as9943
19.11.08, 08:14
a był panem sytuacji.A teraz
Miał być prezesm ANR
Łuczak się rozchorował
Michał Łuczak był człowiekiem orkiestrą, gdyż pracował nie tylko jako szef
sejmiku, ale także zatrudniony był na Uniwersytecie Szczecińskim, który po
aferze z „białym proszkiem” podziękował mu za pracę. Jak wynika z jego
oświadczenia podatkowego za ub. rok, zarobił na US 29 tys. zł, plus 31 tys. zł
jako radny i szef sejmiku. W Społecznej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i
Zarządzania skasował 33 tys. zł. Ale to nie wszystkie fuchy byłego
przewodniczącego.
Łuczak został zatrudniony jako absolwent politologii na stanowisku
administratora oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych w Gryfinie (pensja ok. 7
tys. zł miesięcznie). Mieliśmy wątpliwości, czy ma ku temu odpowiednie
kwalifikacje, ale Adam Poniewski - pełniący obowiązki dyrektora ANR w
Szczecinie, w piśmie do redakcji stwierdził, że Łuczak ma bogate doświadczenie
zawodowe w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi.
Łuczak popracował w Gryfinie dość krótko: od 25 sierpnia br. do 6 listopada
2008. Następnego dnia (7 listopada) został zatrudniony przez Oddział Terenowy
ANR w Szczecinie na stanowisku głównego specjalisty w sekcji organizacyjnej.
Według naszych informatorów, z tego stanowiska miał wskoczyć na fotel
dyrektora oddziału (bez konkursu), ale piątkowy wieczór zniweczył te zamiary
głównego kadrowego województwa - czyli posła Sławomira Nitrasa.
10 listopada został oddelegowany do JGZ Gryfino jako pełniący obowiązki
administratora tejże jednostki. Funkcję tę pełnił do poniedziałku (17
listopada), kiedy złożył pisemną prośbę o odwołanie go ze stanowiska, co też
dyrektor Poniewski uczynił. Zaraz po odwołaniu z Gryfina Łuczak wrócił do
pracy w siedzibie agencji na Wałach Chrobrego i... poszedł na zwolnienie
lekarskie jako pracownik agencji. Choroba nie przeszkodziła mu wziąć udział w
konferencji prasowej, na której odczytał swoje oświadczenie.