"stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? :)

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.07, 11:47
zaplecze się sypie...
    • Gość: stawros Re: "stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? IP: *.chello.pl 01.09.07, 16:28
      Przynajmniej wiadomo dlaczego Malanowska chodzi 3 rok na wolności.
      Bo zrzuciła sie Kaczmarkowi na willę.
      • Gość: wrzutka Re: "stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.07, 16:50
        biznes.onet.pl/0,1598334,wiadomosci.html
      • masakra_teksanska Re: "stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? 01.09.07, 20:35
        Gość portalu: stawros napisał(a):

        > Przynajmniej wiadomo dlaczego Malanowska chodzi 3 rok na wolności.
        > Bo zrzuciła sie Kaczmarkowi na willę.

        a Gocłowski i paru innych sukienkowych to tam paluszków nie maczali?
        czemuż to oni nie siedzą razem z Malanowską?
        • piotr33k2 Re: "stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? 01.09.07, 23:40
          malanowska, rydzyk, klechy ,to sa układy których sie nie rusza bo i
          po co?, mozna sie sparzyć i nie ma w tym żadnego interesu
          partyjnego, he he.
          • Gość: Stella Marinowska Re: "stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.07, 17:49
            Ni mi nie zrobicie czarne łotry a zresztą już koniec waszych rządów.
            Z PO można romawiać po ludzku.
            • Gość: zona.pijaka Re: "stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? IP: *.icm.edu.pl 02.09.07, 18:22
              Pierwsi z brzegu: Sołowow, Krauze, Karkosik i Kulczyka mają pi razy
              oko 20 miliardów złotych. A na giełdzie jest ponad 300 spółek. Więc
              te wasze 20 milionów Stelli i domniemany milion dla Leppera - to
              suma w sam raz na waszą percepcję. I świętoebliwe wzburzenie.
              • piotr33k2 Re: "stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? 02.09.07, 18:58
                a twoja percepcja jest jaka bolszewicka? kto ma dużo ten musi być
                napewno złodziejem , he he.rydzyk ma duzo ,zna najwazniejsze glowy w
                panstwie pis-u, ma z nimi kontakty ,oni go słuchają,on robi co
                chce,oni włażą mu w dupe, i co czemu nikt z nich nie mówi że jest
                złodziejem? tylko kulczyk krauze itd., he he.
                • Gość: izaak Re: "stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.09.07, 19:21
                  pamiętajcie że to właśnie szczecinianie z okolic stelli maris
                  wyruszali rydzyka na kasę na ratowanie stoczni... więc niekoniecznie
                  grają do jednej bramki... a rydzyk jak sądzę jest pamiętliwy.
                • Gość: zona.pijaka Re: "stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? IP: *.icm.edu.pl 02.09.07, 19:56
                  piotr33k2 napisał:
                  > a twoja percepcja jest jaka bolszewicka? kto ma dużo ten musi być
                  > napewno złodziejem,

                  Mylisz się, ja ludzi z wielką kasą szanuję i po trosze zazdroszczę.
                  Masz tu na sen pierwszą z brzegu opowieść choćby z jednym z nich -
                  Karkosikiem:

                  Ryszarda Socha
                  15 lutego 2007
                  Pan na Kikole
                  Największy prywatny inwestor na warszawskiej giełdzie nie bryluje na
                  salonach i raczej stroni od kontaktów z politykami. Co ciekawe, nic
                  na tym nie traci. W przypadku Romana Karkosika rosyjskie
                  porzekadło "Tisze jediesz, dalsze budiesz" wyjątkowo dobrze się
                  sprawdza. Jak długo jeszcze?
                  Roman Karkosik wyraźnie lubi cień. Nie kieruje żadną z
                  kontrolowanych spółek. Zadowala się członkostwem w kilku radach
                  nadzorczych. Wrogowie mówią, że w ten sposób chce uniknąć
                  odpowiedzialności. Przyjaciele, że to optymalne biznesowe
                  rozwiązanie.

                  Funkcja prezesa pęta człowieka, wymaga spotkań, specyficznej gry
                  argumentuje jeden z menedżerów. Karkosik nie lubi rautów,
                  oficjalnych zebrań, broni się przed theatrum, z którego niewiele
                  wynika. Rozmówcy byliby załamani jego bezpośredniością, zrywaniem
                  rozmów. Dzięki temu, że nie jest w zarządzie, może rozwinąć
                  skrzydła, nie widzieć barier, nie bać się zagrożeń.

                  Jest milkliwy. Na pytania odpowiada krótko i szybko. Nie widać, żeby
                  bogactwo (portfel akcji wyceniany jest na 4 mld zł) rzutowało na
                  jego sposób bycia. Zero pozy. Trochę się tylko krzywi, gdy media
                  ujmują jego awans w efektowną klamrę: od magazyniera do miliarderaTo
                  pierwsze zajęcie w Spółdzielni Kółek Rolniczych było krótkim
                  epizodem, praktyką tuż po skończeniu Technikum Cukrowniczego w
                  Toruniu.

                  Naprawdę, jak pisze Ewa Bałdyga, odpowiedzialna za kontakty
                  biznesmena z mediami, Roman Karkosik rozpoczął swoją przygodę z
                  biznesem w latach 80. Otworzył wtedy w podtoruńskim Czernikowie mały
                  bar. Interes prosperował na tyle dobrze, że wkrótce ruszyła
                  wytwórnia napojów gazowanych. A trochę później powstała firma Karo,
                  produkująca przewody elektryczne. (...) A gdy brakowało surowca do
                  tej produkcji, rozwinął sieć punktów skupu metali. Nie tylko w
                  Polsce. Także w Rosji, Czechach, Bułgarii i na Słowacji;.

                  Baru już nie ma. Firma Karo Roman Karkosik działa w Czernikowie do
                  dziś. Zatrudnia 30 ludzi. Wszystkie spółki, które biznesmen
                  kontroluje, dają pracę blisko dziesięciu tysiącom osób. Pięć firm
                  Boryszew, Alchemia, Impexmetal, Hutmen i Skotan jest notowanych na
                  warszawskiej giełdzie. W marcu br. Boryszew znalazł się w
                  prestiżowym indeksie WIG 20, wypierając z giełdowej elity Softbank,
                  kontrolowany przez Ryszarda Krauze, ulubieńca polityków wszystkich
                  opcji. Łączne obroty szykujących się do fuzji spółek Boryszew i
                  Impexmetal (Karkosikowych pereł w koronie) wyniosły w 2005 r. 4,3
                  mld zł. Miesięcznik Forbes” ulokował biznesmena na 4 miejscu
                  na liście najbogatszych Polaków.

                  Był średni, ale wyrósł

                  Przedsiębiorczość mógł mieć w genach, podobnie jak jego dwaj bracia.
                  Wszyscy zamożni, wszyscy doszli do dobrobytu własnym wysiłkiem.
                  Ryszard, najstarszy, prowadzi w Toruniu przedsiębiorstwo Elkard,
                  specjalizujące się w instalacjach elektrycznych. Mirosław,
                  najmłodszy, kieruje spółką Eliza, z branży jubilerskiej. Był czas,
                  że zajmował się między innymi odzyskiwaniem metali szlachetnych ze
                  starych komputerów. Obaj bracia dobrze sobie radzą, ale daleko im do
                  pozycji Romana. Pytany o to półżartem odpowiada: – Może
                  dlatego, że ja jestem ten średni – starszy był mamy synek,
                  młodszy – taty synek, a ja niczyj. I coś w tym chyba jest.

                  – Dla mnie najważniejsza jest praca Roman Karkosik wyraźnie
                  się ożywia, gdy może wygłosić życiowe credo. – Jestem
                  najszczęśliwszy z ludzi, że mogę pracować do woli. Czy jest większa
                  przyjemność niż praca? Mnie ciekawią nowe rzeczy. Kilka lat temu
                  przyszła do mnie młodzież. Chcieli założyć firmę internetową.
                  Pomogłem im, a przy okazji poznałem Internet.

                  Pracoholizm to rys najczęściej przywoływany przez jego
                  współpracowników. Krzysztof Baczała na początku lat 90. został
                  prezesem w Karkosikowej firmie obrotu metalami. Trafił tam z
                  ogłoszenia w lokalnej prasie. Zajmowało pół kolumny: dyrektora
                  zatrudnię, pensja 2500 marek. Wtedy była to olbrzymia kwota. Szef
                  płacił i wymagał. Jednocześnie praca u Karkosika uczyła więcej niż
                  różne szkoły biznesu.

                  Pracowali do wieczora. Potem Baczała wracał do domu, żeby odpocząć.
                  Karkosik po krótkim relaksie i kawie pracował dalej. Zdarzało mu
                  się zadzwonić o drugiej w nocy: Zobacz, na jaki pomysł wpadłem. Rano
                  ja byłem w punkcie, w którym się rozstaliśmy, on daleko przede mną.
                  To mobilizuje. Bo tak się może zdarzyć raz i drugi, ale w końcu w
                  każdym budzi się ambicja. I wówczas nieustanne myślenie o pracy
                  przeradza się w sport.

                  Jako prezes spółki Baczała mógł zaciągać kredyty samodzielnie.
                  Natomiast ze zwalnianymi właściciel firmy chciał rozmawiać
                  osobiście. Baczała uważa, że to dobry sposób zbierania informacji o
                  przedsiębiorstwie. Bo nie ma surowszego recenzenta niż były
                  pracownik.

                  Z opowieści o Karkosiku przeważnie przebija podziw, czasem
                  graniczący z fascynacją. Współpracownicy mówią, że szef zawsze
                  koncentruje się na celu, nie dba o konwenanse. I oczywiście lubi
                  wygrywać. W pamięci błyskawicznie mnoży kilkucyfrowe liczby. Jednym
                  imponuje innowacyjnością i twórczym podejściem do zadań, bliskim
                  temu, jakie przejawiają dzieci. Inni podziwiają szybkość
                  podejmowania decyzji i brak pokory wobec autorytetów, wyrażający się
                  ciągłymi pytaniami dlaczego to, dlaczego tamto. Tymi pytaniami
                  rozbija schematy myślowe. W finale często mówi: Wszyscy myślą, że
                  nie można tego zrobić, a my to zrobimy

                  Gdy pyta, co robić mówi Mirosław Kutnik to z reguły ma
                  zaplanowane dwa ruchy naprzód. Ale jest na tyle samokrytyczny, że
                  chce się upewnić, czy inni myślą podobnie i czy ma rację.

                  Mirosław Kutnik prowadzi kancelarię prawną. Dla Karkosika pracuje od
                  dziesięciu lat, i to przy największych transakcjach handlowych.
                  Kiedyś biznesmen poprosił go o analizę. Chodziło o pieniądze –
                  ok. 100 tys. zł, których ktoś domagał się, zdaniem Karkosika,
                  niesłusznie. Mecenas Kutnik przez pół godziny referował różne
                  aspekty sprawy, by dojść do konkluzji, że jej wygranie będzie
                  kosztowało czas prawnika i zaangażowanie ze strony samego
                  Karkosika. Namysł wspomina – trwał może 15 sekund. A potem
                  krótka konkluzja: Prędzej zarobię niż odrobię. I koniec.

                  Mirosław Kutnik uważa, że ta odpowiedź dobrze charakteryzuje sposób
                  działania Karkosika. Wybiera to, co się lepiej kalkuluje. Emocje,
                  przywiązanie do własnych racji schodzą na dalszy plan. Do ludzi
                  stwierdza prawnik też podchodzi pragmatycznie. Potrafi znaleźć ich
                  dobre strony. Wybiera tych, którzy dają mu potrzebną informację.

                  Są też opinie, że Roman Karkosik wyciska ludzi jak cytryny. On sam
                  ocenia, że ma za miękkie serce. Że wielu słabych pracowników trzyma,
                  zamiast zmienić na lepszych. Dlaczego trzyma? Z sentymentu chyba.

                  Podobno fantastycznie wyczuwa biznesowe okazje, wychwytuje dobrze
                  rokujące pomysły. Iwona Menes-Malinowska jest chemikiem. Zna
                  Karkosika od 14 lat. Pracowała wtedy w instytucie badawczym.
                  Skontaktował ich jej kolega. Karkosik myślał wtedy o produkcji
                  lekkich dachówek z polipropylenu. Szukał sposobu, co zrobić, żeby
                  były niepalne. Ona miała pomysł na produkcję polimeru do butelek
                  PET. Szybko porzucili rozmowę o dachówkach.

                  Żal po Elanie

                  Karkosik dla swojej spółki Unibax sprowadził ze Szwajcarii najpierw
                  jedną maszynę do polimeru butelkowego, potem drugą. Półprodukt do
                  jego wytwarzania polimer amorficzny Unibax kupował od toruńskiej
                  Elany. W 1996 r. sprzedał oba urządzenia Elanie. Iwona Menes-
                  Malinowska miała wtedy wrażenie, że Karkosik cofa się o krok. Była w
                  błędzie. Kilka lat później został właścicielem Elany, z maszynami
                  włącznie. A Malinowska jest dzi
                  • Gość: stawros Re: "stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? IP: *.chello.pl 02.09.07, 21:01
                    Panowie biznesmeni zrobili oszałamiajace kariery i potężny skok w
                    ostatnim czasie , bo przestali dawać haracze na kampanie SLD.
                    Kiedys Kluska sie zbuntował i dostał w łeb, panowie przeczekali
                    okres bolszewi.
                    Z drugiej strony to towarzystwo z tych list milionerów w większosci
                    jest powiązana z SB.
                  • Gość: zona.pijaka Re: "stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? IP: *.icm.edu.pl 02.09.07, 21:10
                    cd

                    A Malinowska jest dziś w tej firmie dyrektorem do spraw produkcji.

                    Transakcją kupna przez Elanę maszyn od Unibaksu interesował się
                    Urząd Ochrony Państwa w Bydgoszczy. Prokuratura uznała umowę za
                    niekorzystną dla Elany, która zapłaciła Unibaksowi za maszyny 43 mln
                    zł, o 20 mln zł więcej niż wydał na nie Unibax. Ciekawostka –
                    w negocjacjach, które poprzedziły tę transakcję, Karkosika
                    reprezentował Mirosław Stajszczak, biznesmen z Bydgoszczy, o którym
                    głośno było w związku z tzw. schnapsgate. Dziś R. Karkosik nie
                    pamięta o tych negocjacjach. Twierdzi, że ze Stajszczakiem nic go
                    nie wiązało. W 1998 r. Stajszczak został aresztowany. Poszło o
                    korumpowanie oficera UOP. Karkosik wpłacił za niego 1,5 mln zł
                    kaucji.

                    Ostatecznie śledztwo dotyczące kupna przez Elanę maszyn od Unibaksu
                    zostało umorzone. Sąd przekonały argumenty szefostwa Elany, że
                    kupili nie tylko urządzenia, ale i rynek Unibaksu, a także zyskali
                    na czasie. Gdy sąd wydawał to postanowienie, Elanę kontrolował już
                    Roman Karkosik. W momencie, gdy kupował jej akcje, wartość całej
                    firmy wynosiła ok. 43 mln zł, czyli tyle, ile kilka lat wcześniej
                    Elana zapłaciła Unibaksowi za maszyny. Dziennikarze „Gazety
                    Pomorskiej” pisali, że wcześniej Elanę szacowano na
                    140–200 mln zł, a sam grunt, który należy do zakładu (198 ha),
                    wart jest co najmniej 99 mln zł.

                    Karkosik kupując Elanę był już właścicielem innej spółki chemicznej
                    – giełdowego Boryszewa. Elana stała się jego oddziałem, z czym
                    wielu mieszkańców Torunia nie umie pogodzić się do dziś.

                    Giełda jak trampolina

                    Właśnie giełdzie Roman Karkosik zawdzięcza spektakularny sukces.
                    – Kiedy prywatyzowano pięć pierwszych firm, byłem w radzie
                    nadzorczej Śląskiej Fabryki Kabli – mówi. – Wówczas
                    oswoiłem się z giełdą, która była jeszcze w powijakach.

                    Kiedy na giełdę trafiły akcje Banku Śląskiego, Karkosik posłał w
                    kolejki swoich pracowników. Zebrane wtedy akcje szybko i z zyskiem
                    odsprzedał. Zarobione pieniądze inwestował. Wypatrywał firm, których
                    giełda nie doceniała. Z tego powodu bywa porównywany do Warrena
                    Buffetta. Podobno jest świetny w analizie raportów finansowych.

                    W finansowym imperium Karkosika nie wszystko jest jednak aż tak
                    klarowne i oczywiste. Jeszcze do niedawna spółki kontrolowane przez
                    biznesmena łączyły skomplikowane relacje kapitałowe i powiązania
                    krzyżowe, wobec których giełdowi analitycy wydawali się dość
                    bezradni. Boryszew miał akcje Elany i na odwrót. Podobne powiązania
                    były między tymi spółkami a Hutą Oława. – Takie konstrukcje
                    kapitałowe służą zazwyczaj do maksymalnego wykorzystania środków
                    – wyjaśnia menedżer jednej z giełdowych spółek. – Jeżeli
                    właściciel ma mało wolnego kapitału, to musi z takich powiązań
                    korzystać.

                    Z czasem w firmach Karkosika porobiono jednak porządki. Według Ewy
                    Bałdygi, odpowiedzialnej za kontakty biznesmena z mediami, ostały
                    się tylko więzi między Boryszewem i Impexmetalem. Są naturalne,
                    zważywszy że obie spółki szykują się do fuzji.

                    Od biopaliw do kolebki
                    Roman Karkosik na każdym kroku podkreśla swój dystans do polityki i
                    polityków. Jednak kiedy w 2002 r. Elanie PET, spółce-córce Elany,
                    zagroziła inwestująca we Włocławku koreańska firma, interpelacje w
                    tej sprawie składali i Anna Sobecka z LPR, i Bogdan Lewandowski z
                    SLD. Nie wiadomo, czy zagrożenie uświadomił im sam właściciel, czy
                    też jego ludzie? Generalnie jednak kujawsko-pomorscy
                    parlamentarzyści niewiele potrafią o Romanie Karkosiku powiedzieć.
                    Przeważnie znają go z doniesień prasowych. „To postać, której
                    nie spotkałem na żadnych uroczystościach” – stwierdza
                    poseł Jerzy Wenderlich z SLD. „Żadnego kontaktu” –
                    tyle może powiedzieć poseł Jan Wyrowiński z PO. Z uznaniem o
                    Karkosiku mówi natomiast posłanka Małgorzata Ostrowska (SLD), od lat
                    zaangażowana w pracę sejmowej komisji Skarbu Państwa. Widzi w jego
                    karierze rodzimą wersję amerykańskiego mitu pucybuta, który został
                    milionerem.

                    Sam Karkosik uważa, że na giełdzie można radzić sobie bez tego typu
                    koneksji. Pojawiły się jednak pierwsze sygnały, że tej zasadzie nie
                    zawsze musi być wierny.

                    W kwietniu wyszło na jaw, że biznesmen jest zainteresowany kupnem
                    Stoczni Gdańskiej, kolebki Solidarności, której politycy PiS
                    obiecali oddzielenie od Stoczni Gdynia. Andrzej Jaworski, sekretarz
                    pomorskiego PiS, a zarazem prezes Stoczni Gdańskiej (wcześniej jej
                    opiekun z ramienia prezydenta Kaczyńskiego), nie kryje, że to on
                    wpadł na ten pomysł i zastukał do drzwi Karkosika.

                    Po co kapitaliście karmiona mitami kolebka? Od razu pojawiły się
                    spekulacje, że może chodzić o przysługę w zamian za przychylne
                    nastawienie polityków do innych planów gospodarczych giełdowego
                    potentata. To przecież Skarb Państwa ma kontrolę nad pakietem
                    udziałów Walcowni Rur Andrzej i Jedność, o które zabiega Alchemia. W
                    jednym przypadku konkuruje z kapitałem niemieckim, w drugim –
                    z rosyjskim. W rozmowie z dziennikarzem Karkosik uderza w tony
                    bliskie sercom obecnie rządzących: – Zależy mi na tym, aby w
                    Polsce powstawały silne firmy. To ważne, żeby rodzimy kapitał miał
                    szansę konkurować z zagranicznym.

                    Co do stoczni, to niczego nie przesądza. Twierdzi, że wciąż bada jej
                    kondycję. Za to Andrzej Jaworski o Karkosiku mówi z mniejszym
                    entuzjazmem. U biznesmena w radach nadzorczych Boryszewa i
                    Impexmetalu znalazł pracę Arkadiusz Krężel, usunięty z posady
                    prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu. Krężel, który ARP kierował przez
                    kilkanaście lat, cały czas funkcjonował na styku kluczowych dla
                    gospodarki ministerstw. Jest cennym nabytkiem. Zna polityków
                    wszystkich ekip. Ten angaż może oznaczać, że biznesmen też dostrzegł
                    potrzebę tego rodzaju koneksji.

                    W pałacu i Dwóch Mogiłach

                    Innym swoim zasadom nadal jest jednak wierny. Luksus i afiszowanie
                    się z majątkiem wyraźnie go nie kręcą. Na początku lat 90. jeździł
                    Audi 80 diesel. Dlatego, że ekonomiczny. Jego dyrektorom zdarzało
                    się mieć lepsze auta. W ubiegłym roku mocno zużytą Hondę legend
                    zastąpił Audi A8. Samolotu nie ma. Śmieje się, że latanie na trzeźwo
                    przychodzi mu z trudem. W samolocie nie kontroluje sytuacji. A
                    takiego uczucia nie lubi. Znajomi opowiadają o upodobaniu Karkosika
                    do prostych potraw. Najbardziej do rosołu.

                    Jedyny zbytek to XIX-wieczny pałac w Kikole, wsi gminnej niedaleko
                    Lipna. Zbytek tym większy, że kupił go na początku lat 90., kiedy
                    daleko mu było do dzisiejszego majątku i pozycji. Pałac otacza
                    wysoki 2,5-metrowy mur. Na kutej w metalu bramie, przy której
                    znajduje się portiernia, wisi tabliczka ostrzegająca przed groźnym
                    psem. – Ludzie wyobrażają sobie, że to kapie złotem, a to jest
                    spokojnie, dobrze zrobiony obiekt – mówi Tomasz Hoffmann,
                    artysta malarz, którego zespół projektował biznesmenowi wystrój
                    wnętrz. Karkosik życzył sobie, żeby na parterze przywrócono dawny
                    stan. Góra służy do mieszkania.

                    – Ten pałacyk to dla niego dowód sukcesu, znak kariery
                    biznesowo-społecznej, osiągniętej pozycji. Wiem, że oglądał też
                    Lubostroń i inne obiekty – Hoffmann jest przekonany, że jego
                    zleceniodawca wybiegał myślą w przyszłość, że miał wizję biznesowego
                    rozwoju. A jeśli nie wizję, to marzenia.

                    Pan na Kikole nie przyznaje się do tego typu projekcji: –
                    Kikół to przede wszystkim była okazja – 450 tys. zł za pałac i
                    10 ha ziemi z parkiem. Trzy przetargi i nie było chętnych. A to
                    kawał historii. Ale ona dopiero później zaczęła działać na
                    wyobraźnię. Są różne zapiski o tym miejscu. Zachował się nawet
                    dokument z 1236 r. Teraz pałac jest w takim stanie jak wtedy, kiedy
                    gościł w nim Chopin.

                    Bardzo go zainteresował ogród otaczający pałac. Niektórzy nawet
                    myśleli, że wyłączy się z biznesu. Ale fascynacja trwała dwa lata i
                    sprawy wróciły do normy. – Stwierdziłem – mówi Kark
                    • Gość: zona.pijaka Re: "stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? IP: *.icm.edu.pl 02.09.07, 21:12
                      cd
                      Stwierdziłem – mówi Karkosik – że znam już wszystkie
                      roślinki. I praktycznie wszystkie, które rosną w naszym klimacie,
                      mam. To czym się tu zajmować?

                      Innego zdania jest John Brookes, brytyjski ogrodnik, z którego usług
                      podobno korzysta także królowa angielska. Przyjeżdża do Kikoła od 7
                      lat, aby sprawdzić, czy ogród kształtuje się prawidłowo. Kiedy
                      właściciel zapytał, ile lat będzie jeszcze przyjeżdżał,
                      odpowiedział, że co najmniej dziesięć.
                      • Gość: izaak Re: "stella maris" powraca... ktoś jest nerwowy? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.07, 08:48
                        szczerze mówiąc nie imponują mi tacy goście, a znam ich nie mało. To
                        są właśnie takie roślinki które ładne kwitną i dorodnie, ale trochę
                        bezrefleksyjnie i nie zostawiają po sobie nic poza kasą. ale jak im
                        to sprawia frajdę to mi to nie przeszkadza.
Pełna wersja