Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowiedz...

17.03.12, 13:55
Szanowny Autorze listu,
Wielu internautów, nie znając dobrze ani sytuacji ani mnie, wydało już na mnie wyrok. Przeczytałam m.in. ze zdumieniem, że jestem materialistką, bieganie po hipermarketach jest treścią mojego życia, wydaję tam pieniądze męża, wcale dziecka nie chcę, bo tylko mi przeszkadza w oddawaniu się przyjemności, jaką jest robienie zakupów. A w ogóle to byłam wtedy na pewno pijana, powinno się więc przykładnie ukarać mnie, bo przecież personel sklepu ma inne zajęcia niż zajmowanie się dzieckiem matki, która je porzuciła.... Tylko że ja wcale od nikogo nie oczekuję, żeby się moim dzieckiem zajmował.
Z Pana opinii wynika, że chyba nigdy nie zajmował się Pan samodzielnie przez dłuższy okres małym dzieckiem i jednocześnie prowadził dom, zapewniał sobie i jemu utrzymanie. Dla wielu znanych mi panów ( a są to tzw. "osoby na poziomie") zajęcie się własnym dzieckiem przez krótki czas jest olbrzymim wysiłkiem, przekraczającym ich możliwości. Natomiast najlepiej na wychowaniu i opiece nad dziećmi znają się panowie bezdzietni. Od matki oczekuje się, że przez 24 godziny na dobę nie spuści dziecka z oka nawet na sekundę, a przy okazji zarobi na dom i wykona wiele różnych innych czynności, które przecież są całkiem dla kobiety naturalne, a może nawet przyjemne. Do takich rozrywek należy m.in. robienie zakupów. Nie zdziwiło mnie, że wśród 510 wpisów, które czytałam pod artykułem, przeważają dwa rodzaje: wpisy od mężczyzn, którzy oskarżają mnie o bycie złą matką i od rodziców (głównie matek), które doskonale mnie rozumieją i również zdarzyło im się stracić dziecko z oczu.
Zapewniam Pana i innych internautów (a zwłaszcza panów, którzy nigdy nie opiekowali się dziećmi), że bieganie z dzieckiem po hipermarkecie, a potem wracanie z ciężkimi siatkami do domu ( nie każdy ma samochód i nie każdego stać na taksówkę) nie należy do przyjemności, lecz czasami jest koniecznością. Czy nie przyszło Panu do głowy, że czasami obecność dziecka podczas robienia zakupów jest konieczna? Wtedy, korzystając z wolnej chwili, szukałam akurat butów dla dziecka, miało też wybrać sobie obiecaną od dawna zabawkę.
Wiem, moja wina jest wielka i powinnam była siedzieć w domu i czytać fora internetowe, a dziecko posadzić przed telewizorem - wtedy miałabym spokój i nie byłoby całej tej afery.
Proponuję wszystkim, którzy piszą komentarze i listy do GW w mojej sprawie, aby przed wysłaniem swojej opinii w świat jeszcze raz dokładnie przeczytali artykuł ze zrozumieniem. Nigdzie nie jest tam powiedziane, że mam pretensje do kogokolwiek o to, że zaginęło mi dziecko. Rozumiem, że wg Pana odpowiedzialna matka powinna sama szukać dziecka po ogromnych obiekcie, a proszenie o pomoc jest w tym wypadku co najmniej nietaktem. Podejrzewam, że gdyby dziecku wtedy coś się stało, a ja nie śmiałabym prosić nikogo o nadanie komunikatu, ci sami internauci, którzy mnie krytykują za to, że o pomoc prosiłam, żądaliby dla mnie kary za ... brak zgłoszenia sprawy obsłudze i policji.
Życzę Panu, żeby nie znalazł się nigdy w sytuacji, kiedy osoba, którą Pan kocha będzie narażona na poważne niebezpieczeństwo, a osoba, która może Panu szybko i skutecznie pomóc, tej pomocy odmówi.
Być może istnieją rodzice, którzy hipermarket traktują jak plac zabaw, a ich dzieci są uciążliwe dla personelu i innych klientów. Nie zaliczam się do takich rodziców i ponoszę odpowiedzialność za swoje dziecko, które zresztą budzi zazwyczaj w ludziach sympatię i jest często chwalone przez obcych ludzi za grzeczne i kulturalne zachowanie.
    • alinaw1 Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 17.03.12, 14:33
      Celna odpowiedź. Byłam jedną z tych, które skomentowały... ale postawę pracowników Reala. Mam dzieci, też z nimi chodzę na zakupy. Co prawda nigdy żadne mi nie zaginęło, ale wiem że coś takiego może się przytrafić. I faktycznie w całej tej opisanej historii nie chodziło o to, kto jest winny, kto niewinny, tylko o reakcję (a raczej jej brak) personelu. Tragikomicznym był ów fakt braku procedur. Panią w informacji pewnie nie przeszkolono na wypadek takiego zdarzenia, więc nie potrafiła zadziałać. Obwinianie i krytykowanie matki jest co najmniej niewłaściwe. Równie dobrze można by zarzucić jakimś rodzicom, że ich dzieci np. nabawiły się przeziębienia.
    • przedsiebiorcatorunski Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 17.03.12, 14:37
      jeżeli się nie potrafi jednocześnie robić zakupów i pilnować dziecka, to trzeba się zdecydować na jedną czynność. I tyle. Sklep nie jest od pilnowania i szukania dzieci.
      • alinaw1 Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 17.03.12, 14:56
        No tak... Zaczyna się. Ostatnie zdanie można by równie dobrze zastosować przy innych przypadkach, np. "sklep nie jest od leczenia ludzi" (jeśli ktoś zasłabnie), albo "sklep nie jest od szukania skradzionego pani klientce portfela". Kiedyś moja koleżanka zgubiła w Arkadii dokumenty kredytu. Ogłosili to bez problemu prosząc znalazcę o kontakt z informacją (znalazły się). No tak, ale dokumenty są ważniejsze niż dziecko...
        • czarnymaczupikczu Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 17.03.12, 21:49
          na prawdę nie widzi Pani różnicy pomiędzy tymi sytuacjami ?? czy na prawdę matka z dzieckiem musi robić z siebie człowieka specjalnej troski ??
      • olena.s Ech, to takie polskie 18.03.12, 07:13
        Dlaczego, dlaczego dlaczego jest u nas tylu ludzi, którzy zawsze skaczą do gardła jednostce? Dlaczego wydaje się im, że wystarczy sflekować "winną" matkę, żeby rozwiązać problem?
        Dzieci będą się gubić w sklepach i na dworcach, i na lodowiskach. Bo taka ich ciekawska natura a pojedynczy opiekun nie ma oczu z tyłu głowy - tak, tak, nawet bardzo troskliwy i odpowiedzialny opiekun czasem musi iść siusiu, czasem szuka drobnych w portfelu, czasem odwróci się na czyjś okrzyk, czasem musi sprawdzić skład produktu na opakowaniu, albo wyciągnąć butelkę ze smoczkiem z torby. Tak było, jest i będzie. I albo możemy - niczym ostatni zadowolony z siebie kretyn - pyszczyć na opiekuna, albo możemy tworzyć taki system, w którym zgubione dziecko jest łatwo odnaleźć.
        Sklep, nie mający oczywistych procedur na takie przypadki zawalił sprawę.
        Osoby warczące na matkę dowodzą swojego ograniczenia umysłowego.
        Bo nawet gdyby było to dziecko matki alkoholiczki pijanej akurat w sztok, i tak należałoby je znaleźć - i to szybko.
        • roman_ Re: Ech, to takie polskie 18.03.12, 08:06
          olena.s napisała:

          > Dlaczego, dlaczego dlaczego jest u nas tylu ludzi, którzy zawsze skaczą do gard
          > ła jednostce? Dlaczego wydaje się im, że wystarczy sflekować "winną" matkę, żeb
          > y rozwiązać problem?

          No właśnie dlaczego ?
          W tej akurat sytuacji chyb łatwo dociec .
          Matka która na chwile straciła kontrolę nad swym dzieckiem zamiast na samym początku walnąć się w pierś umniejsza swoją winę i w panice zapewne agresywnie atakuję personel sklepu za jak się okazało brak procedur .
          Nawet w takich przypadkach a może zwłaszcza w takich nie należy zapominać o asertywności aby uzyskać pożądany efekt .
          Na agresję nikt raczej nie zareaguje sympatią i współczuciem.


          W sumie bardzo dobrze że ta mama odważyła się pójść z tym do Gazety. Wystawienie się na osąd publiczny zapewne nie było przyjemne ale dzięki temu wielka sieć sklepów a może wszystkie wprowadzą odpowiednie procedury do swej pracy w przypadkach zaginięć dzieci .
          Rodzice też powinni przemyśleć to zdarzenie i zastanowić się jak zachowywać się aby skutecznie uzyskiwać pomoc od innych w takich sytuacjach.
    • manhu Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 17.03.12, 14:52
      daria1222 napisała:
      > Wiem, moja wina jest wielka i powinnam była siedzieć w domu
      Zgadza się - wielka wina, za takie coś 2 przedszkolanki wyleciały z roboty, tobie to nie grozi :)
      I nie zaraz siedzieć w domu, ale pilnować dziecka, wiem że to trudne, bo te biegają jak szalone, ale trzeba uważać, bo są beznadziejnie głupie i przekonane, że nic im się nie może stać.

      W każdym razie market nie jest od pilnowania dzieci i żadnego ogłoszenia przez "megafon" nie powinien przekazywać (bo i tak dziecko by tego nie zrozumiało).
      • olena.s Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 18.03.12, 07:15
        Ogłoszenie przez megafon służy a) poinformowaniu innych klientów, że pałęta sie gdzieś Maciuś w czerwonej czapeczce, b) poinformowaniu ochrony, że lata ggdzieś samotne dziecko i nalezy je jak najszybciej przechwycić i bezpiecznie odstawić opiekunom.
    • trudnepytania3 Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 17.03.12, 15:51
      za to samo, co rodzicom uchodzi zupełnie na sucho, opiekunowie - przedszkolanki, nauczyciele, wychowawcy kolonijni, tracą pracę, są ciągani po sądach, nierzadko zapadają wyroki skazujące lub zakazujące pracy w zawodzie. a nie mają pod opieką jednego, własnego dziecka, tylko kilkanaścioro, kilkadziesiąt, często rozbrykanych i nieposłusznych...
      • olena.s Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 18.03.12, 07:18
        Opiekunom płaci się za osiem godzin wytężania uwagi. Potem zabierają swoje graty i przez pozostałych 16 godzin doby nie muszą pilnować, czy dziecko nie otworzy okna, nie wsadzi palców w kontakt, nie wybierze się na samodzielną przechadzkę.
        • jowita771 Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 18.03.12, 08:53
          Jakie osiem? Pani w przedszkolu pracuje jakieś 5 godzin. Matka ma dziecko pod opieka często 24 godziny. I czasami musi zrobić zakupy, zjeść, a nawet (o zgrozo!) wysikać się.
    • roman_ Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 17.03.12, 16:30
      Szanowna mamo.
      Pozwolę sobie rozpatrzyć sytuację z punktu widzenia najważniejszej osoby w całym tym zajściu ... czyli dziecka .
      Otóż myślę że z jego punktu widzenia zawiodłaś go . Miałaś mu zapewnić bezpieczeństwo a nie udało Ci się . Było to w miejscu stosunkowo bezpiecznym więc nic szczególnego się nie stało . Gdybając możemy sobie wyobrazić że tracisz czujność w bardziej niesprzyjających okolicznościach gdzie kilka sekund wystarczy żeby stały się rzeczy nie odwracalne .
      Trzeba jasno powiedzieć że niezależnie kto, tata czy mama byłby w tym sklepie z dzieckiem odpowiada za niego w pełni .
      Mam jedno pytanie do Ciebie . Gdyby to była niania które często się wynajmuję i stało by się to co Tobie to co byś pomyślała i mówiła ?
      Autor pisząc o karze ma tutaj jednak rację . Obawiam się że w krajach na przykład skandynawskich nie skończyłoby się to tylko mandatem. Co by Ci groziło lepiej nawet nie pisać.
      Co do zachowanie się personelu sklepu . Myślę że nie było właściwe . Znowu rozpatrując zajście z punktu widzenia dziecka należało podjąć natychmiastowe działania zmierzające do znalezienia go czyli powiadomić o zajściu jak najwięcej osób w tym Policję .
      Gdybym ja usłyszał taki komunikat to na pewno rozejrzałbym się w poszukiwaniu malca.
      Jakie wnioski w stosunku do personelu sklepu? Na pewno wprowadzenie odpowiednich procedur i dziwne jest że takich do tej pory nie ma . Tutaj chyba powinny być wręcz wymagane skoro sklep nie zabrania wejścia dzieciom na swój teren .
      Czy dziwię się personelowi że tak obojętnienie reagował ? Nie bardzo. Skądinąd wiadomo jak tego typu pracodawcy reagują na potrzeby swoich pracowników . Ktoś kto nie jest obiektem troski nie będzie troszczył się o innych . To chyba jasne .
      Rodzice gdy wynajmujecie nianię to nie kierujcie się tylko ceną jej usług albo nie próbujcie wykorzystywać jej do innych prac skoro ma skutecznie troszczyć się o wasze dzieci!
      Dopiero w podobnych sytuacjach dostrzega się jak niby prosta praca niani jest odpowiedzialna.

      Jeżeli to zabrzmiało dla Ciebie surowo to przykro mi ale myślę że dla dobra wszystkich dzieci sprawę należy stawiać jasno i twardo. Za nasze błędy dzieci czasami płacą cenę najwyższą.
      Czy byłem w podobnej sytuacjo do Twojej ? Byłem, nie jako rodzić ale jako starszy brat . Dostało mi się ostro za niedopilnowanie brata . Czy mam pretensje do kogoś za to ? Chyba tylko do siebie.
      • manczesta Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 17.03.12, 17:01
        Nie doczytałem ile masz dzieci i jak długo spędzasz z nimi czas poza domem?
    • jarabbit Bagno,bagno i jeszcze raz bagno 17.03.12, 16:45
      W kraju,gdzie 99% populacji mieni się katolikami wszyscy piętnują kobietę której zniknęło dziecko. GDZIE TA WASZA WIARA SIĘ PODZIAŁA???? Zamiast kobietę pocieszyć-rzucać kamieniami, zamiast zganić osoby które odmówiły pomocy- usprawiedliwiacie je.
      Jesteście polskim modelem katolika,który przyklei sobie rybkę na tylnej klapie,a potem wyprzedza pod górkę i to na zakręcie.
      Opanujcie się ludzie.
    • burina Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 17.03.12, 18:28
      A co pan czytelnik proponuje rodzicom, którym zaginie nastoletnie dziecko?
      Per analogiam: nie powinni iść na policję, wieszać ogłoszeń tylko założyć wór pokutny, wszak gdyby byli dobrymi rodzicami, to mieliby taki kontakt z dzieckiem, że nie w głowie by mu było się od nich oddalać czy też narażać ich na niepotrzebny stres.

      A jak zaginie auto, to bezwzględnie należy przede wszystkim zbadać, czy ktoś sobie go beztrosko nie zostawił na parkingu pod domem zamiast w pilnie strzeżonej twierdzy, zanim zacznie się pomagać bimbającym sobie na bezpieczeństwo ich własnego dobytku olewusom.


      Nie popieram robienia sobie ze sklepu placu zabaw i pozwalania malutkiemu dziecku na samodzielne oglądanie sobie towaru na półkach, ale tutaj zdaje się problemem był brak odpowiedniej reakcji na informację o zaginionym dziecku a nie to, czy dało się temu zaginięciu zapobiec czy nie.
    • 31edi Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 17.03.12, 20:35
      Droga Pani.
      Niestety w dalszym ciągu szuka Pani winnych. Możliwe, że na Swoje usprawiedliwienie.
      Załóżmy, że taka sytuacja zdarzyła się na placu zabaw. Dziecko zostawia Pani w piaskownicy a sama oddala się na ploteczki z sąsiadką. Teoretycznie sytuacja podobna, inne jest tylko miejsce. Dziecko odchodzi i co wówczas. Kogo Pani obwini, kto jest za taką sytuację odpowiedzialny. Pewnie sąsiadka która nie chciała wołać dziecka ale za to ruszyła z Panią na poszukiwania.
      Gorzkie to słowa ale prawdziwe.
      Tak jestem ojcem, mam dwójkę dzieci ale żadnego nigdy nie zgubiłem. ( nawet jak byłem z nimi na zakupach).
      Zamiast być szczęśliwą, że dziecko się znalazło, to Pani szuka usprawiedliwienia dla Swojej postawy. Należy walnąć się mocno w pierś i powiedzieć Moja Kulpa. Niestety.
      • jowita771 Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 18.03.12, 08:56
        Ojcom dzieci oczywiście nie giną. Ciekawe, ile czasu spędza z dziećmi ojciec, a ile matka.
        • 31edi Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 19.03.12, 11:01
          Wypowiedź Pani świadczy o wysokiej kulturze. Nic dodać nic ująć. Ideał. Super. Mam nadzieję, że takich słów nie używa Pani do swoich dzieci, bo strach pomyśleć co z nich wyrośnie.
          Ponadto dziwi mnie faktt, że z góry Pani zakłada, że zgubi dziecko. Gratuluję.
          Szkoda komentowć.
          • jowita771 Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 19.03.12, 15:54
            A jakich to słów obraźliwych użyłam? Może niecenzuralne jest słowo, za przeproszeniem, "ojciec"? :P
    • marysia.3.3 Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 17.03.12, 21:01
      Tym razem miała pani szczęście i dziecko też. Ale po odpowiedzi odnoszę wrażenie, że niczego się pani nie nauczyła.
      To dziecko ponosi konsekwencje nieodpowiedzialności rodziców.
      A to pod rozwagę;
      szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34939,7816979,Stan_poparzonego_Kretem_Adriana_nadal_ciezki.html
      szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,10863355,Dziecko_poparzone_Kretem__Rodzice_chca_100_tys__zl.html
    • usethecode Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 17.03.12, 21:03
      Przecież facet trolluje na potęgę, po co w ogóle wdajesz się w dyskusję. Jak świat światem, dzieciaki w najróżniejszym wieku giną rodzicom z oczu, kiedy tylko opanują sztukę samodzielnego poruszania się. Albo przypniesz na stałe do kaloryfera, albo Ci się kiedyś w końcu zdarzy. Ktoś tam wcześniej przywołuje kraje skandynawskie, w których rzekomo groziłaby Ci solidna kara za nieupilnowanie potomstwa - podstawowa różnica polega na tym, że absolutnie każdy Szwed czy Norweg na widok ewidentnie zawieruszonego dziecka buszującego samopas natychmiast by zareagował. Dzieciaka się odstawia do najbliższego punktu, zawiadamia ochronę, albo na własną rękę szuka właścicieli. Istnieje coś takiego, jak moralny obowiązek natychmiastowej reakcji, jeśli komuś dzieje się krzywda. Sztuka dulszczyzny, opanowana do perfekcji przez nasze społeczeństwo, polega natomiast na patrzeniu i komentowaniu z żywym zainteresowaniem.
      @daria1222
      1. Nie, nie zawiniłaś w żaden sposób.
      2. Tak, obsługa miała obowiązek Ci pomóc.
      3. Nigdy więcej nie reaguj na to, jak ktoś wylewa na Ciebie szambo zza monitora. Zjedzą Cię. Uprzednio obsrawszy się z radości, że ktokolwiek zwrócił na nich uwagę.
      • kokodrilko Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 17.03.12, 21:18
        Pomysł z przypinaniem łańcuchem do kaloryfera dobry.
        Należy tylko pamiętać, że łańcuch zgodnie z obowiązującymi przepisami powinien mieć minimum metr długości, oraz należy nie zapomnieć o postawieniu miski wody w zasięgu łańcucha.
      • trudnepytania3 Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 18.03.12, 00:13
        Pogłaszcz ją jeszcze po główce. Tylko jak następnym razem nasza idealna matka (z jej tekstu wynika, że jest wzorem cnót wszelakich) straci dziecko z oczu na 5 sekund pod kioskiem ruchu przy ruchliwej ulicy, to może być za późno nim kioskarka wyjdzie, żeby na jej życzenie krzyczeć na całą okolicę, że cud-miód-malina-mamusi zgubił się berbeć w czerwonej kurtce
        • jowita771 Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 18.03.12, 09:00
          Moralnym obowiązkiem każdego jest pomoc w takiej sytuacji. W miarę możliwości. pani w Realu miała środki do tego, by pomóc, tylko brakło jej po pierwsze empatii, po drugie - rozumu. Myślę, że jej przełożony złapał się za głowę, czytając, że nie wiedziała, jak sformułować komunikat.
      • olena.s Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 18.03.12, 07:24
        Z kompletnie innego świata (arabskiego) dodam, że w u mnie też dorośli natychmiast by reagowali. Nastawienie do dzieci jest tak opiekuńcze, że nawet nie wiem, czy mają procedury w centrach handlowych w tej kwestii - ale ostatnio widziałam akcję odławiania zgubionego zasmarkańca... I to jeszcze matka nosiła muzułmański nikab i abaję (zasłonę na twarz plus czarną suknię do ziemi) więc była niodróżnialna na oko od 30 procent innych klientek sklepu).
        A matce zgubionego malucha ślę wyrazy poparcia i współczucia - jako wyrośnięte dziecko, które się kiedyś zgubiło w sklepie osiedlowym oraz jako matka, która dziecka upilnowała, ale ma pełną świadomość, że zadziałało tu również szczęście i przypadek.
    • persephonix Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowiedz... 17.03.12, 21:15
      Skoro za niedopilnowanie dziecka przedszkolanki, opiekunki maja problemy i sa wywalane z pracy (a maja znacznie wiecej na glowie niz mamusia nawet z 5 siatami)

      to nie widze usprawiedliwienia dla mamusi, zdarzyc sie moze, owszem, ale pretensje do siebie i tylko do siebie. Zamiast tracic czas na forum glupia babo idz pobaw sie z dzieciakiem, i dziekuj bogu ze tylko sie zawieruszylo a nie zmienilo wlasciciela.

      Jak idziesz z dzieckiem to priorytetem jest pilnowanie malucha, nic wiecej. Jesli nie bylo to priorytetem to sorry, nie obwiniaj innych i nie tlumacz ze inni chyba nie wiedza co to znaczy, wiedza i potrafia sie ogarnac. Nie potrafisz - twoj problem.
      • vald Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 18.03.12, 07:39
        Widać po tobie że masz problem ze zrozumieniem podstawowego tekstu. Matka nie ma pretensji do sklepu że zaginął dzieciak, ale pretensje że nie chciano jej pomóc w jego odnalezieniu, że nie ma jasnych procedur co robić w takich sytuacjach.
        Zaginione dzieci w centrach handlowych to norma - zdarzają się codziennie, ale to wcale nie znaczy o nieodpowiedzialności rodziców. Dzieci są różne, jedne bardziej ruchliwe drugie mniej. Czasem wystarczy parę sekund zafascynowania dziecka czymś i mamy problem. Ale pewnie tego nie rozumiesz bo nigdy nie opiekowałaś się dzieckiem. A nazywanie kobiety głupią babą świadczy tylko o twojej frustracji i poziomie jaki reprezentujesz.
    • jowita771 Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 18.03.12, 08:46
      Zdaje mi się, że matka nie miała pretensji do marketu o to, że jej dziecko zginęło, tylko o to, że pani tam pracująca nie chciała nadać komunikatu. Czy prośba o nadanie komunikatu to naprawdę postawa roszczeniowa? Halo, ludzie! Jakby osobie obok Was zginęło dziecko, to byście poszli dalej, mówiąc: "trzeba było pilnować"?
      Mam wrażenie, że osoby, które naskoczyły na matkę dziecka,albo nie mają dzieci i dopiero za jakiś czas się zdziwią, jak łatwo dziecko na chwilę zgubić, albo mają dzieci i dużo szczęścia. Mam dzieci, jeszcze ich nigdy nie zgubiłam, ale wiem, że to się może zdarzyć.
      A pracownicy Reala życzę, żeby jej na chwilę własne dziecko zniknęło z oczu i żeby sobie wtedy przypomniała tę panią, której odmówiła pomocy. Myślę, że to ja czegoś nauczy.
    • znow_ja do Darii 18.03.12, 12:34
      Szanowna Dario,

      1. zdecyduj się. W tamtym artykule wybierałaś farbki (widzisz, czytam uważnie), tu zaś zajmujesz się butami.
      2. wina Twoja jest niezaprzeczalna. Nawet jeśli się MUSI zabrać dzieciaka do sklepu/marketu/miejsca publicznego, cały czas się go pilnuje. Jest wiele sposobów pilnowania, jeśli wszyskie zawodzą - bez żartów polecam smycz dla dziecka. parenting.pl/polecam-odradzam/10908-smycz-dla-dziecka-2.html
      Elegancki, gustowny plecaczek.
      3. wina sklepu też jest niezaprzeczalna - powinny być opracowane procedury na wypadek zaginięcia małego człowieka. Nie komunikat o zaginięciu, zachęcający potencjalnych porywaczy do zainteresowania się tematem, ale np. coś, co było na forum opisywane w jednym z chyba irlandzkich sklepów - kod i tu numer. Wtedy cała obsługa dokładnie wie, co zrobić - pilnować monitoringu, obstawić wyjścia, rzucić wszystko i biegać pomiędzy regałami itp. Tak samo powinny być opracowane procedury na wypadek pożaru, zawalenia się itp itd, znane na pamięć wszystkim pracownikom.
      4. Wychowałem 3 chłopaków, uczestnicząc równo z żoną w czynnoścoach domowo - wychowawczych (zakupy z nimi w markecie też robiłem i z siatami łaziłem do domu), czuję się więc upoważniony do zabrania głosu, pomimo że jestem mężczyzną.
      5. kobiety też Cię krytykowały, mężczyźni też Cię bronili. Nie generalizuj, proszę.
      6. mam nadzieję, że ta sytuacja będzie dla Ciebie nauczką. Moim znajomym utonęło w jeziorze 5-letnie dziecko - choć przecież na brzegu było 5 dorosłych osób i wszyscy je "pilnowali." Nie życzę Ci takich doświadczeń.
    • daria1222 Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowiedz... 18.03.12, 22:48
      Szanowny znowu_ja,
      Nie napisałam, że w momencie, kiedy dziecko oddaliło się, kupowałam buty. Wspomniałam o butach, ponieważ autor listu do redakcji zdaje się nie rozumieć, że czasami obecność dziecka podczas zakupów jest konieczna. Wytłumaczyłam mu więc, że nie da się kupić pewnych rzeczy dla dziecka bez zabrania go na zakupy. I faktycznie zamierzałam wtedy (czyli podczas tamtych zakupów, a nie w momencie, gdy dziecko zaginęło) kupić buty. Podobnie jak wiele innych rzeczy.

      Autora listu do redakcji o wskazanie mi miejsca, w którym mogłabym w niedzielę ( bo właśnie w niedzielę miało miejsce to zajście) za "parę złotych" zostawić dziecko pod dobrą opieką i w tym czasie spokojnie zrobić większe zakupy i zanieść je do domu. Jeśli takie miejsce istnieją, to chętnie skorzystam z niego następnym razem, myślę, że inne mamy również.

      Chciałabym podziękować tym internautom, którzy okazali mi zrozumienie i właściwie odczytali moje intencje (tzn. dlaczego zdecydowałam się nagłośnić tę sprawę).

      Tych wpisów, które świadczą o tym, iż ich autorzy mimo wyjaśnień z mojej strony i ze strony innych osób, nadal upierają się, iż traktuję sklep jak plac zabaw, a od personelu wymagam zajmowania się moim dzieckiem, nie będę znowu komentować. Obszernie wyjaśniłam, jak było, wielokrotnie zresztą (pod innymi artykułami na ten temat) i nie zamierzam się powtarzać. Jeśli ktoś nie potrafi czytać ze zrozumieniem i nie chce tego zmienić, to nic na to nie poradzę. Zresztą, przecież te fora czyta także "druga strona" i to chyba zrozumiałe, iż część wpisów może pochodzić od skrytykowanej przeze mnie pracownicy hipermarketu i jej kolegów z pracy/znajomych. Tym bardziej, że niektóre argumenty internautów do złudzenia przypominają te, które usłyszałam od niej wtedy, w sklepie.

      I jeszcze jedna uwaga, dość istotna w całej sprawie: na odpowiedź sklepu na moją skargę czekałam 8 dni. Skargę złożyłam natychmiast po zdarzeniu. Podałam swoje dane, numer telefonu. Uprzedziłam lojalnie, że zamierzam sprawę nagłośnić. Wahałam się, czy to zrobić. Zastanawiałam się, czy nie wyrządzę niechcący nikomu krzywdy (np. kierownikowi zmiany, który zachował się przyzwoicie). Chciałam dać drugiej stronie szansę na wyjaśnienia. Czekałam na zwykłe przeprosiny, telefon z wyjaśnieniami, przeprosinami, pytanie, czy z dzieckiem wszystko w porządku, czy nic mu się nie stało. Naprawdę miałam nadzieję, że dyrekcja sklepu potraktuje tę sprawę poważnie. Nie oczekiwałam ani bonów na zakupy ani odszkodowania, jak to niektórzy forumowicze "Gazety" próbują mi wmawiać. Być może, gdyby dyrekcja sklepu zareagowała inaczej, nie byłoby tej afery. Po 8 dniach otrzymałam list ze standardowymi przeprosinami, podziękowaniami za zgłoszone uwagi oraz wyrażoną nadzieją, iż pozostanę klientką sklepu (Nie, droga Pani, nie będę już Waszą klientką. Nie czuję się w tym miejscu bezpiecznie i na pewno nie zrobię już w nim zakupów). Zadzwoniłam do sklepu, jeszcze raz opisałam szczegółowo sprawę osobie zastępującej szefową sklepu. Powiedziałam, że oczekuję rozmowy z dyrekcją, bardziej szczegółowych wyjaśnień, prosiłam, aby osoba decyzyjna zadzwoniła do mnie, kiedy pojawi się w pracy, ponieważ była dla mnie nieuchwytna. Nie muszę chyba dodawać, że nie oddzwoniono do tej pory, a od sprawy minęły już 2 tygodnie. Dlatego zdecydowałam się sprawę nagłośnić.
      • uszaty25 Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 18.03.12, 23:28
        Kurcze mloda matka na zakupach stracila kontakt z dzieckiem, poprosila o pomoc pracownkow sklepu i pojawil sie mega problem. Jak tak jako spoleczenstwo bedziemy "pomagac" mlodym rodzicom to dokad zajdziemy?
    • nika_j Re: Czytelnicy o Realu: "To rodzice są nieodpowie 19.03.12, 15:16
      Sprawa odpowiedzialności i sprawa pomocy to są dwie odrębne sprawy i nie należy ich mieszać.
      Inną sprawą jest, czy należy od wszystkich instytucji wymagać procedur na każdą z tych okoliczności. Wydaje mi się normalne, że np. szkoły i inne instytucje opiekuńcze muszą mieć procedury na wypadek zaginięcia dziecka, które znajduje się pod ich opieką. Czy należy tego wymagać od każdego sklepu - nie wiem. Niemniej sprawna organizacja i pomoc w takich sytuacjach na pewno wpłynęłaby pozytywnie na wizerunek danej instytucji, a na tym teoretycznie również sklepom powinno zależeć. No chyba że dzieje się to u nas, gdzie i tak klient czyli bydło przyjdzie do marketu i nie trzeba się nimi przejmować. Również ochrona u nas kojarzy się tylko i wyłącznie z ochroną sklepu, a nie ochroną również klienta.
      Jeśli nie ma obowiązku posiadania takich procedur przez sklep, to skarga jest raczej nie na miejscu, choć z perspektywy ludzkiego zachowania i empatii na pewno można mieć pretensję. W kazdym razie taka postawa sklepu sugeruje, że klient nie powinien oczekiwac od sklepu pomocy również w innych sytuacjach, jak okradzenie, pobicie czy zasłabnięcie. W normalnym kraju taki sklep straciłby przynajmniej część klientów, u nas raczej tego nie musi się obawiac, bo i tak magnes cenowy przyciągnie wszystkich, nawet jesli ludziom każe się stać w kilometrowych kolejkach, traktuje jak bydło, podaje przeterminowany towar i oszukuje na każdym kroku.
      I w kontekście przeróżnych komentarzy pod tym artykułem coraz mniej mnie dziwi postawa "słynnej" matki Madzi, która wolała skłamać i ukryć ciało dziecka - w sumie niedopilnowanego dziecka, jeśli wierzyć ostatnim wersjom - niż narazić się na opinię matki, która nie potrafiła należycie zaopiekować się swoim dzieckiem. To trochę przerażające.
    • znow_ja ku przestrodze 24.03.12, 14:26
      Dario, doniesienie z dzisiejszego TVN 24.

      www.tvn24.pl/-1,1739229,0,1,dziecko-wpadlo-do-oczka-wodnego-stan-ciezki,wiadomosc.html
      I podtytuł
      'Matka na chwilę straciła 1,5 roczne dziecko z oczu'.

      Weź to sobie do serca.
Pełna wersja