Festung Thorn 1945.

03.12.09, 19:10
Sa nowe opisy walk wedrującego kotła "Festung Thorn" w lutym 1945r.
Na poczatku przypomnę stary link dla nie zorientowanych.

forum.gazeta.pl/forum/w,71,70833092,0,Festung_Thorn_1945.html
a tu nowe informacje.

W skład wojsk niemieckich w Toruniu wchodziły:

- 31 dywizja grenadierów narodowych

- 9 batalionów obrony

- elewi szkół podoficerskich i oficerskich

Z frontu warszawskiego z okolic Nowego Dworu i Modlina weszły dla wzmocnienia
Torunia: rozbita 73 dywizja piechoty i inne grupy bojowe. Obrona składała się
z dwóch obwodów - zewnętrznego i wewnętrznego. Posiadała około 100 dział,
sześciolufowe moździerze rakietowe, 20 czołgów, 3 bataliony artylerii
przeciwlotniczych oraz wiele innej broni.

30 stycznia radziecki dowódca 70 armii gen. Popow wystosował ultimatum do
komendanta twierdzy gen. Lüdecke, że Toruń jest okrążony z wszystkich stron i
dalszy opór jest bezcelowy. Komendant twierdzy nie przyjął wezwania do
kapitulacji. Otrzymał w tym dniu rozkaz ge. Guderiana, aby przerwać okrążenie
i wycofać się w kierunku Grudziądza – Świecie.

Garnizon podzielono na dwie grupy:

a) północna, w skład której wchodziła 73 dywizja i część oddziałów
fortecznych – kierunek Toruń – Grzywno

b) południowa, w skład której wchodziła 31 dywizja grenadierów narodowych
– kierunek Toruń – Fordon

30 stycznia 31 dywizja przeprawiła się przez mosty w Toruniu, które potem
wysadziła (dwa mosty, dworzec główny, pocztę i kilka ważnych budynków). O
godzinie drugiej w nocy z 30 na 31 stycznia zaczęto przerywać okrążenie.

W dniu 31 stycznia wieczorem wojska niemieckie oddalone były o około 15 – 20
km od centrum miasta. Osiągnęły miejscowości Cichoradz, Siemoń, Bierzgłowo,
Rzęczkowa. Po drodze napotykały na opór żołnierzy radzieckich, które nie były
w stanie zatrzymać wielokrotnie silniejszych sił niemieckich.

Do Torunia wojska radzieckie weszły 1 lutego z rana. Manewr wypuszczenia wojsk
z Torunia uchronił zabytkowy Toruń przed zniszczeniem. Nękające zaczepki i
stoczone bitwy na przestrzeni 50 km aż do Chełmna spowodowały likwidację tych
wojsk. Do celu za Wisłę dotarło około 15 – 20 % na dodatek bez ciężkiego
uzbrojenia.

O tych bitwach w kolejnym odcinku.


    • kdesw Re: Festung Thorn 1945. 03.12.09, 20:29
      Kocioł toruński 1945 r. ciąg dalszy

      Dąbrowa Chełmińska – Otowice

      Obie grupy cofającej się armii niemieckiej spotkały się ostatecznie w Otowicach
      i Dąbrowie Chełmińskiej. Kierunek na Unisław był niemożliwy, ponieważ Rosjanie
      ściągnęli tu ciężkie uzbrojenie – czołgi i działa. Unisławia bronił 47 Korpus
      Armijny.

      Nawałnica wojsk niemieckich, która pojawiła się w Dabrowie Chełmińskiej
      dosłownie rozgromiła lekko uzbrojonych żołnierzy radzieckich. Niemcy pojawiali
      się z wszystkich dróg leśnych międzya lasem reciniewskim, Otowicami a Wałdowem.
      Za targowicą w Dąbrowie Chełmińskiej Rosjanie usytuowali swoją bazę wojskową ze
      sprzętem wojskowym. Było to na wylocie szosy z Torunia. Tu stoczono ciężką
      bitwę, w której radziecka jednostka wojskowa została rozbita. Relacje świadków
      opisują pobojowisko jako miejsce, w którym leżały całe góry zabitych żołnierzy
      obydwu stron. Żołnierze radzieccy, którym udało się wyjść żywym cofnęli się do
      lasu lub poukrywali w różnych zakamarkach, piwnicach, strychach, szopach.
      Pomogli im w tym mieszkańcy Dąbrowy Chełmińskiej. Olbrzymia ilość pojazdów
      wojskowych nie mieściła się na szosie, która była tylko jedna. Wykorzystywano
      wszystkie możliwe drogi. Dużo żołnierzy niemieckich nadeszło z kierunku Bolumina
      koło dworca kolejowego. Ciężkie pojazdy wojskowe – czołgi, wozy pancerne, armaty
      kierowały się szosą w kierunku Czarża lub Janowa. Również z lasów w Otowicach i
      skraju lasów przed Raciniewem pojawiło się dużo żołnierzy oraz tak zwane tabory.
      Na wozach konnych i samochodach przewożono zapasy żywności, amunicję
      artyleryjską oraz ruchome wyposażenie.

      Rosjanie oficjalnie przyznali się do straty w Dąbrowie Chełmińskiej 54 zabitych
      żołnierzy. Zabitych żołnierzy niemieckich nikt nie dokumentował. Było ich
      zapewne wielokrotnie więcej. Bitwę stoczono 1 lutego 1945 r.

      Po latach można postawić pytanie co stało się z poległymi? Gdzie ich pochowano?

      Zwłoki żołnierzy radzieckich przewieziono do Chełmna i pochowano w zbiorowej
      mogile najpierw na rynku, później poniżej rynku na ulicy 3 Maja w pobliżu koszar
      wojskowych.

      A co ze zwłokami żołnierzy niemieckich? Znalazłem świadka, który przekazał taką
      wiadomość: “Widziałem jeńców niemieckich zajmujących się grzebaniem zwłok
      poległych żołnierzy niemieckich. Mieli także małe białe łódki, na które układali
      zwłoki i wywozili do dołów w ustronnych miejscach, gdzie ich pogrzebali”.
      Świadek nie pamięta miejsca pochówku.

      Szlak Dąbrowa – Janowo – Rafa

      Od krzyżówki w Dąbrowie Chełmińskiej część wojsk niemieckich kierowała się w
      kierunku Janowa. Był to dla nich ważny kierunek, ponieważ prowadził do
      budowanego przez Rosjan mostu na Wiśle. Po wyjeździe z lasów w Janowie Niemcy
      napotkali zupełnie niespodziewany opór. Okoliczne lasy w Reptowie pełne były
      żołnierzy radzieckich i sprzętu. Oczekiwali w lasach na ukończenie przeprawy na
      Wiśle w Rafie. Niemcy w Janowie doszli tylko do sklepu. Stąd zostali wyparci,
      skierowali się w kierunku Czemlewa. W stoczonej bitwie zginęło 3 żołnierzy
      radzieckich, a w Czemlewie 13. Polegli odnotowani są pod datą 2 lutego 1945 r.

      Przeprawa Na Wiśle w Rafie

      Rosjanom nie udało się opanować mostu na Wiśle Strzyżawa – Fordon. Na starych
      XIX-wiecznych mapach w Rafie zaznaczona była przeprawa przez rzekę. Postanowiono
      w tym miejscu zbudować most, żeby przerzucić ogromną ilość żołnierzy i ciężkiego
      sprzętu wojskowego. Do prac budowlanych zatrudniono całą dorosłą ludność Rafy i
      okolicy. W ekspresowym tempie zbudowano aż dwa mosty, jeden drewniany, drugi
      lodowy. Znalazły się kafary, które wbijały słupy w dno Wisły. Okoliczne lasy
      dostarczyły odpowiedniego budulca. Duże zdziwienie sprawiały pieńki metrowej
      wysokości, które później można było oglądać w lesie. Ścinano drzewa na takiej
      wysokości, żeby było szybciej.

      W trakcie budowy prowizorycznego mostu drewnianego wystąpiło zagrożenie ze
      strony nadciągających żołnierzy niemieckich, których udało się zatrzymać w
      Janowie. Na pomoc i ochronę budowanej przeprawy przyszła artyleria radziecka,
      która strzelała z Dolnych Strzelec z drugiej strony Wisły i tworzyła zaporę
      ogniową. Ostrzeliwana była przede wszystkim szosa Dąbrowa – Czarże – Czemlewo
      oraz Gzin.
      • kdesw Re: Festung Thorn 1945. 03.12.09, 20:36
        c.d.

        Trochę poniżej drewnianej przeprawy w Rafie zbudowano drugi most, lodowy. Na
        lodzie kładziono słomę i gałęzie wierzbowe (faszyna), które w nadbrzeżnych
        kępach nadwiślańskich rosły obficie. Utworzyła się gruba poduszka faszynowo –
        słomiano – lodowa dla przejazdu lekkich pojazdów, a przede wszystkim piechoty.
        Te przeprawy w Rafie wykorzystywano aż do wiosny, kiedy lód pokruszył się i
        wszystko popłynęło z biegiem Wisły. Pływające resztki mostu stanowiły poważne
        zagrożenie dla stałego drewnianego mostu w Chełmnie. Tędy przeprawiło się bardzo
        dużo ciężkiego sprzętu wojskowego wojsk radzieckich. W Fordonie naprawiono też
        wysadzony most. Na uszkodzonych przęsłach pobudowano drewniane kładki. Czołgi i
        ciężki sprzęt tam jednak nie mogły się przeprawiać. Most odbudowano dopiero w
        1956 roku.

        Zostaje jeszcze do wyjaśnienia stan dróg gruntowych przez Janowo i Rafę. Ciężki
        sprzęt wojskowy wyżłabiał głębokie rowy. Miejscowa ludność przez kilka miesięcy
        w dzień i w nocy zobowiązana była zasypywać głębokie koleiny. Koło szkoły w
        Rafie był drewniany mostek, który nie wytrzymał ciężaru. Obok niego zbudowano
        drugi. Jedna z załóg czołgowych pragnęła skrócić drogę i przy przeprawie przez
        zamarznięty stawek utopiła czołg. Żołnierze uratowali się, ale czołg wydobyto
        dopiero po roku. W budynku szkolnym w Rafie zorganizowano posterunek NKWD. Były
        zatargi z miejscową ludnością, które bardzo szybko zażegnywano na samo
        wspomnienie o NKWD.

        Po przejściu frontu w Rafie zgromadzono w lasku kilkaset jeńców niemieckich.
        Okoliczne lasy pełne były maruderów. Trzymano ich kilka dni w tym 1 metrowym
        lesie, następnie pieszo mostem lodowym przeszli na drugą stronę Wisły.

        Przerwanie kotła toruńskiego 1945 r. cz.III
        Otowice – las raciniewski

        Przed wieczorem 1 lutego 1945 r. z wszystkich dróg i duktów leśnych zaczęli
        pojawiać się żołnierze niemieccy. Najpierw zwiadowcy rozpoznawali teren. Po
        cichu likwidowano postawione czujki. Tak zginął młody żołnierz postawiony koło
        sklepu w Otowicach. Mieszkańcy domu przebywali przez te niebezpieczną noc w
        piwnicy. Chcieli ulitować nad młodym żołnierzem, żeby się ogrzał w piwnicy.
        Odmówił. Nad ranem znaleziono go martwego – zasztyletowanego. Nikt nie słyszał
        walki. Wojsko niemieckie przekroczyło szosę Dąbrowa – Raciniewo i przeszło
        przynajmniej trzema drogami w kierunku Gzina, który był słabo broniony. Do Gzina
        łatwo było wejść, gorzej z wyjściem.
        • kdesw Re: Festung Thorn 1945. 03.12.09, 20:39
          Pułapka Gzin

          Od wschodu i południa Gzin otoczony jest lasami. Od północy są wzgórza, które
          prowadzą do niziny nadwiślańskiej z licznymi mokradłami, torfowiskami oraz
          rowami melioracyjnymi.

          W Gzinie Niemcy przebywali przynajmniej 3-4 dni od 1 do 4 lutego. Tu załozono w
          pięciu gospodarstwach szpitale polowe dla rannych. Nieduża bitwa rozegrała się
          koło nowej szkoły. Wykopano dla obrony rowy strzeleckie. Koło stawu w środku wsi
          Niemcy postawili baterię artylerii przeciwlotniczej. Okoliczne wzgórze w lesie
          rolnika Kiliana stanowiło znakomity punkt obserwacyjny na całą pradolinę Wisły.
          Stąd próbowano wydostać się następującymi drogami:

          - łagodnymi stokami w kierunku Borek – Czarże

          - brukiem koło nowej szkoły na Borki – Czarże

          - nad stawem przez mokradła w kierunku Bruk

          - parową między Gzinem i dawnym Łoktowem

          - łagodnymi stokami w Łoktowie w kierunku Bruki – Błota – Kokocko

          W Gzinie po chwilowym odpoczynku pozostawiono niepotrzebny sprzęt wojskowy i
          pojazdy. Mieszkańcy opowiadali, że Niemcy zastrzelili 500 niepotrzebnych im
          koni. Liczba ta wydaje się grubo przesadzona. Zostawiono dużo pojazdów
          samochodowych oraz amunicji, zwłaszcza pocisków moździerzowych. Po latach przy
          próbach rozbrajania min zginęło lub zostało rannych kilku młodzieńców. W
          gospodarstwie rolnika Błaszkiewicza w Dolnym Gzinie Niemcy w poszukiwaniu
          ukrywających się żołnierzy bagnetami zasztyletowali 6 żołnierzy radzieckich,
          którzy ukryli się w oborniku. Znalezieni zostali dopiero na wiosnę, jak wywożono
          obornik.

          Żołnierzy niemieckich poległo w Gzinie około 50. Zwłoki poległych żołnierzy
          pochowano w piaskowni rolnika Oręczaka w Dolnym Gzinie. Rosjanie nie podali ilu
          zginęło ich żołnierzy. Według moich danych było ich przeszło 10 – 15. Jeden
          żołnierz uratował się przez to, że znalazł schronienie pod małym mostkiem
          poniżej drogi brukowej w Dolnym Gzinie.

          Zachowało się jeszcze jedno wydarzenie. Wojsko niemieckie opuściło już Gzin, a w
          gospodarstwie rolnika Bacińskiego leżącego trochę na poboczu (niedaleko
          grodziska) zostało na kwaterunku jakieś 15 – 20 Niemców. W sąsiednim budynku
          mieszkali żołnierze radzieccy. Po zorientowaniu w sytuacji (dziecko wysłane do
          sąsiadów nie wróciło) Rosjanie otoczyli dom i wezwali Niemców do poddania. Był
          wśród nich zacięty oficer nazistowski, który odmówił poddania. Budynek zdobyto
          szturmem, wszystkich Niemców zastrzelono.
          Czarże

          Brak mi bliższych danych o bojach stoczonych w Czarżu. Według wykazów poległych
          żołnierzy radzieckich zginęło 16. Przeprowadziłem rozmowę z jednym byłym
          mieszkańcem naszej gminy, który służył w wojsku niemieckim, ponieważ rodzina
          przyjęła III grupę narodowości niemieckiej. Opowiadał jak przedzierali się z
          Torunia, jaki ostry rygor władze wojskowe wprowadziły w Toruniu w stosunku do
          swoich żołnierzy. On to wraz z czterema innymi przebrał się w budynku
          gospodarczym w Czarżu (przed “Niebem”). Gospodarz dostarczył im cywilne ubranie
          i w ten sposób zakończyli wojnę.
          • kdesw Re: Festung Thorn 1945. 03.12.09, 20:41
            Kierunek Borki – Błota – wspomnienia naocznego świadka

            O tych wsiach wypowiada się mieszkaniec wsi Bruki, który jako młodzieniec dużo z
            tamtego czasu zapamiętał:

            Około 20 stycznia 1945 r. gospodarze niemieccy, u których pracowaliśmy w Brukach
            II zgodnie z zarządzeniem władz niemieckich ewakuowali się do Niemiec.
            Przygotowaliśmy dwukonny wóz w części zakryty, podobny do wozu cygańskiego.
            Niemiecka rodzina składała się z dwóch kobiet i dwojga małych dzieci. Mężczyźni
            byli w wojsku niemieckim. Udaliśmy się wozem do pobliskiego Kokocka, gdzie
            Niemcy zbudowali most na lodzie. Na zamarzniętej Wiśle na lodzie wyłożono
            warstwę faszyny i polewano wodą. Warstwy układane były wzdłuż i w poprzek.
            Stworzona była zamarznięta poduszka, po której można było przejeżdżać na drugi
            brzeg Wisły. Przepuszczano wozy w odstępach kilkunastometrowych. Wszyscy z
            wyjątkiem małych dzieci przechodzili pieszo za wozami. Po przeprowadzeniu przez
            rzekę wróciliśmy na Bruki II, gdzie zajmowaliśmy się karmieniem pozostałego
            inwentarza. W dniach 26 lub 27 stycznia wieczorem do naszego domu przybyło do
            strony Płutowa 4 żołnierzy niemieckich w długich płaszczach wojskowych.
            Wypytywali nas płynnie po niemiecku o sytuację we wsi, o wyjeździe mieszkańców,
            o stacjonujące wojsko. W rozmowie zorientowali się, że jesteśmy Polakami. Wtedy
            rozpięli płaszcze i ukazały się zielone mundury nieznanych nam żołnierzy
            radzieckich. Byli to zwiadowcy radzieccy przybyli z Płutowa. Matka przygotowała
            posiłek, bo mieliśmy świeżo ubite mięso z dwóch świń. Jednak jako pierwsi
            musieliśmy zajadać. Widać, że do końca byli nieufni, bali się żeby nie zostać
            otrutym. Na drugi dzień z samego rana aż zaroiło się od żołnierzy radzieckich.
            Było też dużo pojazdów wojskowych. Bruki wyzwolone były bez żadnego wystrzału.
            Następnego dnia wojsko opuściło wieś. Żołnierzy radzieckich zostało niedużo.
            Kwatery mieli po dwóch u niektórych gospodarzy. Około 3-4 lutego z rana, około
            godziny pól do czwartej zajechali motocyklami żołnierze niemieccy. Na rogach
            bydynku ustawili na stojakach karabiny maszynowe i wycelowali je na Kokocko.
            Potem zjawiło się dużo wozów konnych. Na naszym podwórku stanęło sześć wozów.
            Pod pokrowcami były konserwy, czekolada i suchary. Dzień i noc stali wartownicy
            z karabinami. Jako zwinny chłopiec spenetrowałem te wozy i za pazuchą wyniosłem
            czekolady i konserwy dla przebywającej w tym czasie w piwnicy rodzinie. W naszym
            mieszkaniu kwaterował wyższy oficer ze służbą. Słyszałem jak wysyłał zwiad w
            kierunku Kokocka. Żaden z wysłanych żołnierzy nie wracał. Oficer był bardzo
            zdenerwowany, bo nie mógł zrozumieć co się stało. Wysłał trzy patrole i nikt nie
            wrócił. Okazało się, że niedaleko nas stały w polu stogi ze zbożem, w których
            ukrywali się radzieccy zwiadowcy. Byli podobnie jak żołnierze niemieccy w
            białych maskujących płaszczach. Przechodzących obok stogów zwiadowców bez hałasu
            zasztyletowano. Potem oglądaliśmy zwłoki dziewięciu żołnierzy niemieckich pod
            stogami. Z wojskiem niemieckim przemieszczali się też cywile (kobiety z
            dziećmi), którzy nie chcieli wpaść w ręce radzieckie. W rowach i koło
            gospodarstwa leżało dużo zwłok żołnierzy tak rosyjskich jak niemieckich, którzy
            padli w pojedynczych potyczkach. Były tu walki wręcz lub polowanie na
            przechytrzenie przeciwnika. Ze strony Płutowa nasze tereny były ostrzeliwane
            przez radziecką ciężką artylerię. Ostrzeliwano Bruki również. Jeden z pocisków
            artyleryjskich z wieży kościelnej w Unisławiu trafił w samochód tankietkę pełną
            rannych żołnierzy. Wszyscy zginęli w wielkich mękach. Po 3 – 4 dniach Niemców
            było coraz mniej. Przemieszczali się w kierunku Rożnowo – Borówno. Obserwowałem
            jak żołnierze radzieccy prowadzili wiele setek jeńców z Borówna w kierunku
            Płutowa. Zwłoki poległych żołnierzy jeńcy niemieccy zwozili do dużych dołów.
            Posiadali takie wąskie, białe łódki. Duża zbiorowa mogiła znajduje się w Brukach
            II koło gospodarstwa rolnika Stefańskiego. Zwłoki żołnierzy radzieckich
            przetransportowano do Chełmna. Rosjanie przyznali się do następujących strat:
            Bruki II – 22, Unisław – 23, Błota 31, razem 76 osób. Posiadam z tego okresu
            dużo jeszcze wiadomości, które spiszę dla potomnych w pamiętniku.
            • kdesw Re: Festung Thorn 1945. 03.12.09, 20:44
              Przerwanie kotła toruńskiego cz. IV

              Kokocko – Borówno

              W tych miejscowościach staczana była największa bitwa w ziemi chełmińskiej.
              Niemcy zbliżali się do Kokocka z dwóch stron szosą od Czarża i z Bruków i Błot.
              Rosjanie postanowili w Kokocku i Borównie zatrzymać przebijających się z Torunia
              Niemców. Według wspomnień mieszkańców toczono tu zacięte boje nie tylko na
              karabiny ale i na bagnety. Uciekający żołnierze niemieccy stali się łatwym celem
              na zamarzniętej Wiśle. Wielu z nich zostało na lodzie. W Kokocku jest stary
              ewangeliczny cmentarz, na którym pogrzebano około 60 zwłok żołnierzy niemieckich.

              Nieco dalej w kierunku Chełmna w gospodarstwie rolników Geppus (obecnie
              Kalwickiego) toczono dalsze boje. Koło gospodarstwa poległo około 100 żołnierzy
              niemieckich.

              W budynku mieszkalnym Geppusów lekarze niemieccy operowali rannych żołnierzy.
              Zachował się do dnia dzisiejszego stół, na którym operowano rannych.

              W otoczeniu prowadzono zacięte boje. Schwytanych żołnierzy radzieckich
              przyprowadzano do gospodarstwa, przesłuchiwano, potem wyprowadzano za stodołę i
              rozstrzeliwano. Polegli żołnierze niemieccy pochowani zostali na wzgórku koło
              szosy. Było ich w przybliżeniu od 50 do 100. W 2001 roku szczątki zostały
              ekshumowane przez specjalistyczne przedsiębiorstwo niemieckie i wywiezione do
              zbiorowej mogiły. Było dużo kości, sprzączek pasów, guzików wojskowych i
              tabliczek rozpoznawczych. Obok tych grobów odkopano, ustawiono i poświęcono
              figurę Piety.

              Największa bitwa stoczona była w Borównie przy główniku. Był to zbiorczy kanał
              melioracyjny, odbierający wodę z całej niziny od wsi Borki do Chełmna. Posiadał
              jeszcze 5 dodatkowych rowów. Tutaj przy przeprawie czekały na nadchodzących z
              Bruk i Błot wojska radzieckie. Bitwa była bardzo krwawa. Nadmienić można, że
              Rosjanie przyznali się do strat 227 żołnierzy. Niemcy ponieśli straty
              wielokrotnie większe. Mieszkańcy Borówna wspominają, że w długich okopach
              pogrzebano około 1000 żołnierzy niemieckich. Ten masowy grób jest do dnia
              dzisiejszego nietknięty.

              Mimo licznych wysiłków i duzych strat resztki garnizonu toruńskiego przedzierały
              się dalej w kierunku Chełmna. Następna poważną zaporę napotkali Niemcy pod górą
              w Starogrodzie.
              • kid_cassidy Re: Festung Thorn 1945. 04.12.09, 10:55
                Jedno mnie zastanawia- jesli wycofywanie i przebijanie w stronę
                Grudziadza miało tak nieskładny i chaotyczny (jak na standardy
                Wermachtu) przebieg, to czy możliwe jest, by w tym wszystkim
                transporowano jeszcze bursztynową komnatę, o której pisałes
                wcześniej?
                Gdyby faktycznie miała ona podróżowa z wojskiem, to przebijanie się
                miałoby inne oblicze.
                • kdesw Re: Festung Thorn 1945. 04.12.09, 18:46
                  kid_cassidy napisał:

                  > Jedno mnie zastanawia- jesli wycofywanie i przebijanie w stronę
                  > Grudziadza miało tak nieskładny i chaotyczny (jak na standardy
                  > Wermachtu) przebieg, to czy możliwe jest, by w tym wszystkim
                  > transporowano jeszcze bursztynową komnatę, o której pisałes
                  > wcześniej?
                  > Gdyby faktycznie miała ona podróżowa z wojskiem, to przebijanie się
                  > miałoby inne oblicze.

                  Nie koniecznie,bo plany sztabców wojskowych są w zderzeniu z rzeczywistością,a
                  ona była taka,że Rosjanie,po sygnale o opuszczeniu przez garnizon toruński
                  własciwie ocenili kierunek zaplanowanej merszruty garnizonu w rejon Unisławia i
                  tu skoncentrowali swe siły,aby powstrzymac marsz "kotła toruńskiego",co innego
                  planistyczne podejscie do zaplanowanych zadan i wykonania jego kolejnych
                  etapów,a co innego rzeczywistość i prawidłowa reakcja przeciwnej strony,to stąd
                  nastapił chaos w rejonie Unisławia /Rosjanie własciwie ocenili kierunek marszu
                  zgropwania toruńskiego"/.
                  • kdesw Re: Festung Thorn 1945,bursztynowa komnata 04.12.09, 19:17
                    wstawię link,który opowiada o watku toruńskim.

                    forum.gazeta.pl/forum/w,71,72954578,0,Bursztynowa_komnata_Torun_.html?s=0
                    Zum zweiten hat sich bei der MOZ ein Herr Wählisch aus Seelow gemeldet. Darüber
                    wird in der heutigen Ausgabe berichtet. Wählisch sagt, er sollte am 19.12.44
                    eine geheime Fracht von Thoren/ Königsberg nach Rerick (!) fliegen, die Maschine
                    wurde streng bewacht, auch das Wort Bernsteinzimmer sei gefallen. Zum Flug kam
                    es nicht mehr, die Russen nahmen den Flugplatz ein. Wählisch wurde verwundet und
                    kann keine Angaben zum Verbleib von Maschine und Fracht machen. Er glaubt jedoch
                    nicht daran, das ein anderer Pilot die Maschine noch zum Zielort geflogen hat.
                    Damit seien Maschine und Fracht (JU 52) entweder beim Angriff vernichtet worden
                    oder den Russen in die Hände gefallen. Die JU 52 konnte immerhin 2 Tonnen Fracht
                    über 800 km Entfernung transportieren. Herr Wählisch ist noch sehr aktiv, er
                    fliegt trotz seiner 79 Jahre regelmäßig - wenn auch aus Sicherheitsgründen nur
                    noch in Begleitung eines Fluglehrers.

                    Will man den verschiedenen Zeugen glauben, gab es innerhalb kürzester Zeit
                    unterschiedliche Versuche das Bernsteinzimmer aus der Stadt zu schaffen. Die
                    „Lausitzer Rundschau" will im Jahre 2000 einen damals 79-jährigen Rentner aus
                    Seelow aufgespürt haben, der nach eigenen Angaben das Zimmer vom Flugplatz
                    Thoren ausfliegen sollte. Da er aber zunächst Treibstoff für die Ju 52 besorgen
                    musste, verzögerte sich der Abflug.

                    Pozostanie zawsze tajemnicą ten watek o Torunia i bursztynowej komnacie,tak
                    sądzę,a to z powodu tego ,że Hitler ani razu nie wydał rozkazu opuszczenia
                    "twierdzy" przez garnizon,Toruń był wyjątkiem,zagłada Wrocławia,Głogówa,była
                    regułą,zganienie faktu wymarszy "Festung Thorn" na decyzje d-cy Grupy Armii
                    Wisła jest zbyt proste przy szaleństwie Hitlera,żaden d-ca niemiecki nie
                    ryzykowałby nawet na szczeblu zgrupowania powyżej korpusu lub grupy armii
                    katygorycznemu obrony "twierdz",byc może transport z Torunia bursztyniowej
                    komnaty ni drogą lotniczą nie był już mozliwy-Poznań dogorywał,do Wrocławią było
                    za daleko,pozostała droga lądowa z Torunia wraz z resztkami niemieckich dywizji
                    "Festung Thorn",czy kiedys to się rozstrzygnię wątpliwe i nie sądżę,ale
                    zganienie na bezezpredesowe opuszczenie Twierdzy Toruń wydaje się mało
                    prawdopodobne,musiały być i inne powody,być może Bursztynowa Komnata??



    • vojtell Re: Festung Thorn 1945. 04.12.09, 09:23
      kdesw czekamy na dalszą relację o walkach "wędrującego kotła" pod
      Starogrodem. Świetna robota, szacunek wobec Twojej wiedzy!
      • kdesw Czołgi " Festung Thorn 1945" wdarły się do Chełmna 04.12.09, 19:21
        Dolny Starogród – Bieńkówka

        Po przełamaniu oporu wojsk rosyjskich w Borównie ciężkie pojazdy pancerne,
        czołgi, samochody i wozy konne przemieszczały się w kierunku Starogrodu. Na
        wysokich wzgórzach niedaleko Góry Wawrzyńca stoczono następną bitwę. Rosjanie
        nie przepuścili wojs niemieckich na szosę Kiełp – Kałdus – Brzozowo. Wobec tego
        wojska niemieckie skierowały się w stronę przeciwną do miejscowości już
        nieużywanej Stary Folwark. Tu odnotowano w dniu 4 lutego poległego żołnierza
        radzieckiego. Drogą polną z drugiej strony Jeziora Starogrodzkiego wyszły aż do
        wałów przeciwpowodziowych koło Chełmna. Część wojska niemieckiego skierowała się
        do Bieńkówki i próbowała przedostać się na drugą stronę Wisły. Głowne niemieckie
        uderzenie skierowano na Chełmno. Wojsko ominęło górne Chełmno i przez
        przedmieście Rybaki kierowało się w stronę Wisły. Część kierowała się na Kępę
        Panieńską a część na gazownię miejską. Tam od strony Kamionek Rosjanie stawili
        potężną zaporę.

        Do górnego Chełmna przez ulice Biskupią, Rynk i Grudziądzką wdarły się
        niespodziewanie dwa czołgi niemieckie, które przez nikogo nie zatrzymywane
        zjechały za Bramką stromą drogą koło źródła zwanego Studzienka (Niemcy w czasie
        wojny rozebrali budynek). Czołgi wywołały trochę popłochu wśród walczących koło
        gazowni. Dotarły do Wisły, przedostały się na drugi brzeg i dojechały aż do
        Chojnic, gdzie zabrakło im paliwa. Tę niewiarygodną historię opowiedział mi
        mieszkaniec naszej gminy, który jechał w drugim czołgu i Chełmno znał doskonale.
        Jego rodzina przyjęła III grupę i powołany był do wojska niemieckiego. Takiego
        szczęścia nie miały inne czołgi niemieckie, które utopiły się. Po wojnie
        wydobyto kilka z dna Wisły. Walki o Chełmno trwały do 7 lutego.
        • kdesw Zdęcie d-cy "festung Thorn" gen.Ludecke Otto 04.12.09, 19:36
          fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/2079295,2,1,Luedecke-Otto-genmajor.html
        • vojtell Re: Czołgi " Festung Thorn 1945" wdarły się do Ch 04.12.09, 22:14
          kdesw napisał:
          Takiego szczęścia nie miały inne czołgi niemieckie, które utopiły się.
          Po wojnie wydobyto kilka z dna Wisły.

          Czy może wiesz cokolwiek więcej o tych czołgach?
          Skąd wiadomo, że utonęły i zostały wydobyte?
          A może wyciągnięto z Wisły część z nich?
          • kdesw Re: Czołgi " Festung Thorn 1945" wdarły się do Ch 05.12.09, 02:33
            Z frontu warszawskiego z okolic Nowego Dworu i Modlina weszły dla wzmocnienia
            Torunia: rozbita 73 dywizja piechoty i inne grupy bojowe. Obrona składała się
            z dwóch obwodów - zewnętrznego i wewnętrznego. Posiadała około 100 dział,
            sześciolufowe moździerze rakietowe, 20 czołgów, 3 bataliony artylerii
            przeciwlotniczych oraz wiele innej broni.

            Autor pisze ,że w w toruniu było 20 czołgów??,też się zastanawiam,skąd się
            wzięły,mógłby to być jakiś pododdział jednej z niemieckich dywizji pancernych
            zepchnięty na cofanie się wojsk w rejon Torunia.
            Skłaniam się jednak do wersji,że były to samobieżne haubice lub działa pancerne
            a bardziej na niszczyciele czołgów,mnie też się obiło kiedyś,że 31 dywizja
            grenadierów ludowych miała na etacie niszczyciele czołgów.

            pl.wikipedia.org/wiki/Jagdpanther
            a tu o niemieckich tzw dywizjach grenadadierów ludowych.

            Organizowane były do działań ofensywnych, każdy z 3 pułków liczył 2 bataliony,
            dlatego były mniej liczne niż dywizje piechoty. Grenadierzy ludowi byli jednak
            bez wyjątku uzbrojeni w broń automatyczną, a artyleria dywizyjna była w znacznym
            stopniu zmotoryzowana

            a więc artyleria była w nich zmotoryzowana,więc maiły w składzie samobieżne
            działa pancerne,haubice i niszczyciele czołgów i stąd mowa o czołgach!!

            Dywizje grenadierów ludowych (Volks-Grenadier-Divisionen) – formacje Wehrmachtu
            tworzone od połowy 1944 roku.

            Dywizje grenadierów ludowych zaczęto tworzyć w połowie 1944 roku i choć miały
            ona skład zbliżony do typowej dywizji piechoty i podlegały dowództwu Wehrmachtu,
            to na podstawie rozkazu Głównego Urzędu SS (SS-Führungshauptamt) z dnia 17 lipca
            1944 roku właśnie SS odpowiadało za dobór kadry oficerskiej i podoficerskiej do
            tych oddziałów. Zgodnie z tym rozkazem stanowiska dowódcze w tych jednostkach
            mieli obsadzać ludzie deklarujący związek z narodowym socjalizmem. Całe składy
            osobowe podlegały także przepisom dyscyplinarnym i sądowym SS, a kadra dowódcza
            mogła być przenoszona na stanowiska wyłączenie do jednostek SS. Dywizje tworzone
            zgodnie z tym rozkazem otrzymały przydomek "ludowy" (volks) co miało być
            wyróżnikiem podkreślającym ich przywiązanie dla idei narodowego socjalizmu.

            Była to więcjednostka mobilna o dużej sile ognie i stąd d-ca twierdzy
            przeznaczył ją na lewe skrzydło wędrującego kotła,które było narażone na
            przeciwuderzenie z rejonu Bydgoszczy,podczas gdy prawe skrzydło stanowili
            uciekinierzy,tabory, 73 dyw piechoty mocno przetrzebiona i inne forteczne
            oddziały, była chyba i trzecie dywizja grenadierów ludowych w Toruniu
            zmontowana pewnie na miejscu w Toruniu o niepełnej sile ognia i składzie.

            pl.wikipedia.org/wiki/Dywizje_grenadier%C3%B3w_ludowych
            Stąd autopr artykułu pisze na podstawie zeznań naocznych świadków o czołgach
            wdzierających się do Chełmna,były to z pewnością zmotoryzowane pododziały
            gernadierów ludowych wyposażone w działa pancerne!!.







            • kdesw Re: Czołgi " Festung Thorn 1945" wdarły się do Ch 05.12.09, 02:48
              Nie tak dawno w Poznaniu w rejonie Cytadeli odnalazieno przysypane działo
              szturmowe ,podobny przypadek był zdajsie w rejonie Bzury,gdzie w rzecce był
              zagrzebany jagdpanzer IV.

              Może i z dna Wisły w rejonie Chełmna coś by się znalazło,skoro jak pisze autor
              jagdpanzery potonęły w rzece,keidy się przeprawiały w rejon Świecia.
              Zima z 1944/1945 była bardzo sroga stąd przeprawa przez Wisłę dla lżejszych
              pojazdów nie stanowiła problemu,ale 30 tonowe pojazdy mogły nie dać rady!!
              Wszyscy pewnie słyszeli o ucieczce po ledzie mieszkańców Prus na Mierzeję
              Wiślaną,gdzie czekali na statki do Niemiec.
              Więc może i koło Chełmna coś leży na dnie rzeki jeszcze.
    • lewarek_lo Re: Festung Thorn 1945 - ślady walk 04.12.09, 21:15
      Naprawdę interesujący materiał !

      Znasz może jakieś namacalne ślady walk z 1945 ? Oprócz budynku ze zdjęcia poniżej widziałem tylko uszkodzenia spowodowane ostrzałem na ścianie kościoła i budynku stojącego nieopodal w Unisławiu

      Budynek szkoły z Nawry
      fotoforum.gazeta.pl/photo/3/ee/yj/n6os/eXqruhsbd7aNw5m2hX.jpg
      • kdesw Re: Festung Thorn 1945 - ślady walk 05.12.09, 02:42
        lewarek_lo napisał:

        > Naprawdę interesujący materiał !
        >
        > Znasz może jakieś namacalne ślady walk z 1945 ? Oprócz budynku ze zdjęcia poniż
        > ej widziałem tylko uszkodzenia spowodowane ostrzałem na ścianie kościoła i budy
        > nku stojącego nieopodal w Unisławiu
        >
        > Budynek szkoły z Nawry
        > fotoforum.gazeta.pl/photo/3/ee/yj/n6os/eXqruhsbd7aNw5m2hX.jpg

        Wiem,że na trasie pochodu "kotła toruńskiego" można było kiedyś natrafic na
        liczne ślady,sam pamiętam, jak w rejonie Bierzgłowa natrafiliśmy na pociski
        ppanc ,kiedy kopalismy dołki pod kamienie graniczne.

        Opis marszu rzetelnie zrobiony przez autora,który bazował jak mi się zdaje w
        dużej mierze na udokumentowanych śladach da z pewnością nowy asumpt dla
        eksploratorów historii II W.Ś.


      • lewarek_lo Re: Festung Thorn 1945 - ślady walk 13.12.09, 17:45
        No to jeszcze zdjęcia uszkodzonych budynków z Unisławia. Ostrzał prowadzony był północno-zachodniej.

        Budynek znajduje się niedaleko Kościoła św. Bartłomieja
        fotoforum.gazeta.pl/photo/3/ee/yj/n6os/CaOsLgkfQj4WNfMcfX.jpg
        Ten ok.50 m dalej, po drugiej stronie ulicy
        fotoforum.gazeta.pl/photo/3/ee/yj/n6os/6pN1tifPnkaeajdarX.jpg
        • lewarek_lo Re: Festung Thorn 1945 - ślady walk 13.12.09, 17:46
          Od strony północno-zachodniej*
          • kdesw Re:zdj z 1944 13.12.09, 18:33
            cgi.ebay.de/Foto,-B%FCro,-Gruppe,-Wetterzentrale,-Thorn,-um-1944-!!!_W0QQitemZ280434246168QQcmdZViewItemQQimsxZ20091206?IMSfp=TL091206187001r38335
Pełna wersja