celu wybral sie do Wroclawia. Pierwsze po osiemnastu latach spotkanie trwalo
            dwa tygodnie. Pozniej rozstali sie na zawsze. Ona pojechala na wschod, on na
            zachod, do Paryza.
            W niespelna rok potem Slowackiego nie bylo juz wsrod zyjacych. Zmarl w 1849
            roku w wieku czterdziestu lat. Zadna z kobiet jego zycia nie odprowadzi1a go
            na miejsce wiecznego spoczynku, chociaz Bobrowa znajdowala sie wowczas w
            Paryzu. Na cmentarzu zjawily sie jedynie panie Millet, zona i corka portiera
            domu, w ktorym zyl i umarl.

            Jerzy Jankowski "Nieromantyczni romantycy"
            Wyd. Toporzel
            • Gość: tuner@gazeta.pl Re: JULEK - kto by pomyslal...5 IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 15.07.03, 09:44
              Nie chciałbym Cię urazić Swarożycu,ale nasuwają mi się 2 uwagi:1.jak bardzo
              samotnym trzeba być,by pół życia spędzać w necie,przepisując setki stron z
              książek marnych autorów(naprawdę wierzysz,że pełnisz jakąs kulturotwórczą
              misję?) 2.na czerwoną zarazę to już się chyba doczekałeś? Ps.Gdybym umiał
              rysować,to tytułem komentarza dorysowałbym wyliniałego weża,pożerającego własny
              ogon...
              • swarozyc Re: JULEK - 15.07.03, 11:05
                Specjalnie samotny nie jestem, ani tak glupi aby przepisywac cokolwiek.
                Rola specjalnie kultorotworcza(choc odbrazawiajaca naszych pomnikowych
                bohaterow...) to nie jest, raczej zabawa, skoro jestem "erotomanem"
                Faktycznie, kraj ten trawiony jest przez obie zarazy, na wymiane...
                Ciekawe jaka "ideologia" zwyciezy w nastepnych wyborach...?

                republika.pl/toporzel/
Inne wątki na temat:
Pełna wersja