plazzek
13.02.08, 15:07
31 Stycznia tego roku przeprowadzony został we Francji sondaż w
sprawie ewentualnego referendum w sprawie nowego traktatu UE. Wyniki
były dla politycznych elit rozczarowujące. 59 procent Francuzów mimo
tłumaczeń "autorytetów" opowiadało się za przeprowadzeniem
referendum, a tylko 33 procent chciało, żeby dokument ratyfikował
parlament.
Jaka była odpowiedź francuskich polityków? Kilka dni później dwie
izby francuskiego parlamentu zatwierdziły na wspólnym posiedzeniu
poprawkę do konstytucji, umożliwiającą ratyfikację Traktatu z
Lizbony bez przeprowadzania referendum.
Przy tej okazji o lekceważeniu demokratycznych reguł wspominały
nawet francuskie media (nie to co u nas).
"Trzy lata temu Francuzi odrzucili projekt konstytucji europejskiej;
teraz zostali starannie odsunięci od procedury, mimo protestów
przeciwników traktatu (...) Ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego w
drodze parlamentarnej, bez poddania go narodowemu referendum, nie
przysparza chwały projektowi wspólnej Europy. To zwycięstwo
obowiązku nad demokratycznym entuzjazmem " - napisał dziennik "Le
Monde", popierający mimo wszystko ideę odsunięcia ludu od procesu
podejmowania "demokratycznych decyzji".
Dobre podsumowanie. Europa to wielki, zbiorowy obowiązek. Jak
dowodzi przykład Słowacji, gdzie parlament tak długo będzie wznawiał
głosowanie, aż w końcu się znajdzie większość.