Gość: H56
IP: *.chello.pl
21.12.07, 22:13
piknie kolega przedstawił te k..... /bez wulgaryzmów/
Panowie jesteście piękni
Autor: wertercom 21.12.07, 10:12
Takich ich zapamiętam. Porosty zaplątane na bliźniętach. Wierne
huby. Gdyby
przyszło im do głowy mieć w jakiejś sprawie swoje zdanie inne niż
prezia, to
prędzej połknęliby własne języki, niż wyrazili tę opinię. Oglądać
ich to jak
spacer po zoo, w którym wszystkie osobniki są prawie takie same. Tak
samo wyją,
tak samo się czochrają, tak samo wydalają. Prawie żadnej egzotyki.
To oczywiste,
że taki facet jak prezes otacza się ludźmi jeszcze mniejszego
formatu. Skąd on
ich wytrzasnął ?! Wygląda na to, że zatrudniają headhunterów, którzy
w ludzkiej
ciżbie szukają najbrzydszych, nie nachalnie inteligentnych, ale
posłusznych i
nigdy nie mających wątpliwości. I jeszcze muszą chodzić do kościoła,
mieć
kilkoro dzieci i maniery stajennego, ubierać się w hipermarketach,
nie znać
etykiety ani języków obcych.
Cymański Tadeusz. Co z człowieka robi wiara w to,
że został stworzony do uprawiania polityki?... Pamiętam jego pierwsze
wystąpienia z trybuny sejmowej przed kilku laty – polot wikarego,
żarliwość
hunwejbina, gramatyka ucznia powtarzającego szóstą klasę. Potem
pracował nad
sobą i uznał, że jest w tym dobry. W dyskusjach, zwłaszcza
telewizyjnych, zaczął
okazywać przyciężkie poczucie humoru, rzucać przysłowiami i
dygresyjkami,
uśmiechać się szelmowsko, a dziennikarzy uwodzić zawieszeniem głosu
z gracją
ciężarnej krokodylicy. Te jego poklepywania po ramionach, chwytanie
adwersarzy
za ręce, mizdrzenie się i nagłe przyjmowanie tzw. poważnej miny...
Erudycja
belfra po Studium Nauczycielskim, wiedza prymusa szkółki
niedzielnej, swoboda
elektronu metali ciężkich. Partyjni towarzysze zazdroszczą mu obycia
przed
kamerami, płynnego słowotoku i wyglądającego na szacunek pobłażania,
którym
obdarzają go co bardziej inteligentni przeciwnicy polityczni.
Gosiewski
Przemysław Edgar. Pokraka. Polityczna, nie fizyczna, bo nie wypada
kpić z
cielesnej ułomności... Uosobienie pokrętności wypowiedzi, czyli
bałaganu myśli.
Dykcja chorego na koklusz Estończyka. Mistrz w połykaniu sylab. A
mimo to uważa,
że został zrodzony z ojca eteru (radiowego) i matki anteny
(telewizyjnej).
Kuchciński Marek. Mister Noname. Zmienił numer
skrzypiec z drugich na pierwsze dopiero wtedy, gdy awansowali lepsi
(a w
zasadzie mniej źli) od niego. Retoryczny kunszt plutonowego
potwierdził podczas
konferencji prasowej. „Potężna prowokacja polityczna” zabrzmiała w
ustach
Kuchcińskiego gromko jak pierdnięcie szerszenia. Król żenady. Cesarz
nijakości.
Kurski Jacek. Z miną profesora UJ wyjaśnia, że
Ziemia jest płaska (punkt oparcia na gigantycznym Tuskowym dziadku z
Wehrmachtu), a Księżyc to rogal upieczony w PZU i zjedzony przez
pasibrzuchów z
Platformy. Nazajutrz gotów jest zmienić zdanie i partię – Ziemia to
wielki
ziemniak (bo przecież nie kartofel), a Księżyc to miejsce
zamieszkania księży.
Patałachy powinni się uczyć od Kurskiego, jak kłamać z miną Bustera
Keatona
grającego w pokera.
Suski Marek. Zyzio Loczek i karykatura
sfinksa. Pierwszy na świecie przypadek człowieka, który jest bardziej
interesujący (mniej nieinteresujący), wówczas gdy milczy, niż gdy
się odezwie.
Można powiedzieć, że gdy się nie odzywa, to jak gdyby go nie było, a
gdy
przemówi, to znika.
Wassermann Zbigniew. Po ruchach poznaję, że gdy
tylko wyjdzie z wanny, staje przed lustrem i godzinami ćwiczy gesty
oraz miny. I
bardzo się sobie podoba... Komiczny, gdy udaje, że posiadł wiedzę
dostępną tylko
jemu i nieżyjącemu Edgarowi Hooverowi. Żałosny, gdy nie udaje, że w
to wierzy.
Plus krakowski akcent. Z Bochni. Ziobro Zbigniew.
Genialny prawnik praktykujący w Rejonowym Inspektoracie Celnym. Bez
śmiałości do
kobiet, zakochany tylko w tembrze swojego głosu, nie znoszący
sprzeciwu
gestykulator. Postać groteskowa, gdy nie ma władzy. Gdy ją ma –
niebezpieczna.