hsps
24.10.03, 12:12
Ptak ma najwyraźniej niejakie doświadczenie:
"Były zawodnik ŁKS Łódź zdradza jak działacze tego klubu kupowali mistrzostwo
Polski w 1998 roku!
- Na początku sezonu powiedziano nam, że część premii za wygrane mecze będzie
przeznaczona na sędziów. Mili oni przychylnym okiem spoglądać na nasz zespół.
Prawie cały sezon plan ten był realizowany i nic dziwnego, że zamiast 1,2 mln
złotych dostaliśmy po wywalczeniu mistrzostwa 860 tysięcy – mówi Cebula.
- Oczywiście nie obyło się bez kupowania meczów. Sam brałem udział w jednym
takim zdarzeniu. Zostałem wytypowany do załatwienia spotkania z KSZO. To była
przedostatnia kolejka i musieliśmy wygrać na wyjeździe, bo inaczej z
mistrzostwa byłyby nici. Mieliśmy kasę, więc się szybko dogadaliśmy.
Zadzwoniliśmy do jednego z piłkarzy KSZO i szybko uzgodniliśmy sumę, za którą
pozwolą nam wygrać. Za zwycięstwo 1:0 zapłaciliśmy 100 tysięcy złotych. Przy
okazji kupna meczu z KSZO wysłano ze mną człowieka, który patrzył nam na
ręce – dodaje były gracz ŁKS.
- Opowiadam o tym, bo mam wyrzuty sumienia. Człowiek nie może z tym żyć. Po
aferze Szczakowianki zdecydowałem się powiedzieć, jak było. Mam wielki żal do
Antoniego Ptaka (właściciel ŁKS w 1998 roku). Kiedyś nie pozwolił mi zarobić
pieniędzy w USA. Najpierw zażądał za wypożyczenie do drużyny Tampa Bay 60
tysięcy dolarów, a kiedy wydawało się, że doszliśmy do porozumienia, zmienił
zdanie i chciał 200 tysięcy dolarów. To co mówię teraz, nie jest formą
zemsty. W polskiej lidze kupuje się mecze jak bułki w hipermarkecie. Szkoda
mi kibiców. Mecze w dużej części są już dawno ułożone. PZPN trzyma głowę w
piasku jak struś – zakończył Tomasz Cebula."