daria1222
17.03.12, 13:55
Szanowny Autorze listu,
Wielu internautów, nie znając dobrze ani sytuacji ani mnie, wydało już na mnie wyrok. Przeczytałam m.in. ze zdumieniem, że jestem materialistką, bieganie po hipermarketach jest treścią mojego życia, wydaję tam pieniądze męża, wcale dziecka nie chcę, bo tylko mi przeszkadza w oddawaniu się przyjemności, jaką jest robienie zakupów. A w ogóle to byłam wtedy na pewno pijana, powinno się więc przykładnie ukarać mnie, bo przecież personel sklepu ma inne zajęcia niż zajmowanie się dzieckiem matki, która je porzuciła.... Tylko że ja wcale od nikogo nie oczekuję, żeby się moim dzieckiem zajmował.
Z Pana opinii wynika, że chyba nigdy nie zajmował się Pan samodzielnie przez dłuższy okres małym dzieckiem i jednocześnie prowadził dom, zapewniał sobie i jemu utrzymanie. Dla wielu znanych mi panów ( a są to tzw. "osoby na poziomie") zajęcie się własnym dzieckiem przez krótki czas jest olbrzymim wysiłkiem, przekraczającym ich możliwości. Natomiast najlepiej na wychowaniu i opiece nad dziećmi znają się panowie bezdzietni. Od matki oczekuje się, że przez 24 godziny na dobę nie spuści dziecka z oka nawet na sekundę, a przy okazji zarobi na dom i wykona wiele różnych innych czynności, które przecież są całkiem dla kobiety naturalne, a może nawet przyjemne. Do takich rozrywek należy m.in. robienie zakupów. Nie zdziwiło mnie, że wśród 510 wpisów, które czytałam pod artykułem, przeważają dwa rodzaje: wpisy od mężczyzn, którzy oskarżają mnie o bycie złą matką i od rodziców (głównie matek), które doskonale mnie rozumieją i również zdarzyło im się stracić dziecko z oczu.
Zapewniam Pana i innych internautów (a zwłaszcza panów, którzy nigdy nie opiekowali się dziećmi), że bieganie z dzieckiem po hipermarkecie, a potem wracanie z ciężkimi siatkami do domu ( nie każdy ma samochód i nie każdego stać na taksówkę) nie należy do przyjemności, lecz czasami jest koniecznością. Czy nie przyszło Panu do głowy, że czasami obecność dziecka podczas robienia zakupów jest konieczna? Wtedy, korzystając z wolnej chwili, szukałam akurat butów dla dziecka, miało też wybrać sobie obiecaną od dawna zabawkę.
Wiem, moja wina jest wielka i powinnam była siedzieć w domu i czytać fora internetowe, a dziecko posadzić przed telewizorem - wtedy miałabym spokój i nie byłoby całej tej afery.
Proponuję wszystkim, którzy piszą komentarze i listy do GW w mojej sprawie, aby przed wysłaniem swojej opinii w świat jeszcze raz dokładnie przeczytali artykuł ze zrozumieniem. Nigdzie nie jest tam powiedziane, że mam pretensje do kogokolwiek o to, że zaginęło mi dziecko. Rozumiem, że wg Pana odpowiedzialna matka powinna sama szukać dziecka po ogromnych obiekcie, a proszenie o pomoc jest w tym wypadku co najmniej nietaktem. Podejrzewam, że gdyby dziecku wtedy coś się stało, a ja nie śmiałabym prosić nikogo o nadanie komunikatu, ci sami internauci, którzy mnie krytykują za to, że o pomoc prosiłam, żądaliby dla mnie kary za ... brak zgłoszenia sprawy obsłudze i policji.
Życzę Panu, żeby nie znalazł się nigdy w sytuacji, kiedy osoba, którą Pan kocha będzie narażona na poważne niebezpieczeństwo, a osoba, która może Panu szybko i skutecznie pomóc, tej pomocy odmówi.
Być może istnieją rodzice, którzy hipermarket traktują jak plac zabaw, a ich dzieci są uciążliwe dla personelu i innych klientów. Nie zaliczam się do takich rodziców i ponoszę odpowiedzialność za swoje dziecko, które zresztą budzi zazwyczaj w ludziach sympatię i jest często chwalone przez obcych ludzi za grzeczne i kulturalne zachowanie.