Gość: Plazzek
IP: *.srv.volvo.com
31.10.07, 16:59
W atmosferze POwszechnej radości umykają uwadze pewne wydarzenia,
które bardzo trafnie jest opisać w przeddzień święta zmarłych.
Oto Prezydent, który wedle konstytucji stoi na straży suwerenności
kraju, parafuje traktat, który suwerenność tę w praktyce przekreśla.
Oto wybory wygrywa partia, która nawet nie ukrywa, że suwerenność
kraju nie stanowi dla niej żadnej wartości.
PiS niedługo po powstaniu zebrał znaczącą liczbę głosów m.in. swym
eurosceptycznym nastawieniem. Stopniowo od tego sceptycyzmu
odchodził. Przynajmniej jednak starali się (lub stwarzali tego
pozory), że walczą o jak najlepsze miejsce Polski w eurosojuzie.
Nawet narazili się tą postawą naszym najbogatszym przyjaciołom, a
także wielkiemu wschodniemu bratu. Postawa Prezydenta na ostatnim
szczycie była jednak po prostu kapitulancka. Głosów euroentuzjastów
Tuskowi nie odebrał, a eurosceptyków zdegustował.
O wartości polityki zagranicznej PO w kwestii umacniania pozycji
Polski najlepiej świadczą radosne reakcje rządów i prasy. Merkel z
tej radości nawet pojechała wpaść w ramiona Steinbachowej, bo wie,
że PO nawet się nie skrzywi na te gesty. Także Francuzi i Rosjanie
są przekonani, że Polska przestanie podskakiwać i, jak brzydka
panna, nie będzie już wybrzydzać i kąsać ręki, która ją karmi.
Jakoś dziwnie nie wątpię, że 13 grudnia (data dobrana
fantastycznie!) traktat powołujący Unię Europejską zostanie
podpisany przez POPiSowo dobraną delegację, a suweren, czyli lud, w
powszechnym głosowaniu radośnie go zaakceptuje. Bo w kupie raźniej.
A że szanse Polski na samodzielny, szybki rozwój zostaną
zaprzepaszczone - cóż, zawsze można wyemigrować do Irlandii.