Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE

13.07.08, 02:18
Ogladałem relacje z przygotowan
do spotkania młodziezy wierzacej z Australii...
Zjezdza tam wierzaca mlodziez z calego świata - rozumiem to.

Ale była tez migawka z protestów młodziezy niewierzacej,
rozdawali prezerwatywy i koszulki z napisem "Boga nie ma".

Tak jak rozumiem mlodziez wierzaca - wierza w Boga,
tak nie rozumiem mlodziezy, ludzi, którzy nie wierza,
ale urzadzaja jakies protesty - co im przeszkadza, ze ktos wierzy?

Ci którzy wierza podejmuja dzialania szerzace wiare,
ale czemu młodziez nie wierzaca
podejmuje dzialania szerzaca niewiare?

Jak ja wierze, to staram sie innych przekonac,
ale jak nie wierze w nic, to do czego mam przekonywac...
do nie wierzenia w nic?

Zrozumiałby, gdyby przekonywali do innej wiary,
powiedzmy konkurencyjnej w sensie zdobywania dusz - rozumiem,
ale tylko deklarowanie, ze "Boga nie ma"...


Tak mnie to zadziwiło... a temat akurat na niedziele...
    • absztyfikant Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 02:23
      pl.youtube.com/watch?v=HPZgROpfNDU&feature=related
      • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 02:41
        w kontekscie tego ktos kiedys powiedział,
        ze jak Boga nie ma, to nie ma róznicy czy wierzysz czy nie,
        ale jak jest to... lepiej wierzyc...
        ;))

        Wybacz, ale to ze ktos ma ochote dawac datki,
        to mnie akurat ani ziebi, ani grzeje.

        Ludzie wydaja pieniadze na takie rzeczy
        na ktore ja nie wydałbym grosza - ale to nie mój biznes!

        W dalszym ciagu rozumiem tych, ktorzy wierza,
        chca innych przekonac, bo jak jest jakis Bóg,
        to zbawieni beda i ci przekonani...

        Ale jak ktos nie wierzy, powiedzmy, ze slusznie, ze Boga nie ma,
        to nie rozumiem o co mu chodzi... zeby ludzie wydawali pieniadze
        na auta, telewizory czy prochy zamiast na ksiezy?

        Albo zeby robili spokojnie rzeczy, ktore religia zakazuje?

        Naprawde tego nie jestem w stanie pojac...

        Jak ja namawiam ludzi by nie szli do wyborów, przy takiej ordynacji,
        to wiem, ze im mniej ludzi na wyborach - tym mniej pieniedzy
        z naszych podatkow bedzie rocznie wpadac do kasy partyjniactw...


        Ale namawianie do niewierzenia jest dla mnie lekkim przegieciem...
        bo mi nie przeszkadza, ze ktos wierzy czy tez nie wierzy!
        • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 02:44
          to tak troche jak bym namawiał by ludzie nie kupowali T-shirtów...
          niech sobie kupuja jak chca!

          Jak ktos nosi T-shirty, to moze je reklamowac, bo mu wygodnie,
          ale jak ktos nie nosi, to namawianie do nie noszenia...
          bez alternatywy na ten przykład polo, to glupota!
          • absztyfikant Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 02:48
            pl.youtube.com/watch?v=Jcz3TYqWpwc
            A w Iranie jest religijna policja islamska, ktora tropi bledy w strojach. I
            mozna isc do pierdla za zle zawiazana szmate na glowie. Nie wierzysz mi? Allahu
            akbar:)
            • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 03:00
              Bo oni wierza, ze to ma sens i cel... ze obraza Boga...

              Gdyby nie wierzyli w to, to juz dawno jak komunizm by padlo!
        • absztyfikant Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 02:45
          A namawianie "do wierzenia" tez jest przegieciem?:))))

          Peace! But not at any price!:D
          pl.youtube.com/watch?v=JqdaYY-S478&feature=related
          • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 02:48
            nie, bo jak ja wierze, czyli wierze, ze wierzac dostapie zbawienia,
            to staram sie innych przekonac, by tez tego dostapili!

            Ale jak nie wierze, to nie mam powodu przekonywac do tego czy innego,
            bo i tak wszystko sie konczy, moim zdaniem, w piachu,
            to co za roznica...
            czy ktos wierzy czy nie wierzy, jezeli ja nie wierze...
            • absztyfikant Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 02:50
              Ech, szowinista religijny z Ciebie;) Religion sucks i nie widze powodow, by o
              tym ludziom nie przypominac;)
              • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 02:55
                Absztyf bylem we Francji w restauracji - nie rozumialem nic z menu,
                nie moglismy sie dogadac z personelem - kazdy wzial co chciał...
                nikt niczego do niczego nie namawial, bo nie wiedzielismy...

                Ale jak znajdziemy sie w smazalni ryb w Miedzyzdrojach,
                to polece Tobie turbota, bo wiem, ze mi smakuje,
                albo krewetki w ciescie i zupe rybna!
                Bo wiem, ze dobre!
                • absztyfikant Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 03:03
                  Dobranoc, uciekam:))))
                  www.comicxp.info/data/508/Muhammad_Comic_Cartoon_26.jpg
                  • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 03:05
                    nie jestem szowinista - jestem tolerancyjny!

                    Akbar jest w nas, od nas zalezy czy go odbudujemy,
                    jezeli tylko uwierzymy, ze mozemy to uczynic - tak sie stanie!
                    • absztyfikant Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 03:07
                      duj w chupe akbarowi:)
                    • Gość: czekając.na.godota Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.08, 07:42
                      Za bardzo się przejmujesz Andre.
                      Zauważyłeś jak niewiele własnych myśli w tej Waszej rozmowie zapodał
                      absztyfikant. Większość aktywności to czyjeś myśli lub cytaty z
                      efektów pracy intelektualnej innych osób. To wyćwiczony przez
                      szczwaczy piesek i ... i to wszystko kim jest.
                      • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 12:29
                        Byc moze trudniej jest bronic tezy nie wierzac w nic,
                        a łatwiej udowadniac, gdy wierzymy...

                        Dla mnie to jest zadziwiajace, jak ktos próbuje cos wykazac
                        nie wierzac w nic i naklonic innych do niewierzenia,
                        bo zaprawde łatwiej jest nakjlaniac do wiary, gdy wierzymy!

                        A ten gosciu "cytowany" przez Absztyfa za youtube
                        w wiekszej czesci swojej wypowiedzi raczej skupia sie
                        na kosciele jako instytucji, na ksiezach,
                        a nie na religii samej w sobie, czyli wierze!
                        To nie ma o czym dyskutowac.... przynajmniej nie w temacie
                        czy Bóg jest....

                        Zreszta mi nie chodzilo o religie jako taka,
                        ale o zjawisko, ze mlodzi niewierzacy ludzie
                        maja taka sile i chec, by wierzacych przekonywac do nie wierzenia...

                        Zazwyczaj sile i checi maja ci wierzacy w cos,
                        chocby w sens budowy czegokolwiek niz ci naklaniajacy,
                        zeby nie robic nic, bo to i tak nie ma sensu...
                        • gradus2004 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 12:43
                          andreas.007 napisał:

                          > ale o zjawisko, ze mlodzi niewierzacy ludzie
                          > maja taka sile i chec, by wierzacych przekonywac do nie wierzenia...
                          >
                          > Zazwyczaj sile i checi maja ci wierzacy w cos,
                          > chocby w sens budowy czegokolwiek niz ci naklaniajacy,
                          > zeby nie robic nic, bo to i tak nie ma sensu...

                          nie rozmiesz po prostu, ze oni tez wierza... wierza, ze niczego nie ma :). To
                          jest w sumie taka sama wiara jak w to, ze Bog jest tylko latwiejsza bo nic nie
                          trzeba robic i zadnych zakazow ani powinnosci sie nie ma :). Oni np. wierza w
                          Wielki Wybuch. Przeciez nikt nie wie czy on byl czy go nie bylo bo to tylko
                          jakis model powstania wszechswiata ale oni w niego wierza i juz :)

                          A ja np. to nie wiem czy Bog jest czy go nie ma. Jak popatrzy sie na swiat to
                          wydaje sie niemozliwe, zeby to wszystko bylo z przypadku...
                          • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 13:05
                            ale religia, wiara nie jest tylko uzasadnieniem
                            teorii powstania zycia na Ziemii...
                            to sie nie ogranicza tylko do wytłumaczenia tego!

                            Wybacz, ale dla mnie nie wierzenie w Boga
                            nie jest tak silne jak wierzenie...

                            Powiedzmy, jak nie wierze w sens gry w piłke nozna,
                            to nie pojde na stadion, by namawiac innych
                            by nie grali i nie kibicowali...
                            no chyba, ze namawialbym ich na gre w golfa,
                            to wtedy walczyłbym bym o prezyciagnieci ich na pole golfowe!
                            • gradus2004 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 13:14
                              a gdybys wierzyl, ze pilka to cos zlego??
                              • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 13:28
                                nooo tak, gdybym wierzył, ze wiara to cos zlego,
                                to wtedy jezeli czułbym misje, to rzeczywiscie
                                starałbym sie jak najwieksza rzesze ludzi przekonac do nie wierzenia!
                                Masz racje... wtedy!

                                Ale jak juz ktos madry powiedział, a ja juz przytoczylem,
                                jak Boga nie ma to czy wierzymy czy nie - bez znaczenia,
                                ale jak jest, to wtedy mamy zbawienie.....gdy wierzymy!

                                Masz racje, ja załozyłem, ze wiara nie szkodzi...
                                no tu wyłamuje sie moze islam -
                                ale katolicka nie szkodzi - stad moje watpliwosci,
                                ale jak zalozymy, ze te osoby uwazaja, ze wiara szkodzi,
                                to wtedy masz racje.... wtedy rozumiem!

                                Myslisz, ze oni tak mysla?
                                • gradus2004 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 13:42
                                  andreas.007 napisał:

                                  > nooo tak, gdybym wierzył, ze wiara to cos zlego,
                                  > to wtedy jezeli czułbym misje, to rzeczywiscie
                                  > starałbym sie jak najwieksza rzesze ludzi przekonac do nie wierzenia!
                                  > Masz racje... wtedy!

                                  wojujacy ateisci mysle, ze tak mysla...
                                  tak samo jak wojujace feministki nie tylko walcza o wieksze prawa dla kobiet ale
                                  i czesto walcza z mezczyznami :)... a jednoczesnie chca byc jak faceci...
                                  czasami takie rzeczy trudno zrozumiec :)

                                  >
                                  > Ale jak juz ktos madry powiedział, a ja juz przytoczylem,
                                  > jak Boga nie ma to czy wierzymy czy nie - bez znaczenia,
                                  > ale jak jest, to wtedy mamy zbawienie.....gdy wierzymy!

                                  to jest wiadomo... logicznie rzecz biorac oplaca sie wierzyc... tylko problem
                                  wtedy jesli np. wierzymy nie w tego Boga co trzeba... ;)

                                  >
                                  > Masz racje, ja załozyłem, ze wiara nie szkodzi...
                                  > no tu wyłamuje sie moze islam -
                                  > ale katolicka nie szkodzi - stad moje watpliwosci,
                                  > ale jak zalozymy, ze te osoby uwazaja, ze wiara szkodzi,
                                  > to wtedy masz racje.... wtedy rozumiem!
                                  >
                                  > Myslisz, ze oni tak mysla?

                                  pewnie tak mysla... zobacz na Absztyfa.
                                  • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 13:50
                                    No dobra, wynika ze jedni i drudzy,
                                    czyli ateisci i wierzacy chca ratowac swiat, ludzkosc...
                                    Wierzacy chca rozumiem, by wiekszosc dostapiła zbawienia...
                                    ale przed czym chca chronic ludzi ateisci?

                                    Jakie zlo w wierze dopatruja sie?

                                    Bo te tezy, ktore gosciu w youtube roztacza,
                                    to nie sa tezy ateisty, ale ze tak powiem - anyklerykała,
                                    osoby, która chce chronic ludzi przed ksiedzami,
                                    a jezeli uznamy ksiezy za zlo zerujace na ludziach,
                                    to tak samo mozna uznac i innych wyciagajacych od nas
                                    w ten czy inny sposob pieniadze... chocby skladki na partie,
                                    czy bilety na koncerty... placimy, bo cos z tego jednak mamy!

                                    A wiec jakie zlo, a chyba nie o doczesne chodzi,
                                    o te pare groszy rzucone na tace...
                                    • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 14:26
                                      a i wazne pytanie - ile jest tych grup?
                                      Znaczy sa wierzacy (tu mamy rozne odłamy i sekty),
                                      mamy ateistów... ale sa tacy ludzie,
                                      ktorzy nie sa ateistami, ani nie sa wierzacy...
                                      czy moze osoba niewierzaca z definicji jest ateista?

                                      Ja na ten przykład siebie plasuje jako wierzacego nie praktykujacego!
                                      Raczej nie uznałbym siebie za ateiste...
                                      bo deklaruje sie na wierzacego,
                                      ale przeciez nie praktykuje w kosciele!

                                      Tak wiec nie podlegam w zasadzie złu,
                                      które ten pan wypomina kosciolowi,
                                      bo nie maja na mnie wplywu ksieza...
                                      ale nie jestem raczej ateista...

                                      Mozna powiedziec, ze czerpie samo dobro z wiary!
                                      Bo wierze, ale nie dotyka mnie zlo kleryków...
                                      ;))))

                                      A wszyscy oni walcza o moja dusze lub dobro moje...
                                      a moze im chodzi o dobra moje?
                                      • gradus2004 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 14:33
                                        andreas.007 napisał:

                                        > Mozna powiedziec, ze czerpie samo dobro z wiary!
                                        > Bo wierze, ale nie dotyka mnie zlo kleryków...
                                        > ;))))
                                        >
                                        > A wszyscy oni walcza o moja dusze lub dobro moje...
                                        > a moze im chodzi o dobra moje?
                                        >

                                        no w sumie wybrales prawie idealnie... ale najbardziej optymalnie jest nawrocic
                                        sie na lozu smierci :)))

                                        Ja to nie wiem... jako dziecko wierzylem... potem znowu nie... a potem to sie
                                        zaczalem zastanawiac i teraz to juz nie wiem :). Mysle, ze im czlowiek wiecej
                                        sie zastanawia tym bardziej widzi jak malo wie i jak malo rozumie... Poza tym
                                        nikt jeszcze nie udowodnil, ze Boga nie ma...
                                        • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 14:38
                                          ale tez nikt, ze Bóg ... jest czy był!
                                          • gradus2004 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 14:41
                                            andreas.007 napisał:

                                            > ale tez nikt, ze Bóg ... jest czy był!
                                            >

                                            wlasnie dlatego sie WIERZY badz NIE WIERZY :)
                                            • absztyfikant Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 14:51
                                              To ciekawe.

                                              Narkoman, ktory identyfikuje sie przez swoj nalog moglby dojsc do wniosku, ze ci
                                              ktorzy nie podzielaja jego "pasji" to "niecpajacy". A przeciez "niecpajacy" sa
                                              tacy, smacy i owacy i osoba, ktora nie bierze narkotykow i dla ktorej narkotyki
                                              nie sa zadnym odniesieniem w zyciu nigdy nie bedzie spogladac na siebie przez
                                              pryzmat tego, ze narkotykow nie bierze.

                                              Celowo wybralem takie ostre porownanie by pokazac, ze to jest duzo bardziej
                                              zlozone;) Ja wierze np. w to, ze kuchnia srodziemnomorska jest najlepsza na
                                              swiecie, choc nie mam zapewne pojecia o potedze smaku wielu afrykanskich czy
                                              azjatyckich szkol gotowania. I to jest moja wiara;) Niegrozna, nieprawdaz?:)
                                              • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 14:59
                                                pamietaj jednak, ze narkotyki acz dostarczaja zapewne
                                                niesamowitych przezyc emocjonalnych,
                                                to jednak degraduja organizm, a wiec KONKRETNIE szkodza!

                                                Tak wiec protest "niecpajacych", by "cpajacy" nie cpali
                                                jest jakoby w interesie ich zdrowia, ale takze i bardziej
                                                w interesie niecpajacych, bo przeciez cpajacy raczej nie pracuja,
                                                a choruja i trzeba sie nimi zajmowac...

                                                Porównanie moze troche nie jest wiec adekwatne!

                                                Rozumiem Twoje przesłanie,
                                                ze najedzony nie zrozumie głodnego...
                                                ze niecpajacy nie zrozumie cpajacego,
                                                ze niewierzacy nie zrozumie wierzacego...

                                                pójde dalej
                                                CZŁOWIEK czesto nie rozumie drugiego CZŁOWIEKA!
                                                • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 15:05
                                                  Zgadzam sie z Toba Absztyf, ze kazdy z nas ma swoje wiary
                                                  małe czy duze, ale swoje rzeczy w ktore wierzy!

                                                  Moze to byc kuchnia, moze byc co innego
                                                  wierzymy w cos bez mozliwosci nawet sprawdzenia wszystkiego,
                                                  ba bez mozliwosci realnej weryfikacji naszej wiary!

                                                  Gradus ma racje na tym polega wiara, ze wierzymy!

                                                  Tak samo nie mamy mozliwosci za zycvia doczesnego
                                                  weryfikacji istnienia Boga, a wiec pozostaje nam wiara lub nie!

                                                  Ale czy mozemy odmawiac wiary innym, skoro wierza?
                                                  Bo jak nie wierza, to Bóg z nimi...
                                            • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 14:51
                                              noooo i nie ma w zasadzie drugiej takiej rzeczy,
                                              która by tak bardzo antagonizowała ludzi!

                                              No, moze jeszcze kobiety-mężczyzni... ;))

                                              Zauwaz jednak, ze w rzeczy uczone nas w szkołach - wierzymy!
                                              Przeciez nikt z nas nie sprawdza te rózne wiedze podawana nam,
                                              wierzymy, ze tak jest.... jak prawia nauczyciele!

                                              Nie podwazamy, nie namawiamy do watpliwosci,
                                              ale wrecz przeciwnie nakazujemy naszym dzieciom sie uczyc,
                                              czyli wierzyc jeszcze bardziej w nauke...
                                              ;))
                                              • gradus2004 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 15:01
                                                andreas.007 napisał:

                                                > noooo i nie ma w zasadzie drugiej takiej rzeczy,
                                                > która by tak bardzo antagonizowała ludzi!
                                                >
                                                > No, moze jeszcze kobiety-mężczyzni... ;))
                                                >
                                                > Zauwaz jednak, ze w rzeczy uczone nas w szkołach - wierzymy!
                                                > Przeciez nikt z nas nie sprawdza te rózne wiedze podawana nam,
                                                > wierzymy, ze tak jest.... jak prawia nauczyciele!
                                                >
                                                > Nie podwazamy, nie namawiamy do watpliwosci,
                                                > ale wrecz przeciwnie nakazujemy naszym dzieciom sie uczyc,
                                                > czyli wierzyc jeszcze bardziej w nauke...
                                                > ;))
                                                >

                                                wlasnie sie dowiedzialem, ze Geremek zginal w wypadku... on pewnie nie wierzyl a
                                                czy pojdzie do nieba??

                                                W zasadzie to nie byl z mojej bajki (a wrecz przeciwnie) ale jakos tak dziwnie
                                                sie zrobilo...
                                                • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 15:18
                                                  byc moze wierzaca była osoba, która go kochała,
                                                  a wtedy pójdzie do nieba - taka opcja tez jest!

                                                  Rzeczywiscie smierc wywołuje takie jakies odczucia,
                                                  szczególnie gdy dotyczy osób nam bliskich lub jak prof. Geremka,
                                                  które wydaja sie, ze wiecznie beda!

                                                  To nas zmusza do zastanowienia sie nad ulotnoscia zycia,
                                                  nad sensem pewnych dzialan, nad nami samymi zyjacymi jeszcze!
                                                  • gradus2004 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 15:23
                                                    andreas.007 napisał:

                                                    > byc moze wierzaca była osoba, która go kochała,
                                                    > a wtedy pójdzie do nieba - taka opcja tez jest!
                                                    >
                                                    > Rzeczywiscie smierc wywołuje takie jakies odczucia,
                                                    > szczególnie gdy dotyczy osób nam bliskich lub jak prof. Geremka,
                                                    > które wydaja sie, ze wiecznie beda!

                                                    podobnie bylo z JPII tylko w innej skali bo Geremek jednak naprawde nie byl kims
                                                    kogo moglbym lubic.

                                                    >
                                                    > To nas zmusza do zastanowienia sie nad ulotnoscia zycia,
                                                    > nad sensem pewnych dzialan, nad nami samymi zyjacymi jeszcze!

                                                    no wlasnie... wystarczy chwila nieuwagi... albo zbyt duze zmeczenie. Tak sie
                                                    zastanawiam, ze czasem jezdze ostatkiem sily, ze mi sie az oczy zamykaja... a
                                                    przeciez mozna jeszcze komus krzywde zrobic...
                                                  • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 15:30
                                                    bo WIERZYMY, ze nam nic złego nie przytrafi!
                                                    NIE WIERZYMY, ze wypadki i smierc takze dotycza nas!
                                                  • gradus2004 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 15:37
                                                    andreas.007 napisał:

                                                    > bo WIERZYMY, ze nam nic złego nie przytrafi!
                                                    > NIE WIERZYMY, ze wypadki i smierc takze dotycza nas!
                                                    >

                                                    no wlasnie nie do konca... ja sie najezdzilem po autostradach i widzialem skutki
                                                    roznych wypadkow. Widzialem tez wypadek na zywo i nawet troche pomagalem
                                                    wyciagac ludzi...
                                                    Ostatnio widzialem skutki wypadku motocykla z 2 samochodami... autostrada
                                                    calkowicie zablokowana, na drodze leza 2 ciala (motocykl byl z boczna doczepka)
                                                    przykryte workami a do tego na drodze jeszcze flaki i pelno krwi. Cos
                                                    niesamowitego. Az kolezance niedobrze sie zrobilo. To wszystko sie pamieta i
                                                    jednak troche wolniej jezdze niz kiedys. Ale czasem czlowiek jest niesamowicie
                                                    zmeczony a chce dojechac juz na miejsce... a lepiej by bylo zrobic pol godziny
                                                    przerwy...
                                                  • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 16:00
                                                    tez bywało prowadziłem z zamykajacymi sie oczami wracajac,
                                                    ale zapewne Ty i ja nie wierzylismy, mimo swiadomosci zagrozenia
                                                    albo raczej WIERZYLISMY, ze nam sie nic nie stanie!

                                                    Czymze wiec jest ta wiara?

                                                    Jakims zaufaniem w cos co nie da sie jednoznacznie stwierdzic!

                                                    Aczkolwiek cała nauka ludzka jest poniekad taka wiara,
                                                    ze te podstawy tejze sa słuszne!

                                                    Człowiek stara sie opisac cos co widzi, otacza go, wplywa na nas,
                                                    jak ubierze to w jakies cyferki, stworzy wzór, algorytm,
                                                    to jest nauka!
                                                    Jak mu sie jednak nie uda sformalizowac, ale stara sie jednak opisac,
                                                    to jest to wiara!

                                                    Prawdopodobienstwo wypadku Twojego było duze,
                                                    miałes swiadomosc zagrozenia,
                                                    ale Ty wolałes wierzyc, ze nic sie nie stanie!
            • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 02:51
              to troche tak, jak bysmy byli w tunelu i mamy trzy drogi...
              Nie wiem która iśc i nie mam podstaw zadnych do wyboru,
              to jest mi obojetne, ktora pójda inni...

              Ale gdybym wiedzial, ze nalezy wybrac droge biała,
              to bym staral sie innych przekonac,
              ze ta droga wywiedzie z tunelu...
              • absztyfikant Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 02:52
                A moze wcale nie ma zadnego tunelu;)
                • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 02:58
                  byc moze tunelu nie ma, ale gdybym ja mial przekonanie
                  na podstawie jakis przeslanek, ze tunel jest i ze ta droga,
                  to na pewno podzielilbym sie z Toba ta informacja
                  starajac sie przekonac do mojej wersji rzeczywistosci...

                  Natomiast, gdybym byl przekonany ze tunelu nie ma,
                  to nie przekonywałbym Ciebie do wyjscia z tunelu...
                  tylko zaprosił do smazalni na turbota i piwo!
    • Gość: belzebub Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.chello.pl 13.07.08, 13:14
      Ale grafomania. Weź się chłopie do roboty, a nie dyrdymały jakieś wypisujesz.
      Pewnie jesteś na rencie i masz za dużo czasu. Ja pierdzielę. Co za typ.
      • Gość: selawi Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.xdsl.centertel.pl 13.07.08, 13:26
        ojej, to proste, ja nie wierzę, ale prawo w moim państwie
        skonstruowane jest pod tych, co wierzą. Ludzie protestują, bo nie
        chcą, żeby sie ta zaraza roznosiła po świecie i miała wpływ na
        niewierzących. A poza tym, społeczność złożona z niewierzących jest
        weselsza i mniej się przypieprza do rzeczy, których nie rozumie albo
        nie potrzebuje.
        • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 13.07.08, 13:33
          Selawi, prawo to chyba nie jest tak skonstruowane,
          tym bardziej, ze mamy prawo jedynie po liftingu po komunie!
          Rozumiem, ze mozesz wiare utozsamiac z zaraza,
          ale w czym Tobie przeszkadza, ze sasiad wierzy?

          Co do wesolosci, to mam watpliwosci,
          a najlepiej widac po tym protescie przeciw wierze,
          ze jednak nie rozumieja i nie potrzebuja wiary,
          ale sie przypieprzaja do wierzacych!
          Tak wiec w tym wypadku raczej odwrotnie...
          ;))
          • Gość: mika Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.07.08, 11:17
            ręce opadają andreas jak się to czyta......... to co tu wypisujesz
            to powoduje że "wiara sąsiada" przeszkadza :P za kogo Ty się
            uważasz? za mesjasza? nie dociera do Ciebie że każdy , rozumiesz
            Każdy ma prawo do wyrażanaia poglądów: skoro katolicy, protestanci,
            prawosławni itd. maja swoje święta religijne wpisane w kalendarz i
            mogą w ten sposób wyrażać swą wiarę to na prawie równowagi daj
            możliwość innym wyrażania poglądu że Boga nie ma. To się nazywa
            tolerancja. Skoro ja toleruję kogoś takiego jak Ty ( w sensie
            wciskania że że niewierzący nie mogą głosić publicznie swych
            poglądów) to Ty zaakceptuj fakt że są ludzie inaczej myślący i mają
            do tego prawo.
            • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 14.07.08, 11:24
              Rece opadaja, ze czlowiek pisze, a ktos nie rozumie...

              Kobieto puchu marny czy ja komus odbieram prawo do czegokolwiek,
              pokza mi w ktorym miejscu!!!!

              Kazdy ma prawo wierzyc czy nie wierzyc,
              kazdy ma prawo wyrazac swoja opinie jaka chce -
              nawet negatywna wobec pana Geremka!

              Natomiast kazdy ma prawo takze wyrazic watpliowsc swoja co do sensu
              pewnych wypowiedzi chocby o panu Geremku czy ze "Boga nie ma"!

              Rozumiesz czy raczej nie rozumiesz,
              ale masz prawo nie zrozumiec!
              • Gość: mika Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.07.08, 11:27
                widzę koleś że jesteś z tych co to żyją w założeniu: Rację mam tylko
                Ja!!!
                • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 14.07.08, 11:37
                  Nie gosciówo - TY TEZ MASZ RACJE!

                  Dlatego wlasnie nie napisze, ze NIE MASZ RACJI!

                  Bo racja, jest jak wiara - umowna!
                  • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 14.07.08, 11:41
                    Racje masz, bo tak odczytałas mój tekst i tak zrozumiałas,
                    moge tylko próbowac przekazac Tobie,
                    ze nie tak chcialem bys zrozumiala!

                    Ale jezeli tak zrozumiałas, to znaczy, ze MASZ RACJE,
                    bo tak to widzisz, a chyba nie watpisz sama w to co rozumiesz?
                    Zakladam, bowiem, ze nie oklamujesz, ze tak rozumiesz!

                    Ja tez mam racje, bo ja chciałem o czym innym...
                    ;))
                    • Gość: mika Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.07.08, 11:45
                      andreas.007 napisał:

                      > Racje masz, bo tak odczytałas mój tekst i tak zrozumiałas,
                      > moge tylko próbowac przekazac Tobie,
                      > ze nie tak chcialem bys zrozumiala!
                      >
                      > Ale jezeli tak zrozumiałas, to znaczy, ze MASZ RACJE,
                      > bo tak to widzisz, a chyba nie watpisz sama w to co rozumiesz?
                      > Zakladam, bowiem, ze nie oklamujesz, ze tak rozumiesz!
                      >
                      > Ja tez mam racje, bo ja chciałem o czym innym...
                      > ;))
                      >

                      No jestem pod wrażeniem jaka z Ciebie ugodowa jednostka :)

                      ( nie zrozum mnie źle...... naprawdę jestem pod wrażeniem )
                      • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 14.07.08, 12:03
                        ja jestem prosty chłopak,
                        prostszy niz budowa cepa... ;))
              • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 14.07.08, 11:27
                Powiem wiecej widze, ze nikomu nic nie zabraniam,
                w ogóle nie rozumiesz, ale masz prawo sie wypowiadac na ten temat!
                Ale ja mam prawo sie zastanowic - dlaczego nie rozumiejac
                chce sie Tobie wypowiadac, ale nie zakazuje!
      • andreas.007 dobra rada dla Belzebuba 13.07.08, 13:39
        Gość portalu: belzebub napisał(a):

        > Ale grafomania. Weź się chłopie do roboty, a nie dyrdymały jakieś
        wypisujesz.
        > Pewnie jesteś na rencie i masz za dużo czasu. Ja pierdzielę. Co za
        typ.
        ==========================

        Tak sie składa, ze mamy weekend, a wiec chyba dni wolne od roboty,
        a wiec nie musze byc na rencie, zeby nie miec nic do roboty!

        Rzeczywiscie mam za duzo czasu, ale Ty chyba tez
        skoro czytasz takie dyrdymały - wez sobie chłopie poczytaj
        o PO, PiS, SLD, Głebokiem czy samopodpaleniu....,
        a nie czytaj tej grafomanii - dobrze Tobie radze!
        ;))
    • Gość: DamaKier Myślę, że źle przeprowadziłeś podział - IP: *.xdsl.centertel.pl 13.07.08, 15:35
      podzieliłeś ludzi na wierzących i niewierzących, a podział jest taki:
      ludzie, którzy chcą wszystkich sobie podporządkować i przerobić na
      własne kopyto i ludzie, którzy chcą żyć po swojemu i pozwolić na to
      innym. Wiara jest tu na drugim planie.
      A poza tym, kiedy są wakacje dobrze jest gdzieś pojechać w koszulce
      z jakimś napisem...
      • andreas.007 Re: Myślę, że źle przeprowadziłeś podział - 13.07.08, 15:50
        tak, masz racje podziały mozna by przeprowadzac
        według innych kryteriów - ale mi nie chodziło o podział!

        Nie rozumiałem podstaw do działania nie wierzacych,
        którym zalezy, by wierzacy przestali wierzyc!

        Natomiast wydaje mi sie, ze w kazdy czlowieku drzemie taka chec
        podporzadkowywania sobie innych - mniej czy bardziej drzemie!
        Czasami wyzwala sie ku zdziwieniu otoczenia,
        a przy glebszej analizie nawet nas samych,
        jezeli jestesmy zdolni do takiej samoanalizy!

        Nie ukrywam, ze sam ja nie lubie podporzadkowywac sobie innych
        z uwagi na niechec brania odpowiedzialnosci za ich niepowodzenia,
        ale takze samo dostrzegam mimo to takie zakusy z mojej strony...
        a wiec do podporzadkowywania sobie innych, ale w trybie raczej
        nie zmuszania, lecz własnej ich decyzji!

        Ale co mozemy z tym zrobic?
        Jak mamy tego swiadomosc mozemy jedynie
        w wiekszym lub mniejszym stopniu kontrolowac to,
        a jak nie mamy, to stajemy sie...
        w najgorszym przypadku Hitlerem, a w najlepszym tyranem domowym!
        • Gość: mariner Re: Myślę, że źle przeprowadziłeś podział - IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.08, 17:30
          Oj andreas jak prawo jest skonstruowane ? Podobno jestesmy panstwem
          neutralnym swiatopogladowo a o religii( jedynej slusznej) w szkolach
          slyszales ? o kapelanach w kazdej instyttucji ? o aborcji ?
          lista bedzie dluga.Malo tego to dotyczy praktycznie kazdego panstwa
          z jakas dominujaca religia, moze byc katolicyzm a moze byc islam itp
          Jesli ktos wierzac ma prawo mnie "nawracac" to dlaczego ja jako
          ateista nie mam prawa go przekonywac ze boga nie ma ? Australia
          jest na szczescie demokratycznym panstwem, u nas zaraz bylby krzyk
          o obraze wartosci oczywiscie tych najwazniejszych.
          • Gość: andreas Re: Myślę, że źle przeprowadziłeś podział - IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.07.08, 17:47
            alez ja nie obieram nikomu PRAWA do nawracania (?) wierzacych!

            Natomiast aborcja - ma wymiar nie tyle religijny,
            ale dla mnie bardziej moralny!

            Co do szkól i nauczania, to wprawdzie wybór jest niewielki,
            ale jest, a prawo nie mowi chyba (bo nie wiem dokladnie)
            o konkretnej religii!

            Powiem Tobie, ze dzieciaki chodzace do szkoly salezjanów
            nie musza uczestniczyc we mszach... a na czas rekolekcji
            moga wrecz traktowac to jak wolne!

            Co do akcji takich jak w Australii "Boga nie ma" -
            byc moze masz racje, byłby w Polsce od razu szum,
            ale to nie jest kwestia prawa,
            bo tam w Australii tez ta dziewczyna skarzyła sie,
            ze nie moze zbytnio dzialac jak by chciala w tym temacie,
            bo groza jej kary pieniezne, a wiec tez ichniejsze prawo
            chroni prawo do wyznania!

            To tak jest, ze w Europie mozemy tylko spokojnie
            obrazac wyznawców Islamu, a w karajch islamskich
            zapewne tylko katolicyzm nie jest chroniony prawnie!

            Ja nie zbraniam, ale mnie zastanawia tylko,
            ta energia i chec niewierzacych do przekonywania do niewierzenia!

            Rozumiesz - tylko to!



            • Gość: selawi Re: Myślę, że źle przeprowadziłeś podział - IP: *.xdsl.centertel.pl 13.07.08, 18:36
              Co do szkól i nauczania, to wprawdzie wybór jest niewielki,
              ale jest, a prawo nie mowi chyba (bo nie wiem dokladnie)
              o konkretnej religii!


              Andreas, na jakim świecie ty żyjesz....
              • andreas.007 Re: Myślę, że źle przeprowadziłeś podział - 13.07.08, 22:50
                Mozesz przytoczyc konkretny przepis Selawi,
                zebysmy o konkretach rozmawiali - choc to nie jest temat watku!
            • Gość: mariner Re: Myślę, że źle przeprowadziłeś podział - IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.08, 20:52
              Anderas, glupa palisz czy prowokujesz ? Troche sie po swiecie
              wloczylem, troche w zyciu widzialem i powiem ze mnie osobiscie wcale
              nie dziwi sytuacja z australii jaka opisales.Kazda akcja rodzi
              reakcje a tam ludzie moga sobie na to pozwolic u nas niekoniecznie.
              Dla Ciebie aborcja to problem moralny, dla katolikow-religijny
              i wlasnie owi fasadowi katolicy sa najglosniejsi w gloszeniu
              wlasnych pogladow, oni forsuja prawa zgodne z wlasna ideologia ktore
              obowiazuja nie tylko katolikow.Ja katolikow ani Ciebie do aborcji
              nie namawiam, niech kazdy rozstrzyga to w zgodzie z wlasnym
              sumieniem i swiatopogladem ale wingerencje w moje wlasne nikomu nie
              pozwole.Ciesze sie ze z moich podatkow postawiono iglice na
              zabytkowej katedrze ale grosza bym nie dal na Swiatynie Opacznosci
              Bozej.
              Ja zadnej religii nie jestem przeciwny jesli ona nie wpycha sie na
              sile do mojego zycia ale nie sadze zebym dozyl takich czasow.
              Porownaj sobie chocby wiadomosci w naszej TV i zachodnich stacji.
              Nawet teraz w naszej na porzadku dziennym sa informacje z Watykanu,
              we swiatowych tylko wtedy gdy jest afera jak z Ambrosio Vaticano (:(:
              Piszesz o religii w szkolach.Mnie nie przeszkadzalo chodzenie po
              szkole do sali przy kosciela na ul.Krolowej Korony.Moim ,doroslym
              juz dzieciom 'Laga" Stelmachowski wprowadzil religie do szkol i
              trzeba bylo cywilnej odwagi zeby bedac dzieckiem na te reeligie nie
              chodzic.Miala byc na pierwszej lub ostatniej godzinie, pokaz gdzie
              to sie praktykuje.Ja mam doswiadczenie wrecz przeciwne.Na dodatek
              probowano odemnie wymusic oswiadczenie ze dziecko nie bedzie na te
              nieobowiazkowa religie chodzic.A co ze stopniem na swiadectwie ?
              I Ty sie dziwisz ze sa tacy ktorym sie to nie podoba , bo ja nie.
              Zapytaj wojskowych ktorzy swoje gwiazdki w pocie pracuja czy im
              sie podobaja blyskawiczne awanse kapelanow.A taki kapelan w szpitalu
              bioracy pensje specjalisty II stopnia ?
              • andreas.007 Re: Myślę, że źle przeprowadziłeś podział - 13.07.08, 22:19
                zebysmy sie dobrze zrozumieli...

                Jezeli kardiochirurg bierze łapówki czy kopie podwładnych,
                to nie znaczy, ze kardiochirurgia jest szkodliwa...

                Jak policjant bierze łapówki,
                nie znaczy, ze policja...

                Ja mam inne doswiadczenia i to w szkole katolickiej,
                a wierz mi dotycza nie tylko jednego dziecka, ale kilkoro!

                Natomiast co do ustanawiania prawa, choc to nie temat watku,
                to prosze ja Ciebie, zazwyczaj tak jest, ze ktos ustanawia
                nie pytajac mnie czy Ciebie o zdanie, a ja bym to zrobił inaczej!
                Nie bede podawał przykładów... bo jest ich mnóstwo!

                Poczawszy z kodeksu drogowego, poprzez podatki, ordynacje wyborcza,
                role partyjniactw w zyciu kraju, a skonczywszy na karnym!
                Ładuja sie w moje zycie i moje sprawy z butami!
                Chcesz o tym pogadac?

                Pamietaj jeszcze o jednym - kosciól jako instytucja,
                odgrywa wazna role w zyciu wielu panstw - ma wazny głos,
                juz nie mowiac, ze jest powaznym
                inwestorem i włascicielem nieruchomosci!
                Nie dziwi mnie wiec obecnośc w mediach....

                Ale ja tu nie o instytucji koscioła i roli w biznesie czy polityce...
                bo jak pamietam ten sam kosciół za komuny spełnił słuszna zapewne
                wedle Ciebie role w Polsce... a to był ten sam kosciół!
                • andreas.007 Re: Myślę, że źle przeprowadziłeś podział - 14.07.08, 00:28
                  Moze dodam, ze rozdawanie prezerwatyw,
                  czy moze nawet akcja proaborcyjna - to rozumiem,
                  ale napis na T-shircie "Boga nie ma"...

                  Nie ma nic do tego co piszecie o szkolach!

                  Mozna sie sprzeciwiac tak wielkiemu wplywowi kosciola na szkole,
                  a nawet na polityke czy co tam kto chce,
                  mozna wykrzykiwac o ksiedzach pedofilach...
                  ale napisy, ze "Boga nie ma" - to mnie tak zastanowiło!
                  • Gość: mariner Re: Myślę, że źle przeprowadziłeś podział - IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.08, 07:48
                    Alez Andreasie nie chcesz zrozumiec ze to normalna reakcja sprzeciwu?
                    Jesli wokol usiluja Ci wmowic ze cos istnieje a namacalnych dowodow
                    nie ma ( jest wiara) to reakcja normalna jest sprzeciw.Dla mnie
                    to oczywiste.W filozoficzno -teologiczne dyskusje nie bede sie
                    wdawal bo po prostu nie jestem do tego przygotowany i zglebiac
                    malo naukowego zagadnienia mi sie po prostu nie chce( techniczny
                    jestem) wystarczy mi to co obserwuje wokol.
                    Moze do konca nie najtrafniejsza analogia ale wczoraj na Walach
                    Chrobrego zauwazylem kostke z banerem " jestem przeciw banerom"
                    Ja sie z tym solidaryzuje (:(:
                    • andreas.007 Napoleona nie było! 14.07.08, 11:11
                      A jak sie ustosunkujesz do takiego stwierdzenia
                      NAPOLEONA NIE BYŁO!

                      WIERZYSZ w te rózne opisy historyczne i relacje,
                      ze Napoleon był, a jeszcze do tego
                      kilka listów na raz potrafil dyktowac,
                      a wzrostu takiego małego...

                      Czy wobec tego historia, to nauka czy fiction rozprawa,
                      bo musimy wierzyc w jakies zapisy ludzi i opowiadania
                      nie da sie tego dotknac jakos technicznie...?

                      Wiele zagadnien technicznych okreslanych przez Ciebie jako naukowe
                      opiera sie na tym, ze musisz uwierzyc, ze tak jest!

                      Ale ja nie o tym, w zwiazku z tym, ze tak trudno okreslic,
                      sprawdzic nam czy Napoleon był pozostaje nam wieerzyc
                      w prawdziwośc zapisów róznych...

                      Niektórzy watpia, ze był Hitler i nazisci...
                      jak zapewne wiesz!

                      Jeszcze raz - jestesm w stanie zrozumiec akcje proaborcyjna,
                      jestem w stanie zrozumiec rozdawanie prezerwatyw,
                      przyłaczam sie do oburzenia i wymagan kar dla ksiezy pedofili,
                      ale nie odwazyłbym sie stwierdzic "Boga nie ma"...

                      Oczywiscie moze to byc próba zwrócenia uwagi na siebie,
                      jakis taki akt bardziej artystyczny, ale wiem, ze wielu
                      chocby z linkow Absztyfa, gdzie gosciu próbuje na powaznie
                      przez zachowanie sie ksiezy czy nawet koscioła udowodnic,
                      ze "Boga nie ma"... to jest dla mnie bzdura!

                      A co do nauki, to wielu rzeczy nie potrafi nauka wytłumaczyc,
                      co nie znaczy, ze to sa cuda przeciez, a moze...
                      jak nauka nie potrafi wytłumaczyc, to to sa cuda?
                      W takiej na ten przykład medycynie...

                      Jezdziłem takim amerykanski Gingerem zwanym teraz Segway,
                      taka dwukólka, która stoi w pionie, to tez zakrawa na cud!
                      www.segway.com.pl/
                      • Gość: alex Re: Napoleona nie było! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.07.08, 11:25
                        a Boga widziałeś? ......... tak samo głupie pytanie jak o
                        Napoleona............ wyluzuj chłopie i zrozum - albo zabraniamy
                        wszystkim wyrażać poglądy albo pozwalamy wszytkim mówić jakie jest
                        ich zapatrywanie w tym temacie!!!!!!!!! I to jest sprawiedliwe!!!!!
                        • andreas.007 Re: Napoleona nie było! 14.07.08, 11:34
                          a wiec tak samo moge watpic w istnienie Napoleona czy Hitlera,
                          jak i w istnienie Boga!

                          Dlaczego wierzymy w prawde akt IPN sporzadzonych przez ludzi,
                          a nie wierzymy w historyczne zapisy ludzi,
                          którzy widzieli cuda... ??

                          Podwazmy wiec WSZYSTKO!

                          Powiedzmy dzieciom, zeby pani od historii powiedzialy,
                          ze to wszystko tylko rozwazania na poly fiction,
                          bo tego NIE BYŁO!

                          Juz nie mowie o synnym zapisie Einsteina,
                          jakas bzdura ten zapis... bo kto to sprawdzi?
                          E=mc2

                          Powiedzmy pani od fizyki zeby uczyła tego,
                          co mozna sprawdzic na lekcji!

                          Chyba ze wierzymy w to co ktos madry napisał,
                          a wtedy idziemy dalej...

                          Ktos moze wierzyc, a ktos moze nie wierzyc!
                          • Gość: alex Re: Napoleona nie było! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.07.08, 11:39
                            popadasz w skrajności kolego andreas :)... rozumiem Twoje prawo
                            do "dziwowania się" faktowi że ktoś twierdzi że Boga nie ma! I w
                            pełni je akceptuję. Natomiast cholernie mnie irytuje sposób w jaki
                            agitujesz za swoimi racjami.
                            • andreas.007 Re: Napoleona nie było! 14.07.08, 11:44
                              alez ja w zaden sposób nie chcialem agitowac,
                              ja próbuje jedynie z Wasza pomoca takze i sobie wyjasnic,
                              ale by było rzetelnie przeciwstawiam teza tezy moje,
                              a ze rozmowa jest bardziej filozoficzna,
                              stad tak wielkie niezrozumienie!

                              Ja nie chcialem rozmawiac o roli koscioła
                              w zyciu wspolczesnego Polaka...
                              • Gość: alex Re: Napoleona nie było! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.07.08, 11:49
                                a gdzie ja mój drogi kolego napisałam o roli kościoła w Polsce?????
                                mnie zadziwia fakt że z takim żarem bronisz prawa wierzących do
                                epatowania swą wiarą a odbierasz niewierzącym prawa do koszulki z
                                napisem: Boga nie ma..... Wszak to ich wybór i ich "ewntualny" pobyt
                                w czyśćcu.....
                                • andreas.007 Re: Napoleona nie było! 14.07.08, 12:01
                                  rzeczywiscie przepraszam, ale utozsamiłem Ciebie z cala grupa,
                                  która wczesniej, jakodowód wypominała role koscioła...przepraszam.

                                  Tak masz racje bede bronił prawa kazdego,
                                  natomiast NIKOMU NIE ODBIERAM PRAWA DO NICZEGO!
                                  Nie odbieram prawa - powtarzam po raz setny,
                                  NIKOMU DO STWIERDZENIA, ZE BOGA NIE MA!

                                  Natomiast wyrazam swoja wapliwosc do podstaw takiego stwierdzenia
                                  do czego MAM PRAWO, bo chyba mi nie odbierasz tego prawa!

                                  Ale moze juz nie dyskutujmy o tym, jak ja moderuje dyskusje,
                                  ale sprobujmy wrócic do tematu... czyli moich watpliwosci
                                  do zasadnosci stwierdzenia, ze BOGA NIE MA!
                                  • Gość: alex Re: Napoleona nie było! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.07.08, 12:19
                                    niestety kolego andreas..... nie mam na tym swiecie nikogo kto
                                    podejmie się takiej polemiki..... największe tuzy swiata naukowego i
                                    teologowie połamali na tym zęby ( sic! )... z jednej strony masz
                                    wszelkiej maści "cuda i objawienia" zaś z drugiej strony
                                    australopiteki i dinozaury
                                    • andreas.007 Re: Napoleona nie było! 14.07.08, 12:34
                                      o przepraszam, mnie do dinozaurów nie mieszaj!

                                      A słyszałas o teori Deninkena, ze to przybysze z kosmosu
                                      mieli problemy technicznie, wladowali tu i... sie zaczęło!
                                      Co nie przeszkadza kombinowac skad sie oni wzieli!

                                      Bo to ze mniej wiecej w jednym czasie wiele ludzi na swiecie,
                                      a nie było wtedy internetu - podobnie interpretowali
                                      pewne rzeczy na Ziemi i opisywali -
                                      juz nie mowiac o podobnych wzorcach!

                                      Oczywiscie nie jestem w stanie wykazac, ze Bóg jest czy był,
                                      tak samo jak nie wykaze czy był Napoleon!
                                      Bo w obu przypadkach moge sie odwolac do historycznych zapisów,
                                      a jak podwazamy jedne, to chyba i drugie tez...
                                      • Gość: alex Re: Napoleona nie było! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.07.08, 13:19
                                        1.dinozaury zostały przywołane jako przeciwwaga dla cudów
                                        2.odnośnie Pana Denikena..... hmmmmmm.... prywatnie (po przeczytaniu
                                        z wielkimi oporami i w strasznych mękach jego kilku książek) uważam
                                        Go za nieszkodliwego "wariata". Tylko że Denikena traktować raczej
                                        należy jako kolesia z koszulką: Boga nie ma.
                                        a'propos rewelacji Pana D.: to zawsze w którymś momencie okazuje sie
                                        że te teorie mają jakiś słaby punkt.
                                        3.nie mam nic przeciwko kosmitom itp. istotom z jakiegokolwiek kosmo-
                                        świata czy wymiaru

                                        jedno jest pewne. nie ustaliliśmy czy Bóg jest czy Go nie ma. Żadne
                                        z nas nie ma "niezbitego" dowodu na poparcie swej tezy :)
                                        • andreas.007 Re: Napoleona nie było! 14.07.08, 14:41
                                          alez ja nie starałem sie nawet udowodnic ani przekonac kogokolwiek,
                                          ze Bóg jest czy był - nie o tym chciałem!

                                          Ale w kontekscie tego co "ustalilismy" jak stwierdzilas,
                                          to twierdzenie, ze Boga nie ma - wydaje sie potwierdzasz,
                                          jest tez nie do wykazania...

                                          A trudno jest komus udowodnic, ze to w co wierzy inny,
                                          podkreslam wierzy, nie jest prawda lub jest!

                                          Tak jak trudno byloby mi wykazac, ze E=mc2...
                                          ale wierze, ze to prawdziwe jest!

                                          Ale potraktowanie takiego napisu - Boga nie ma,
                                          w charakterze prowokacji - ma juz swój sens!

                                          cnd
                                          • Gość: alex Re: Napoleona nie było! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.07.08, 16:10
                                            andreas.007 napisał:

                                            > alez ja nie starałem sie nawet udowodnic ani przekonac kogokolwiek,
                                            > ze Bóg jest czy był - nie o tym chciałem!
                                            >
                                            > Ale w kontekscie tego co "ustalilismy" jak stwierdzilas,
                                            > to twierdzenie, ze Boga nie ma - wydaje sie potwierdzasz,
                                            > jest tez nie do wykazania...
                                            >
                                            > A trudno jest komus udowodnic, ze to w co wierzy inny,
                                            > podkreslam wierzy, nie jest prawda lub jest!
                                            >
                                            > Tak jak trudno byloby mi wykazac, ze E=mc2...
                                            > ale wierze, ze to prawdziwe jest!
                                            >
                                            > Ale potraktowanie takiego napisu - Boga nie ma,
                                            > w charakterze prowokacji - ma juz swój sens!


                                            tylko dlaczego twierdzenie: Boga nie ma, możesz zaakceptować jako
                                            formę prowokacji a obchodzenie święta religijnego (bez względu na
                                            wyznanie) musi( podkreślam MUSI ) być traktowane poważnie?
                                            • andreas.007 Re: Napoleona nie było! 14.07.08, 18:17
                                              to nie chodzi o akceptacje, bo ja wielu rzeczy nie akceptuje,
                                              ale je rozumiem - podkreslam, co nie znaczy, ze sie zgadzam z nimi!

                                              Staram sie zrozumiec postepowanie czy decyzje innych ludzi -
                                              zrozumienie siebie juz dawno uznalem za mission impossible -
                                              bez koniecznosci akceptacji - siebie akceptuje bez zrozumienia!

                                              Obchodzenie swieta religijnego MUSI byc traktowane powaznie
                                              przez osoby wierzace - zupelnie nie rozumiem obchodzenia
                                              Wigilii lub Wielkiejnocy przez osoby niewierzace...
                                              to nawet jest smieszne troche, ale nie zabraniam...

                                              Wyobrazasz sobie rodzine siadajaca do stołu Wigilijnego,
                                              spiewajaca pastorałki, dzielaca sie opłatkiem w T-shirtach...
                                              z napisem "Boga nie ma" - w Polsce to jest mozliwe!
                                              • Gość: alex Re: Napoleona nie było! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 07:28
                                                andreas mnie nie chodzi o to że osoby wierzące muszą traktować
                                                święta religijne poważnie..... ja czepiam się faktu że osoby
                                                niewierzące są zmuszane przy okazji wszelkich świąt religijnych do
                                                trzymania buzi na kłódkę i braku możności wyrażania swych opinii w
                                                stylu: koszulka z napisem - Boga nie ma
                                                • andreas.007 Re: Napoleona nie było! 15.07.08, 11:07
                                                  ale za to osoby niewierzace maja zazwyczaj dzien wolny w takie dni,
                                                  ja w Wigilie spotykam sie z rodzina, przygotowania i takie tam,
                                                  a niewierzacy ma dni wolne - moze sobie wyjechac...
                                                  nie musi przygotowywac calego obrzadku.

                                                  Tak samo na Wielkanoc... kupowanie jajek, przygotowania,
                                                  swiecenie, a przede wszystkim odmawianie sobie przyjemnosci
                                                  na te dni postu... niewierzacy moze sobie uzywac - ma wolne!

                                                  W czym problem, chciałbys jeszcze - mimo dni wolnych -
                                                  popsuc te dni wierzacym wykrzykujac w kosciele, ze Boga nie ma?


                                                  To dotyczy takze takze innych dni religijnych!
                                                  • Gość: alex Re: Napoleona nie było! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 11:20
                                                    andreas a gdzie niby można pojechać jak wszyscy świętują??? a tak
                                                    przy okazji ja w święta spotykam się z rodziną bo to jedyna ku temu
                                                    okazja :)....
                                                    Ale to ja to robię. Chyba jestem jednostka nadtolerancyjna bo
                                                    naprawdę mam w nosie co kto wyznaje. Daje każdemu prawo do
                                                    wygłaszania swych poglądów bez względu czy są na tak czy na nie.

                                                    aaaaaaa i nie chodzę do kościoła więc nie będę krzyczeć :P
                                                  • andreas.007 Re: Napoleona nie było! 15.07.08, 11:24
                                                    wielu wyjezdza na rozne wyspy ciepłe...
                                                    ale jezeli jest to dla Ciebie JEDYNA okazja
                                                    do spotkania sie z bliskimi,
                                                    to chyba nie masz powodu do narzekania, ze sa dni woolne... :))

                                                    Zapewne takze w domu na Wigilii nie wykrzykujesz -
                                                    dzielac sie oplatkiem, bo zapewne dzielisz sie, ze Boga nie ma...
                                                    a i chyba nie zalozyłabys takiego T-shirta na rodzinna Wigilie.
                                                  • Gość: alex Re: Napoleona nie było! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 12:02
                                                    spotykam się z rodziną ale opłatkiem się nie dzielę. i to jest mój
                                                    wybór. i nie na zasadzie : bo boga nie ma, tylko dlatego ze szanuję
                                                    fakt iż dla kogoś opłatek jest czymś szczególnym
                                                  • andreas.007 o to mi własnie chodziło! 15.07.08, 12:08
                                                    o widzisz, to skoro szanujesz uczucia religijne bliskich,
                                                    to czemu tak samo nie postepowac wzgledem nam obcych...

                                                    Rozumiejac - w jakis sposób na ile mozna, bo Absztyf zauwazył,
                                                    ze niewierzacy w zasadzie nie zrozumie wierzacego,
                                                    ale rozumiejac mozna to szanowac i nie chodzic w miejsca spotkan
                                                    osób religijnych z napisem "Boga nie ma!!

                                                    Bo jakaz trzeba miec energie, potrzebe by przyjsc do wierzacych,
                                                    na ich spotkanie, by im demonstrowac napis "Boga nie ma"...
                                                    a moze to brak szacunku, który Ty masz wobec bliskich?
                                                  • Gość: alex Re: o to mi własnie chodziło! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 12:16
                                                    Andi napisałeś:
                                                    Rozumiejac - w jakis sposób na ile mozna, bo Absztyf zauwazył,
                                                    > ze niewierzacy w zasadzie nie zrozumie wierzacego,


                                                    i to prawda...... mnie naprawdę sporo kosztowało wytłumaczenie kilku
                                                    ciociom dlaczego nie będę się dzielić opłatkiem...... wiesz co
                                                    słyszałam: mi nie przeszkadza że ty szanujesz, ty masz się ze mną
                                                    podzielić opłatkiem bo taka jest tradycja!!!!!!!! ZERO ZROZUMIENIA


                                                  • gradus2004 Re: o to mi własnie chodziło! 15.07.08, 12:19
                                                    Gość portalu: alex napisał(a):

                                                    > Andi napisałeś:
                                                    > Rozumiejac - w jakis sposób na ile mozna, bo Absztyf zauwazył,
                                                    > > ze niewierzacy w zasadzie nie zrozumie wierzacego,
                                                    >
                                                    >
                                                    > i to prawda...... mnie naprawdę sporo kosztowało wytłumaczenie kilku
                                                    > ciociom dlaczego nie będę się dzielić opłatkiem...... wiesz co
                                                    > słyszałam: mi nie przeszkadza że ty szanujesz, ty masz się ze mną
                                                    > podzielić opłatkiem bo taka jest tradycja!!!!!!!! ZERO ZROZUMIENIA
                                                    >

                                                    to taki wielki problem, zeby sie podzielic oplatkiem i dla tradycji zlozyc
                                                    zyczenia??
                                                  • andreas.007 Re: o to mi własnie chodziło! 15.07.08, 12:26
                                                    tu Gradusie byłby ostrozniejszy, nie jestem teologiem,
                                                    wiem jedynie, ze bez spowiedzi nie mozna przystapic do komunii,
                                                    dzielenie opłatkiem, cialem Bozym na zasadzie ciasteczka...
                                                    niby to nie przeszkadza, jak i pójscie do komunii po opłatek...
                                                    ale doprawdy nie wiem - choc niby niewierzacemu to nie powinno robic.
                                                  • Gość: alex Re: o to mi własnie chodziło! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 12:26
                                                    wyobraź sobie że dla mnie tak.
                                                    skoro rodzinka wychowała mnie na jednostkę tolerancyjna i szanującą
                                                    poglądy innych no to musi ponieść tego konsekwencje :) ( żarcik )

                                                    a tak na poważnie. skoro mam świadomość czym jest opłatek co
                                                    symbolizuje no to sorry ale nie widzę powodu do tego żebym go w imię
                                                    świętego spokoju kilku ciotek- traktowała jako kawał andruta i ot
                                                    tak sobie zeżarła.
                                                  • Gość: alex Re: o to mi własnie chodziło! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 15:30
                                                    i wiesz co Andreas....... tak sobie myślę że nie możemy porównywać
                                                    mojego szacunku do opłatka a prawa owych 3 panienek do założenia
                                                    koszulek z napisem boga nie ma podczas zlotu chrześcijańskiej
                                                    gawiedzi. to 2 różne sprawy. opłatek dotyczy liturigii a koszulki
                                                    prawa dp głoszenia poglądu
                                                  • andreas.007 Re: o to mi własnie chodziło! 15.07.08, 17:32
                                                    poglady mozna wyrazac w rozny sposob...

                                                    Mozna pojsc na miejsce spotkania wierzacych w takiej koszulce,
                                                    a mozna takze samo probowac wysmiac liturgie...

                                                    Bo gdyby te dziewczyny sobie chodzily w takiej koszulce,
                                                    tak normalnie albo czasami - to rozumiem,
                                                    ale pojscie w czas spotkania sie
                                                    wierzacej mlodziezy z calego swiata na ich spotkanie,
                                                    to tak jak bys poszla do bliskich... w Wigilie.
                                                  • Gość: alex Re: o to mi własnie chodziło! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.08, 10:23
                                                    Andreas..... stosując się do Twojego toku wypowiedziBo gdyby te
                                                    dziewczyny sobie chodzily w takiej koszulce,
                                                    > tak normalnie albo czasami - to rozumiem,
                                                    > ale pojscie w czas spotkania sie
                                                    > wierzacej mlodziezy z calego swiata na ich spotkanie,
                                                    > to tak jak bys poszla do bliskich... w Wigilie.


                                                    no to uważam że powinieneś być równie zniesmaczony w sytuacji kiedy
                                                    to na paradę równości albo na manifie feministek pojawiają
                                                    się "babinki toruniowe"..... wszak to nie ich impreza
                                                  • andreas.007 Re: o to mi własnie chodziło! 17.07.08, 15:27
                                                    alez i jestem, a powiem Tobie nawet,
                                                    ze jak czytam, ze ktos cos kradnie, to ja nie kradne!

                                                    Czyli to, ze "toruniowe babinki" ida na marsz pedałow,
                                                    to nie jest dla mnie zaden argument!
                                                  • Gość: alex Re: o to mi własnie chodziło! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 09:59
                                                    <hihihiih> oki. poddaje się Andreas ;)*
                                                  • andreas.007 Re: o to mi własnie chodziło! 18.07.08, 13:45
                                                    NIE, ja z Toba nie walczyłem, a wiec nie mozesz sie poddac!
                                                    Ja próbowałem z Toba dojśc do jakiejs mysli, konkluzji.
                                                    Moze słusznej w tym wypadku, a moze w toku zapedzenia sie mylnej.
                                                    Wydyskutowalismy RAZEM cos - moze sie z tym zgadzamy, a moze nie...

                                                    Nie poddałas sie.
                                                    Rozmawialismy tylko.
                                                  • Gość: alex Re: o to mi własnie chodziło! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 14:44
                                                    ależ Andi ja z Toba nie walczyłam :) prowadziliśmy sobie sympatyczną
                                                    metafizyczno-etyczno-religijną polemikę ;) i mimo tego że się w
                                                    wielu kwestiach nie zgadzaliśmy doszliśmy do "jakiś tam" wniosków :)
                                                    tylko kapitulację ogłosiłam w związku z odniesionym wrażeniem iż w
                                                    swych argumentach zaczęliśmy kręcić się w kółko i nic nowego nie
                                                    wnosimy do tematu :)*

                                                    ..... ale jestem otwarta na każdą polemikę :D .......na każdy
                                                    temat :D ......hhhmmmmmmmmmmmmm z wyjątkiem fizyki i chemii ;))
                      • Gość: mariner Re: Napoleona nie było! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.08, 19:05

                        Bronisz swojej tezy jak niepodleglosci i Ci sie to chwali ale
                        argumenty masz takie mocno naciagane (:(: Po Napoleonie i Hitlerze
                        zostaly namacalne, latwe do zidentyfikowania szczatki zas po
                        tzw Sw.Trojcy calun- falsyfikat.To ze sa zjawiska ktorych nauka
                        jeszcze nie potrafi wytlumaczyc to dla mnie nic dziwnego, przeciez
                        jeszcze nie tak dawno przedstawiciele Boga na Ziemi spalili
                        niejakiego Giordano B. za to ze osmielil sie glosic ze Ziemia krazy
                        wokol Slonca .
                        Na Gingerze tez mialem okazje sie przejechac i dla mnie to troche
                        bardziej zmodyfikowany "baczek" ktorego puszczalem jako 4-latek,
                        no ale jak juz pisalem jestem z tych technicznych i to starego
                        chowu.
                        • andreas.007 Re: Napoleona nie było! 14.07.08, 22:23
                          to nie chodzi przeciez o szczatki, bo po bytnosci Jezusa
                          mamy Biblie i przekazywana stuleciami historie...
                          wybacz, ale wówczas nie było innej metody faktograficznej!

                          Siegnąłem do historii mniej odleglej,
                          ale gdybym siegnął dalej, to nawet szczatków nie ma!
                          Została tylko wiesc która pamiec ludzka niesie...

                          Nic na swiecie nie jest pewne oprócz smierci naszej,
                          a ta rozwikła nasze rozterki....
                          ;))
    • switonemsi Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 14.07.08, 08:39
      Czemu nie rozumiesz?

      Niektórych irytuje to, że jak papież gdzieś jedzie, to robią z tego wielkie
      halo. Tyle się mówi, że religie powinno się oddzielać od reszty, że ma być
      tolerancja, itd. Tymczasem ci "wierzący" nie są tolerancyjni, oni nie pojmują
      jak ktoś może nie wierzyć.

      Zobacz nawet samo to, że jest rubryka "wyznanie" w przeróżnych
      kwestionariuszach. I jak ktoś nie ma, to musi to wyrazić przez zaprzeczenie.
      Tymczasem to sama wiara powinna być jakimś takim nienormalnym wyrostem a z tego
      zaprzeczenia wynika, że nienormalne jest nieposiadanie żadnego wyznania.
      • lech.niedzielski Podział jest tylko na praktykujących i wierzących. 14.07.08, 12:57
        Praktykujący są niewierzący.
        No chyba, że chodzi o wiarę w Przecudownego Ojca Rydzyka.

        Heniek zresztą też był "mowny":

        Prałat w sosie własnym



        „Szukacie, chłopaki, Borusewicza? I co? I nie możecie go znaleźć?
        Ot, patałachy. Ja wam powiem, jak to zrobić. Otóż ten solidaruch ma
        przyjaciółkę, z która się często kontaktuje. Baba mieszka tu i tu;
        nazywa się tak i tak. Jak się zaczaicie, to macie Bogusia w ręku” –
        tak mniej więcej wyglądała rozmowa (jedna z wielu w stanie wojennym)
        księdza Henryka Jankowskiego (ps. Delegat) z oficerami SB.

      • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 14.07.08, 18:25
        nie znam zadnych wynikow badan,
        ale wydaje mi sie, ze w Polsce blisko 90 proc. deklaruje sie,
        jako wierzacy - na jakiej podstawie wiec twierdzisz,
        ze "normalnoscia" jest bycie nie wierzacym...
        Raczej wierzacy jest normalnoscia!

        Podejrzewam, ze gdyby przesondowac ludzkośc,
        to wynik bedzie zblizony - jakies 80 proc. w cos wierzy,
        mysle tu o wierze w sensie religijnym oczywiscie!
        • Gość: selawi Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.xdsl.centertel.pl 14.07.08, 22:52
          > Raczej wierzacy jest normalnoscia!
          no wiesz. dla mnie wiara w boga jest absurdem i nie mogę się
          nadziwić, że tyle ludzi ma tego fioła. Jak dla mnie- koszulka "boga
          nie ma" fajna rzecz. niby czemu wierzący na każdym kroku obnoszą się
          z wiarą, może ja też się chcę jakoś wyrazić? np, że odpowiadam sama
          za siebie, a nie zrzucam odpowiedzialność na "niezbadane są wyroki
          boskie...." ;)
          • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 14.07.08, 23:15
            kazdy odpowiada za swoje czyny - a wierzacy
            jeszcze przed sadem ostatecznym, powiedzmy bedzie rozliczany -
            a przynajmniej ma tego swiadomość!

            Wyobrazasz sobie zycie wierzacego, który ma swiadomosc,
            ze za to jak zyje, jak postepuje, jak mysli -
            stanie przed sadem i bedzie rozliczany...

            Ty cos zle zrobisz, machniesz reka i starasz sie zapomniec,
            a wierzacy spodziewa sie za to sadu - a juz przy spowiedzi
            dokladnie wyznaje, skrucha i pokuta!

            Masz duzo łatwiej... nie spodziewasz sie sadu,
            nie musisz wypominac to, wyznawac skruchy i pokuty odbyc!

            Ja rozumiem, ze chcesz, ze ludzie chca jakos wyrazac swoje emocje,
            powinni to robic a nie tlumic w sobie,
            ale w tym wypadku, to jest przyjscie w miejsce,
            gdzie zebrały sie osoby wierzace w Boga - taka prowokacja!

            Gdybym załozył koszulke konkurencyjnej druzyny albo "Pogon cieniasy",
            poszedł w trybuny Pogoni, to jak myslisz, jak by mnie potraktowano,
            a gdybym tlumaczył sie, ze chcialem pokazac, ze nie lubie Pogoni,
            to czy byłby, zrozumiany przez Ciebie?
            • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 14.07.08, 23:18
              Wyobrazasz sobie czlowieka z koszulka z napisem
              "Geremek ..." i tu cos brzydkiego na pogrzebie Pana profesora!
              A moze "Geremek pirat drogowy!" - ja sobie nie wyobrazam!

              Czy taka tolerancja jest do przyjecia?
            • Gość: selawi Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.xdsl.centertel.pl 14.07.08, 23:22
              hihi- to może pójdź i sprawdź?
              wiesz, mnie nikt o zdanie nie pyta, jak się czuję, jak maszeruje
              procesja zawalając pół miasta, albo w szkole mojego dziecka wiszą
              papiesko- antyaborcyjne gazetki...
              a co do tego:
              Wyobrazasz sobie zycie wierzacego, który ma swiadomosc,
              > ze za to jak zyje, jak postepuje, jak mysli -
              > stanie przed sadem i bedzie rozliczany...

              nie, nie wyobrażam sobie. Nigdy tego nie widziałam, tak szczerze
              mówiąc. Gdybym ja WIERZYŁA w boga, w niebo, czyśce i te sprawy,
              srałabym ze strachu i byłabym grzeczna jak nie wiem- bo jaka nagroda
              ma mnie spotkać za te pare marnych lat życia na ziemi, a co mogłoby
              mnie lekkomyślą- ominąć....tak szczerze mówiąc, to wydaje mi się że
              wierzy może pół procenta tych "wierzących", bo gdyby faktycznie byli
              tym przejęci, mielibysmy raj na ziemi....
              • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 14.07.08, 23:44
                Selawi, jak ida inne manifestacje - tez Ciebie nie pytaja,
                ani w sprawie Roniego, ani w sprawie Stoczni,
                a przynajmniej procesje jak ida - to masz dzien wolny!

                Co do gazetek, to niegdys wisiały partyjne,
                a w kosciele mogłas usłyszec o panu Geremku, ktorego tak szanujesz!
                Tak Kosciół bardzo pomagał takze panu profesorowi...
                szanujesz pana profesora za jego dokonania, tylko pana profesora?

                Wierzy zapewne wiecej, dlatego sa spowiedzi,
                bo niestety grzesza ludzie wierzacy!
                Bo grzech jest nam przypisany...
                gdyby jak piszesz ludzie nie grzeszyli,
                to byliby ŚWIECI, a takich niewielu jest!

                To jak policja i sady sa - tylko musza zlapac winnego,
                a tu winni sami sie przyznaja do grzechu,
                ale wiedza, ze to nie koniec!

                Ja jestem cwany, wiem,ze jak mnnie kocha wierzaca,
                to dostapie zbawienia...
                • Gość: SELAWI Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.xdsl.centertel.pl 14.07.08, 23:55
                  ufff, mnie też kocha wierzący, ale nie miałam pojęcia, że załapuję
                  się przez to na taki sprytny myk:D
                  > Selawi, jak ida inne manifestacje - tez Ciebie nie pytaja,
                  > ani w sprawie Roniego, ani w sprawie Stoczni,
                  > a przynajmniej procesje jak ida - to masz dzien wolny!
                  >
                  > Co do gazetek, to niegdys wisiały partyjne,
                  > a w kosciele mogłas usłyszec o panu Geremku, ktorego tak szanujesz!
                  > Tak Kosciół bardzo pomagał takze panu profesorowi...
                  > szanujesz pana profesora za jego dokonania, tylko pana profesora?

                  no wisiały, i co, dobrze było? jakiś bez sensu ten argument.
                  a kościół był, jaki był, zmienił się na gorsze, poza tym, to chyba
                  był jego psi obowiązek wspomóc uciśnionych w biedzie? Pamiętał o tym
                  kiedyś, a teraz zapomniał? Jak się wyżarł? i jest po drugiej stronie
                  barykady?
                  .........................................
                  boga nie ma.
                  • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 14.07.08, 23:56
                    Bóg JEST W NAS!
                    • Gość: selawi Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.xdsl.centertel.pl 14.07.08, 23:58
                      oooo, przepraszam, mów za siebie;)


                      "życie jest formą istnienia białka
                      tylko w kominie czasem coś załka"- no widzisz , ja też mam czasem
                      takie metafizyczne tęsknoty, ale szybko się przywołuje do porządku.;)
                      • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 15.07.08, 00:00
                        We mnie jest samo zło...
                        do szpiku kosci!
                        Mam nawet na czole widoczne dwa rogi!
                        Nie żartuje!

                        Spotkamy sie wiec w raju - skoro kochaja nas wierzacy!
            • Gość: alex Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 08:07
              andreas kolego drogi. piszesz
              kazdy odpowiada za swoje czyny - a wierzacy
              > jeszcze przed sadem ostatecznym, powiedzmy bedzie rozliczany -
              > a przynajmniej ma tego swiadomość!
              >
              > Wyobrazasz sobie zycie wierzacego, który ma swiadomosc,
              > ze za to jak zyje, jak postepuje, jak mysli -
              > stanie przed sadem i bedzie rozliczany...
              >
              > Ty cos zle zrobisz, machniesz reka i starasz sie zapomniec,
              > a wierzacy spodziewa sie za to sadu - a juz przy spowiedzi
              > dokladnie wyznaje, skrucha i pokuta!
              >
              > Masz duzo łatwiej... nie spodziewasz sie sadu,
              > nie musisz wypominac to, wyznawac skruchy i pokuty odbyc


              tylko że tak się składa iż DEKALOG zawiera treści które są
              uniwersalne ;) i pojawiają się one we wszystkich ważniejszych
              religiaj tego globu :) dlaczego zakładasz że osoba niewierząca nie
              przestrzega norm etycznych (uniwersalnych) czyli: nie kradnie, nie
              zabija, nie zdradza itd. ?
              Skoro w jednym ze swoich postów podajesz że 90% społeczeństwa jest
              wierzące to co to za wyznawcy którzy łamią podstawowe prawa
              ustanowione przez swego boga?

              wiem, wiem że prowadzimy dysputę czysto teoretyczną i w kategoriach
              filozoficznych tylko już pisałam że irytująco żarliwie bronisz swych
              racji :D
              • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 15.07.08, 10:28
                ale jakze wielu liderów partyjnych mówi,
                ze trzeba skonczyc z kłamstwem i oszustwem w polityce,
                by przegrywac procesy (nie jeden) o kłamstwo i przepraszac!

                To jest ten sam mechanizm ułomnego ludzkiego charakteru,
                podkreslam, gdyby czlowiek zył zgodnie z dekalogiem,
                to zapewne zostałby SWIETYM, a tych jak wiesz niewielu....

                Natomiast instytucja spowiedzi, skruchy i pokuty,
                pokazuje, ze jest tego swiadomosc ze grzeszni my!
                Zauwaz, ze nie ma opcji dostapienia do komunii,
                bez wlasnie spowiedzi - czyli wyznania grzechow!

                Nie zakladam - prosze, bo zaczynasz mi wmawiac pewne postawy,
                których absolutnie nie reprezentuje - nie zakladam,
                ze osoba niewierzaca nie przestrzega norm, ale po popełnieniu
                czynu zlego - to napisałem - moze machnac reka i dla niej koniec,
                no chyba, ze zlapie ja policja i zaciagna przed sad,
                zas wierzaca musi wyznac to na spowiedzi, skrucha i pokuta,
                a przeciez czeka ja jeszcze sąd ostateczny, a i karny tez!


                Stawiasz mi zarzut z tego, ze bronie swoich racji?
                Byc moze nie bronie "swoich" racji, a z Wasza pomoca
                próbuje sobie odpowiedziec na nurtyjace i mnie watpliwosci...
                • Gość: alex Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 11:00
                  andreas nadmieniłeś iz:
                  Nie zakladam - prosze, bo zaczynasz mi wmawiac pewne postawy,
                  > których absolutnie nie reprezentuje - nie zakladam,
                  > ze osoba niewierzaca nie przestrzega norm, ale po popełnieniu
                  > czynu zlego - to napisałem - moze machnac reka i dla niej koniec,
                  > no chyba, ze zlapie ja policja i zaciagna przed sad,



                  no to czuję się jakimś ewenementem bo wyobraź sobie że jak
                  narozrabiam to mam wyrzuty sumienia <bęc> tylko błagam! nie mów że
                  jako niewierząca nie mogę mieć sumienia ;)

                  aaaaaaa i jeszcze to:
                  > Stawiasz mi zarzut z tego, ze bronie swoich racji?
                  > Byc moze nie bronie "swoich" racji, a z Wasza pomoca
                  > próbuje sobie odpowiedziec na nurtyjace i mnie watpliwosci...

                  mieliśmy dyskutować teoretycznie i filozoficznie a ty stawiasz mnie
                  do konta i dajesz klapsa..... upppsssssss, bolało
                • Gość: DamaKier Zależy, jak na to spojrzeć... IP: *.xdsl.centertel.pl 15.07.08, 16:19
                  <Nie zakladam - prosze, bo zaczynasz mi wmawiac pewne postawy,
                  których absolutnie nie reprezentuje - nie zakladam,
                  ze osoba niewierzaca nie przestrzega norm, ale po popełnieniu
                  czynu zlego - to napisałem - moze machnac reka i dla niej koniec,>
                  Ty na to patrzysz w ten sposób, a ja myślę, że osoba wierząca
                  wyspowiada się, odmówi pokutne zdrowaśki i dla niej koniec, a osoba
                  niewierząca musi sama w swoim sumieniu uporać się z poczuciem winy.
                  To mi się wydaje trudniejsze...
                  • andreas.007 Re: Zależy, jak na to spojrzeć... 15.07.08, 16:36
                    zupełnie dywadujac, to niewierzacy ma poczucie,
                    ze wszystko i tak do piachu - teoretycznie!
                    A wierzacego czeka jeszcze sąd ostateczny!
                    Kosztem tutaj kilkudziesieciu lat moze stracic wieczny raj,
                    a trafic na wiecznośc w czeluscie piekła...

                    ma wiecej do stracenia, bo czymze sie ma wiecznosc
                    wobec tej chwili... tutaj...
        • Gość: alex Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 07:33
          andreas nie masz racji odnośnie ilości osób wierzących....... 90 to
          są osoby ochrzczone - czyli takie którym kościół założył hmmmmmm
          kartotekę ;)..... natomiast w zeszłym roku kościół dokonał "liczenia
          wiernych" i o ile mnie pamięć nie myli ( a może :) ) to wyniki
          oscylowały w okolicach 50%.... zresztą głośno o tychże wynikach było
          w prasie ogólnopolskiej
          • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 15.07.08, 10:57
            nie znam wynikow badan - to podkresliłem,
            ale potocznie tak sie uwaza, ze deklaruje sie "90 proc."
            zapewne zgodnie z przytoczonym przeze mnie juz dwukrotnie
            zdaniem, ze gdyby Bóg istnial, to lepiej wierzyc...
    • edico2 Re: Odgrywają pięknym za nadobne 14.07.08, 23:20
      Tylko cieszyć może, że młodzież zaczęła stosować podobne metody, jakie wobec
      niej stosują wszelkiej maści religianci.
      • andreas.007 Re: Odgrywają pięknym za nadobne 14.07.08, 23:58
        TO BYŁY TYLKO DWIE LUB TRZY DZIEWCZYNY!
        A wierzacych zjechało tam tysiace!
        • edico2 Re: Odgrywają pięknym za nadobne 15.07.08, 22:13
          Atmosfera w szkołach wykazuje, że będzie ich coraz więcej.
    • Gość: darek Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.wi.res.rr.com 15.07.08, 06:36
      protestuja przeci ciemnogrodowi ,nietolerancji ,prawie faszyzmowi
      wedlug kuczynskeigo niejakiegoale sa za toleracja byle byla
      kolorowych teczy no ite kzyze wszedzie kzyze ;( fee
      • Gość: alex Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 07:37
        darek...... tutaj mało jest istotne czy koszulka z napisem: boga nie
        ma jest formą protestu w temacie: ciemnogród, faszyzm, pedofilia
        itp. poważniejszym problemem jest fakt iż odbiera się im prawo do
        wyrażania swej opinii pt. boga nie ma. tylko dlatego że obraża to
        uczucia religine wierzących.
        • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 15.07.08, 10:38
          Gość portalu: alex napisał(a):
          > darek...... tutaj mało jest istotne czy koszulka z napisem: boga
          nie
          > ma jest formą protestu w temacie: ciemnogród, faszyzm, pedofilia
          > itp. poważniejszym problemem jest fakt iż odbiera się im prawo do
          > wyrażania swej opinii pt. boga nie ma. tylko dlatego że obraża to
          > uczucia religine wierzących
          ------------------------

          Rozumiem, ze myslisz, tak w ogóle,
          bo ja nikomu takiego zarzutu nie stawiam!

          Ale powtarzam, nie chcialem rozmawiac o ułomnosci ludzkiej,
          ale o energii, jaka musialy wykazac te dziewczyny,
          by przyjść specjalnie w miejsce, gdzie zbieraja sie wierzacy,
          zeby tam demonstrowac w takich koszulkach!

          Jestem w stanie zrozumiec dzialania wierzacego w kazdego Boga
          do akcji jaka podejmuja by naklonic niewirzacych do wiary,
          maja niektóre religie nawet takie dzialania nakazane.
          Zadziwiła mnie jednak odwaga i energia osób,
          które załozyły koszulki z napisem "Boga nie ma",
          by przyjśc specjalnie w miejsce, gdzie spotykaja sie ludzie
          wierzacy w Boga....

          Wyobraz sobie, ze osoby majace odmienne zdanie o jakiejs osobie
          przyjda na pogrzeb demonstrowac je...
          tolerancja ma pewne granice - czy nie ma?


          • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 15.07.08, 10:53
            osoby, które maja jakis cel, wiare wykazuja
            taka potrzebe, energie do prezentowania tego,
            nakłaniania innych do swoich wierzen, idei,
            a osoby bez jakiejs ideii, wiary raczej
            tej energii do prezentowania tego nnie maja!

            To mnie zskoczyło!

            Jezeli ktos zrobi plakat z napisem "Posprzatajmy Szczecin",
            to jestem w stanie to zrozumiec, ma dosc syfu,
            chce posprzatc z innymi to miasto!

            Ale kogos wykazujacego energie i łazacego z napisem
            "siedzmy w domu nic nie róbmy" - nie wyobrazam sobie!

            Rozchodzi mnie sie o to, ze wykazuje sie energie raczej
            do czegos co wymaga od nas jakiegos wysilku, energii...

            Wiara wymaga jednak pewnego wysilku, trzeba uczeszczac na msze,
            trzeba sie spowiadac, odbywac pokute, komunia...
            Nie wierzac w Boga nie trzeba nic robic...
            • esmeralda_2 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 15.07.08, 10:56
              Wszystkiego Andre nie musisz rozumieć, bo i po co?
              • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 15.07.08, 11:02
                Wszystkiego nawet nie dam rady albowiem przekracza to
                zarówno moje zdolnosci percepcji, jak i mozliwosci intelektualne!

                W ostatnim Indiana Jones (film słaby nie polecam)
                wlasnie pokazano, ze czlowiek nie jest w stanie wiedziec wszystkiego.

                Kiedys zadawalem sobie pytanie czy warto wiedziec duzo, rozumiec,
                czy lepiej zyc sobie na granicy nie rozumienia niczego,
                ze tacy ludzie sa szczesliwsi... ale to temat na inny watek!
                • Gość: alex Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 11:26
                  cyt:
                  Kiedys zadawalem sobie pytanie czy warto wiedziec duzo, rozumiec,
                  > czy lepiej zyc sobie na granicy nie rozumienia niczego,
                  > ze tacy ludzie sa szczesliwsi... ale to temat na inny watek!


                  pewno ze są szczęśliwsi - niewiedza nie boli!!
                  • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 15.07.08, 12:10
                    ale gdy wiesz, ze wiesz mało - to boli!
                    • Gość: alex Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 12:18
                      owszem boli.... ale też determinuje do dalszej nauki i poszukiwań
                      odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.
          • Gość: alex Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 11:09
            andreas napisałeś:

            Rozumiem, ze myslisz, tak w ogóle,
            bo ja nikomu takiego zarzutu nie stawiam!

            Wielce Szanowny Drogi Kolego Andreasie oświadczam iz w swej
            wypowiedzi nie 'piłam i nie czyniłam aluzji " w stosunku do Twej
            osoby ;)
            • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 15.07.08, 11:15
              Dziekuje Wielce Szanownej Interlokutorce za deklaracje
              w stosunku do mojej osoby!!
              ;)))
          • Gość: alex Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 11:15
            i dalej andreas napisałeś:
            Ale powtarzam, nie chcialem rozmawiac o ułomnosci ludzkiej,
            ale o energii, jaka musialy wykazac te dziewczyny,
            by przyjść specjalnie w miejsce, gdzie zbieraja sie wierzacy,
            zeby tam demonstrowac w takich koszulkach

            to taka sama energia jaka maja np świadkowie jehowy pukając do
            naszych drzwi raz w miesiącu. To jest kochany kolego energia jaką ma
            każdy z nas głosząc poglądy w które święcie wierzy. mają ją i
            toruniowe babinki i ujawniający się geye i panienki opalające się
            topless na gontynce czy arkonce czy na którymś tam naszym
            szczecińskim ścieku :)
      • Gość: bella1 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.hsd1.fl.comcast.net 15.07.08, 07:54
        "Musi byc jakis powod -ze ateisci nie wbijaja samolotow w budynki"... - napis na
        koszulce....
        I dla rownowagi..."In God we trust" / W Bogu ufnosc pokladamy/....... - tez
        napis na koszulce.....
        "Bog z Wami" - ksiadz w kosciele.......
        "Bog jest chwilowo niedostepny....Moge w czyms pomoc? - automatyczna sekretarka
        punktu pomocy....
        "Viva la Evolucion" - koszulka z francuska brzmiaca ;)
        "Jezeli Bog chcial stworzyc czlowieka na swoj wzor - ....to skad te
        koszulki".... - wspolna praca autorska Boga i czlowieka.....
        ........................................................
        "Modlitwa jest politycznie poprawna schizofrenia w Polsce" - tez koszulka
        cudzego autorstwa....-ale...swoim ...<palcem bozym >....wskazalam na kraj.....
        ........................................................


        • Gość: alex Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 07:59
          bella koszulki są super. Chętnie sobie którąś z nich zamówię ;)
          • Gość: selawi Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.xdsl.centertel.pl 15.07.08, 15:54
            Wiara wymaga jednak pewnego wysilku, trzeba uczeszczac na msze,
            trzeba sie spowiadac, odbywac pokute, komunia...
            Nie wierzac w Boga nie trzeba nic robic...

            jak to nic? jak ktoś ma ochotę i lubi uczestniczyć w takich
            obrzędach, to łazi, ale piszesz to w taki sposób, jakby niewierzący
            nie zastanawiali się nad sobą, nad postępowaniem, jest cała masa
            systemów filozoficznych, etyki niechrześcijańskiej, książek do
            przeczytania- to wszystko nie sformalizowane i nie obrzędowe, ale
            przecież nie oznacza, że nie robi się nic. Są tacy, co pójdą na mszę
            i tacy, co pójdą do kina na przejmujący film skłaniający do
            refleksji... ( jedno nie wyklucza drugiego). Wiesz, naprawdę nie
            trzeba wierzyć, żeby mieć bogate życie duchowe i nie trzeba wierzyć,
            żeby widzieć zagrożenia płynące z wiary i starać się je
            neutralizować, np. zmuszając do refleksji, choćby za pomocą takiej
            koszulki....
            • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 15.07.08, 17:20
              tu sie zgadzam, bardzo uprosciłem... podszedlem wrecz prostacko,
              ale bardzo przepraszam, ja mam bronic innego stanowiska,
              taka jest formuła tego watku - trudno wiec bym wynajdywał argumenta
              przeciw swoim argumentom...

              Tak, niewierzacy tez maja swoje pole
              moralno-etyczne do zaorania i zasiania!
              Powiem, nawet maja trudniej, bo wierzacy dostaja gotowe wzorce,
              a niewierzacy maja wielki wybór - oby tylko korzystali,
              tak jak sugerujesz!

              Zakladajac jednak, chec rozwoju i dzialania ku temu
              obu dyskutowanych postaw wobec wiary,
              to jednak i wierzacy moga i zapewne siegaja takze do innych
              przykładów, etyki, ksiazek... jak i niewierzacy!

              Natomiast bezwatpienia niewierzacy omijaja msze i kazania
              nawet te bardzo okolicznosciowe, które roztrzasaja etyczne
              problemy naszego zycia w duchu chrzescijanskim...
              a przeciez tez czytaja ksiazki i ogladaja filmy,
              ktore daja do myslenia niewierzacym i wierzacym!

              Wybacz, ale takie dzialanie jak z tym T-shirtem
              nie wymagaja zadnych refleksji, a nawet sa raczej proba
              urazenia osob wierzacy nizli zmuszeniem ich do refleksji!

              Zapewne nie odwazylabys sie pojsc do znajomych czy bliskich
              w czas Wigilii czy Wielkiejnocy w takiej koszulce,
              bo nie chcialabys urazic ich uczuc... tlumaczac,
              ze chcialas im dac asumpt do refleksji?

              Czy moze sie myle - tak czynisz?
              • Gość: DamaKier Najogólniej to chyba jest tak... IP: *.xdsl.centertel.pl 15.07.08, 18:17
                Tak wśród wierzących, jak i niewierzących jest pewien procent,
                boleśnie mały, ludzi mądrych, etycznych, empatycznych i życzliwych.
                Oni zazwyczaj miewają chwile zwątpienia, są skłonni dyskutować na
                temat postaw życiowych, szanują wiarę bądź niewiarę innych. Reszta
                to w mniejszym lub większym stopniu prymitywy, które same nie
                rozumieją co znaczy wierzyć albo nie wierzyć. Przy czym im większy
                prymityw, tym bardziej gardzi postawami innymi, niż jego własne.
                Ja nie poszłabym w koszulce z napisem "Boga nie ma" na zlot ludzi
                wierzących, ale chciałabym móc spokojnie ją nosić wszędzie indziej
                (akurat nie mam takiej potrzeby).
                Kiedy leżałam w szpitalu po ciężkim zawale, trzy razy podchodził do
                mnie ksiądz z pytaniem czy na pewno nie chcę się wyspowiadać.
                Współpacjentek z tym samym pytaniem było jeszcze więcej. Jakoś nikt
                nie zapytał czy nie podać mi szklanki wody...
            • Gość: Vlad.H. Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: 80.53.41.* 15.07.08, 22:40
              > Wiara wymaga jednak pewnego wysilku, trzeba uczeszczac na msze,
              > trzeba sie spowiadac, odbywac pokute, komunia...
              > Nie wierzac w Boga nie trzeba nic robic...

              Moglbym sie dowiedziec czym uzasadniasz takie twierdzenie?
              PS
              Pytam serio
              • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 17.07.08, 15:41
                na to masz odpowiedz powyzej - rzeczywiscie uprosciłem bardzo.
                Wyszedłem z zalozenia, ze wierzacy MUSI
                uczeszczac co tydzien na msze, spowiadac sie, pokuta, komunia,
                nadto majac dziecko chrzciny, komunia i wszelkie z tym
                zwiazane rzeczy... mysle oczywiscie o religijnych powinnosciach,
                a nie swieckiej tradycji imprezy komunijnej!

                Nie wierzacy nie musi nic robic,
                a wierzacy, by legitymizowac swoja wiare powinien jednak,
                co powyzej napisałem!

                Oczywiscie nie wierzacy nie zyje w zwiazku z tym w letargu,
                czywiscie tez dba o swoj rozwoj etyczny, moralny, intelektualny...
                ale sama niewiara nie wymaga od niego zadnych czynnosci,
                a od wierzacego sie jednak wymaga - stad to okreslenie moje!
                • Gość: Vlad.H. Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: 80.53.41.* 17.07.08, 22:22
                  jestes selawi?!?

                  PS
                  popelniasz blad zakladajac ze chodzi o Zydowskiego Boga - byc mnoze sa religie
                  wierzace w istninie Boga a nie wymagajace od swoich wyznawcow zadnych
                  specjalnych dowodow wiary.
                  Na swiecie ilosc religi wierzacych w rozne bostwa jest chyba jednak znacznie
                  wieksza niz Judaizm, Chrzescijanstwo i Islam.
                  • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 17.07.08, 22:34
                    Selawi w swoim poscie na poczatku przytoczyła moka wypowiedz,
                    nie zaznaczyła tego, a Ty przytoczyłes to i chciales odpowiedzi!

                    Masz racje byc moze sa takie religie,
                    ktorych wyznawcy moga sie zdeklarowac i wiecej sie nie pojawiac...
                    ale watpie jednak, bo wyznawcy musza sie spotykac,
                    by wzajemnie sie dopingowac, zazwyczaj jest jakies miejsce kultu,
                    które wymaga opieki, musi byc prowadzacy - to sa koszty,
                    a spotkania wyznawców, to zawsze okazje na zbieranie datkow...

                    Poza tym zazwyczaj wyznawcy danej religii musza oddawac czesc Bogu,
                    oczywiscie w dobie internetu moga powstawac jakies netkoscioly,
                    ale tez trzeba wchodzic do interenetu...

                    Raczej wiec - jezeli jest jakas taka religia,
                    to jest naprawde wyjatkiem...
                    • Gość: Vlad.H. Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: 80.53.41.* 17.07.08, 22:41
                      > ktorych wyznawcy moga sie zdeklarowac i wiecej sie nie pojawiac...

                      Nie, nie o to mi chodzi, mysle o dobrowolnosci - pelnej swobodzie - w wielu
                      religiach jest przymus modlitw - byc moze sa religie w ktorych nie ma przymusu a
                      jest pelna dobrowolnosc wyrazania wiary...
                      • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 17.07.08, 22:57
                        zapewne chodzi Tobie nie tyle o wyznawanie,
                        co o oddawanie kultu, czci - raczej watpie z powodow
                        juz przeze mnie wymienionych... a wiec datki...

                        Juz tysiace lat temu na miejsca kultu przynoszono jedzenie,
                        a teraz daje sie pieniadze...
                        • Gość: Vlad.H. Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: 80.53.41.* 17.07.08, 23:05
                          nie jestem religioznawca ale skaldanie ofiar nie jest warunkiem koniecznym jak
                          mi sie wydaje by wierzyc w Boga.
                          • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 17.07.08, 23:12
                            ja tez nie jestem - i dwaj tacy co nie wiedza dyskutuja... ;)

                            Zdaje mi sie jednak, ze kazda religia, czyli wiara w jakiegos Boga
                            wymaga oddawania czci, a w tym celu musi byc miejsce kultu,
                            poza tym jednak w kazdej religii raczej wymaga sie chocby
                            jakis modlitw, szerzenia wiary itd., a na pewno jest mile widziane,
                            a powiem niezbedne wspolfinansowanie, co tez jest czyms,
                            co moze nie musimy, ale powinnismy jako wierzacy czynic.
                            • Gość: Vlad.H. Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: 80.53.41.* 17.07.08, 23:43
                              Jak mowie nie wiem czy jest religia ktra nie zmusza wyznawcow do takich
                              zachowan. Jako nie religioznawca nie widze powodu by taka religia ktora nie
                              zmusza swoich wyznawcow jednak istniala.
                              • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 18.07.08, 00:04
                                No dobra - zgadzam sie - jedna moze istnieje,
                                moze dwie albo trzy... skupiaja moze 10, moze 100 wyznawcow...
                                no dobra tysiac wyznawcow.

                                Jakie to ma znaczenie?
                                • Gość: Vlad.H. Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: 80.53.41.* 18.07.08, 00:26
                                  ano nie badzmy zakladnikami stereotypow - na Judaizmie i religiach z Judaizmu
                                  sie wywodzacych swiat sie nie konczy.
                                  • andreas.007 Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE 18.07.08, 00:36
                                    ale interesujmy sie wielkimi liczbami,
                                    bo tak naprawde to one ksztaltuja obraz rzeczywistosci,
                                    a nie jakies marginalne odsetki...
                                    ;)
                                    • Gość: Vlad.H. religia to nie kolektura lotka IP: 80.53.41.* 18.07.08, 23:53
    • Gość: łodzianka Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.uml.lodz.pl 16.07.08, 09:17
      ...to co mówisz w tej sprawie jest oczywiste i logiczne... zaskakuje
      mi ilość polemik :) pozdrawiam szczecin:)
      • Gość: mariner Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.08, 21:43

        A nie sadzisz ze z ilosci polemik wynika ze nie dla kazdego ?
        Mimo wszystko, znajac to forum jestem mile zaskoczony poziomem
        dyskusji.Widac mozna roznic sie bez wymyslania od zydow, komuchow,
        mocherow itd.itp.
        • Gość: selawi Re: Wierzacych rozumiem, ale niewierzacych NIE IP: *.xdsl.centertel.pl 16.07.08, 23:44
          och, moze to po moim apelu? :D
          • andreas.007 widac jednak mozna na forum podyskutowac 17.07.08, 15:44
            widac jednak mozna na tym forum podyskutowac,
            za co bardzo dziekuje wszystkim za to - tym, ktorzy dyskutowali,
            ale takze tym ktorzy ograniczyli sie do czytania!
            • lech.niedzielski Kolejny skandal w RM ! 17.07.08, 16:28
              Radio Rydzyka głęboko naruszyło zasady zwykłej ludzkiej
              przyzwoitości, jest niewątpliwe. 15 lipca, po godzinie 18.00, do
              audycji dla małżonków i rodziców zadzwoniła dziewczynka, która
              przedstawiła się jako 13-letnia Ula i powiedziała, że jest w ciąży z
              własnym ojcem. Z tonu wypowiedzi dawało się wyczuć, że dziewczynka
              jest wstrząśnięta i poruszona.

              Oto przebieg rozmowy:
              ,,Mam na imię Ula, jestem 13-latką i mam problem... Mój ojciec robi
              mi krzywdę... Zaszłam w ciążę i nie wiem co mam robić... Strasznie
              się z tym czuję''.

              W odpowiedzi usłyszała: ,,Na pewno trzeba urodzić dziecko, to na
              pewno, a poza tym pomoc w tym zakresie jest szeroko ogłaszana w
              zakresie bezpieczeństwa, żeby nie była właśnie czyniona krzywda,
              jeśli dom rodzinny nie może pomóc i żeby była pomoc, gdzie się
              udać''.

              Inny głos męski: ,,Kochana, będziemy się za ciebie modlić, musisz
              zrozumieć, że ta audycja i to, że słucha nas cała Polska
              uniemożliwia teraz udzielenie ci jakiejś konkretnej odpowiedzi.
              Będziemy cię mieli w sercu, a ty szukaj pomocy blisko i nie przez
              telefon''. Na tym rozmowa została urwana. W studiu obecni byli
              państwo Monika i Marcin Gajdowie, uczestniczący w audycji jako
              terapeuci zajmujący się problematyką małżeńską i rodzinną.

              W związku z tym zwracamy się również do przewodniczącej Rady Etyki
              Mediów Magdaleny Bajer oraz przewodniczącego Krajowej Rady
              Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego, aby zbadali, czy
              Radio Maryja nie naruszyło zasad etycznych misji dziennikarskiej.

              Przypomnijmy, że za czasów Elżbiety Kruk KRRiTV ukarała telewizję
              Polsat drakońską karą pieniężną za parodiowanie na antenie Magdy
              Buczek, inicjatorki ruchu podwórkowych kółek różańcowych. Czy KRRiTV
              przynajmniej rozważy ukaranie rozgłośni, która de facto odmówiła
              pomocy dziecku znajdującemu się w dramatycznej sytuacji życiowej, a
              przy tym prawdopodobnej ofierze ciężkiego przestępstwa?

              • andreas.007 Re: Kolejny skandal w RM ! 17.07.08, 16:45
                Nie slucham tego radia w ogóle, ale skoro puszczono taki glos,
                to znaczy, ze puszczaja wszystko, a nie cenzuruja!

                Szczerze trudno mi powiedziec w ktorym miejscu naruszono
                etyke dziennikarska - przeciez jak piszesz powiedziano jej,
                ze pomocy ma szukac poza linia telefoniczna,
                zreszta nie wiemy czy poza antena nie prowadzono dalej rozmowy...

                Natomiast samo zagadnienie jest bardzo trudne do dyskusji,
                bo spiera sie tu wiele zagadnien natury moralnej i etycznej -
                mysle o przypadku tej dziewczynki.


                Doprawdy nie ma wyrobionego zdania w takich tematach,
                z jednej strony ofiarom gwałtu,a z drugiej zycie nienarodzone!

                Naprawde ani nie jestem kompetentny, ani nie chce sie madrzyc.

                Na pewno sprawa aborcji jest bardzo trudna dla kazdego,
                osoby podejmujace taka decyzje musza byc w wielkiej rozterce,
                to tak jak osoby podejmujace decyzja o samobójstwie...

                Na pewno nie zgodze sie, by aborcje taktowac jak antykoncepcje!
                Czyli zaszlam w ciaze, to nic bo sie usunie.
                Tego jestem pewny!

                Natomiast w przypadkach ciazy grozacych zyciu matki -
                zdecydowanie jest za aborcja!

                Mam nadzieje, ze w moim zyciu nie bede juz musial
                dokonywac takich wyborow czy podejmowac takich decyzji,
                dotyczacych mnie czy mi bliskich.
                • andreas.007 Re: Kolejny skandal w RM ! 17.07.08, 16:47
                  Na pewno jest to sprawa dla prokuratora
                  w kwesti stosunku odbytego z córka i to nieletnia.
    • andreas.007 a kim jest Bóg? 17.07.08, 19:12
      Sprawa najwazniejsza - kim jest Bóg?
      Trzeba by to rozstrzygnac, by móc powiedziec, ze Boga nie ma.

      Przeciez dla takich mrówek - to ja jestem "Bogiem".
      Moge je przenieśc na taka odleglosc, ze juz nigdy nie wroca do domu,
      moge je zabic, a moge uszczesliwic na ich wiecznosc
      umieszczajac przy ziarnkach cukru albo potraktowac sola,
      co uznaja za kare...

      Czy dla jakis ludów prymitywnych
      w sensie prymitywnieszych technicznie od nas,
      to potrafimy takich rzeczy, ze w ich glowach sie nie miesci...
      mozemy wiec byc dla nich "Bogiem"!

      Bo czymze jest Bóg, jak wlasnie kims o wiele doskonalszym od nas,
      bo my stworzeni jestesmy na jego podobienstwo przeciez...
      No, ale po smierci ma wladze nad nami takze,
      bo przeciez wazyc sie bedzie gdzie spedzimy wiecznosc.

      Ale przecie my mrówki maluczkie czlowiecze nie wiemy dokladnie
      co to jest zycie? - widzimy je tylko w tym organizmie,
      ktorego jestesmy dysponentem na czas okreslony,
      a moze życie, to jednak cos wiecej,
      moze to jakas energia, siła, moc - dusza wlasnie...

      Moze ta dusza nie ginie wraz z cialem, ale trafia gdzies,
      gdzie decyduje sie co dalej bedzie z nią/nami?

      Moze ta dusza wskutek dzialan ciala (!) nabiera jakis wartosci,
      jak zly czlowiek, to ujemnych,
      a jak dobry, to pozytywnych,
      albo neutralnych...
      i to decyduje, ze ta nasza energia-dusza trafi
      tam gdzie trafiaja dobrzy - raj lub zli - piekło lub do czyścca?

      Czyli nasza praca nad ta dusza spowoduje,
      ze nabiera ona jak kryształ pewnych wartosci,
      a to decyduje o naszej duszy losie...

      Odbiegłem od tematu, ale tak dobrze nam sie dyskutuje...
      • Gość: Vlad.H. Re: a kim jest Bóg? IP: 80.53.41.* 17.07.08, 22:37
        > Moze ta dusza nie ginie wraz z cialem, ale trafia gdzies,
        > gdzie decyduje sie co dalej bedzie z nią/nami?

        po co? wyjasnij mi cel istnienie niesmiertelnej duszy
        • andreas.007 Re: a kim jest Bóg? 17.07.08, 22:54
          niektóre rzeczy na swiecie, we wszechswiecie
          dzieja sie niezaleznie od naszych celów.

          Cały wszechswiat teraz sie rozpreza,
          a trwa to juz i bedzie trwac dla nas wiecznosc,
          jest to jakas energia, to sie dzieje...
          a potem ma sie znowu sprezac, a potem znowu ma byc bum...
          w jakim celu jest ta energia - nie wiem?

          W jakim celu powstaje jakas energia nie wiem,
          ale moze to na tym polegac, ze jednak mamy jakas energie, cos...
          co tak naprawde powoduje, ze jestesmy tym czym jestesmy.

          Zapewne wiesz, ze ludzkie cialo jest jakby w oslonie
          takiej aureli energetycznej, a po amputacji
          dajmy na to reki czy nogi, na tych zdjeciach ta aureola
          jest jakby była ta konczyna.

          Mozna wiec sadzic, ze aureola jest czyms innych niz tylko
          energia wydzielana przez cialo nasze...
          • Gość: Vlad.H. Re: a kim jest Bóg? IP: 80.53.41.* 17.07.08, 23:26
            ja sie pytam jaki jest sens istnienia niesmiertelnej duszy - co do zjawiska
            Kirlianowa (a przeciez odkrywca zjawiska jest polak Jakub Jodko-Narkiewicz
            www.centurion.w8w.pl/Serwis/nauka/kirlian.htm) - nie zabieram glosu bo
            mechanizmu tego zjawiska nie znam.
            • andreas.007 Re: a kim jest Bóg? 17.07.08, 23:39
              alez ja Ciebie prosze Vlad,
              ja jestem szczecinianinem, jak Boga kocham,
              tu sie urodzilem, tu zyje i tu umre... czlowiek jestem.
              Czasami moje posty moga sugerowac co innego.... ;))
              SKAD JA MAM WIEDZIEC JAKI JEST SENS ISTNIENIA NIESMIERTELNEJ DUSZY?

              To tak samo, jak z tym zjawiskiem - jaki jest sens czegos takiego?
              Znaczy tej aureoli...

              Po prostu wybiegłem sobie wyobraznia, ze moze dusza jakas jest,
              to moze byc jaka energia, ktora ulatuje,
              bo w jakims domu starcow był kot, ktory wyczuwał, ze ktos umrze
              przychodzil do niego... byly bodaj dwa przypadki pomylenia sie.
              No zdaje sie nawet w Szczecinie.

              Kot byc moze wyczuwał, ze jakas energia bedzie sie ulatniac,
              to moze cos tam z tego mial... bo skad kot mialby wiedziec,
              a zwierzeta kierujace sie instynktem wyczuwaja pewne rzeczy
              najchetniej wyczuwaja pozywienie!

              A mowia, ze energia jest wieczna...
              • andreas.007 Re: a kim jest Bóg? 17.07.08, 23:41
                znaczy energia tylko zmienia swoj stan ze tak popwiem
                przeksztalcajac sie, ale jest zawsze w tej czy innej formie,
                jak to mówi pan Kaczmarek: Pero, Pero bilans musi wyjśc na zero...
                • Gość: Vlad.H. Re: a kim jest Bóg? IP: 80.53.41.* 17.07.08, 23:47
                  nauka w tej kwestii dalej nie rozstrzygnela jednoznacznie wszystkich watpliwosci
                  stad nie jest pewne czy jest tak jak powszechnie sie uwaza.

                  Co do reszty - ja nie kwestionuje istnienia energii bo to niejako dowod zycia.
                  Ja pytam czy jest sens istnienia niesmiertelnej duszy - czyli bytu samoistnego -
                  egzystujacego poza skorupka ciala co wiecej w nieskonczonym czasie nawet po
                  smierci...
                  • andreas.007 Re: a kim jest Bóg? 17.07.08, 23:55
                    ja z kolei zasugerowałem, bo przeciez nie wiem,
                    ze byc moze dusza, to energia, ktora jest wieczna,
                    a byc moze jest cos, ktos - no dysponent, a moze łapacz tej energii.
                    Wtedy to juz nie jest dusza, w rozumieniu naszym,
                    ale po prostu energia - kot wylapywał cos dla siebie,
                    to znaczy, ze ktos innym tez moze to wykorzystac...

                    Dla nas taki ktos byłby na pewno Bogiem,
                    bo kimze jest Bóg, jak nie wlasnie tym kims,
                    kto decuduje o naszym losie po smierci,
                    a nasza dusza bedaca energia byłaby w jego dyspozycji...

                    Ale tak po prawdzie takie na poly naukowe (haha naukowe?) tlumaczenie
                    obdziera troche wiare z całego całunu pewnej tajemniczosci...
                    • andreas.007 Re: a kim jest Bóg? 18.07.08, 00:09
                      w sadazie, to juz naukowe okreslenia,
                      top caly wszechswiat jest energia - wybuch,
                      a teraz rozprezenie, a potem ,ma to sie zebrac do kupy i znowu...

                      Nasze zachowanie, no jak postepujemy z ta energia,
                      byc moze ksztaltuje ta energie - na dobra czy zla,
                      a w efekcie ta energia zostanie przyciagnieta do raju lub piekla...

                      Cala wiec religia jest tylko instrukcja obslugi energii,
                      zwanej przez nas dusza, tak by stala sie dobra energia...


                      • Gość: Vlad.H. Re: a kim jest Bóg? IP: 80.53.41.* 18.07.08, 00:24
                        dalej nie jest to pewne i mimo pewnych dowodow na to ze wszechswiat bedzie sie
                        rozszerzal do pewnego okreslonego punktu by potem zaczac sie kurczyc to dalej
                        wazna jest koncepcja alteratywna mowiaca o rozszerzaniu wszechswiata w
                        nieskonczonosc az do konca.
                        • andreas.007 Re: a kim jest Bóg? 18.07.08, 00:32
                          a jaki jest sens taki9ego rozszerzania,
                          a co to znaczy koniec w nieskonczonosci?

                          No, niestety musze konczyc, bo grzeje mi sie tyrystor jakis,
                          mam juz zakłocenia pradu bramkowego i polaryzuje sie...
                          musze przyłozyc napiecie do poduszki!

                          ;)
                          • Gość: Vlad.H. wiesz ze w tym roku IP: 80.53.41.* 18.07.08, 23:51
                            po kilkudziesieciu latach poszukiwan odkrylismy memrystor? teoretyczne podstawy
                            istnienia takiego efektu fizycznego i przyrzadu wykorzystujacego ten efekt
                            sformulowano w 1971 roku... czyli wtedy kiedy rozpoczela sie ere
                            mikroporcoesorow... duzo jeszcze musimy odkryc...
                    • Gość: Vlad.H. Re: a kim jest Bóg? IP: 80.53.41.* 18.07.08, 00:21
                      energia jest wieczna (w uproszczeniu) ale czy energia inteligetna a wiec de
                      facto indywidulna energia obdarzona swiadomoscia istnienia i odczuwania...a to
                      jest dusza w rozumieniu wierzacych - tak postrzegaja zycie wieczne.
                      • andreas.007 Re: a kim jest Bóg? 18.07.08, 00:26
                        energia moze przyjmowac rózne postaci,
                        byc moze ta nalezaloby nazwac enrgia duszy,
                        przeciez Vlad jak to nazwiemy nie ma znaczenia...

                        Św. Piotr który stoi u bram, to moze głowny przekaznik,
                        jak energia jest zła, to nie wejdzie energia do raju...

                        Na pewno to nie jestesmy my w takiej formie,
                        jaka jestesmy za zycia, a ze cos jest wiecej,
                        tego jestem pewny (skad taka pewnośc nie wiem - nie pytaj),
                        moze to jest ta wlasnie energia, ktora nie znika,
                        ale uchodzi z nas gdzies...
                        • andreas.007 Re: a kim jest Bóg? 18.07.08, 00:48
                          zobacz jeszcze to...
                          Piorun uderzył nie w kobiete, ale obok niej,
                          nie miala zadnych cielesnych uszkodzen,
                          a piorun to czysta zywa energia...
                          wywołało jakies zmiany w jej mózgu, zakłocenia,
                          a jak wiesz energia wplywa na energie!



                          "Wideo, które nagrała Lynch, trafiło do Internetu. - Czułam, jak
                          prąd przechodzi przez moją lewe ramię, plecy i wychodzi przez prawą
                          rękę - opowiada w wywiadzie Lynch. Kobieta twierdzi, że po uderzeniu
                          chwilowo straciła pamięć i była "bardzo zdezorientowana".




                          - Nawet nie pamiętałam, że nakręciłam to wideo. Przypomniałam sobie
                          o tym dopiero później - mówi. Kobieta wspomina, że bezpośrednio po
                          incydencie jej oddech przez kilka minut "przypominał czkawkę", a
                          lewa ręka drgała w powietrzu "jak ryba wyciągnięta z wody"."
                          deser.gazeta.pl/deser/1,83453,5464275,Uderzyl_w_nia_piorun__gdy_nagrywala_burze___wideo.html
                          • Gość: Vlad.H. Re: a kim jest Bóg? IP: 80.53.41.* 19.07.08, 00:15
                            To nie jest tak - uderzenie pioruna powoduje duzo skutkow wokol miejsca
                            uderzenia, np pl.wikipedia.org/wiki/Napi%C4%99cie_krokowe , silne pole EM
                            itd...

                            Uwierz mi wiele niewytluamczalnych dla zwyklego czlowieka zjawisk jest dosc
                            dobrze umocowane w nauce co oczywiscie nie oznacza ze wszystko jest
                            wytlumaczalne ale jak juz napisalem nie odkrylismy jeszcze tajemnic
                            wszechswiata... twierdze ze tak naprawde najwazniejsze odkrycia ktore radykalnie
                            przewartosciuja sytemy wartosci, doktryny religijne i polityczne sa jeszcze
                            przed nami.
                            • andreas.007 Re: a kim jest Bóg? 19.07.08, 13:44
                              dośc dobrze umocowanych w nauce...

                              Nauka tylko OPISUJE.

                              Jak piorun uderza, to wytwarza jakies takie pole,
                              bo przeciez uderza w odległosci i to pole moze,
                              ale nie musi, ale moze ingerowac w inne pole...
                              trudno powiedziec na jaka odległosc ingeruje,
                              bo to zalezy od jakiejs siły tego pioruna.

                              A religijnie, to by było moze tak -
                              piorun uderzył i od woli boskiej zalezy,
                              czy zniszczy cos czy nie...

                              Jedna i druga próbuje cos opisac.
                              Jedna i druga nas kosztuje!
                              Jedna opisuje przez siły zewnetrzne, fizyczne,
                              a druga mówi, ze to jest w nas...

                              Jedna daje nam przyspieszenie w postaci telefonów komórkowych
                              z aparatami fotograficznymi 5 mega...
                              a druga byc moze jakis wewnetrzny spokoj...

                              Ja ide sobie swoja droga, tak srodkiem,
                              mam ten telefon i wiem, ze nie on mnie uszczesliwia!
            • andreas.007 to jest link do aury 17.07.08, 23:45
              www.centurion.w8w.pl/Serwis/nauka/kirlian.htm
              • Gość: Vlad.H. no tak... my fault IP: 80.53.41.* 17.07.08, 23:49
                .
              • bella1 Re: to jest link do aury 18.07.08, 08:58
                Ciekawe....Wracajac do cudow.....
                Czy Bog ma specjalny plan dla ludzi,ktorzy sa po amputacjach?...Jeszcze nie
                'wystapilby" taki cud,zeby amputowana reka,albo noga odrosla....
                ....Moze nastepny napis na koszulce...."Nie udalo sie zrozumiec nauki?Postaw na
                religie!....."...Moze psychologie - w oderwaniu od trzech dzieczyn zalecic?
                • andreas.007 Re: to jest link do aury 18.07.08, 11:20
                  a czymże jest cud, jak nie staniem sie czegos
                  czego my naszym umysłem nie potrafimy wytłumaczyc
                  albo wydaje sie nam to niemozliwe...
                  pl.wikipedia.org/wiki/Cud
                  Czyz dla Ciebie nie jest cudem odrastanie ogona u jaszczurki?

                  A Kubica przezył bez szwanku taki wypadek...
                  pl.youtube.com/watch?v=X4S4X-mK-kE
                  Czyz to nie był cud?

                  Ty sie potkniesz na ulicy i przewrócisz i gwarantuje Tobie,
                  ze jezeli nie złamiesz nic, to bedziesz miala jakis uraz...
                  a Kubica przy niesamowitej predkosci, bolid zmasakrowany....
                  Czyz to nie jest cud?

                  Kiedys dawno temu w trójce był taki konkurs,
                  chyba Kaczkowski prowadził, puszczał fragmenty utworu,
                  ale dosłownie kilka sekund, ale wczesniej ludzie deklarowali sie
                  ile chca... gosciu wybrał 1 sekunde - i zgadł kto gra i jaki utwór,
                  zgadywał na szybko wykrzykiwał nazwe, zeby go nikt nie uprzedził,
                  ON WIEDZIAŁ, ZE TO TEN UTWÓR, to dla mnie niesamowite!
                  To było niemozliwe - Kaczkowski oniemiał, 1 sekunda!

                  Czymze jest wiec cud?

                  W medycynie mamy wiecej cudów...
                  juz nawet nie chodzi o to, ze lecza ludzi, transplantacje,
                  ale to ze ludzie wbrew wiedzy medycznej - zdrowieja....
                  Wlasnie siła wlasnej woli, sila zycia zyja.

                  Podałem przykłady, które my nie traktujemy jako cuda,
                  a sa przeciez takie, których nie rozumiemy w zaden sposob!

                  Nauka tylko opisuje, tłumaczy rzeczywistosc...

                  Jezeli Bóg miał taka mozliwośc zrobienia czegos,
                  co dla nas wydaje sie niemozliwe, a dla niego mozliwe,
                  to DOKONYWAŁ CUDÓW wedle naszego mniemania...

                  My jestesmy stworzeni na podobienstwo Jego.

                  Zastanówmy kim jest/był Bóg...
                  Kims kto miał moc, mozliwosci wieksze od nas,
                  byc moze stwórca nas, moze decyduje o losie naszej duszy...

                  Czy jest we wszechswiecie cos wiecznego?

                  Jest energia, siła, która tlumaczymy sobie
                  jako zdolnosc do wykonania pewnej pracy,
                  ale tak naprawde nie wiemy co to jest,
                  wiemy jak wywołac, jak wykorzystac - ale jest ta energia wieczna,
                  zawsze bedac w jakies formie... nazywamy roznie.
                  pl.wikipedia.org/wiki/Energia
                  A czyz cud jako taki nie mozemy wytlumaczyc sobie naukowo,
                  zapewne mozemy, bo nauka jest swego rodzaju religia,
                  próba wytłumaczenia...

                  Zapewne gdyby pojawił sie Bóg, to naukowcy,
                  by zaraz zdefiniowali, ze Bóg przez swoja moc leczy ludzi,
                  wtedy juz nie byłby to cud, ale zdefiniowana naukowo
                  dzialalnosc Boga...
                  • andreas.007 Re: to jest link do aury 18.07.08, 12:24
                    Najlepsze sa najprostsze przykłady.
                    Prosze bardzo GRWAITACJA.
                    pl.wikipedia.org/wiki/Grawitacja
                    Nauka opisuje to zjawisko, ale czy tlumaczy...

                    Pozwole sobie przytoczyc fragment "wiedzy naukowej"
                    czy wyjasnia nam naukowo wszystko...

                    "Wracając do sił grawitacyjnych, nie musimy się martwić co się z
                    nimi dzieje, kiedy obiekty poruszają się ruchem swobodnym (bo
                    żadnych sił wtedy nie ma). Np. Ziemia porusza się po elipsie dookoła
                    Słońca, bo nie działa na nią żadna siła i to jest jej "ruch
                    swobodny". Podobnie z innymi obiektami. Poruszają się "prosto przed
                    siebie". Tyle, że to "prosto" z naszego punktu widzenia zwykle nie
                    jest proste, bo my widzimy tylko przestrzeń, a nie widzimy czasu.
                    Ten ruch "prosto przed siebie" jest nie w przestrzeni ale w
                    zakrzywionej (obecnością mas) czasoprzestrzeni. Jego rzut na naszą
                    przestrzeń, to co widzimy, jest często nieco pogmatwany i widzimy na
                    ogół hiperbole i elipsy a w szczególnych wypadkach koła i parabole
                    (oczywiście jeżeli mamy tylko dwa obiekty, bo sprawa bardzo się
                    komplikuje nawet przy trzech). To jest główna różnica między
                    grawitacją Einsteina, prostą fizycznie, ale skomplikowaną
                    matematycznie a grawitacją Newtona, prostą matematycznie, ale
                    niemożliwą do wyjaśnienia fizycznie. W fizyce, której nawet sam
                    Newton nigdy nie chciał uznać, bo nie wierzył w siły działające na
                    odległość. I tych sił w rzeczywistości nie ma. Bo Ziemia nie
                    jest "przyciągana" do Słońca żadną siłą. Porusza się ruchem
                    swobodnym ale dla tych którzy wierzą, że ruchem swobodnym można się
                    poruszać tylko po prostej, Ziemia jest "najwidoczniej przyciągana"
                    przez Słońce. Jest to złudzenie wywołane różnicą modeli opisujących
                    rzeczywistość.

                    Co do siły grawitacyjnej, pojawia się np. kiedy stoimy na Ziemi.
                    Czujemy siłę grawitacyjną, bo pchamy Ziemię, a ona nas równą i
                    przeciwnie skierowaną siłą proporcjonalną do naszej masy
                    (inercyjnej). Skąd się ta siła bierze fizycznie? Otóż okazuje się
                    (co teoretycznie możemy wydedukować z części matematycznej powyżej,
                    ale można to zrobić łatwiej) że masy robią w swoim otoczeniu taką
                    sztukę, że czas w ich pobliżu biegnie tym wolniej im są większe. To
                    zjawisko nazywa się grawitacyjną dylatacją czasu. Skoro czas biegnie
                    wolniej to tak samo prędkość światła może zwalniać w pobliżu tych
                    mas. Więc kiedy jakiś obiekt w pobliżu jakiejś masy zewnętrznej
                    (względem tego obiektu) przesunie się w kierunku tej malejącej
                    prędkości światła c2 to i energia tego obiektu się zmniejszy (bo E =
                    Mc2). Wiec dany obiekt zachowuje się tak, jakby był popychany ze
                    swojego wnętrza przez siłę proporcjonalną do zmiany energii obiektu
                    wzdłuż tej drogi w kierunku zewnętrznej masy. I powstaje wrażenie
                    przyciągania przez masę zewnętrzną, podczas gdy w rzeczywistości to
                    sam obiekt jest popychany w kierunku zewnętrznej masy swoją
                    wewnętrzną siłą, bo obiekt dąży do stanu o niższej energii. Możemy
                    teraz obliczyć z ilości zmniejszania się energii obiektu pod wpływem
                    zmiany prędkości światła w otoczeniu zewnętrznej masy wskutek
                    dylatacji czasu i okaże się, że ta siła jest dokładnie taka, jaka
                    wynika ze wzoru Newtona na siłę grawitacyjną. Bez
                    żadnego "przyciągania" i tylko dzięki samej dylatacji czasu i przez
                    to przez zmianę prędkości światła na mniejszą. Może powstać pytanie,
                    czy w rzeczywistości to jakaś tajemnicza siła przyciągająca, czy to
                    tylko dylatacja czasu? Tę sprawę można rozstrzygnąć, mierząc czas
                    precyzyjnym zegarem i okazuje się, że to tylko dylatacja czasu
                    powoduje popychanie obiektu w kierunku zewnętrznej masy (w kierunku
                    mniejszej energii wewnętrznej obiektu) a żadnego dodatkowego
                    przyciągania Newtonowskiego nie ma."

                    Czyz to nie brzmi jak religia?

                    Czy to opis naukowy wyjasniajacy wszystko,
                    bo ja sklonny jestem raczej twierdzic, ze to próba opisania czegos
                    czego nie rozumiemy, a ze zawarto tam mnóstwo niewiadomych,
                    to jest to tak skomplikowane, ze az niezrozumiale...
                    TO ZAPEWNE CUD!

                    Powiedz czy zjawisko, cud przyciagania ziemskiego
                    dostatecznie jasno naukowo wytlumaczono?

                    NIE!

                    A wiec czymze jest nauka, a czymze religia?
                    W religii mowi sie o cudzie i mocach pozaludzkich,
                    a w nauce buduje wzory i definicje sil galaktycznych...

                    Religia operuje w sferze energii wyplywajacej z nas,
                    mowi sie, ze to co damy wszechswiatowi - wróci do nas,
                    nauka mowi, ze energia jest constans...
                    • andreas.007 Re: to jest link do aury 18.07.08, 12:27
                      TO JEST NA BAZIE WIARY TA NAUKA...

                      "Ten ruch "prosto przed siebie" jest nie w przestrzeni ale w
                      zakrzywionej (obecnością mas) czasoprzestrzeni. Jego rzut na naszą
                      przestrzeń, to co widzimy, jest często nieco pogmatwany i widzimy na
                      ogół hiperbole i elipsy a w szczególnych wypadkach koła i parabole
                      (oczywiście jeżeli mamy tylko dwa obiekty, bo sprawa bardzo się
                      komplikuje nawet przy trzech). To jest główna różnica między
                      grawitacją Einsteina, prostą fizycznie, ale skomplikowaną
                      matematycznie a grawitacją Newtona, prostą matematycznie, ale
                      niemożliwą do wyjaśnienia fizycznie. W fizyce, której nawet sam
                      Newton nigdy nie chciał uznać, bo nie wierzył w siły działające na
                      odległość. I tych sił w rzeczywistości nie ma. Bo Ziemia nie
                      jest "przyciągana" do Słońca żadną siłą. Porusza się ruchem
                      swobodnym ale dla tych którzy wierzą, że ruchem swobodnym można się
                      poruszać tylko po prostej, Ziemia jest "najwidoczniej przyciągana"
                      przez Słońce. Jest to złudzenie wywołane różnicą modeli opisujących
                      rzeczywistość."
                      • andreas.007 Re: to jest link do aury 18.07.08, 12:37
                        Napis na T-shirt...

                        GRAWITACJI NIE MA!

                        Bo nie wiemy co to jest...
                        • Gość: alex Re: to jest link do aury IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 12:58
                          oooooo i na tę koszulkę się piszę :D ..... wszak podobno cały czas
                          bujam w obłokach i nie chodzę po ziemi ;))


                          i bardzo proszę za tę dygresję nie stawiać mnie do kąta kolego
                          Andreas :)*
                          • andreas.007 Re: to jest link do aury 18.07.08, 13:51
                            dawno dawno temu na olimpiadzie matematycznej - finały,
                            dostałem takie pytanie:
                            Ile kątów ma kątomierz?

                            Wkurzyłem sie strasznie, bo to nie było zadanie matematyczne -
                            moim zdaniem, a olimpiada była naukowa przeciez...
                            Ale to pokazuje, jak nauke trzeba jednak traktowac
                            z przymruzeniem oka!

                            To taka moja dygresja, na Twoja...
                            ;))
                  • Gość: Vlad.H. Re: to jest link do aury IP: 80.53.41.* 18.07.08, 23:47
                    > A Kubica przezył bez szwanku taki wypadek...
                    > pl.youtube.com/watch?v=X4S4X-mK-kE
                    > Czyz to nie był cud?

                    Nie, to efekt technologii materialowej i porzadnej porcji matematyki. Gdyby
                    uderzyl parenascie cm dalej pewnie zostalaby z niego mokra plama.

                    Co do reszty, moze slyszales o wielkiej unitarnej teorii pola? jeszcze jej nie
                    ma ale... ale moze bylaby gdyby nie dzialania Kosciola Katolickiego - sami nie
                    wiemy ile lat stracilismy przez KK. (i tego nigdy KK nie wybacze)
                    • andreas.007 Re: to jest link do aury 19.07.08, 12:40
                      tak, to nalezy teraz te technologie wprowadzic do cywilnych aut,
                      i znieszc ograniczenia predkosci... ;))

                      Czlowiek próbuje zjawiska niezrozumiale dla niego tlumaczyc,
                      nazywa to tlumaczenie naukowym... ale zwyklej grawitacji,
                      nie jestesmy w stanie zrozumiec!

                      Zemia, to takie platformy kontynentów, z woda,
                      a wszystko na pólpłynnej lawie - trzyma sie to wszystko kupy,
                      a my na tym - choc wiruje to wokój wlasnej osi,
                      teoretycznie powinnismy odpaść... siła odsrodkowa,
                      wszystko jeszcze kreci sie woków Slonca,
                      a to wszystko jeszcze sie kreci i oddala...

                      Nauka czesto ogranicza sie do opisania zjawiska,
                      a nie wyjasnienia - podobnie jak religia,
                      ale uzywaja innych okreslen!

                      Moc Boska = sile galaktycznej,
                      ale tak de facto opisuja te same zjawiska!

                      Jedni tlumacza to wola Boga,
                      a inni siłami, energia i wymyslaja
                      unitarne teorie pola zunifikowanego transcedentalnie
                      z polaryzacja poprzeczna...

                      Byc moze nasza moc moglibysmy budowac nie na komputerach i ich sile,
                      ale na tym co mamy w głowie - podobno nie wykorzystujemy tego,
                      a ogladalem taki film naukowy o populacji Jedi -
                      czyli mozna sila woli!
                      ;))
                      • Gość: Vlad.H. Re: to jest link do aury IP: 80.53.41.* 19.07.08, 13:12
                        > tak, to nalezy teraz te technologie wprowadzic do cywilnych aut,
                        > i znieszc ograniczenia predkosci... ;))

                        Nie byloby cie stac... zreszta porownaj ceny roweru dobrej klasy wykonanego z
                        klasycznych materialow i roweru wykonanego z kompozytow.

                        > Czlowiek próbuje zjawiska niezrozumiale dla niego tlumaczyc,
                        > nazywa to tlumaczenie naukowym... ale zwyklej grawitacji,
                        > nie jestesmy w stanie zrozumiec!

                        Spokojnie - Wielka Unitarna Teoria Pol ma polaczyc to wszystko w spojna calosc.
                        Nie dziw sie ze nie potrafimy zrozumiec zwyklej grawitacji skoro tak naprawde
                        zajmujemy sie tym od 200 moze 300 lat. Wczesniej obowiazywala zasada
                        Tertullianskiego "credo, quia absurdum"... "Et mortuus est Dei Filius, prorsus
                        credibile est, quia ineptum est. Et sepultus resurrexit; certum est, quia
                        impossibile est".
                        A teraz stan na chwile i obroc sie do tylu, uwaznie przyjrzyj sie naszej
                        przeszlosci i powiedz jak wiele sie zmienilo w ciagu ostatnich stu lat...
                        Czlowiek przeniesiony z czasow mu wspolczesnych sto lat temu w nasze czasy
                        prawdopodobnie przezylby wiekszy szok niz gdyby eksperyment taki przeprowadzic u
                        czlowieka zyjacego 200 lat temu i przeniesionego do 1908 roku.
                        Zmienilo sie drastycznie wszystko w naszych czasach, jezyk, sposob komunikacji,
                        wiedza... swiat przyspiesza, nauka rozwija sie w postepie geometrycznym... za 50
                        lat my teraz bedziemy tam gdzie nasi przodkowie byli lat temu 100.

                        > Byc moze nasza moc moglibysmy budowac nie na komputerach i ich sile,
                        > ale na tym co mamy w głowie - podobno nie wykorzystujemy tego,
                        > a ogladalem taki film naukowy o populacji Jedi -
                        > czyli mozna sila woli!

                        Ulalala widze ze dosc swobodnie sobie poczynasz radosnie galopujac przez teorie
                        naukowe niczym mlody zrebak pierwszy raz wypuszczony na lake...
                        • andreas.007 Re: to jest link do aury 19.07.08, 13:34
                          zapewne jest jakas teoria naukowa na to przyspieszenie,
                          a moze nawet definicja i wzór, jak z grawitacja...
                          wzorów mamy ci dostatek - niektóre proste, ale wbrew prawom fizyki,
                          inne skomplikowane... z elementami dylatacji czaso-przestrzeni.

                          Galopuje albowiem tak naprawde to jak z kubkami,
                          jest tyle róznych z uszkami, z dzióbkami, plaskie,
                          maja malunki, a nawet płaskorzezby, ja mam taki,
                          to wyglada, jak by był pognieciony cały...
                          ale przeciez wszystkie sluza jednemu - zeby nalac tam płyn i wypic!

                          Pije wiec za Twoje zdrowie!

                          Gnamy bardzo gnamy, ale czy to nas gdzies przybliza?
                          Jestesmy przez to szczesliwsi... moze jest taniej.

                          Właziłem na Sniezke - piekne widoki, cudowne widoki,
                          byłem zachwycony, oniemiały z wysiłku i zachwytu,
                          byłem z przyjaciólmi....

                          Tak sobie wtedy pomyslałem, ze nie musze jechac na Kajmany
                          czy Kalmary czy Ibize, bo przezywam tu przepiekne chwile,
                          a zobacz moje zdjecia z zachodu słonca w Szczecinie - Katedra!
                          fotoforum.gazeta.pl/72,2,781,82129501,82129501,0,2.html?v=2
                          Kolega w tym czasie siedział w Zakopanem z widokiem na Giewont,
                          dostał fotke i był zachwycony.... pytał gdzie to jest tak pieknie!

                          A my mamy takie przyspieszenie...

                          Twoje zdrowie!
                          • Gość: Vlad.H. pamietaj andreasie IP: 80.53.41.* 19.07.08, 13:41
                            ze nie mamy nawet obowiazku bycia szczeliswymi - wspoczesna cywilizacja wtalcza
                            nam tak wszystkie wzorce i durne i madre ze czlowiek przestaje byc soba i goni
                            cudze wyobrazenia zapominajac o samym sobie.

                            I nie zdradze moich miejsc w ktorych doswiadczam wlasnej malosci w obliczu
                            piekna swiata...
                            • andreas.007 Re: pamietaj andreasie 19.07.08, 13:50
                              bo przeciez tak naprawde nie chodzi o te technike,
                              no moze medycyna jest przydatna - przedłuza zycie,
                              ale chodzi zeby byc szczesliwym...

                              Tak czasami mysle sobie ile potrzebuje jeszcze do szczescia...
                              pieniedzy, rzeczy, techniki - a moze to nie to jest potrzebne?

                              Zle sie dzisiaj czuje - chyba sie zatrułem -
                              jadłem wczoraj w barze w Media Markt na Mieszka,
                              drogo i niedobre...
                              • andreas.007 Vlad a tacy Mormoni 19.07.08, 14:14
                                ograniczaja wplyw nowoczesnosci - zyja po staremu,
                                podobno szczesliwie, a ludzie z nowowczesnosci
                                placa krocie za produkty zywnosciowe ich dziela...
                              • Gość: Vlad.H. Re: pamietaj andreasie IP: 80.53.41.* 19.07.08, 14:21
                                > Tak czasami mysle sobie ile potrzebuje jeszcze do szczescia...
                                > pieniedzy, rzeczy, techniki - a moze to nie to jest potrzebne?

                                A moze juz byles szczesliwy i tylko o tym nie wiesz? I moze dlatego ze juz byles
                                szczesliwy to juz nie bedziesz?


                                > Zle sie dzisiaj czuje - chyba sie zatrułem -
                                > jadłem wczoraj w barze w Media Markt na Mieszka,
                                > drogo i niedobre...

                                Dlatego bardzo rzadko stouje sie na miescie - wole byc glodny.
                                • andreas.007 Re: pamietaj andreasie 19.07.08, 14:40
                                  a ja całe dorosłe zycie stołuje sie na miescie...

                                  Nie, ja nie narzekam na brak szczescia...
                                  a moze myle szczescie z przyjemnoscia?
                                  Tak łatwo pomylic...
                                  ;))

                                  W Chinach czyni sie badania ludnosci
                                  wzgledem wlasnie POCZUCIA SZCZESCIA!
                                  Najszczesliwsza jest srednia klasa, nie biedni i nie bogaci!
                                  Ja spełniam dokladnie ten parametr!
                                  No nie jestem tylko Chinczykiem i nie taki pracowity...
    • Gość: * A to jest link do... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.08, 13:20
      Polecam na poważnie:
      - Zeitgeist Polskie napisy) - stara wersja(118 min). Dla tego znacznie lepiej
      ściągnąć na dysk, a jeszcze lepiej wypalić na DVD. Mocny film dokumentalny, w
      trzech częściach pokazujący i wyjaśniający przykłady jak społeczeństwo jest
      manipulowane. Dokument Cz. I. Religijna - pokazuje astro-teologiczne podstawy
      chrześcijaństwa. Udowadnia, iż religia chrześcijańska jest jedynie splagiatowaną
      wersją wcześniejszych mitów, głównie egipskich i opiera się na astrologii.
      video.google.pl/videoplay?docid=-5870901554543719947
      www.filmy.zmyka.pl/filmik,0,247,zeitgeist_polskie_napisyavi.htm
      www.opensubtitles.org/pl/subtitles/3146377/american-zeitgeist-pl
      www.tuga.pl/?page_id=43|
      Kilka linków aktualnie dostępnych podałem dla tego, że zablokowanie pierwotnego
      nikogo nie powinno zdziwić.
      Życzę przyjemnej i rozważnej lektury, która daje znacznie więcej do myślenia,
      niż podręcznik do etyki w szkołach napisany przez ks. prof. Andrzeja Szostka
      zatwierdzony przez MEN spłycający zagadnienia etyki do kolejnej znanej już formy
      manipulacji.
      • andreas.007 Re: A to jest link do... 19.07.08, 14:11
        zaprzyjazniony niemiecki biznesmen
        zawsze mi mówił, ze ludzie dziela sie na tych,
        co musza pracowac i tych co korzystaja z pracy innych!

        Tak wiec zawsze znajdzie sie ktos czy grupa osób,
        które chce korzystac z pracy innych zapewniajac sobie...
        miłe zycie i przyjemnosci!

        Ktos madry powiedział jednak,
        ze BOGACTWO nie polega na tym, zeby posiadac,
        ale zeby KORZYSTAC z niego!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja