plosiak
07.03.08, 22:45
Wydaje mi się, że działania mające na celu wyeliminowanie "wyścigu szczurów"
na tym etapie są już raczej walką z wiatrakami. Zresztą samo określenie
"wyścig szczurów" do opisywanej sytuacji chyba nie najlepiej pasuje. Jest
oczywiste, że co bardziej rozumni rodzice zdają sobie sprawę z faktu, że
najlepszą inwestycją dla dziecka, jest inwestycja w nie same. Mając do wyboru
gimnazjum z jego typowymi problemami (narkotyki, przemoc itp.), które mieści
się w nieopodal albo dobre gimnazjum, gdzie te zjawiska są marginalne, wybór
jest oczywisty. Z edukacją jest jak ze wszystkim innym, są szkoły najlepsze,
dobre i słabe. Jestem ciekawy dokąd autor artykułu pośle swoje dziecko. Czy w
imię jakichś ideałów narazi je na pobyt w powiedzmy przeciętnym gimnazjum,
gdzie nauczyciel nie panuje nad klasą, gdzie program nie jest realizowany w
takim stopniu jakim by mógł, bo część klasy nie chce albo nie potrafi nadążyć
? Czy zaryzykuje umieszczenie dziecka w szkole, gdzie może wpaść w
nieodpowiednie towarzystwo ? Może trochę wyolbrzymiam, ale coś chyba jest na
rzeczy. Nie można zabronić rodzicom dbającym o swoje dzieci, aby mieli
możliwość posłania ich do najlepszych szkół, jeśli ich dzieci posiadają
odpowiednie kwalifikacje.
Przecież to samo jest z liceami, z uczelniami. Jakoś nikt specjalnie nie
narzeka, że najlepsi absolwenci szkół średnich wybierają najlepsze uczelnie -
bo to jest normalne. Zgodzę się, że wiek 12 lat to odrobinę za wcześnie, ale
tak jest w całym cywilizowanym świecie, i trzeba się z tym pogodzić.
5 lat temu, po skończonych studiach, przebywałem rok w UK. Byłem wraz z żoną u
rodziny z 5 dzieci, więc ze zrozumiałych powodów temat edukacji był często
dyskutowany, porównywaliśmy oba systemy edukacji. W miastach obowiązywał (nie
wiem czy tak jest nadal) system ścisłej rejonizacji. Powszechną praktyką było,
że tylko najbogatszych było stać, by kupić domy w dzielnicach przynależnych do
najlepszych szkół. Ludzie byli skłonni płacić 2-3 krotną wartość
nieruchomości, by tylko móc posłać swoje pociechy do najlepszych szkół. Bo
prywatne wcale najlepsze nie są. Tam już na kilka lat naprzód rezerwuje się
miejsce w przedszkolach, byleby dziecko trafiło do dobrego. Oczywiście można
nazywać to obłędem, ale tak już jest.
Na szczęście naprawdę zdolne dzieci i tak sobie radę dają w życiu, dostają się
na wymarzone kierunki studiów, wcale nie musząc kończyć "najlepszych" szkół po
drodze.
Próby uszczęśliwiania najzdolniejszych na siłę przypominają mi polityczne
utopie z minionych stuleci. Najlepsi uczą się od najlepszych. To ci odrobinę
słabsi powinni ścigać tych odrobinę zdolniejszych, a nie na odwrót - wrzucić
wszystkich do jednego kotła.