Dodaj do ulubionych

Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pani ...

05.03.12, 17:37
A Wam jak się podoba ten pomysł? Zapiszecie się?

Nie, nie zapiszemy się, gdyż nie wiemy dokładnie czego dotyczy pytanie. Czy bicia się o jarzyniak pani Krysi?
Bić się nie lubimy, to po pierwsze
o jarzyniaku niewiele wiemy, gdyż znamy lepiej warzywniaki, czyli sklepy z żywnością w stanie surowym, to po drugie
pani Krysi też nie znamy, a jeżeli to niezupełnie prawda, to nasza pani Krysia nie ma takiego sklepu

Jeżeli natomiast pytanie dotyczy wstawania o świcie, to tym bardziej się na to nie piszemy.

Czy Pani Redaktor będzie startowała w jakichś wyborach, że kampanię zdjęciową rozpoczęła?
Obserwuj wątek
    • alienisko Re: Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pan 05.03.12, 17:41
      Cicho. Przecież Gazeta.pl to nie to samo co Wyborcza.pl. Tu można pisać o pierdołach, a ważne tematy pomijać.
    • america_n_beauty He he... a w torbie pani Redaktor 05.03.12, 18:08
      obok pora i dorsza tkwi zwinięta w rulon GW... idealna do tego, aby skrobać na niej ryby i obierać warzywa :)
      Ekologicznie, rzecz jasna, wyrzucamy wszystko później do brązowego kubła z napisem "Ekoodpady"
    • natalia.waloch Re: Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pan 05.03.12, 18:14
      rozczarowana-torunianka napisała:

      > A Wam jak się podoba ten pomysł? Zapiszecie się?
      >
      > Nie, nie zapiszemy się, gdyż nie wiemy dokładnie czego dotyczy pytanie.

      Pytanie dotyczy ostatniego aspektu poruszonego w tekście, czyli kooperatywy. W tekstach przeznaczonych do linearnego czytania pytanie na ogół odnosi się do ostatniej poprzedzającej je kwestii. To taka mała podpowiedź na przyszłość ;-)
      Podpowiedź nr 2: kooperatywa to jedyna rzecz wspomniana w tekście, do której można się zapisać.

      Czy bic się o jarzyniak pani Krysi?
      > Bić się nie lubimy

      O, mnie się wydaje, że w Pani przypadku wręcz przeciwnie :-P (przy okazji doceniam pięknie brzmiące w Pani wypowiedzi pluralis maiestaticum)


      > o jarzyniaku niewiele wiemy, gdyż znamy lepiej

      Ja - oprócz jarzyniaków oczywiście - znam też warzywniaki, a nawet - o zgrozo - zieleniaki!

      >warzywniaki, czyli sklepy z żywnością w stanie surowym

      Hmm, słowo 'warzywa' zdaje się pochodzi o słowa 'warzyć', zatem z tą surowością żywności - gdyby oczywiście się czepiać, co nikomu, rzecz jasna, nawet nie przyjdzie do głowy - mogłoby być różnie ;-)

      > Jeżeli natomiast pytanie dotyczy wstawania o świcie, to tym bardziej się na to
      > nie piszemy.
      Znów piękny pluralis maiestaticum!

      > Czy Pani Redaktor będzie startowała w jakichś wyborach, że kampanię zdjęciową r
      > ozpoczęła?

      Hmm, na to nie wpadłam. Ale obiecuję się zastanowić.
      • rozczarowana-torunianka Re: Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pan 05.03.12, 18:29
        Oh, Pani Redaktor my tu nie walczymy, tylko dyskusję podtrzymujemy i świetnie się bawimy
        Natomiast pluralis, niekoniecznie maiestaticum, a bardziej modestiae. Nota bene trudno nam tu na klawiaturze grać na cztery ręce jak na forte pianie.

        Za uwagę dziękujemy, ale tekst linearny to w tym drukowanym wydaniu raczej, nieprawdaż?
        W internetowym dodatku często korzystamy z mniej tradycyjnego sposobu czytania i przyzwyczajamy się do hipertekstu, stąd to dodatkowe zastrzeżenie.

        Jak Pani Redaktor wpadnie na pomysł startu, proszę dać znać, będziemy klikać:)
        • poczuj_roznice Re: Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pan 06.03.12, 11:26
          jeśli ambicja nakazuje wytrząsać sie (i to w liczbie mnogiej w wypowiedzi pierwszoosobowej) regularnie pod tekstami tej pani, to może bardziej obrazowy byłby pseudonim zakompleksiona?
          • rozczarowana-torunianka Re: Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pan 06.03.12, 19:41
            dziękuję za dostrzeżenie ambicji, te jednak koncentrują się w innej sferze.
            Nie "wytrząsam sie", szczególnie regularnie pod tekstami "tej pani", tylko od czasu do czasu. Myślę, że zaledwie trzeci raz mi się chciało jakoś zareagować.
            Pominęłam zupełnym milczeniem może ważniejszy tekst, a być może niesłusznie.
            Oto on
            "W ofercie bowiem znajdą się głównie pozycje dla pań. Chociaż Dzień Kobiet wypada w czwartek, po lektury torunianki mogą iść już w poniedziałek 5 marca. Organizatorzy zadbali, by na kiermaszu znalazły się głównie powieści obyczajowe i historyczne. Panowie jednak też znajdą coś dla siebie. Na wyprzedaży będą bowiem i wydawnictwa encyklopedyczne, i słowniki, i literatura popularnonaukowa".

            Tekst przeszedł dość niezauważony, gdyż pojawił się w dziale Kultura, do którego mało kto zagląda.

            Ktoś już tu powiedział, że tego rodzaju teksty mają się nijak do sztuki dziennikarskiej.
            Tak to możemy sobie na blogu, lub właśnie w formie komentarzy pobajdurzyć.

            Tematy żywieniowe są wprawdzie dość istotne dla każdego, ale jeżeli już to niech to będzie albo przegląd autentyczny sklepów z przedstawieniem asortymentu i cen - ostatecznie podobno Monika Olejnik też zaczynała od przeglądu skupu butelek. Ale tego rodzaju tekst to ani felieton, ani poradnik gospodarczy, ani nie wiadomo co.

            Porządny felieton, który ostatnio tu widziałam to przygotował p. Hołub na temat białego domu i czerwonego gmachu. Chociaż ten ostatni lepiej by brzmiał jako czerwony pałac, lub pałac czerwony.

            Ceniąc jednak takie rycerskie zaangażowanie, radzę bardziej adekwatnie je zaprezentować, może w formie zaoferowania pomocy przy następnej eskapadzie pani redaktor, która sama musi dźwigać te ciężkie torby z materiałem badawczym.
            • rozczarowana-torunianka gwoli ścisłości 06.03.12, 20:11
              to co napisałam powyżej i w kilku innych postach nie jest w żadnym razie oceną umiejętności, poziomu i stylu Pani Redaktor. Wypowiadałam się tylko pod tymi konkretnymi tekstami, które mnie w jakiś sposób do takich wypowiedzi skłoniły.

              Pozwolę sobie też zacytować tekst znajomego jednego, który zwraca uwagę iż "W tym całym ... Pani Waloch moim zdaniem wygląda jeszcze przyzwoicie". i ten wygląd nie dotyczy tu wyglądu zewnętrznego, który owszem, owszem także w mojej ocenie, ale tekstów.

              Starając się spojrzeć na dziennikarstwo obiektywnie uważam, że nie jest to łatwy kawałek chleba. Konieczność codziennego dostarczania tekstów do druku musi być stresująca, szczególnie, gdy nic szczególnego się nie dzieje, pogoda pod zdechłym psem, za przeproszeniem psów oczywiście i ich właścicieli, a czas goni, coś trzeba dać do produkcji. Na dodatek dziennikarz jak aktor czy nauczyciel zawsze jest pod obstrzałem i może liczyć na to, że jak jest dobrze to mało kto pochwali, ale jak tylko coś pójdzie nie tak to rzucą się liczni tacy co będą mieć za złe, a to to, a to tamto. I żeby to wszystkim to samo przeszkadzało, ale gdzie tam. To co jedni skrytykują to drugich akurat kręci i odwrotnie. Cóż taki zawód, taka karma;)

              Pani Redaktor, proszę się nie przejmować i nawet nie odpowiadać na moje uwagi. Jak mi się uda przeczytać jakiś interesujący Pani tekst, napiszę, że mi się podoba. To "uda się" dotyczy tylko mojej spostrzegawczości i czasu przeznaczonego na czytanie. Czytam Wyborczą wybiórczo i nie zawsze zwracam uwagę na autora.

              Pozdrawiam i życzę milszych czytelników:)
              • hecer Re: gwoli ścisłości 07.03.12, 00:58
                > Starając się spojrzeć na dziennikarstwo obiektywnie uważam, że nie jest to łatw
                > y kawałek chleba. Konieczność codziennego dostarczania tekstów do druku musi by
                > ć stresująca, szczególnie, gdy nic szczególnego się nie dzieje, pogoda pod zdec
                > hłym psem, za przeproszeniem psów oczywiście i ich właścicieli, a czas goni, co
                > ś trzeba dać do produkcji.

                Dobra, ale kto nie narzeka na swoją robotę?:)

                Akurat mnie bardziej przypadł do gusty tekst o żarciu niż złośliwe dziwolągi Hołuba, ale to kwestia gustu. Tak naprawdę bardziej o wiele bardziej wyczekuję tego, co Natalia Waloch napisze o pieczywie - która toruńska piekarnia jest najlepsza - niż kolejnej niewiele wnoszącej politycznej metafory Hołuba.
                • hecer Re: gwoli ścisłości 07.03.12, 01:00
                  ...innymi słowy, wolę dylemat Psuty, Bartkowski czy Dom Chleba od dylematy Zaleski, Całbecki czy inne suchary:)))))
                  • hecer Re: gwoli ścisłości 07.03.12, 01:45
                    co prawda polityką bardziej się interesuje niż pieczywem, ale poziom konsumenckich refleksji w gazecie jest wyższy niż poziom na którym toczy się tu polityczna dyskusja (o ile w ogóle się toczy, raczej płynie jak krew z nosa)
                • rozczarowana-torunianka Re: gwoli ścisłości 07.03.12, 17:38
                  hecer napisał:

                  > Akurat mnie bardziej przypadł do gusty tekst o żarciu niż złośliwe dziwolągi Ho
                  > łuba, ale to kwestia gustu. Tak naprawdę bardziej o wiele bardziej wyczekuję te
                  > go, co Natalia Waloch napisze o pieczywie - która toruńska piekarnia jest najle
                  > psza - niż kolejnej niewiele wnoszącej politycznej metafory Hołuba.

                  właśnie to powiedziałam, że każdy z czytelników inne gusta ma i stąd jak się tekst jednemu spodoba to drugi skrytykuje.

                  Felieton redaktora Hołuba podobał mi się ze względu na formę - felietonową właśnie, a treść, mogłaby by taka lub inna, niewielkie to ma znaczenie.
                  A w sprawie pieczywa to proszę bardzo, mogę podpowiedzieć, bez czekania na kolejny artykuł;)

                  Psuty - jak najbardziej, ale także
                  Grochowalski, Podmurna 99 - kiedyś można było na niego głosować, ale niewielu doceniło smak dobrego chleba.
    • rozpryski Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pani ... 05.03.12, 20:04
      Czytając ten tekst trudno nie odnieść wrażenia, że prawie każdy może zostać dziennikarzem. Wystarczy napisać parę zdań potocznym językiem o tym, co się sądzi np. o kupowaniu warzyw.

      Nie podoba mi się używanie wyrażeń typu "do diaska", "kupuję te filozofię", "a poważnie, to mam hysia". Nawet jeśli temat jest lekki, to warto go napisać lekkim, prostym, zabawnym stylem, niekoniecznie używając kolokwializmów.
      Wyborcza kiedyś trzymała wyższy poziom w kwestiach stylistyki i doboru słownictwa. Przecież prasa ma duży wpływ na kształtowanie się języka i taka gazeta jak GW powinna być wzorem - niekoniecznie języka literackiego, ale z pewnością poprawności. A tu tyle błędów.

      Po pierwsze - warzywniak, a nie jarzyniak. Słownik języka polskiego PWN definiuje 'jarzyniak' jako nożyk do obierania jarzyn, a warzywniak to "nieduży sklep lub stragan z warzywami, owocami itp."

      W zdaniu: "Ot, interes pani Krystyny, jest moim interesem". Jest o jeden przecinek za dużo (a ten przecinek w dodatku oddziela podmiot od orzeczenia!!!)

      "Mnie osobiście" jest wyrażeniem niepoprawnym ('osobiście' jest zbędne)

      "Druga rzecz: nie bardzo podoba mi się myśl, że owoce i warzywa na mój stół trafiają po wielu godzinach jazdy w." << zdanie niedokończone.

      "Kasa z niego ma być przeznaczona cele socjalne (...)" << brakuje 'na'

      "Jakie to konkretnie cele i działanie pojęcia nie mam". << przed pojęcia powinien być przecinek lub myślnik

      Trochę za dużo tych błędów w tak krótkim tekście.

      Proszę się też zastanowić, co wnosi do tematu akapit o problemach p. Waloch z kooperacją i tym, że ją wyrzucali z harcerskich drużyn "(na ogół po tym, jak pytała, dlaczego dziewczyna drużynowego ma najwięcej sprawności)".

      I jeszcze jedno. Skąd wiadomo, że sprzedawcy z targu przy Uniwersamie nie kupują swoich towarów od tych samych producentów, co np. markety? Pośrednio polecono to targowisko, ale nie uściślono dlaczego. A od siebie mogę dodać, ze tzw. "swoje" warzywa można kupić w pierwsze soboty miesiąca na Eko-jarmarku przy Muzeum Etnograficznym. Wybór mały, ale towar pewny :)
      • natalia.waloch Re: Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pan 05.03.12, 22:06
        rozpryski napisała:
        Czytając ten tekst trudno nie odnieść wrażenia, że prawie każdy może zostać dzi
        > ennikarzem. Wystarczy napisać parę zdań potocznym językiem o tym, co się sądzi
        > np. o kupowaniu warzyw.

        Zapraszamy zatem na staż do redakcji. Ale lojalnie uprzedzam, że trzeba też pisać notatki, artykuły prasowe, reportaże, relacje, analizy oraz robić wywiady :-P

        > Nie podoba mi się używanie wyrażeń typu "do diaska", "kupuję te filozofię", "a
        > poważnie, to mam hysia". Nawet jeśli temat jest lekki, to warto go napisać lekk
        > im, prostym, zabawnym stylem, niekoniecznie używając kolokwializmów.
        >Przecież prasa ma duży wpływ na kształtowanie się języka i taka gazeta jak
        > GW powinna być wzorem - niekoniecznie języka literackiego, ale z pewnością popr
        > awności. A tu tyle błędów.

        Rozumiem, że się nie podoba, ale to tzw. licentia poetica, do której jako autorka w tym wypadku mam prawo. Mnie kolokwializmy raziłyby a artykule, relacji, ale nie w felietonie, na blogu czy innego typu notkach, które mają przypominać trochę wypowiedź autora. I proszę pamiętać, że język to też kolokwializmy, czy tego chcemy, czy nie

        > Po pierwsze - warzywniak, a nie jarzyniak. Słownik języka polskiego PWN definiu
        > je 'jarzyniak' jako nożyk do obierania jarzyn, a warzywniak to "nieduży sklep l
        > ub stragan z warzywami, owocami itp."

        Język polski to skodyfikowana część języka, którego ramy - z tego co wiem jako filolog, choć nie filolog polski - zawsze rozsadza usus oraz regionalizmy. 'Jarzyniak' jest powszechnie używanym synonimem 'warzywniaka'. To trochę spór o chruściki i faworki czy też o to, czy drożdżówkę można nazwać sznekiem. Niektórzy uważają, że 'sznek' w najlepszym razie oznacza minę, co nie zmienia faktu, że wielu ludzi wciąż prosi o niego w cukierni :-)


        orzeczenia!!!)

        Co do przecinka i braku 'na' ('na cele socjalne') - zgoda (pośpiech)
        "Mnie osobiście" jest wyrażeniem niepoprawnym ('osobiście' jest zbędne)


        > proszę się też zastanowić, co wnosi do tematu akapit o problemach p. Waloch z k
        > ooperacją i tym, że ją wyrzucali z harcerskich drużyn "(na ogół po tym, jak pyt
        > ała, dlaczego dziewczyna drużynowego ma najwięcej sprawności)".

        Z 'kooperatywą', nie z 'kooperacją' (czyżby błąd się wkradł? nie, to niemożliwe ;-))

        Co wnosi? Jak już wspomniałam - tego typu felietony charakteryzują się luźnym stylem, w ramach którego mieszczą się również dygresje i przeskakiwanie z tematu na temat (precyzuje to słownik gatunków dziennikarskich).

        > I jeszcze jedno. Skąd wiadomo, że sprzedawcy z targu przy Uniwersamie nie kupuj
        > ą swoich towarów od tych samych producentów, co np. markety? Pośrednio polecono
        > to targowisko, ale nie uściślono dlaczego. A od siebie mogę dodać, ze tzw. "sw
        > oje" warzywa można kupić w pierwsze soboty miesiąca na Eko-jarmarku przy Muzeum
        > Etnograficznym. Wybór mały, ale towar pewny :)

        Primo: nie wiadomo, ale po dłuższym czasie kupowania w tym miejscu można się nieco zorientować w sytuacji.
        Secundo: niczego nie polecam, pisze jedynie gdzie i dlaczego kupuję ja.
        Tertio: Eko-jarmark znam, cieszę się, że jest i z pewnością kiedyś o nim również napiszę.
        Pozdrawiam,
        NW.
        • rozpryski Re: Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pan 05.03.12, 22:32
          dziękuję za zaproszenie. mam już stałą pracę.

          zauważyłam, że akapit o kooperatywie i harcerstwie jest przeskoczeniem na inny temat. pytałam, co ta dygresja wnosi do tematu tekstu.

          licentia poetica mnie nie przekonuje, ale oczywiście nie musi.

          a co do stażystów, to może raczej warto zaprosić jakichś młodych korektorów. wskazałam tylko kilka błędów, które akurat zauważyłam (a nie mam korektorskiego oka), wybroniła się Pani z jednego. Nadal pozostaje ich dużo i tak nie powinno być.
          • rozpryski Re: Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pan 05.03.12, 22:39

            powinno być bez 'tematu':
            > pytałam, co ta dygresja wnosi do tekstu.
    • hecer Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pani ... 06.03.12, 01:21
      Fajny artykuł. Tylko chyba trochę nieżyciowy. Robienie zakupów i przygotowanie posiłku zajmuje chyba pół dnia. Jak wtedy znaleźć czas na przeczytanie gazety?:)
      • hecer z czegoś trzeba zrezygnować 06.03.12, 01:28
        gazetę można zdążyć przeczytać stojąc kolejce w polo czy biedronce, tam walą tłumy.

        Z czegoś trzeba zrezygnować. Z codziennej prasówki, czytania w sieci, czytania książek, działalności społeczno-pożytecznej na polu konfrontacji z toruńską spółdzielczością i jej zjawiskowymi pomysłami drogowymi (choćby pl.Rapackiego); albo z wybierania ryby i najbardziej patriotycznie świeżych warzyw.

        Toruńska gazeta wyborcza też z czegoś zrezygnowała.
    • hecer Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pani ... 06.03.12, 01:59
      teraz urząd marszałkowski podobno robi taki projekt "nasz bazarek" czy "nasze targowisko" - w miejscowościach do 20 tys mieszkańców mają powstać podobne do siebie ryneczki. Pomysł trochę - delikatnie mówiąc - chybiony, bo największy popyt i największy rynek zbytu na produkty spożywcze jest w dużych miastach.

      Swego czasu biłem się na forum o to, żeby w młynie na kościuszki powstało Centrum Promocji Regionalnych Produktów Spożywczych. W założeniach miała to być głównie nowa lokalizacja dla giełdy towarowej (która jest na Towarowej, tuż obok młynów). To głównie tam zaopatrują się handlowcy którzy obracają owocami i warzywami na rynkach: koło Uniwersamu, na Mickiewicza, koło Rektoratu. Ale Centrum miałoby być czymś więcej: oferować przestrzeń handlową głównie dla producentów produktów spożywczych, nie tylko owoców i warzyw ale też mięs, wędlin, serów, jajek itd. Kolejnym elementem byłyby targi produktów spożywczych, promocja regionalnych producentów i grup producenckich. A oprócz tego Centrum zajmowałoby się też ułatwieniem wprowadzenia do obrotu towarów spożywczych od producentów którzy produkują w małych ilościach (np. nalewki, dżemy, itp).

      ...ale w mieście widać lepiej wybudować Centrum Nowoczesności i Muzeum Techniki, przy czym słowo "Nowoczesność" i "Technika" w takim toruńskim grajdole z niczym się nie kojarzą a przez te projekty z niczym konkretnym się nie skojarzą. Szkoda, bo kujawsko-pomorskie jest regionem o bardzo silnie rozwiniętym sektorze rolno-spożywczym, produkujemy dużo więcej niż to wynika z zapotrzebowania województwa, nasze towary są obecne na rynku krajowym a nie tylko regionalnym i warto byłoby taką pozycję w kraju umacniać a technologie i nowoczesność rozwijać w oparciu o istniejący potencjał a nie ten, jaki uroili sobie toruńscy urzędnicy.
      • hecer Społem Toruń 06.03.12, 02:15
        forum.gazeta.pl/forum/w,71,108437810,108438863,Centrum_Promocji_Regionalnych_Produktow_Spozywczyh.html
        forum.gazeta.pl/forum/w,71,108437810,108441762,fotki.html
        Tak to wygląda w Gdańsku - Gdańska Hala Targowa w centrum:

        www.halatargowa.pl/galeria.html
        A tak we Wrocławiu:
        www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=151750
        W Toruniu Michał Zaleski wie lepiej i więcej... dlatego mamy Kazimierza Zawala, który z targowisk tylko ściąga haracz aby mieć na spłatę kredytu na pusty garaż podziemny na św.Katarzyny. A targowisko na Mickiewicza to chyba stoi w takim stanie w jakim zostało odremontowane przez zarząd miasta z p.Boćkiem.
      • hecer Re: Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pan 06.03.12, 02:30
        a wracając do pomysłu urzędu marszałkowskiego to niedawno czytałem że w jakiejś nadmorskiej miejscowości chcieli w referendum odwołać burmistrza bo Biedronka zdecydowała że nowy discount powstanie w innej miejscowości. To są potrzeby ludzi z małych miasteczek - Biedronka, Lidl, Tesco.

        W dużych miastach jest większy rynek, więcej zamożnych klientów, wyższe ceny i tu można sprzedawać różne produkty: droższe, tańsze, bardziej niszowe.

        Poza tym mi bardzo odpowiada świeżość produktów w biedronce, na etykietach dobrze to wygląda; tak samo dobrze jak cena. Nic nie ujmując pani Krysi, po prostu ona sama nie wygra z koncernem, nawet jeśli znajdzie przychylność dziennikarza, który kupi u niej produkty na obiad. Inicjatywa wspólnych zakupów u producentów "najświeższych i najlepszych wyrobów spożywczych w kuj-pom" nie ma żadnego znaczenia dla producentów. To jest wciąż tylko detal i w dodatku bez gwarancji stałego zakupu; to nie będzie nigdy źródło utrzymania dla producentów. Taka inicjatywa jest może i wygodnym sposobem na robienie zakupów dla grupy osób (choć też wymaga dużo większej mobilizacji i dyscypliny niż wyjście do polo), ale na pewno nie pomoże tym, którzy chcą rozwijać swoją produkcję.

        Największe korzyści producent ma wtedy, gdy pomija pośredników - czyli tych handlarzy z bazarków i targowisk którzy kupują na giełdzie i potem cały dzień stoją na targowisku by sprzedać za dwa razy więcej. Producent osiąga korzyści gdy może z łatwością regularnie sprzedawać i jednocześnie mieć czas aby skupić się na produkcji a nie na sprzedaży... To trudne, dlatego właśnie centra sprzedażowe o jakich pisałem wyżej mają sens.

        Ale nie ma się co martwić - i tak będzie sukces projektu! Sukcesem jest to, że w ogóle jest... - tak się to przyjęło w relacjach prasowych.
        • hecer "Mój rynek" 06.03.12, 02:37
          sorry, to nie projekt urzędu marszałkowskiego tylko inicjatywa Ministerstwa Rolnictwa - projekt "Mój rynek"

          www.agromy.pl/komunikaty/program-rozwoju-targowisk-na-obszarach-wiejskich-%E2%80%9Em%C3%B3j-rynek%E2%80%9D
          www.wprost.pl/ar/290305/12-milionow-zlotych-na-targowiska-Unia-wspiera-rolnikow/
        • hecer Re: Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pan 06.03.12, 02:41

          www.minrol.gov.pl/pol/.../BROSZURA%205%20moj%20rynek.pdf
          Prezydent Torunia: "Nie wszyscy chyba do końca rozumieją, że zwalczając Zaleskiego, zwalczają Toruń, zatrzymują go w biegu."

          Marian "bezpłatna obwodnica" Frąckiewicz: nie należy wyprowadzać wszystkich tras tranzytowych poza miasto. Przecież Toruń żyje z turystów i nie można utrudniać im wjazdu do miasta. Dzięki mostowi na wysokości ulicy Wschodniej i przeprowadzeniu nim drogi krajowej nr 15 turyści będą wjeżdżali do miasta.
    • poczuj_roznice Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pani ... 06.03.12, 11:21
      sprzedawcy waryzyw, którzy są jednocześne producentami, to margines na targowisku za uniwersamem. Margines skupiony w 2 alejkach.
      Reszta tamtejszych handlarzy nie robi tajemnicy, że są tylko handlarzami, a towar z giełdy przywieżli. Od tych samych producentów, którzy dostarczaja do sieci handlowych.
      Tzw osiedlowe warzywniaki to też giełdziarze. Tak jest niestety taniej i szybciej.
      • natalia.waloch Re: Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pan 06.03.12, 12:58
        To prawda, ale dla tych dwóch alejek właśnie chodzę na targ. To zawsze jednak wybór, chociaż ograniczony. W warzywniakach jest różnie. Najczęściej to pewnie 'giełdziarze', ale znam takich, którzy np. jajka kupują tylko od zaprzyjaźnionych małych hodowców, są w stanie podać miejsce, skąd biorą towar.
        • hecer Re: Waloch na zakupach: Bijmy się o jarzyniak pan 06.03.12, 17:02
          oni zwykle wszyscy biorą od stałych dostawców, to im się po prostu opłaca. Ale marżę mają bardzo wysoką.
          Producent cały rok pielęgnuje uprawy, dba o hodowlę. A oni szybko kupują i szybko sprzedają ze sporym zyskiem, choć konkurencja duża, warunki w jakich ta sprzedaż się odbywa są złe i wciąż się pogarszają (tak wygląda "inwestycje" Czasu gospodarzy) a opłaty za handel rosną ("bo wszystko drożeje a miasto nie może dokładać"...bla, bla, bla zapytaj się gospodarza, on ci to wszystko wyjaśni, drogi handlowcu i konsumencie).
    • hecer Borough Market w Londynie 06.03.12, 16:57
      en.wikipedia.org/wiki/Borough_Market
      zdjęcia:
      www.google.pl/search?q=Borough+Market&hl=pl&prmd=imvns&source=lnms&tbm=isch&ei=Hy1WT-RxyM_hBIGm7P0J&sa=X&oi=mode_link&ct=mode&cd=2&ved=0CB8Q_AUoAQ&biw=1280&bih=909&sei=Ii1WT-CxOMjWsgaMxJ2FBw
      Opis działalności:
      www.boroughmarket.org.uk/page/traders
      dla osób nieznających angielskiego:
      - spożywczy pchli targ - domowej roboty produkty spożywcze
      - pieczywo, wypieki
      - bary, restauracje
      - nabiał
      - napoje, alkohole
      - owoce morza
      - produkty importowane
      - mięsa
      - sprzedaż hurtowa
      - rośliny ogrodowe
      - inne
      To jest mniej więcej zakres obrotu jakim mogłaby się zajmować Giełda Towarowa - Regionalne Centrum Promocji Produktów Spożywyczych.
      W Londynie takie centrum zajmuje się zarówno sprzedażą hurtową jak i detaliczną, jest miejscem wystawienia towarów spożywczych (rola promocyjna, targowa) jak i ich sprzedaży a także konsumpcji na miejscu poprzez różnego rodzaju wyspecjalizowane restauracje i bary które zaopatrują się na miejscu w świeże towary.

      Takie miejsce bardzo przyciąga turystów - co tu dużo mówić, każda podróż obfituje w doznania kulinarne, często są one najbardziej zapadającym w pamięć aspektem podróży.

      Moim zdaniem turyści bardziej byliby zafascynowani wizytą na rynku i możliwością poznania prawdziwie polskiej, domowej kuchni niż wizytą w jakimś Muzeum Techniki, które na pewno nie dorówna zagranicznym placówkom ani nawet Centrum Nauki Kopernik w Warszawie.
      -----------------------------------

      Jeszcze jedna dygresja. Rynek jest nieodłącznym elementem życia miasta. W Toruniu centralnym punktem Starego Miasta jest Stary Rynek, Nowego Miasta - Nowy Rynek. Te miejsca wyposażone były w wagę, regularnie odbywały się na nich jarmarki. Mieszkańcy wsi przyjeżdżali do miasta sprzedawać swoje towary spożywcze i kupować wyroby przemysłowe (a dawnej wyroby rzemieślnicze). Tak było zawsze i tak samo jest dziś, ponieważ w miastach żyje najwięcej mieszkańców kraju, w miastach nie ma pól uprawnych, sadów, nie hoduje się krów, drobiu, trzody chlewnej.

      Dlatego targowiska są nieodłącznym elementem życia miasta, nawet jeśli wypierane są przez discounty, supermarkety, sieci sprzedaży detalicznej. Targowiska są ważnym elementem tradycji życia miejskiego. Ale tak naprawdę jest to też stały, wynikający z potrzeb mieszczuchów elementem miejskiego krajobrazu.

      Tymczasem w Toruniu targowiska są zaniedbywane, marginalizowane a wręcz niechciane. Czytaliśmy niedawno w Nowościach relacje o traktowaniu kupców z targowisk przez spółkę Targi Toruńskie, której szef dostał dużą premię od prezydenta. Toaleta płatna, zamarzające hydranty, koszty przenoszenia pawilonów wynikające z budowy... galerii handlowej (a jednocześnie spółdzielnia MSM dostaje 5 mln zł na wymianę okien w związku z budową tej galerii).

      Problem pani Krysi to nie jest problem który można rozwiązać pisząc artykuł o patriotycznej świeżości marchewki i szczypiorku, który pani Krysia sprzedaje.

      Moim zdaniem dziesiątki milionów złotych jakie wydawane są na "rewitalizację Młynów" to pieniądze, które mogły być wydane na potrzeby tych, co płacą podatki w tym mieście - kupców, przedsiębiorców. Na potrzeby tych, którzy mieszkają w tym mieście - i robią zakupy na targowiskach i ryneczkach. A tymczasem wydawane są na coś, za co potem trzeba będzie płacić: na utrzymanie dotację, na bilety wstępu. I co tam niby będzie? Raz w roku pójdę do tego Muzeum Techniki - na ryneczek chodzę przynajmniej raz w tygodniu i chciałbym, aby te odpady zielone nie trafiały do wielkiego kontenera w którym latem gniją pod oknami przez wiele dni zanim łaskawcy z MPO zdecydują się go opróżnić.

      Przykre w Toruniu jest to, że samorząd wydaje tyle pieniędzy i jeszcze będzie potem na te swoje "inwestycje" brał pieniądze, a ludzie z tego nic nie mają - bo ja się nie prosiłem o Muzeum Techniki, Centrum Spotkania Młodzieży, Inkubatora Technologicznego i nie znam żadnej osoby, dla której ten projekt jest spełnieniem jej oczekiwań.
      ===========================

      A turysta na pewno miło spędziłby dzień, gdyby mógł się nie tylko przejść po targowisku takim jak to w Londynie, ale też zjeść: flaki, bigos, grochówkę, polską kiełbasę prosto ze wsi, żurek, tradycyjny polski chleb z powidłami strzeleckimi, itd.
      -------------------------------

      W Londynie takie miejsce jest i przetrwało wszystkie sieci i korporacje. Zarabia na siebie, daje utrzymanie wielu ludziom i radość z zakupów jeszcze większej liczbie mieszkańców.


      • hecer Re: Borough Market w Londynie 06.03.12, 17:22
        nawiasem mówiąc, fajnie o życiu takiego miejskiego targowiska w Londynie napisał J.Archer w powieści As the Crow Flies (Prosto jak strzelił).

        Siła i dobrobyt miasta wyrastały z handlu a miejscem dobijania targów był rynek. Dziś zaś z wielką weną samorząd Torunia dobija handel i psuje warunki w jakich on funkcjonuje.

        Handel jest bardzo patriotyczny; miasta zawsze dbały o swoje przywileje handlowe, próbowały konkurencję odstraszyć, wyeliminować, zlikwidować. Dziś myślimy inaczej, ale to nie znaczy że można własnego handlu nie wspierać, że wolno rzucać mu kłody pod nogi.

        Może mniej zachwytów nad Plazą, więcej działań mądrze wspierających nasz własny interes.
    • hecer New Covent Garden Market 06.03.12, 18:09
      największy rynek jest w Londynie, nie tylko finansowy:)

      zdjęcia:
      www.google.pl/search?q=New+Covent+Garden+Market&hl=pl&prmd=imvns&source=lnms&tbm=isch&ei=BkRWT-eQPI_E4gSz-Yn8CQ&sa=X&oi=mode_link&ct=mode&cd=2&ved=0CB4Q_AUoAQ&biw=1280&bih=909
    • hecer targi w Londynie - z przewodnika turystycznego 06.03.12, 18:18
      lista jest na wiki, nie ma sensu wszystkich omawiać, skoro omawia je wikipedia:
      en.wikipedia.org/wiki/List_of_markets_in_London
      najczęściej odwiedzane przez turystów:
      www.visitlondon.com/attractions/shopping/markets/food-markets
      -----------------------
      W Toruniu turysta może zwiedzić - perłę gotyku - starówkę.

      Ale jeśli dojdzie na Nowy Rynek - zobaczy wybrukowany, pusty plac. Zwiedzenie targowiska za Uniwersamem czy ryneczku na Mickiewicza nie jest wymienione jako atrakcja w przewodnikach po Toruniu. Ciekawe dlaczego... gospodarska ręka, jeśli je w ogóle tknęła, to pewnie odbija się to handlowcom czkawką do dziś (np. przy Uniwersamie).

      Szkoda, że władze Torunia lekceważą ogromny regionalny potencjał, duże dochody i wiele miejsc pracy, duże korzyści dla mieszkańców, dla gospodarki, dla rozwoju turystyki - a zamiast tego angażują się w coś, co nie ma sensownych założeń finansowych i jest naciągane. Zresztą te założenia finansowe inkubatora technologicznego są "tajne" - to jest "tajemnica". Wielki sekret. Ale wystarczy spojrzeć na ogólne dane (np. wartość projektu / liczba utworzonych miejsc pracy) by zobaczyć, że to się w ogóle kupy nie trzyma i jeszcze będzie kosztowało więcej w kolejnych latach oprócz tych poniesionych nakładów na inwestycje.
      • rozczarowana-torunianka Re: targi w Londynie - z przewodnika turystyczneg 06.03.12, 20:15
        hecer, gdzie Rzym, gdzie Krym?
        Toruń ma być jak Londyn? A Big Bena mamy?
        • hecer Re: targi w Londynie - z przewodnika turystyczneg 07.03.12, 00:41
          nie jak Rzym, przecież Toruń ma być jak Wąchock, prawda?

          Ty chyba z czasu gospodarza się urwałaś.

          Biarritz, France; 28 tys mieszkańców.

          Meat Market:

          blog.travelpod.com/travel-photo/hmocha/1/1311591963/the-market.jpg/tpod.html
          ------------------------------

          Francja:
          Cognac - 20 tys mieszkańców:
          www.tourism-cognac.com/fr_pratique/05marche.htm
          Albi - 50 tys mieszkańców:
          www.ladepeche.fr/article/2008/09/27/478041-albi-le-marche-couvert-fait-son-trou-au-centre-ville.html
          Budapeszt - Węgry:
          x-pression.20minutes-blogs.fr/album/budapest/marche%CC%815.html
          -------------------
          Można ciągnąć w nieskończoność. Jakby londyńczycy odżywiali się tylko w macdonaldzie, jakby robili zakupy tylko w Tesco... jakby przeciętnego torunianina stać było tylko na kupienie suchej bułki w biedronce.

          Sorry, ale nie uwierzę, rozczarowana-torunianko, że nigdy nie byłaś w innym kraju. Nawet jadąc na wakacje do Egiptu z biurem podróży zwiedziłabyś arabski rynek. Zwiedziłabyś turecki rynek, jeśli polecisz bardziej na wschód (w Stambule jest ich bez liku, zaczynając od najsłynniejszego chyba spice market).

          Moim zdaniem jedna prawda o podróżowaniu jest niepodważalna - lubimy poznawać lokalną kuchnię.

          I jest też jedno stwierdzenie o polskim narodzie z którym nie jestem w stanie polemizować, mimo że lubię słowne potyczki - Polak lubi jeść.

          (nie tylko Polak... tak samo Włoch czy Francuz, a Amerykanin to podobno lubi się nawet obżerać)

          Zresztą nie trzeba daleko sięgać wzrokiem - wystarczy ubić parę gęsi na świętego Marcina i frekwencja gwarantowana. To zresztą świadczy o tym jak naprawdę niewiele trzeba żeby pomysł i projekt osiągnął frekwencyjny i medialny sukces dalece przewyższający najazd na Plazę po telewizory w promocji. Wystarczy powiedzieć: "swojskie wędliny domowej roboty po 10 zł na kg" - i już masz promocję.

          Zacytuję twoją wypowiedź:
          > hecer, gdzie Rzym, gdzie Krym?
          > Toruń ma być jak Londyn? A Big Bena mamy?

          Nie, moja droga rozczarowana - żołądek mamy! Polak ma żołądek nie gorszy od brytyjskiego; a to że nie jemy ryby z frytkami tylko zgniłą kapustę wcale nie znaczy, że towar będzie się psuł na półkach:) U nas dobre, świeże jedzenie zawsze się sprzeda - a to podstawa każdego biznesu. Wystarczy tylko ustalić cenę. A mając w ręku taki instrument jak Centrum Promocji Regionalnego Produktu możesz ceny zbijać w dół - bo dajesz producentom większą marże eliminując pośredników, dajesz im pewność sprzedaży na świetnych warunkach i stałość zamówień.

          Owszem, w czasie gospodarzy Wąchock dopominający się o kolejną Biedronkę i kolejną Plazę czy Karawelę wygląda lepiej... W końcu Toruń to nie Londyn!

          ba!
          • rozczarowana-torunianka Re: targi w Londynie - z przewodnika turystyczneg 07.03.12, 17:40
            być może urwałam się skądeś, może z choinki nawet, ale z czasem mam tyle wspólnego, że pozwalam sobie czasami żyć poza czasem

            A pytanie było czy Big Bena mamy, ale odpowiedzi poprawnej nie usłyszałam.
      • natalia.waloch Re: targi w Londynie - z przewodnika turystyczneg 09.03.12, 00:44
        zgadzam się, że mamy skąd czerpać inspirację. ze swojego pobytu w Londynie pamiętam targi w niemal każdej dzielnicy. jedzenie świetnej jakości, fantastyczna atmosfera. jako turystkę bawiło mnie to równie, co Tate Modern czy spacer nad Tamizą. miło bylo siąść na krawężniku przy straganach z kawą w papierowym kubku i kawałkiem sera czy świeżego pieczywa i po prostu popatrzeć na radosny rejwach na targu.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka