heniekstar
03.08.10, 09:22
To jeszcze raz dla KIDa i Szlachcica, żeby przypadkiem nie ominęli tego
fragmentu. Komentować nie ma co bo te słowa są zaprzeczeniem wszystkich
waszych wypocin chłopaki.
Teraz sami skazujemy się na prowincjonalizm? Miasto wielkości Torunia ma w
ogóle szansę osiągnąć status wyższy niż sympatycznego pobocza czy uroczej, ale
chwilowej odskoczni?
- Moim zdaniem wielkość miasta nie ma aż takiego znaczenia. Problemem jest
nasza mała otwartość na świat. Jeżdżę sporo po Europie, sesje naukowe odbywają
się w różnych miejscach. Gdybym chciał zaprosić znajomych naukowców do
Torunia, to oni muszą przylecieć do Warszawy, potem spędzić cztery godziny w
pociągu urągającym wszelkiej godności. Następnie wysiądą na stacji Toruń
Główny, gdzie nikt nie mówi po angielsku. Prawda jest taka, że musiałbym
poświęcić cały dzień, żeby ich tu ściągnąć.
Carreras na szczęście przyleciał prywatnym samolotem i wylądował w Bydgoszczy.
- I trzeba sobie jasno powiedzieć, że gdyby nie było lotniska w Bydgoszczy,
nie byłoby Carrerasa w Toruniu. O tym też warto pamiętać w toruńsko-bydgoskim
wzajemnym podcinaniu sobie skrzydeł, które oba te miasta wtrąca w prowincjonalizm.
Jak tak pan jeździ po Europie, to ludzie w ogóle kojarzą Toruń? Albo Bydgoszcz?
- Jeśli ktoś był kiedyś w Polsce, to Toruń mu jeszcze gdzieś tam w głowie
brzęczy. Jeśli nie, nie ma szans, żeby człowiek wiedział o Toruniu czy
Bydgoszczy. Oba miasta tak samo nie funkcjonują w świadomości europejskiej. Z
tą różnicą, że nazwę Toruń cudzoziemiec jeszcze wymówi, a Bydgoszcz już nie.